1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. DNA minimalizmu w modzie

DNA minimalizmu w modzie

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Minimalizm to coraz popularniejszy nurt w modzie. Stał się synonimem luzu i prostoty. To jeden z niewielu trendów, który pasuje do kobiet w każdym wieku, a możliwości są tu nieograniczone!

Kombinacja elegancji i czystych linii stwarza wszechstronne, a jednocześnie ponadczasowe możliwości. Styl minimalistyczny nie przyciąga uwagi - w tym tkwi jego piękno. By stworzyć modny i nowoczesny outfit, nie musimy sięgać po zagraniczne marki. Tkaniny, proporcje i kolory układające się w harmonijną całość są domeną także polskich młodych projektantów. Warto się skusić, gdyż w tym sezonie to właśnie proste kroje nadadzą rytmu wiosennym trendom!

W minimalistycznym stylu ważną rolę odgrywa faktura tkanin, dlatego by nadać stylizacji charakteru, warto pokusić się o nieoczywiste łączenie  materiałów. Pastelowa bluzka z bawełny i rękawami ¾ dobrze skomponuje się z ołówkową, skórzaną spódnicą. Dodatkowo, by look nabrał luzu i awangardy, warto oddalić się od klasycznej prostoty i zamiast tradycyjnej torby, tym razem wybrać zamszowy plecak. Wykonany z dobrej jakości skóry będzie idealnie współgrać z pozostałymi elementami. Różnorodności tekstur nie służy duża liczba dodatków. Idealnie sprawdzi się prosta i delikatna biżuteria. Tu rządzi zasada ‘mniej, znaczy więcej’.

Estetyka minimalizmu to piękno, które można uzyskać bez dodatkowych upiększeń. Dobrze skrojona, czarno-szara, klasyczna sukienka w parze z eleganckimi szpilkami – sprawdzą się jako podstawa wieczorowego look’u . Minimalizm nie oznacza jednak rezygnacji z dodatków. Torebki o prostej linii i mocnych barwach czy subtelny pierścionek nadadzą wieczorowego akcentu. Tej wiosny warto sięgnąć po nietypowe rozwiązania, jak na przykład unikatową biżuterię... z węgla.

Sukienka z jedwabiu, w palecie szarości i lekkich beżów dodaje kobiecego uroku. Luźny krój, ciekawa faktura i seksowny, głęboki dekolt są przykładem efektywnego i nowoczesnego minimalizmu. Idealnym towarzystwem będą półprzezroczyste baletki z miętowym wykończeniem oraz torba w kolorze modnej bieli czy lakierowana kopertówka. Grube skórzane bransoletki i drewniany naszyjnik wyśmienicie uzupełnią świeży, wiosenny look.

Minimalistyczny trend to inwestycja w klasykę i proste rozwiązania, które w nadchodzącym sezonie pojawią się w kilku gorących odsłonach, inspirując nienagannym i ponadczasowym stylem.

Wszystkie wymienione produkty są dostępne na SHWRM.PL.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Minimalizm a kompulsywne pozbywanie się rzeczy - jak znaleźć równowagę?

Jedną z pułapek minimalizmu jest zaprzestanie gromadzenia na rzecz pozbywania się rzeczy. (Fot. Getty Images)
Jedną z pułapek minimalizmu jest zaprzestanie gromadzenia na rzecz pozbywania się rzeczy. (Fot. Getty Images)
Jedną z pułapek minimalizmu, w którą łatwo wpaść, jest zaprzestanie nałogowego gromadzenia na rzecz... nałogowego pozbywania się rzeczy. W ten sposób nie tylko od niczego się nie uwalniamy, ale tracimy z oczu główny cel, którym jest uproszczenie życia. Dlatego zamiast bezkrytycznie poddawać się trendom, poczuj, czego naprawdę chcesz.

Ogranicz liczbę rzeczy, najnowszy model iPhone'a wymień na starą Nokię, rzuć pracę w korporacji, a poczujesz się szczęśliwy – tak brzmi to w teorii. W praktyce prowadzi do niezłego zespołu abstynencyjnego. Nie chcę nikogo straszyć, ale przez lata namawiani byliśmy do zagłuszania „niefajnych” uczuć robieniem sobie przyjemności i nauczyliśmy się regulować emocje za pomocą kupowania. I weszło nam to w nawyk. Zatem zanim zaczniesz planować swoją szafę kapsułową (to swoisty symbol minimalizmu), zastanów się, czym jest dla ciebie nabywanie kolejnej rzeczy. Kompulsywne gromadzenie zaspokaja bowiem wiele potrzeb: podnosi poczucie wartości i ważności, zaspokaja apetyt na luk- sus i sukces, skutecznie obniża poziom lęku i stresu. Jeśli zrezygnujesz z tego bez przygotowania, to... efekt jo-jo murowany.

