1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Materiał partnera
  4. >
  5. Trendy zakupowe w trakcie pandemii - jak się zmieniają?

Trendy zakupowe w trakcie pandemii - jak się zmieniają?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Rok 2020 znacząco wpłynął na zmianę nawyków zakupowych Polaków. Coraz chętniej robimy zakupy na zapas, mimo że początkowe obostrzenia uległy na przestrzeni miesięcy złagodzeniu. Sprawdź, jakie trendy zakupowe pojawiły się w trakcie pandemii oraz jak się zmieniają.

Ostatnie miesiące miały ogromny wpływ na ukształtowanie się nowych nawyków zakupowych wśród Polaków oraz na wytworzenie pewnego rodzaju trendów, które powielane nie słabną na swej sile.

Na początku pandemii sklepy wielkopowierzchniowe stały się głównym celem zakupowych wyjść. Ogromna oferta produktowa, szeroki asortyment zawierający produkty spożywcze, kosmetyki, chemię domową, a także produkty przemysłowe przyciągały rzesze klientów, którzy zafrapowani rozwijającą się sytuacją epidemiologiczną chcieli zrobić zapasy na najbliższy czas. Sklepy tego typu sprawdzają się doskonale w sytuacji, w której nie chcemy biegać między sklepami, a zależy nam na sprawnym zdobyciu pożądanych produktów oraz uniknięciu zbytniego przemieszczania się. Wchodzący rygor sanitarny, związany z koniecznością reglamentowania liczby klientów robiących zakupy w danej chwili na konkretnej powierzchni, sprawił, że sklepy wielkopowierzchniowe nie mogły poradzić sobie z tłumem chętnym na zakupy. Kolejki przed sklepami rosły w zastraszającym tempie, w konsekwencji prócz czasu przeznaczonego na zakupy należało doliczyć także czas stania w kolejce przed sklepem, a później w kolejce do kasy. Wiele osób w tej sytuacji zrobiło swoisty zwrot w tył i chcąc uniknąć dużych skupisk ludzi swoje zaufanie przenieśli na rodzinne biznesy, osiedlowe sklepiki, które de facto oferowały bardzo podobny asortyment.

Zmiany dotyczące trendów zakupowych w czasie pandemii znacznie wpłynęły również na częstotliwość wykonywanych zakupów. Coraz więcej osób ceni sobie bardziej możliwość robienia większych zakupów, ale rzadziej niż codzienne wizyty w sklepie po produkty potrzebne w danej chwili. Przewidywalność potrzeb, planowanie posiłków i sprawunków z pewnością wpłynęła znacząco na sposoby gospodarowania rodzinnym budżetem oraz obowiązkami. Badania pokazują, że przed pandemią prawie 20% konsumentów wybierało się na zakupy 2 razy w tygodniu lub częściej, obecnie, w czasie trwania epidemii, jest to niemal 10%. Z kolei przed marcem 2020 sporadyczne, ale zaplanowane, wyjścia na zakupy deklarowało 17% konsumentów, obecnie aż 30%. Widać, jak ulegają zmianie tendencje dotyczące częstotliwości dokonywania zakupów. Nie powinien umknąć fakt, iż sklepy - zarówno te wielkopowierzchniowe, jak i te mniejsze, jak osiedlowe sklepiki dostosowały procedury higieniczne do wszelkich zaleceń i wytycznych - płyny do dezynfekcji, jednorazowe rękawiczki, obowiązek noszenia maseczek w przeważającej większości placówek handlowych na bieżąco jest udostępniany i egzekwowany.

Jednym z widocznych trendów, który rozwinął się podczas pandemii, jest wzmożony ruch w sklepach online oraz coraz większa popularność zakupów przez internet. Wielkie i rozpoznawalne marki, ale także malutkie biznesy zauważyły konieczność wyjścia do klienta w sferze online. Coraz bogatszy asortyment oferowany w sklepach online, pojawienie się bogatej oferty aplikacji ułatwiających robienie zakupów z własnego domu z dostawą prosto pod drzwi - wszystko to ułatwiło klientom dokonywanie zakupów przez internet. Do rosnącej popularności tego rodzaju zakupów przyczyniły się, bez wątpienia, także atrakcyjne rabaty, promocje, zniżki, które obowiązywały wyłącznie w sklepach online. Szereg platform, które zbiorczo porządkują zniżki i rabaty ułatwiające zakupy w sieci, pozwalają na zaplanowanie zakupów oraz zaoszczędzenie pieniędzy. Jednym z miejsc, w którym atrakcyjne rabaty i oferty są na bieżąco aktualizowane jest platforma Mamyje.pl. Kody rabatowe i najlepsze oferty możesz wykorzystać w wielu sklepach: począwszy od sklepów z odzieżą i obuwiem, przez sklepy z kategorii zdrowie i uroda aż po elektronikę i sprzęty AGD i RTV oraz motoryzację i wiele, wiele innych.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Ubrania w stylu vintage - jak działają sklepy vintage?

Butik Chosen By (materiały prasowe)
Butik Chosen By (materiały prasowe)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Dekadę temu ubrania vintage były niszą dla pasjonatów, a rzeczy używane wielu kojarzyły się ze śmietnikiem. Dziś gwiazdy obnoszą się z sukniami vintage po czerwonych dywanach, a nastolatki szpanują designem z lat 80. Trend, świadoma filozofia antykonsumpcji, a może konieczność, od której nie ma odwrotu w obliczu globalnego kryzysu ekologicznego?

Najefektowniejszy trend tych czasów? Vintage i ubrania z drugiego obiegu. Nawet sieciówki stylizują swoje ciuchy vintage i ogłaszają programy recyklingu odzieży. Można w tym trendzie uczestniczyć w mainstreamie, można i alternatywnie. W 2020 roku w Warszawie niemal co tydzień odbywał się targ vintage – w klubie albo w postindustrialnej hali. Oldskulową modą wabią też krakowskie, łódzkie czy wrocławskie vintage butiki i markety.

Vintage blezerek japońskiej babci

W wiosenny weekend stołeczne studio Hartwig Fashion udostępnia wnętrze na imprezę Vintage Fever. Są tu trofea z vintage’owych sesji modowych – „kufajka” Isabel Marant sprzed wielu sezonów sąsiaduje z błyszczącą sukienką mini, uszytą – jak głosi legenda – na zamówienie pewnej ambasadorowej przez kultową Modę Polską w głębokim PRL-u. Obok wystawka kultowego łódzkiego Cukru Pudru z fasonami z lat 70., 80. i 90. oraz popowymi okularami. Wdaję się w rozmowę z Raphaelem (profil na Instagramie: Na Górze Róże) – Francuzem o japońskich korzeniach, który za dziewczyną przyjechał do Łodzi i od siedmiu lat jeździ po Polsce z wyszukanymi perełkami vintage. Każdy sprzedawca to kopalnia anegdot, w sieciówkach tego nie dają, i to też składnik „vintage’owego czaru”. Raphael o każdym ciuchu potrafi coś opowiedzieć: Hammer to podróbka Armaniego z lat 80., a koronkowy blezerek Chloé to łup po japońskiej babci. Zestawienia stylów i epok to cały smaczek „polowań”. – Kocham to – mówi. – Zawsze się tak ubierałem, łaziłem po bazarach, nawet kiedy to nie było modne, uwielbiam np. „cygańskie” koszule z kolorowego jedwabiu. Kiedy mieliśmy już z żoną cały dom zawalony tym dobrem, zacząłem nim handlować.