Przeanalizuj swój stan posiadania

Popatrz na wszystkie przedmioty, które znajdują się w zasięgu twojego wzroku, i pomyśl, czym są dla ciebie i czy naprawdę jesteś gotowy je wyrzucić. A jeśli tak – to dlaczego. Pamiętaj, że nie chodzi o mechaniczne pozbywanie się, ale o rozważną selekcję stanu posiadania, i to nie tylko w kwestii materii. Dla świadomych minimalistów uwalnianie się od nadmiaru to przede wszystkim narzędzie samopoznania. Każda rzecz, która kiedykolwiek znalazła się w twoim posiadaniu, symbolizuje coś, co jest albo było dla ciebie ważne. Czas sprawdzić, jaka to ważność i czy nadal jest aktualna.

Kiedy rozglądam się po swoim pokoju, widzę, że królują w nim książki. Potrafię sobie przypomnieć okoliczności kupienia niemal każdej z nich. Niektóre mam w dwóch egzemplarzach albo jedną w wersji papierowej, a drugą w e-booku. Już nie zliczę, ile razy próbowałam robić selekcję swojej biblioteki i prędzej czy później dawałam za wygraną. Dziś już mam pełną świadomość tego, że książki od dzieciństwa były moją odskocznią od codzienności, zabierały mnie do krainy magii, zaspokajały potrzebę przyjemności, pozwalały bezkarnie płakać, ale też śmiać się i nie mam wcale zamiaru minimalizować mojej biblioteczki, a już na pewno nie zrobię tego radykalnie i pod dyktando. No tak, ale... mam mnóstwo książek, kupuję prawie wszystkie nowości, a nie mam czasu, żeby je czytać.

A jak to wygląda u ciebie? Masz dość czasu, by zajmować się swoim stanem posiadania? Czy i czego masz za dużo, a czego za mało?

Odkryj, czego ci brak

Każda kupiona rzecz, a także sam proces kupowania wymagają naszej uwagi, zaangażowania, decyzji i troski. Uświadomiła mi to Gosia Janiszewska, założycielka bloga „Chcę mniej”. Na swoim profilu na Facebooku przedstawia się: ,,Cześć, jestem Gosia i chcę mniej... decyzji, które muszę podjąć każdego dnia, natłoku docierających do mnie informacji, domowych obowiązków i otaczających mnie przedmiotów, które ciągle przekładam z miejsca na miejsce”.

Niby nic, ale jej słowa trafiły w czuły punkt. Zdałam sobie sprawę, że nie tylko nie mam czasu na czytanie, ale generalnie nie mam czasu na nic, podobnie jak większość znanych mi kobiet. Przyznajmy, często wydaje nam się, że jesteśmy albo mamy obowiązek być wielozadaniowymi robotami. Małgosia przypomniała mi, że nasz mózg wcale nie jest wielozadaniowy, a na dodatek nie rozróżnia ważności decyzji. To prawda, że kobiety potrafią jednocześnie prasować, rozmawiać przez telefon, odpowiadać na pytania dziecka i zerkać na ekran telewizora, ale... tracą przy tym mnóstwo energii, przerzucając uwagę z jednej czynności na drugą. A świadomy minimalizm to także zajmowanie się jedną czynnością w danym momencie, czyli działanie w blokach czasowych. – Zamiast robić wszystko od razu, zbierz swoje zadania i posegreguj je – radzi Gosia – trochę tak, jak segregujesz pranie na białe, czarne i kolorowe. Gdy zaplamisz bluzkę, nie zdejmujesz jej od razu i nie włączasz pralki. Czekasz, aż się zbierze odpowiednia ilość prania. Tak samo nie pierzesz białych bluzek z czerwonym swetrem. Podziel swój czas pracy na część merytoryczną (zadania, które wymagają największego skupienia), komunikację (maile i telefony) i odpoczynek (posiłek, media społecznościowe, wiadomości ze świata) i nie „włączaj” wszystkiego jednocześnie. Ja pierwsze godziny pracy przeznaczam na zadania najtrudniejsze, wymagające największej koncentracji. Mam wtedy wyłączony telefon i zamkniętą skrzynkę mailową. Dopiero później poświęcam czas na komunikację mailową i telefoniczną. Można powiedzieć, że jak kiedyś w szkole miałam plan lekcji, tak teraz mam plan pracy. Staram się go przestrzegać. Gdy skupiam się na zadaniu, nie sprawdzam poczty, nie odbieram telefonów, nie zaglądam do mediów społecznościowych. Wszystko ma swój czas.