Najlepiej schodzą najntisy

Co się zmieniło przez te lata? – Kiedyś, jak się jechało do łódzkiego lumpeksu, człowiek kupował towaru na miesiące. Teraz trudniej. W Łodzi, która jest biednym miastem, gdy mają rzucić towar, od rana pod „lumpem” stoi tłum. Wszyscy biegną do wejścia, starsze panie dziabią konkurentów laskami po stopach. Nie mam już na to nerwów, znajduję inne źródła ciuchów. Jakie? Sekretne.

Odchodzę od francuskiego gawędziarza z seledynowym płaszczem z lat 80. za jedyne 70 złotych i natykam się na młodą konkurencję. 15-letni Ian urodził się w Argentynie, ojczyźnie taty, ale kiedy miał dziesięć lat, przyjechali do Polski. Chodzi do pierwszej klasy liceum i od pół roku dorabia vintage’em (profil: Daj Se Ubranie). Mama dała siedem dych na wieszak, w resztę inwestuje sam: – Moi rówieśnicy ubierają się podobnie: w drogie streetweary albo high-endowe ubrania – mówi. – U mnie wszystko jest tanie, za to oryginalne i z historią. Moja grupa docelowa to młodzieżowi imprezowicze. Najlepiej schodzą najntisy: bajeczki Disneya, tribjuty dla raperów, amerykański vibe. Rzeczy wynajduję w szmateksach, skupuję od ludzi. Ten T-shirt, rocznik ’95, to pięć dyszek, ale przecież ze sprzedawcą zawsze można negocjować i na tym polega fun.

Bikiniarze wśród nas

Sklepy, butiki internetowe, stacjonarne – oparte na strategii vintage i selekcji ubrań z drugiej ręki – wyrastają jak grzyby po deszczu. Starszy od Iana tandem sióstr: 28-letnia Natalia Pietrzak i 19-letnia Zuzanna Woińska, znany jako nie.znosze, z impetem wystartował na październikowych targach i może mówić o sukcesie. Dziewczyny mają wyjątkowe oko: są cuda retro z lat 50. i 60., przeskalowane marynarki z lat 80. czy japońskie kimona vintage i srebrne sygnety. Proponują szalone stylizacje, gorsety zakładają do swetrów. – Na łowy jeździmy pod Warszawę – mówi Natalia opatulona w upolowany zjawiskowy sweter z moheru. – Najbardziej ekscentryczne rzeczy znajdujemy w kanciapkach na prowincji. Niczego nie planujemy, chcemy dać się zaskoczyć, jak ostatnio: taftowym kompletem Armaniego. Cieszę się, że w końcu mogę kupować ciuchy, które mi się podobają, a które nie są na mnie, bo ja jestem z tych „większych”. Marzy mi się, żeby przychodziło do nas więcej dużych dziewczyn. Ośmielcie się, vintage jest też dla nas!

Zuzanna Woińska i NAtalia Pietrzak, twórczynie butiku nie.znosze (fot. materiału prasowe) Zuzanna Woińska i NAtalia Pietrzak, twórczynie butiku nie.znosze (fot. materiału prasowe)

Natalia biega za gorsetami, za to Edward, właściciel warszawskiego Bikiniarza, ubiera tylko facetów – na Instagramie lub w klimatycznym praskim podwórku przy Ząbkowskiej 2. Dekoracje: opływowa maszyna Singera z lat 60., stare walizki i krawiecki manekin. W tle swinguje Sinatra. Edwardowi patronują bikiniarze, ekstrawaganccy zawadiacy z lat 50. – Kochali jazz, modę i kulturę amerykańską, buntowali się wobec narzuconej im rzeczywistości – mówi. – Mój sklep znajduje się tuż przy bazarze Różyckiego, gdzie zaopatrywali się w ciuchy.

W Bikiniarzu znajdziecie stare Dolce & Gabbana i vintage’owe no-name’y z dobrej wełny. Jest świetny wybór swetrów, koszule od Paula Smitha czy jedwabny krawat Ermenegilda Zegni. Albo unikatowy prochowiec Próchnika, szyty na Związek Radziecki, odświeżony przez pracownię krawiecką Kompromis. Przez ostatnie lata sklepy z ubraniami z odzysku zyskały nowy wymiar: – Dzisiaj klient jest bardziej świadomy, chce kupić coś fajnego i nie dokładać cegiełki do globalnego ocieplenia. Mam klientów od 17. do 70. roku życia. Jest pan vintage’owy, pan elegancki i pan sportowy. Często to kobiety przyprowadzają do mnie swoich facetów.

Bikiniarz w podwórku na warszawskiej Pradze. Tu ubierają się panowie. (fot. materiały prasowe) Bikiniarz w podwórku na warszawskiej Pradze. Tu ubierają się panowie. (fot. materiały prasowe)

Marais do Warszawy

Jednym z najdłużej istniejących stacjonarnych butików vintage (dziś też w Internecie) jest warszawskie Safripsti przy Oleandrów. Jedwabne koszule, kaszmirowe swetry, ramoneski, sukienki. Na początku drugiej dekady XXI wieku sklep założyła powracająca po latach z Paryża i Londynu makijażystka Magdalena Wińska. Nie było u nas jeszcze butików vintage, które świadomie budowały swoją markę, a ona miała to przemyślane, wiedziała, co i komu chce sprzedawać. Inspirację znalazła w sklepiku z paryskiej dzielnicy Marais. – Pamiętam, jak pierwszy raz tam weszłam i jeszcze nie wiedziałam, że to vintage shop, ale już czułam emocje związane z „polowaniem na skarby”. Przyprowadzałam tam przyjaciółki podczas ich wizyt w Paryżu i któraś powiedziała: „Szkoda, że takiego sklepu nie ma w Warszawie”. Wtedy zapaliła mi się lampka – opowiada.

Dziś Magdalena znów krąży między Francją a Polską, a butik na co dzień prowadzą jej wspólnik Szymon i współpracownicy. – Nadal zaopatrujemy się u wyspecjalizowanych hurtowników vintage’u, sami też startujemy z hurtem – mówi. – Ja jestem zanurzona w latach 80. i tego się nie wyprę, ale teraz vintage przesunął się do lat 90. Uważnie słuchamy młodych klientów, doradców i ruszamy z filmikami, żeby pokazać, jak się nosić w vintage’u. Dziś świadomość jest większa i mnóstwo ludzi, którzy uważają się za speców w temacie, nadal wrzuca vintage i ubrania z zeszłorocznej kolekcji polskiego projektanta do jednego worka. Tymczasem vintage musi mieć minimalnie dziesięć lat wstecz i swoją wartość. Rzeczy sprzed lat 60. to już właściwie retro. U mnie też bywają, ale są droższe.