Minimalizm to również odkrycie i przestrzeganie swojego indywidualnego rytmu dnia po to, by obowiązki, które masz codziennie do wykonania, robić automatycznie, bez konieczności podejmowania za każdym razem decyzji. Bo mózg tyle samo energii zużywa na wybór kubka do porannej kawy, co na decyzję o poślubieniu konkretnego mężczyzny czy wyjeździe na drugi koniec świata. I tu dochodzimy do słynnej szafy kapsułowej.

Najpierw zadaj sobie pytanie, ile czasu, uwagi i energii każdego dnia zajmuje ci podjęcie decyzji, co dziś na siebie włożysz (tu piszę do kobiet, bo łatwiej mi wyobrazić sobie kobiecą argumentację). A jeszcze wcześniej ile czasu, uwagi i energii zajęło ci serfowanie po sklepach internetowych i wybieranie ciuchów, zamawianie, mierzenie, oddawanie itd. Jeśli pomyślisz : „No i co z tego? I tak nie mam zamiaru rezygnować z przyjemności serfowania, wybierania, kupowania i całej reszty, bo po prostu to lubię i w miejsce każdej wyrzuconej rzeczy kupię sobie dwie nowe?” – to zostaw na moment ideologię „chcę mniej”, usiądź, spokojnie pooddychaj i przywołaj uczucie, które ostatnio najczęściej ci towarzyszy, zwłaszcza jeśli jest ono z rodzaju „negatywnych”, albo potrzebę, której nie rozumiesz.

– Kiedy zostałam mamą, zaczęła się we mnie pojawiać silna potrzeba samotności, mimo że moja rodzina jest wspaniała – opowiada Gosia Janiszewska. – Na początku nie rozumiałam, gdzie leży problem, ale po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że jak każda kobieta mam mnóstwo ról, podejmuję ogrom decyzji i wyczuwam wiele emocji w rodzinie, na które muszę jakoś zareagować. Zrozumiałam, że moja potrzeba samotności wynikała po prostu ze zmęczenia mentalnego.

Odkryłaś już swoje dominujące uczucie? Może to smutek, rozczarowanie albo poczucie bycia nierozumianą czy wykorzystywaną? Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się, że minimalizm w niczym ci tu nie pomoże, to gdy uprościsz swoje życie, ograniczysz codzienne obowiązki do tych naprawdę niezbędnych oraz pozbędziesz się rozpraszaczy i pożeraczy uwagi i energii – zyskasz przestrzeń na bycie ze sobą i przy sobie. Może tego właśnie potrzebujesz, a minimalizm ma być jedynie środkiem do celu?

Zdaniem blogerki dokładnie o to chodzi. Wcale nie o liczenie, ile sztuk odzieży masz w szafie, ale o to, by stworzyć przestrzeń w swoim otoczeniu, kalendarzu i relacjach na rzeczy dla nas ważne. A jeszcze wcześniej o zadbanie o czas, uważność i energię, by odkryć to, co ważne, i oddzielić je od tego, co tylko wydaje się ważne.

Poczuj, co oznacza mieć mniej

Minimalizm nie jest lekiem na całe zło. Zwłaszcza jeśli wprowadzasz go do swojego życia na siłę, bez refleksji, ulegając modzie czy łudząc się, że zagwarantuje ci szczęście. Warto o tym pamiętać po to, by świadomie zdecydować się na ten styl życia albo świadomie go odrzucić. Może warto skusić się na próbę, nie od razu na rok, ale na przykład na miesiąc bez zakupów; świadomie kontrolując czas spędzony na portalach społecznościowych czy rozmowach o niczym; rozpoczynając dzień bez automatycznego sięgania po smartfona, ale obserwując swój oddech czy przeciągając się leniwie. Spróbuj choć trochę ograniczyć swój apetyt na rzeczy, ludzi, doznania, a także emocje (czuj zamiast w nieskończoność analizować, dlaczego czujesz to, co czujesz), zamiast wyciągaćręce po kolejne coś, co musisz mieć. Połóż dłoń na sercu i poczuj jego bicie, potrzymaj w dłoniach swoją głowę, w której aż huczy od myśli, i pozwól jej choć trochę odpocząć. Stań przed lustrem i popatrz, kim jesteś bez tych wszystkich polepszaczy nastroju, wartości i ważności. Poczuj, czego naprawdę chcesz. Spróbuj odnaleźć swoją równowagę pomiędzy więcej a mniej, pomiędzy nadmiarem a prostotą.

Na zakończenie wyobraź sobie, że minimalizm pozwoli ci zyskać więcej czasu i... to naprawdę kuszące. Choć mam w pamięci bajkę o czasie, której treść bardzo mnie poruszyła. W bajce tej ludzie w pewnym miasteczku postanowili oszczędzać czas i w tym celu robili wszystko bardzo szybko, a zaoszczędzone minuty gromadzili w banku, zupełnie jak pieniądze na koncie oszczędnościowym. I była w tej bajce mała, rezolutna dziewczynka, która widząc wszystkich biegających w panice, w zawrotnym tempie, padających ze zmęczenia, spytała, po co im zaoszczędzony czas, co mają zamiar z nim zrobić. Ale zmęczeni, zagonieni biedacy patrzyli na nią niewidzącym wzrokiem i nie rozumieli, o co ich pyta.

To teraz ja zapytam ciebie – i co masz zamiar z nim zrobić?

  1. Psychologia

Bałagan w głowie równa się bałagan w życiu. Jak uprościć życie? Wyjaśnia Wojciech Eichelberger

Minimalizm jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. (Fot. iStock)
Minimalizm jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. (Fot. iStock)
Ganiamy z językiem na brodzie wykonując setki czynności, często całkowicie zbędnych. Namiastkę szczęścia znajdujemy kupując gadżety i sprzęty, które „trzeba mieć”. Przestrzeń się kurczy, długi rosną, a my biegniemy dalej, po więcej i lepiej… Czarne myśli się kłębią, życie wymyka z rąk, stres rośnie - jak żyć w tym bałaganie? Z Wojciechem Eichelbergerem rozmawia Joanna Wilgucka-Drymajło.

Często powtarzamy - „nie mam czasu”. Pasje? Spotkania ze znajomymi? Odpoczynek? Jakoś trudno to wcisnąć do grafiku, gdy jest tyle pracy. Co się z tym czasem dzieje? Czyżby doba się skurczyła, a może nam tak obowiązków przybyło?
Doba nam się na pewno nie skurczyła, tylko obowiązków, pośpiechu i zamieszania lawinowo przybywa i obawiam się, że nadal przybywać będzie. Skoro więc nie możemy liczyć na to, że rzeczywistość się nad nami ulituje, to jedynym wyjściem i podstawowym zadaniem staje się walka z chaosem w naszej głowie. Bo tylko spokojna, jasna głowa umożliwi nam ustawienie priorytetów i pogodne nadążanie za przyspieszającym życiem. Jeśli nadal nie będziemy mieli ani chwili, ani sposobu, by uspokajać i ukierunkowywać nasz niespokojny, rozpędzony umysł, to nie usłyszymy własnych, istotnych potrzeb ani uczuć. W końcu całkowicie rozminiemy się z tym, co naszym życiu ważne.

W tym całym zagonieniu, w natłoku informacji - nie mamy raczej warunków do refleksji, rozliczenia się i poukładania sobie w głowie różnych spraw. Czy w tej sytuacji można stwierdzić, że nasz umysł zaczyna przypominać zagraconą szafę, w której trudno ustalić, co gdzie jest, że tworzy się jeden wielki chaos?
Dobre porównanie. Bałagan w szafie, chaos na biurku, zagracone mieszkanie. Gromadzimy i kolekcjonujemy rzeczy, sprawy i zadania, którym nie jesteśmy w stanie sprostać, ani ich zagospodarować - a o cieszeniu się nimi możemy w ogóle zapomnieć. Robi się tego tak dużo, że coraz więcej odkładamy na później - a zaległości rosną, szafy pękają, półki się uginają. W końcu przytłaczają nas tak, że w głowach, sercach i 24 godzinach doby brakuje miejsca na cokolwiek nowego, świeżego, kreatywnego. Bezmiar niezałatwionych spraw więzi naszą uwagę i energię w przeszłości, a to gwarantowany smutek czy nawet depresja.