Magdalena Wińska i Szymon Makohin z butiku Safripsti Magdalena Wińska i Szymon Makohin z butiku Safripsti

Wielka zmiana świadomości

W branży nastąpiła jeszcze jedna zmiana, obudziliśmy się w świecie, w którym równie ważny jak estetyczny stał się wymiar ekologiczno-konsumpcyjny mody. Ziemia umiera, a przemysł modowy jest jednym z największych trucicieli. – Kiedy zakładałam ten biznes, nie miałam takiej świadomości – opowiada Magdalena. – Teraz, kiedy znam te dane, cyfry, jest to dla mnie porażające. Jako Safripsti staramy się to komunikować. Na każdym kroku zastanawiamy się, jakie wybrać opakowania, jakie metki, czy robić ulotki itp.

Osobą, która aktywnie wspiera zmiany, jest Anna Pięta, która wraz z Magdą Korcz organizowała wielkie modowe targi Hush, a od dwóch lat nie kupuje ubrań z pierwszego obiegu, ostro krytykuje fast fashion, wspiera ekologiczne biznesy i nagrywa z Martyną Sztabą podcast „Muda Talks” o zrównoważonej gospodarce i ekologii. – To był proces – wyjaśnia. – Moda nie była dla mnie ważna sama w sobie, ale jako tuba do mówienia czegoś istotnego, bo jest łatwo zrozumiała, dotyczy każdego. Zaczynałam w 2009 roku od vintage’u w Internecie. Kiedy po przeniesieniu do realu sklep upadł, zaczęłyśmy robić Hush, bo uznałam, że są fajne polskie marki i trzeba wspierać lokalny biznes, niesieciowy. Ale przyszedł moment wypalenia. Kupowanie stało się sposobem na życie, na spędzanie wolnego czasu, poprawianie sobie nastroju, rozładowanie napięcia itp. Dopiero na końcu jest realna potrzeba. Nie chciałam tego nakręcać, wolę dawać komunikat: kupuj z drugiego obiegu, bo to dobra jakość za niewygórowaną cenę, do tego eco-friendly. Nadal lubię ładnie wyglądać, ale zawsze znajdę coś np. w mokotowskim Crushu, butiku vintage ze świetną selekcją.

Anna Pięta (po prawej) i Martyna Sztaba nagrywają podcast „Muda Talks” o zrównoważonej gospodarce. (Fot. materiały prasowe) Anna Pięta (po prawej) i Martyna Sztaba nagrywają podcast „Muda Talks” o zrównoważonej gospodarce. (Fot. materiały prasowe)

Słuszny kierunek

Kiedy pytam, kim dzisiaj się czuje, mówi, że nazwałaby się liderką antykonsumpcji i walki z nadprodukcją, po angielsku: fashion environmentalist. Docenia to, jak rozwinął się w Polsce w ostatnich latach drugi obieg. Podobnie jak ja uczestniczy w kobiecych wymiankowych i sprzedażowych kręgach. – Dla jednych to wynika z czystej świadomości, dla innych to fajny trend – stwierdza. – Ale tendencja szybko rośnie i wierzę, że to jedyny słuszny kierunek. Przejadły nam się powtarzalne ubrania z sieciówek, beznadziejna jest jakość tej produkcji. A „vintage” to „dobry rocznik”, jak w winach, przynajmniej tak brzmi dosłowne tłumaczenie. Badania podają, że mamy już tyle ubrań z drugiego obiegu i sklepowych zwrotów, które się przecież potem pali, by nie obniżać cen, że gdyby zatrzymać teraz produkcję, to wystarczyłoby zasobów dla całej ludzkości na następne 11 lat.

Jednak nawet drugi obieg potrafi być nieetyczny. – Świetnie opisuje to w rozmowie dla „Mudy...” Zosia Zochniak, która prowadzi start-up Ubrania do Oddania, zajmujący się odpowiedzialnym sortowaniem odzieży używanej – opowiada Ania. – Ciuchy z drugiego obiegu wyrabiają kolejny karbo-syf, zaśmiecając np. polskie lasy. U nas odpad tekstylny jest uznawany za zielony, bez kontroli, a przecież 60 proc. szmat ma poliester, który się tak samo długo rozkłada jak plastikowa torebka! Trzeba by sprawdzać, kto je sprowadza i czy legalnie, jak je dystrybuuje itp.

Luksus z drugiej ręki

Inny sposób na ubrania z odzysku to butiki i komisy z drogimi markami, które trafiają do drugiego obiegu. Tak działa w Internecie słynący z ostrej selekcji Pyskaty Zamsz czy warszawski sklep Chosen By z siedzibą przy ekskluzywnej Mokotowskiej (od kwietnia także w Elektrowni Powiśle, prowadzi również internetową platformę Kupuj/Sprzedaj). Założycielka Karolina Bartczak mówi: – Zaczęło się od tego, że wymieniałyśmy się prywatnie z koleżankami ubraniami, bo np. trafił się nieudany zakup albo któraś schudła lub przytyła. Pomyślałam, że fajnie byłoby stworzyć stałe miejsce. Tu dajemy rzeczom drugie życie, pozwalamy ludziom oczyścić garderobę, za połowę ceny nabyć najwyższej klasy ciuch. Walczymy z podróbkami, które są plagą tego biznesu, dlatego wszystko sprawdzamy.

Karolina Bartczak właścielka butiku Chosen By (fot. archiwum prywatne) Karolina Bartczak właścielka butiku Chosen By (fot. archiwum prywatne)

Na wieszaki trafiają kolekcje z ostatnich kilku lat: 200–300 zł mogą kosztować dżinsy Balenciagi (w firmowym sklepie – 2 tys. zł), 6 tys. – nowa torebka Celine (wyjściowo – 11 tys.). Czasem to prawdziwy unikalny vintage. – Miałyśmy kiedyś pozłacany paskonaszyjnik Chanel, zaprojektowany jeszcze przez samą Coco Chanel – wspomina szefowa butiku. – Mamy też klientkę, która wyjechała z Polski w wieku 18 lat, dziś jest już po siedemdziesiątce, wciąż ma niesamowitą urodę i klasę, przywozi nam kreacje, które kolekcjonowała latami.

Sztuka z lumpeksu

Drugi obieg ma swoją artystyczną twarz, którą cenię najbardziej. Śledzę projekty stylistki i autorki kostiumów teatralnych Hanki Podrazy, która z secondhandowych „śmieci” tworzy całe opowieści. Jeden z najciekawszych młodych projektantów mody, współpracujący z teatrami, performerami i światem sztuki wizualnej Tomasz Armada, jeszcze studiując w Katedrze Ubioru ASP w Łodzi (dyplom 2017), swoją twórczość budował na zasobach ze słynnych „lumpów”. Nie szuka luksusowego vintage’u, lecz wynosi resztki konsumpcyjnej cywilizacji do poziomu wyrafinowanej sztuki. – Kiedy mieliśmy wykonać standardowe studenckie zadania, np. ubiór-obiekt, wszyscy kupowali w supermarkecie nowe przedmioty i je masakrowali. A ja biegłem do lumpeksów – opowiada. – Staram się szanować materiał, wykorzystywać rzeczy z drugiej ręki. Nie muszę się martwić, „ile to kosztowało”, ale też wiem, że mogę to „zmarnować” bez wyrzutów sumienia. Na studiach ekologia nie była jeszcze tak głośnym tematem, od kolegów projektantów czy z mediów modowych dowiadywałem się, że jestem „łachmaniarzem”, w najlepszym razie – propagatorem „estetyki trashowej”. Dziwakiem, a nie twórcą świadomie podchodzącym do zasobów.

Projektant mody Tomasz Armada w swoich pracach wykorzystuje rzeczy z drugiej ręki. (fot. archiwum prywatne) Projektant mody Tomasz Armada w swoich pracach wykorzystuje rzeczy z drugiej ręki. (fot. archiwum prywatne)

Dziś nawet sieciówki próbują tę „zieloną strategię” jakoś ograć marketingowo, a nastawienie do Armady się zmienia. – To nie są śmieci – zaznacza. – Materiały wyprodukowane w latach 80., 90., których używam, są lepszej jakości niż aktualna produkcja. Dziś maszyny tkackie są tak programowane, żeby tworzyć błędy w tkaninach i by szybciej podlegały one zużyciu. Serio! Dla mnie ważne jest też, że dzieło z tkanin powtórnie użytych jest niepowtarzalne, nie zobaczę tego materiału u kogoś innego, jak to zdarzyło się kolegom na naszych dyplomach.

Do projektów i kostiumów teatralnych Armada wykorzystywał już kibolskie szaliki, muzułmańskie dywaniki modlitewne, cekinowe sukienki sylwestrowe czy gorsety i kołnierze ortopedyczne – wszystko z second-handu. Jeśli uważnie się przyjrzeć, okazuje się, że zwały szmat w lumpeksach są jak wymowne pokłady naszej kultury. Ktoś je wyrzucił, ale tam tkwi cała masa komunikatów o nas, elementów rzeczywistości, z których artyści budują nowe opowieści o ludzkości.

Zmienić reguły

Vintage pozwala odtworzyć w filmie całą epokę. Moja przyjaciółka Karolina Rodanowicz niedawno skończyła pracę przy filmie o Kalinie Jędrusik, była drugą kostiumografką. Wyszukiwała stroje vintage. – Detale są dla mnie w vintage’u rzeczą najcenniejszą, utraconą w ubraniu masowym – mówi. – Jest w nich więcej kunsztu. Poczynając od metki, przez guziki, po podszewkę. Nie umiem już kupować sobie ubrań w sieciówkach. To mnie przygnębia. Zdajesz sobie sprawę, że aby wyprodukować tę gigantyczną ilość ciuchów, trzeba zniszczyć ogromną ilość zasobów. Wszystko po to, by napędzić machinę chciwości.

Karolina Rodanowicz, kostiumografka, mówi: „Nie umiem już kupować w sieciówkach”. (fot. archiwum prywatne) Karolina Rodanowicz, kostiumografka, mówi: „Nie umiem już kupować w sieciówkach”. (fot. archiwum prywatne)

Być może vintage jest próbą przywrócenia myślenia o ubraniu, ale i o świecie jako o czymś cennym. Świat jednorazowy i masowy szybko nudzi. Inaczej nosi się sukienkę, w którą ktoś włożył kunszt i troskę, niż koszulkę uszytą przez zmęczoną 12-latkę w piwnicy. Jak mówi Ania Pięta: – Nikt z nas nie jest zero waste, chodzi o to, żeby być uważnym, żyć świadomie. Sami ludzie tego nie zmienią, aktywiści tego nie zmienią, politycy tego nie zmienią. Dopiero razem mamy szansę zmienić globalne reguły gry.

  1. Materiał partnera

Rozsądnie planuj swoje zakupy

Spróbuj planować swoje zakupy, przygotowywać listę potrzebnych artykułów i na bieżąco przeglądać gazetki promocyjne sklepów. (Fot. materiały partnera)
Spróbuj planować swoje zakupy, przygotowywać listę potrzebnych artykułów i na bieżąco przeglądać gazetki promocyjne sklepów. (Fot. materiały partnera)
Podczas codziennych zakupów warto stosować pewne dobre nawyki, aby płacić mniej a przy tym cieszyć się najlepszymi produktami. Mówi się, że zanim człowiek nauczy się nowych przyzwyczajeń, muszą minąć dwa tygodnie. Zacznij więc od razu, sprawdź aktualne promocje sklepowe, przejrzyj interesujące cię gazetki promocyjne i zacznij planować swój budżet.

Rozsądnie zaplanuj swoje zakupy - pomogą Ci w tym gazetki promocyjne

Być może planujesz zakup nowej kosiarki, bo stara nie działa już zbyt dobrze. A może chcesz kupić najnowszy model pralkosuszarki, bo od dawna o takiej marzyłeś. Zastanawiałeś się jednak, czy teraz rzeczywiście jest najlepszy czas na te zakupy? Takie produkty nie są konieczne natychmiast, dlatego lepiej z ich zakupem poczekać na najkorzystniejszy moment - promocje i wyprzedaże.

Na stronie  sprawdzisz wszystkie aktualne gazetki promocyjne z przeróżnych sklepów w twojej okolicy. Właśnie tam dowiesz się, czy to dobry moment na wybranie nowego modelu pralki, czy być może z zakupem kosiarki powinieneś poczekać do przyszłego tygodnia. Wszystkie promocje sklepowe aktualizowane są na stronie na bieżąco, więc bez żadnych obaw możesz planować swoje zakupy z ich pomocą.

Zrób dokładną listę zakupów

Bez przygotowanej wcześniej listy zakupów możesz popełnić jeden z najczęstszych błędów - wkładać do koszyka sklepowego wszystko co popadnie, a w momencie płatności zdziwić się zbyt wysoką ceną. Swoją listę możesz spisywać przeglądając przy tym aktualne promocje sklepowe na stronie Gazetka-24.pl. Wystarczy, że wiesz, czego potrzebujesz, a gazetki promocyjne pomogą znaleźć sklep, w którym kupisz to najtaniej. Pamiętaj jednak, aby podczas zakupów ściśle trzymać się przygotowanej listy.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Rób w domu listę potrzebnych artykułów

Jeśli chcesz wiedzieć, czego brakuje w domu, zrobić adekwatną listę zakupów i o niczym nie zapomnieć, powinieneś na bieżąco spisywać produkty, które mogą być ci potrzebne. Wyrobienie takiego nawyku może potrwać parę dni lub tygodni, jednak efekty mają świetny wpływ i na wyposażenie domu i domowy budżet. Gdy skończy się masło lub mleko - zapisz ten produkt w notesie, który warto umieścić w widocznym miejscu. Możesz także zapisywać produkty, które, choć jeszcze się nie skończyły, będą potrzebne w domu lada moment. Dzięki temu będziesz mógł skorzystać z promocyjnych cen, bo czy warto kupić coś za dwa dni, jeśli wtedy będzie dwukrotnie droższe?