Nie sposób pędzić przez współczesne, pokręcone i skomplikowane życie, patrząc we wsteczne lusterko. To musi się skończyć jakąś kolejną kraksą. Uciekamy przed przeszłością, ale nie mamy gdzie uciec. Bo przyszłość też nie rysuje się różowo. Przerażające wyobrażenia o skutkach naszych zaniedbań i niedoróbek każą uciekać także przed przyszłością. Zakleszczeni pomiędzy smutkiem a strachem, nie mamy gdzie i jak się wyrwać, by złapać trochę luzu i oddechu. Tu i teraz nie istniejemy. Nie łapiemy kontaktu. Z nikim nie możemy się spotkać. Bo trzeba by wyhamować, rozejrzeć się, usłyszeć, poczuć. Kto ma na to czas? I jak to zrobić?

Jak taka sytuacja rzutuje na jakość naszego życia, na nasze zdrowie, finanse, relacje z bliskimi? Można mieć bałagan w głowie – a nie mieć go w życiu?
Prawie zawsze bałagan w głowie równa się bałagan w szafie, na biurku, w domu - a także w życiu. A ten ostatni jeszcze bardziej nakręca bałagan wewnętrzny. Gonitwa smutnych, lękowych i agresywnych myśli wyzwala bezładne, często skrajne emocje - a te napędzają chaotyczne i destrukcyjne zachowania. W efekcie wzrasta ilość stresu i poczucie braku kierunku w naszych wyborach i działaniach. Błędne koło, które trudno przerwać. Bo stres - gdy staje się chroniczny - prócz zdrowia odbiera nam również możliwość dokonywania inteligentnych wyborów, a także możliwość doświadczania empatii i współczucia. (Za mało krwi dopływa do płatów czołowych mózgu.) To wystarczy, aby nasze relacje z ludźmi dramatycznie się pokomplikowały. Błędne koło stresu generując depresyjne, agresywne, złowrogie myśli i wyobrażenia - utrzymuje nas w narastającym napięciu. Bo ludzki organizm nie jest w stanie odróżnić realnego zagrożenia od wyobrażonego. W realu może być wszystko OK., lecz my i tak tego nie zauważymy.

Czyli potwierdza się przekonanie, że „Ludzie sami komplikują sobie życie”. Czy nie da się wyjść z tego błędnego koła?
Na szczęście – da się. Pierwsza lekcja: odróżniamy myślenie od myślactwa". To pomoże zdystansować się nieco od rozgadanego jarmarku w naszych głowach. Myślenie to uporządkowany proces uruchamiany pytaniem czy wątpliwością, prowadzący do rozwiązania. Rozwiązanie kończy myślenie na dany temat. Myślactwo" jest bezładną, samoistną, bezcelową gonitwą myśli. Można je porównać do spamu, który zawala nam skrzynkę mailową. Kradnie czas i energię, których i tak za mało mamy na sprawy naprawdę ważne. By przestać zajmować się mózgowym spamem - myślami, które odciągają naszą uwagę od tego, co w tej chwili rzeczywiście się dzieje i na co mamy realny wpływ - potrzeba wyostrzonej uwagi i dyscypliny.

Gdy choć trochę się tego nauczymy, to umysł zacznie się urealniać i porządkować, jak regularnie sprzątany i resetowany komputer. Wtedy na jego przejrzystym i przestronnym ekranie ujrzymy sprawy naprawdę dla nas istotne. Zrozumiemy, że najważniejszą z nich - bo nadającą naszemu życiu barwę, wyrazistość i sens - jest uważne, świadome i zaangażowane istnienie we wszystkim, co się nam realnie przydarza. Zapragniemy skończyć z przenoszeniem niespełnionej przeszłości w przyszłość, z życiem pomiędzy smutkiem i lękiem, aby w końcu odzyskać kontakt z naszym upragnionym, realnym, prostym życiem - tu i teraz.

„Nic nie poradzę, no taki mam nawyk...” - z uporem maniaka powtarza wiele osób, tłumacząc w ten sposób swoje np. problemy ze zdrowiem wynikające ze złego odżywiania czy długi będące efektem nieprzemyślanych zakupów. Czy raz nabyty nawyk to wyrok do końca życia?
Nie. Stosunkowo łatwo - jeśli się naprawdę do tego przyłożymy - możemy zmieniać nasze nawyki. Wystarczy przez 20 minut dziennie posiedzieć w spokoju, skoncentrować uwagę na oddechu, na jakimś harmonijnym dźwięku, na inspirującym symbolu/obrazie, albo na widoku kwiatu czy drzewa - do wyboru. I wtedy tylko patrzeć, tylko słuchać, tylko odczuwać. Te 20 minut to dla mózgu to samo, co resetowanie dla komputera. Uwolniony od nadmiernej, chaotycznej stymulacji umysł, zachowuje się jak pozostawione w spokoju szklane naczynie wypełnione wzburzoną, mętną wodą. Po jakimś czasie zanieczyszczenia opadają na dno, a woda robi się tak przejrzysta, że ku naszej ogromnej radości - można wreszcie zobaczyć przez nią świat. Wtedy to, co dla nas najważniejsze zostanie uświadomione, a szkodliwe nawyki ujawnią swoją szkodliwość z taką mocą, że wyzwolą ogromną, wewnętrzną, autonomiczną motywację i potrzebę zmiany. A to jest już połowa zwycięstwa. Umysł spokojny i prosty - poprowadzi nas prostą drogą do pożądanej zmiany.