Zaplanuj budżet przed zakupami i weź ze sobą tyle gotówki, ile będziesz potrzebował

Ostatnio w sklepach dominuje płatność kartą i chociaż jest ona wygodna, nie wpływa zbyt dobrze na nawyk wydawania pieniędzy. Gotówka ma dla ludzkich oczu większą wartość, niż karta, która jest jedynie potwierdzeniem dostępu do wirtualnych pieniędzy. Poza tym płacąc kartą masz nieograniczony dostęp do wszystkich środków dostępnych na twoim koncie bankowym, a zabierając ze sobą do sklepu jedynie gotówkę, możesz ograniczyć możliwość wydania zbyt dużej kwoty.

Jeśli więc planujesz swoje zakupy, tworzysz listę potrzebnych artykułów i na bieżąco przeglądasz gazetki promocyjne i aktualne wyprzedaże, jesteś w stanie określić przybliżoną kwotę, jaką zapłacisz za swoje zakupy. Jeśli będziesz się jej trzymał, w twoim sklepowym koszyku nie pojawią się zbyt drogie produkty lub te, których po prostu nie potrzebujesz.

Wysoka cena nie zawsze idzie w parze z jakością

Produkty najwyższej jakości bywają drogie i niestety, opierając swoje zakupy na tej właśnie zasadzie, możesz wpaść w często zastawianą w sklepach pułapkę i wybrać produkt droższy, który swoją jakością zupełnie nie różni się od tańszych odpowiedników. Co prawda w ostatnich latach świadomość konsumentów rośnie i coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że droższy nie znaczy lepszy, jest to jednak zwykle tak głęboko zakodowana zasada, że praktycznie nie ma na świecie nikogo, kto choć raz nie kierowałby się nią podczas zakupów.

Promocje sklepowe często zakładają promowanie rzadziej wybieranych produktów od mało znanych producentów. Jeśli nie jesteś pewien jakości takiego towaru, zawsze możesz poszukać informacji w internecie, poczytać opinie, przeanalizować skład i porównać go z produktami od bardziej znanych producentów. W ten sposób szybko znajdziesz tanie produkty, które jakością nie odbiegają od markowych.

Korzystaj z programów lojalnościowych

Wiele sklepów, zarówno tych niewielkich, jak i obszernych marketów, wprowadza programy lojalnościowe. Jedne opierają się na zbieraniu punktów lub naklejek, inne natomiast na zainstalowaniu aplikacji na smartfonie i pobieraniu stamtąd kodów promocyjnych. Dlaczego miałbyś nie skorzystać z takich okazji? Najlepsze wyprzedaże często zostają zarezerwowane wyłącznie dla stałych klientów, którzy korzystają z takich właśnie programów. Jeśli i tak regularnie robisz zakupy w jakimś miejscu, zupełnie nic nie tracisz, instalując aplikację czy zbierając punkty. Możesz na tym jedynie zyskać.

  1. Styl Życia

Coś się kończy, coś się zaczyna - zmiany na modowej mapie Warszawy

Z Mokotowskiej znika butik Ani Kuczyńskiej (materiały prasowe)
Z Mokotowskiej znika butik Ani Kuczyńskiej (materiały prasowe)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Świat się zmienia, zmienia się też modowa mapa stolicy. Niektóre zmiany cieszą, inne napawają smutkiem i nostalgią.

Mamy dla was dwie wiadomości. Zacznijmy od tej radosnej. W drugiej połowie maja (planowo 20 maja) zostanie otwarte nowe centrum handlowe Elektrownia Powiśle. Ta informacja cieszy nas co najmniej z dwóch powodów: usytuowane w niezwykle atrakcyjnej i lubianej przez warszawiaków okolicy, tuż przy bulwarach nadwiślańskich, Muzeum nad Wisłą i Centrum Nauki Kopernik, centrum handlowo- usługowe mieści się w pięknym budynku, który jest ozdobą miasta. Gmach jest przykładem umiejętnego połączenia historii i nowoczesności.

Elektrownia Powiśle (materiały prasowe) Elektrownia Powiśle (materiały prasowe)

Drugim powodem entuzjazmu, z jakim witamy Elektrownię Powiśle, jest wybór ciekawych marek, które będą miały tam swoje sklepy. Są to między innymi Urban Outfitters, który otwiera swój pierwszy sklep w Polsce, Weekday, COS, Levi’s, Converse, Napapijri czy Hugo.

Wnętrze Elektrowni Powiśle (materiały prasowe) Wnętrze Elektrowni Powiśle (materiały prasowe)

Oprócz butików modowych w Elektrowni Powiśle będzie strefa gastronomiczna i strefa piękna. Na ich otwarcie musimy jednak jeszcze trochę poczekać.

Ania Kuczyńska online

Dziś też do fanów mody dotarła smutna wiadomość. Ania Kuczyńska, jedna z najbardziej znanych i cenionych polskich projektantek, zamyka swój flagowy sklep przy ulicy Mokotowskiej. Był to pierwszy butik na tej ulicy, która stała się warszawskim zagłębiem mody.
Moda jest barometrem ludzkich pragnień, jest wolna i nieprzyporządkowana. Koniec nie przerywa opowieści, jest początkiem nowego. - pisze Ania Kuczyńska.
Projektantka nie zawiesza działalności, ale przenosi markę całkowicie do Internetu. Tu od pewnego czasu działa sklep online i tu prezentowane są wszystkie nowości. Trzymamy kciuki za początek nowego rozdziału historii kultowej marki.

 

 

  1. Psychologia

Jak kupować, żeby nie żałować?

Na zakupy, nawet te ubraniowe, warto iść z listą potrzebnych rzeczy. (Fot. iStock)
Na zakupy, nawet te ubraniowe, warto iść z listą potrzebnych rzeczy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W naszych domach i szafach pełno jest rzeczy, bez których mogłybyśmy się doskonale obejść. Zyskałoby nasze samopoczucie, portfele i… związki. Jak kupować z głową? W jaki sposób zakupy mogą naprawdę wzmocnić nasze poczucie wartości – psycholożkę Katarzynę Kucewicz pyta Renata Bożek.