Mówi Pan o tym, że warto dążyć do upraszczania swojego życia. Od razu przychodzi mi na myśl - „wyrzeczenia, rezygnacja, post”. Czy rzeczywiście może nam to przynieść jakąś korzyść? Czy sami się w ten sposób nie pozbawiamy czegoś istotnego, wartościowego?
Wręcz przeciwnie - minimalizm jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. No bo na czym polega minimalizm? Na tworzeniu przestrzeni i czasu, w których możemy coś zauważyć w szczegółach, doświadczyć głębiej, przyjrzeć się, wsłuchać, zrozumieć. A to wszystko składa się na smak życia. Podobnie niemowlakowi, lepiej się żyje, gdy ma w swoim kojcu jednego ukochanego misia, a nie 20 kolorowych, konkurujących ze sobą pluszaków - i nie wiadomo, którym się zająć. W końcu rozkojarzone dziecko dostaje napadu wściekłej histerii i wrzeszcząc. wyrzuca z kojca wszystko. Dzieci odruchowo wybierają jedną rzecz, którą chcą się zajmować. Warto brać z nich przykład. Potrafią zająć się na długo najprostszą sprawą, której wagi, piękna i znaczenie zabiegani dorośli nie widzą - np. przez pół godziny z uwagą i zachwytem przyglądać się kałuży, kamykowi, mrówce czy kwiatu. To pouczająca demonstracja wrodzonej człowiekowi potrzeby minimalizmu. Niestety z upływem życia zostaje ona zagłuszona wyuczoną - destrukcyjną dla życia - potrzebą posiadania jak najwięcej i stymulowania się na wszystkie możliwe sposoby jednocześnie.

  1. Psychologia

Pieniądze szczęścia nie dają. Czy masz zdrowy stosunek do pieniędzy?

Musimy pamiętać, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. (Ilustracja: iStock)
Musimy pamiętać, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. (Ilustracja: iStock)
Dają wolność czy zniewalają? Stwarzają możliwości czy ograniczają? Oddzielają od innych czy łączą z nimi? Dają szczęście? Warto o nie zabiegać? Nasza relacja z pieniędzmi odzwierciedla to, kim myślimy, że jesteśmy.

Iwona Pochitonow, projektantka mody, pięć lat temu, po 28 latach działalności, zamknęła firmę, ponieważ „przestała kochać to robić”. Projekty jej kobiecych sukienek, żakietów, spodni, kostiumów i płaszczy modelki prezentowały na okładkach kobiecych pism, także „Zwierciadła”. „Byłam bogata” – mówi Iwona. Wybudowała duży dom pod Warszawą w otulinie starych drzew, podróżowała. Teraz sama tworzy naturalne mydła i kremy. Nie chce już firmy. Żyje za grosze w porównaniu z tym, ile zarabiała jeszcze kilka lat temu. Kiedyś uwielbiała rzeczy, zakupy, piękne przedmioty przywożone z zagranicy. Dziś – jak mówi – nie potrzebuje już ani rzeczy, ani nowych ubrań. Jest szczęśliwa, żyć nie umierać. Zawsze już będzie „podążać za radością”.

Iza Pawelec, aktorka z Wrocławia, przez dziesięć lat przebijała się w branży – rólki w teatrze, rólki w filmach, chałtury w reklamie. „Ledwo spinałam budżet” – mówi. W tym zawodzie trzeba o siebie dbać. Gdy opłaciła czynsz za wynajmowane mieszkanie, reszta wystarczała na masażystę, dietetyczkę, kosmetyczkę, fryzjerkę. Trochę ekojedzenia i po pieniądzach. Wakacje u znajomych na Mazurach. „Trochę głupio to przyznać – Iza zawiesza głos – ale odżyłam, gdy bogato wyszłam za mąż. Jakie możliwości dają pieniądze! Lepiej być bogatą”. Dwóm siostrzenicom opłaca prywatne studia. Chorej na serce mamie leczenie w dobrej klinice. Wakacje, gdy nie trzeba myśleć o pieniądzach, mają znaczenie dla dobrego samopoczucia. I tak dalej, i tak dalej.