Czerwona, rozkloszowana spódnica kłuje mnie w oczy za każdym razem, gdy otwieram szafę. Wydałam na nią sporo, nie założyłam ani razu, bo to nie mój styl. Kupiłam ją dwa lata temu po jakiejś awanturze z partnerem.
To klasyczna sytuacja: kobieta jest pod wpływem silnych emocji, idzie do sklepu i kupuje to, czego w spokojniejszym nastroju nigdy nie włożyłaby do koszyka. Jeśli po awanturze domowej lub nieprzyjemnej rozmowie z szefem znajdziemy się w sklepie, małe są szanse, że wyjdziemy bez torby z zakupami. Co gorsza, zakupy robione w takim stanie są przeważnie nieadekwatne, bardzo często na bakier z naszym stylem i preferencjami. Lubimy luźne ubrania z miękkiej bawełny, a w szafie ląduje obcisła sukienka z lycry, nie gotujemy, a kupujemy książkę kucharską. Trzeba o tym pamiętać i zanim wejdziemy do sklepu lub zamówimy coś przez Internet, dać sobie pięć minut na sprawdzenie, w jakim jesteśmy stanie psychicznym, co się dzieje w naszym życiu. Ostrzegawcza lampka powinna się nam zapalić, jeśli właśnie pokłóciłyśmy się z matką, mąż po raz pierwszy zapomniał o rocznicy ślubu czy szef nie poparł projektu. Lepiej wtedy poczekać z zakupami, aż emocje przestaną nami trząść, uspokoimy się lub znajdziemy sposób na zaradzenie problemom.

A jeśli nic tak jak zakupy nie poprawia nam humoru?
Nie ma w tym nic złego. Pod warunkiem że potrafimy to kontrolować. Niebezpieczeństwo pojawia się, kiedy kupowanie to nasz główny sposób na uspokojenie nerwów. Dlatego warto odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy umiem wymienić co najmniej pięć metod poprawiania sobie samopoczucia? Zakupoholiczka tego nie potrafi, bo tylko zakupy przynoszą jej ulgę, gdy jest zestre­sowana. Warto opracować listę najbardziej skutecznych „uspokaja­czy”, czyli sposobów radzenia sobie z napięciem. Ważne, żeby były z różnych dziedzin, np. zakupy, rozmowa z przyja­ciółką, seks, oglądanie komedii, spacerowanie, zabawa z psem, medytacja, joga. Bo jeśli nie dodzwonię się do przyjaciół­ki, mogę obejrzeć film lub pójść na spacer, zamiast wpadać w zły nastrój i potem w desperacji biec do sklepu...

…po buty do biegania, bo jak już je będę miała, to wreszcie zacznę poranny jogging.
To iluzja, która często wpędza kobiety w zakupowe porażki. Lepiej trzymać się zasady: zaczynam od aktywności, a dopiero do niej dokupuję rzeczy. Biegam przez tydzień w starych butach i jak się w to wciągnę, wtedy idę po nowe buty. Bywa też tak, że idziemy do sklepu w doskonałym nastroju, bo nasz projekt wygrał konkurs, zdałyśmy egzamin lub chłopak się oświadczył. Przekonanie: „należy mi się nagroda za sukces” to efekt wychowywania w systemie kar i nagród materialnych. Jeśli za piątki dostawałyśmy czekoladę, sukienkę czy pieniądze, a za trójkę przepadało nam kieszonkowe, to wyrosłyśmy w przekonaniu, że za dobrze wykonaną pracę coś nam się należy. Zwykle chodzi o jakieś dobro materialne. Taka osoba żyje w świecie, w którym uznanie i miłość wiąże z upominkami i nagrodami. Gdy ich nie ma, czuje się niekochana, niedoceniana, niezauważana. I to jest dramat w związku, bo nie potrafi cieszyć się tym, że choć facet nie obsypuje jej biżuterią, to przyjeżdża po nią do pracy, a w weekend robi śniadanie do łóżka. Wtedy nawet najbardziej kochający i oddany partner będzie niewystarczający bez toreb z markowych sklepów w garści.

Czy w takiej sytuacji rozwiązaniem może być robienie prezentów samej sobie?
Do pewnego stopnia to może działać i nie ma w tym nic złego, że nagrodzimy się za ciężką pracę. Problem jest wtedy, jeśli ta nagroda musi być materialna i najlepiej droga. Bo w ten sposób cały czas trzymamy się świata, w którym akceptację, troskę i czułość wyraża się przez kupowane rzeczy. Jeśli nauczymy się doceniać rzeczy, których nie można dostać w sklepie, jak leniwe popołudnie w łóżku, masaż stóp zrobiony przez partnera czy wspólny spacer, bardzo możliwe, że nasza potrzeba kupowania się zmniejszy. To idzie też w drugą stronę, bo jeśli przestaniemy gonić za nowością – nowym telefonem, kremem czy kanapą, jeśli energię przeznaczaną na chodzenie po sklepach pożytkujemy na dostrzeganie pozytywnych stron tego, co mamy, to otworzymy przestrzeń na docenianie niematerialnych darów, jakie w nasze życie wnoszą bliskie osoby.

A kiedy to my doceniamy bliskich, kupując im ubrania, zabawki, gadżety? Sobie możemy odmawiać, ale trudno nam nie kupić sukieneczki dla siostrzenicy lub ekskluzywnej wody kolońskiej dla męża.
Pozornie wszystko gra. Spełniamy kulturowe oczekiwanie, że kobieta ma dbać o innych: męża, dzieci, rodziców. Jeśli uwielbiamy kupować dla bliskich, a potem budzimy się z ręką w pustym portfelu, warto zadać sobie jednak pytanie: Po co kupuję dla nich? Co mi to daje? Większość z nas kupując coś, kieruje się pobudkami wewnętrznymi, czyli związanymi z własnymi potrzebami i pragnieniami. Na przykład kobieta, która znosi mężowi modne ubrania i kosmetyki, może chcieć urobić go na obraz i podobieństwo kogoś innego, np. aktora, celebryty, byłego męża. Są mężczyźni, którzy nie mają nic przeciwko. Są jednak tacy, którzy widzą w tym brak akceptacji tego, kim są, oraz chęć kontrolowania. I się buntują, demonstracyjnie nie noszą tych ubrań, tylko chodzą w swoich starych szmatach.

Kobieta zostaje z uszczuplonym kontem, naburmuszonym partnerem i poczuciem odrzucenia.
Uniknęłaby tego, jeśli uczciwie zagłębiłaby się w swoje motywacje. Jeśli zależy ci na tym facecie i chcesz go przywiązać do siebie, wzmacniaj waszą więź nie za pomocą perfum i koszul, ale robiąc wspólnie ekscytujące rzecz, np. idąc na kurs tańca, ucząc się gry w tenisa czy chociażby oglądając mrożące krew w żyłach filmy. Z badań wynika, że bliskość w związku pogłębiają aktywności podnoszące poziom adrenaliny u obojga partnerów.

Polski zwyczaj to raczej „zastaw się, a postaw się”, czyli udawaj, że cię stać, udawaj kogoś, kim nie jesteś, zapożycz się, ale zaimponuj drogim samochodem.
Nasze narodowe wady nie sprzyjają dorosłym, mądrym zakupom. Z jednej strony chcemy pokazać, że należymy do Zachodu, do tego lepszego świata, z dużymi domami pełnymi ekskluzywnych mebli, nowoczesnych sprzętów i szaf wypełnionych eleganckimi ubraniami typowymi dla dostatnich, zachodnich społeczeństw. Z drugiej strony, jak pokazują analizy socjologiczne, po transformacji ustrojowej w 1989 roku rzuciliśmy się do sklepów z nadzieją, że nadrobimy braki z dzieciństwa i młodości, że nasze dzieci będą miały to, czego my nie mogliśmy mieć. Dla wielu rodzin niedziela w centrum handlowym stała się jedynym sposobem na wspólne spędzanie czasu.

I ciągle gonimy innych, w czym pomagają nam slogany reklamowe głoszące, że bez nowego modelu telefonu będziemy nikim.
I mamy obraz człowieka przestraszonego, że jest gorszy od tych nadążających za trendami i „na czasie”. Wielu zakupoholików cierpi na FOMO (ang. Fear Of Missing Out), czyli obawę przed wypadnięciem z towarzystwa. Kupują, żeby być na fali, być trendy. Tymczasem świat sklepów jest skonstruowany w taki sposób, żebyśmy właściwie cały czas byli z lekka do tyłu. Nie tylko w sieciówkach, ale też w second-handach  towar zmienia się co kilka dni, czyli żeby być na bieżąco, musimy tam chodzić dwa, trzy razy w tygodniu. Poza tym komplementy sprzedawców, wyszczuplające lustra, twarzowe światło w przymierzalniach popychają nas do zakupu rzeczy, w których po przyjściu do domu ani dobrze nie wyglądamy, ani się dobrze nie czujemy.

Jak się nie dać na to złapać, a jednocześnie mieć to, czego potrzebujemy?
Myśleć i planować. Ograniczać rzeczy, których nie potrzebujemy. Zanim wrzucimy coś do koszyka, zadać sobie pytanie: Czy ja naprawdę potrzebuję tych butów? Czy nowy model telefonu uczyni moje życie lepszym? Dobrze jest zrobić listę zakupów i wziąć ją ze sobą. Tworząc listę, nie bądź zbyt dla siebie surowa, nie odmawiaj sobie przyjemności i drobnych grzeszków. Łącz je jednak z rozwagą i dorosłym podejmowaniem decyzji: na to mogę sobie pozwolić, tego teraz nie kupię, tego potrzebuję, bez tego mogę się obejść. Z mądrymi zakupami jest tak jak z dobrym stylem – są kwestią harmonii, umiaru i dostosowania do okoliczności.

 

  1. Moda i uroda

Nowy wizerunek na nowy etap życia - jak go stworzyć?

Radykalna zmiana wizerunku często idzie w parze z dużymi zmianami w życiu. (Fot. iStock)
Radykalna zmiana wizerunku często idzie w parze z dużymi zmianami w życiu. (Fot. iStock)
Za dużo tej blondynki w lustrze. Beznadziejny bilans: niewykonane postanowienia, dziesięć kilogramów więcej, spodnie nie chcą się zapiąć. Czy to Bridget Jones 20 lat później? Nie, to Katarzyna Droga łaknąca nowego wizerunku na nowy etap życia. Z fachową pomocą trenerki rozwoju osobistego Barbary Kohlbrenner podpowiada, jak go stworzyć.

Skąd wiadomo, że jest nam potrzebna zmiana wizerunku?
Już samo rozważanie tego tematu to sygnał, że coś jest nie tak, że chyba nie czuję się ze sobą dobrze. Kiedy spotykam się z kobietami, pytam je: „Co w sobie najbardziej lubisz?”. Zapada cisza. A potem mówią: „Lepiej zacznijmy od tego, czego w sobie nie lubię”. I tu cała litania: „Nie lubię bioder, ud, cellulitu…”. A skupienie się na atutach to podstawowy punkt wyjścia do zmiany. W każdej osobie jest coś ładnego – trzeba to odkryć, eksponować i pielęgnować. Pewna klientka przyszła do mnie i mówi: „Mam wielką pupę i szerokie biodra, jak ja ich nie lubię!”. Ubrałam ją i pokazałam, że to właśnie jest jej atut, bo takiej pupy kobiety o sylwetce chłopczycy mogą jej tylko pozazdrościć.

Budowanie wizerunku to stawienie czoła kompleksom?
Kompleksom i stereotypom, które nam kiedyś zaszczepiono. Bo jeśli jako nastolatce ktoś mi powiedział: „Masz krótkie nogi i dużą pupę”, to takie słowa zapadają w pamięć. Trudno się od tego odciąć. Dlatego budowanie wizerunku to projekt na całe życie. Owszem, klientka może przyjść do mnie, pójdziemy na zakupy, dokonamy metamorfozy, ale potem ją z tym zostawiam i ona każdego następnego dnia buduje pewność siebie. Poza tym my się zmieniamy, nie jesteśmy takie same jak wtedy, kiedy miałyśmy 18 czy 30 lat. Nie tylko ciało ulega zmianom, ale i psychika – mamy inne spojrzenie na świat i świat sam też się zmienia. Zatem trzeba uważać, żeby nie utknąć gdzieś w przeszłości, dać wyraz swojemu dojrzewaniu i nowemu etapowi właśnie w nowym ubiorze i wizerunku.

Nowym etapem może być nowy rok. Albo mój przypadek: właśnie zostałam babcią. Wizerunek babci w naszej kulturze nie jest budujący: pani w koczku i okularach, z robótką w ręku albo wesoła emerytka z reklam maści na stawy. Jak czuć się z tym dobrze?
Jest niezawodny sposób: być autentyczną. Bo tak naprawdę co się zmienia wraz z narodzinami wnuka? Tylko to, że przybycie nowego członka rodziny może dodać wigoru, świadomości, że jesteśmy dodatkowo potrzebne, że mamy jeszcze jedną osobę do kochania. To nowa energia i cudowne doświadczenie. Czasy się całkowicie zmieniły. Żyjemy coraz dłużej, mamy medyczne narzędzia, by zadbać o zdrowie, więc jesteśmy młode. Dagmara Skalska, która zajmuje się badaniem trendów, nazywa obecne pokolenia „forever young”, czyli „wiecznie młodzi”. Bo młodość to stan umysłu. Można czuć się starym i zmęczonym, mając dwadzieścia kilka lat lub pełnym sił i wigoru po siedemdziesiątce. Dlatego kobieta, która została babcią, powinna nadal być sobą. Jeśli jej zawód i tryb życia wymagał tego, żeby chodziła na obcasach i w garsonkach, to niech nadal w nich chodzi. Oczywiście, że jeśli wybiera się z wnuczkiem do piaskownicy, to zmienia żakiet na strój sportowy, ale to nadal będzie ona. Współczesne babcie po pięćdziesiątce to kobiety, które odżywają, dostrzegają w sobie prawdziwą kobiecość i zaczynają ją podkreślać, także strojem. Teraz dopiero mają czas, by zatroszczyć się o siebie, rozwijać pasje i spełniać marzenia.