Dają wolność czy zniewalają? Stwarzają możliwości czy ograniczają? Oddzielają od innych czy łączą z nimi? Dają szczęście? Podobno tylko szczęśliwym. Ale chcemy sprawdzić. Podobno nie dają szczęścia, ale – jak mawiała Marilyn Monroe – zakupy owszem. To też chcemy sprawdzić.

Warto o nie zabiegać? A co na to badania? Zdarza się, że wyniki badań się wykluczają. Jedne mówią o tym, że najszczęśliwsi są mieszkańcy krajów najbiedniejszych. Inne, że wręcz przeciwnie – największe zadowolenie z życia zgłaszają mieszkańcy zamożnych krajów Europy. Jeszcze inne badania pokazują, że nasze dobre samopoczucie nie rośnie wraz ze wzrostem dochodów. Jeśli mamy środki na podstawowe potrzeby (jedzenie, dach nad głową), to zdobycie pieniędzy na większy dom, lepszy samochód czy droższe wakacje nie spowoduje wzrostu naszego poczucia szczęścia.

Niezmiennie zdumiewają badania dotyczące ludzi, którzy wygrali duże sumy na loterii. Wyniki są zawsze takie same: w przeciągu kilku miesięcy ludzie ci tracą miliony, przegrywają w kasynie, wpadają w uzależnienie od alkoholu i narkotyków, a nawet popełniają samobójstwo. Publicznie żałują wygranej. Mówią nawet, że to był najgorszy dzień w ich życiu! Chcieliby wygrać może dwa tysiące euro, ale nie dwa miliony!

Energia, którą reprezentują pieniądze, jest mocna, ale i subtelna, może wzmocnić, ale może też zabić. Z całą pewnością uwrażliwienie na nią, przyjmowanie jej i oswajanie wymaga świadomości. Świadomości czego? Przede wszystkim tego, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. Bez udziału naszej świadomości to tylko kawałki papieru. Badacze rozwoju świadomości zwracają uwagę, że dobra moda na minimalizm i proste życie sprawiają, iż nasza relacja z pieniędzmi także się zmienia. Przechodzimy niezwykły, czasem burzliwy i chaotyczny proces przemiany. Coraz wyraźniej widzimy, że pożądanie rzeczy, aby uśmierzyć wewnętrzny ból i pustkę, ten ból dodatkowo pogłębia. Używając pieniędzy do wzmacniania własnej pozycji i wizerunku, paradoksalnie osłabiamy siebie. Widać to jasno wtedy, gdy odkrywamy, że posiadanie nie daje nam radości ani wolności. Jesteśmy znużeni, zmęczeni i wypaleni.

Na naszych oczach i w głębi nas rodzi się nowe. Nowa świadomość. Nowa era pieniądza – jak nazywa te zmiany Mayuri Onerheim, autorka książki „Pieniądze. Duchowość. Świadomość...”, jeszcze do niedawna główna księgowa światowych korporacji. Relacja z pieniędzmi dla wielu z nas staje się fascynującym źródłem nowego sposobu życia. Ten nowy sposób to zupełnie inna perspektywa, inna narracja. Przeczuwamy, a niektórzy z nas już to wiedzą, że istnieje całkowicie inny sposób doświadczania pieniędzy niż do tej pory; że ich zarabianie i wydawanie nie musi łączyć się z bólem i lękiem. Że możemy puścić w ruch inny taniec energii – pieniędzy i miłości.

Zaczynamy od świadomości obfitości poza pieniędzmi. Jak pisze Onerheim: Jeden kwiat wystarczy. A czy to ważne, gdzie rośnie ten kwiat – w twoim ogrodzie czy w ogrodzie sąsiada? Nie posiadasz gwiazd, a przecież możesz się cieszyć ich widokiem. Nie posiadasz ptaków szybujących, a przecież cieszy cię ich śpiew. Nie potrzebujesz więcej rzeczy. Potrzebujesz większej wrażliwości, większej uważności na piękno wokół, uszu bardziej wyczulonych na muzykę, oczu artysty. Potrzebujesz wyobraźni, która przemienia wszystko w coś istotnego i znaczącego. Jesteś już bogata. Dostałaś już to, czego potrzebujesz. Niech to się rozwija, a wszystko, co masz w świecie zewnętrznym, okaże się wystarczające.