Tak, ale samo słowo, też element wizerunku, brzmi słabo. Zostanie babcią dowodzi upływu czasu, kwalifikuje w starość.
I ta starość w czasach kultu młodości jest źle postrzegana. A mogłaby być postrzegana pozytywnie jako dojrzałość, doświadczenie, dzielenie się z innymi, bycie ekspertem. To zewnętrzne cechy starości sprawiają, że odbieramy ją negatywnie. Kojarzy się z czymś niedołężnym, boimy się tego. Ale zawsze to powtarzam: to od nas zależy, jak postrzegamy siebie. Czy damy się wpuścić w te niemodne konotacje słowa „babcia”, czy powiemy sobie: „Jestem superbabka, mam ochotę na wygłupy z wnuczkiem, na zjeżdżalnię i kolorowe ciuchy”.

Ale wygłupy i młodzieżowe stroje mogą prowadzić do śmieszności. Gdzie jest ta granica, którą niebezpiecznie jest przekroczyć?
I znów podkreślę, chodzi o autentyczność. Udawanie, że nie jestem babcią, ale licealistką, więc zakładam krótką spódnicę, cekiny i kolorowe rajstopy – nie uda się, bo to będzie przebranie. Co innego jeśli ktoś cały czas ubierał się jak kolorowy ptak, to niech robi tak na starość, jak słynna Iris Apfel. Niemal tuletnia ikona mody, zawsze megakolorowa, z mnóstwem biżuterii i śmiesznymi okularami. Nikt nie ma wątpliwości, że to cała ona. Ale nie ma co przebierać się z powodu wejścia w nową rolę. Lepiej poprawić aktywność fizyczną. Potraktować to nie jako przymus, ale wyraz tego, że chcę być sprawna, aktywna, atrakcyjna. Pomoże w tym fajny strój, buty do biegania, dresy...

Czyli zakupy! Zabieramy się do zmiany ubioru. Jak?
Pierwszy krok: zaglądamy do szafy i sprawdzamy, czy tam nadal „mieszkamy” my, czy tylko wspomnienia i złudzenia. Czy są tam ubrania, które rzeczywiście lubimy, po które z ochotą sięgamy i w których czujemy się atrakcyjnie. Czerwone światło powinno się zapalić, kiedy pojawiają się takie myśli: „Ta sukienka jest fajna, nosiłam ją na weselu córki… 12 lat temu”. Albo: „Całkiem nienoszone, nigdy tego nie założyłam... szkoda wyrzucić”, „Te dżinsy założę, kiedy schudnę”. Drugi krok: robimy gruntowne sprzątanie szafy. Zostawiamy tylko te ubrania, które lubimy i komfortowo się w nich czujemy. Piękny sweter, który gryzie, nie spełnia tych kryteriów. Porządek w szafie powoduje, że oczyszcza się nasza wewnętrzna energia. A w szafie robi się miejsce, więc namawiam, żeby zaraz potem kupić kilka rzeczy. Jakich? Takich, które pasują przede wszystkim do nas i do siebie – łatwo będzie komponować z nich zestawy na różne okazje. Nie musi ich być dużo. Trzeba stworzyć sobie konkretną bazę szafy, czyli bazę ubrań klasycznych, w miarę spokojnych, o stonowanych kolorach. Kiedy mamy zbudowaną bazę, możemy sobie pozwolić na różne szaleństwa modowe – w zależności od budżetu. Jeśli trudno nam rozstać się z jakimiś ubraniami, a są już za ciasne, to trzeba przynajmniej je schować.

Zwłaszcza że frustrują.
Nie frustrujmy się ubraniami, które są za ciasne! Trzeba je schować do wora albo wydać, na pewno znajdzie się osoba, która się z nich ucieszy. Potem robimy listę rzeczy niezbędnych do kupienia: wygodne dżinsy, dopasowane do sylwetki, ciepły sweter w kolorze, w którym jest nam do twarzy. Porządny płaszcz, dobre buty, może coś na specjalne okazje. Ubranie nie zbuduje pewności siebie, ale bardzo w tym pomaga. Kiedy mamy gorszy dzień, nie ma nic gorszego niż ubrać się w byle jaki porozciągany dres. Nastrój siądzie totalnie. A kiedy umalujemy usta mocniejszą szminką, uczeszemy się, uśmiechniemy i wyjdziemy do ludzi, to naprawdę świat zacznie wyglądać inaczej. Jeszcze ktoś powie nam komplement i cały podły nastrój pójdzie w niepamięć. Mówmy sobie komplementy. Szczere, bo każdy z nas ma coś ładnego. I nie przejmujmy się tym, że nie wyglądamy już jak wtedy, gdy miałyśmy 20 lat.

Ale otoczenie patrzy na nas. Czytelnicy na spotkaniach, rodzina... Wydaje się, że tak, a nie inaczej powinna wyglądać pisarka czy dziennikarka.
Co to znaczy „powinna”? Nie ma przecież jakiegoś szablonu, jak powinna wyglądać wzorowa pisarka, dziennikarka czy nawet żona polityka. Mamy panią prezydentową Brigitte Macron, sześcdziesięciolatkę, która nosi miniówki. Mają jej to za złe, ale jeśli ona czuje się w tym dobrze, to w czym problem? Wprawdzie w świecie biznesu i wysokiej polityki obowiązuje formalny dress code, ale jeśli chodzi o wolne zawody, jak artyści i dziennikarze, to naprawdę można puścić wodze fantazji. Weźmy Monikę Olejnik, kobietę dojrzałą, świetnie ubraną, niebanalną. Prowadzi rozmowy z politykami, wydawałoby się, że od niej wymaga się raczej powściągliwego wizerunku. A ona przeciwnie, nosi długie kolczyki, kolorowe stroje, słynne buty na obcasach. Czy jest przez to mniej profesjonalna?

Nie mamy się podobać wszystkim, to jest niemożliwe, mamy się czuć dobrze sami ze sobą. Zresztą naturalność, miłość i szacunek do siebie przekładają się na to, jak inni nas odbierają. Ludzie wyłapują sztuczność. Gdy bije od nas pozytywna energia, chcą z nami przebywać.

„Znalazłam nową pracę”, „Mam nowego partnera”, „Wyszłam z domu po długim siedzeniu z dzieckiem, słucham komplementów”... – takie maile dostaję od klientek po wspólnej pracy nad ich wizerunkiem. Piszą: „Zmieniłam tylko sposób ubierania się, a zadziała się jakaś magia”. Ciuch, niby tylko ciuch, a sprawia, że chce nam uśmiechać się do ludzi. Niech więc ta magia trwa przez cały nowy rok i przez całe życie.

Barbara Kohlbrenner doradca wizerunkowy, coach, prowadzi warsztaty z zakresu wizerunku i budowania stylu. Występuje jako mówca na konferencjach. Jako stylistka TVN przeprowadzała metamorfozy uczestników w programie "W poszukiwaniu piękna". 

Czas na zakupy z klasą!

Wielka akcja rabatowa "Zakupy z klasą" Weekend 25-27 października 2019 Tylko z listopadowym Zwierciadłem rabaty do 60% W sklepach stacjonarnych i zakupach online Ponad 2900 sklepów i punktów usługowych w całej Polsce!