Świadomość obfitości to też świadomość naszych wewnętrznych skarbów: spokoju, pogody ducha, pokory, prawdomówności, odwagi. I bogactwa natury. Rzadko na co dzień zdajemy sobie sprawę z tego, że na Ziemi jest więcej jedzenia, niż kiedykolwiek mogłyby spożyć zamieszkujące ją istoty. Słońce wytwarza więcej energii, niż Ziemia mogłaby kiedykolwiek zużyć. Gdy powstawało nasze życie, miliony plemników wyruszyły w drogę, by zapłodnić jedno z tysiąca jaj czekających na to w organizmie naszej matki od chwili jej narodzin. Zadaniem wiśni jest, by w trakcie swojego życia dać początek dwóm kolejnym drzewom wiśniowym. W tym celu rodzi ona każdej wiosny tysiące kwiatów, a w ciągu lata – tysiące owoców, ciesząc tym nasze oczy oraz dając pokarm tysiącom owadów i ptaków. To tylko niewielkie przykłady bogactwa życia wokół nas, przepychu i luksusu, w którym żyjemy i którym jesteśmy jako część natury.

Pieniądze mogą się stać częścią tego obfitego świata. Kiedy połączymy je z sercem, zechcemy wydawać je na wszystko, co wzmacnia i wspiera życie. Poczujemy, że dzięki nim współtworzymy rzeczywistość, że mamy wpływ. W nowej erze pieniędzy wiemy już, że nasze decyzje i wybory naprawdę tworzą nasz świat. Wyobraźmy sobie, jak zmieniłoby się życie nas wszystkich, gdybyśmy widzieli i odczuwali ten przepływ.

To już się dzieje – na naszych oczach i w głębi nas. Ten duchowy – bo powiązany z miłością do życia – stosunek do pieniędzy idzie w parze ze świadomością, w jaki sposób zarabiamy, wydajemy i inwestujemy pieniądze. Klarowność i przejrzystość naszych transakcji finansowych wzmacnia nas i czyni wolnymi – tu badania są zgodne. Także w tym, że wszelkie długi działają obciążająco na naszą psychikę, ograniczają swobodę wyboru, kreatywność i szersze spojrzenie na spektrum życiowych możliwości.

Obserwując nasz stosunek do pieniędzy, nasze myśli i emocje z nimi związane, a także proces zarabiania i wydawania, stajemy się świadomi. Od tej chwili to my decydujemy, co dzieje się w naszym finansowym imperium.

Wdzięczność jest początkiem prawa wzrostu i tworzenia. To, za co dziękujemy dziś, będzie pomnożone jutro. Jeśli mamy w kieszeni kilka złotych i ucieszymy się z nich, życie je pomnoży. Jeśli natomiast obrazimy się na sytuację i będziemy opowiadać wszystkim naokoło, czego nam brakuje, ten brak będzie się powiększał. Wdzięczność pozwala cieszyć się tym, co już stworzyliśmy dla siebie, ucisza obawy i lęki, a nawet – w miarę praktykowania wdzięczności – całkowicie z nich wyzwala.

  1. Moda i uroda

Sweter na lata. Rozmowa z Julią Turewicz, twórczynią marki NAGO

Fot. materiały prasowe firmy NAGO
Fot. materiały prasowe firmy NAGO
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Czy jesteśmy gotowi kupować rzeczy dobrej jakości, które nie tracą fasonu po kilku sezonach, i drożej za nie płacić? O swojej wizji mody zrównoważonej opowiada Julia Turewicz, twórczyni marki NAGO.

Julia Turewicz (fot. materiały prasowe firmy NAGO) Julia Turewicz (fot. materiały prasowe firmy NAGO)

Tilda Swinton powiedziała, że w Szkocji kilty noszone są przez mężczyzn z kilku pokoleń, u nas też kiedyś ubrania przechodziły z ojca na syna, a przynajmniej  ze starego brata na młodszego, dziś mamy właściwie jednorazową odzież. Czy jest szansa, żebyśmy wrócili do mody na kilka sezonów? Przez ostatnie lata cały przemysł modowy opierał się na tym, żeby produkować jak najwięcej ubrań i jak najszybciej reagować na trendy. Jeśli więc ludzie mieli ciągle kupować coś nowego, to z założenia nie mogło to być drogie. A to oczywiście rzutowało na jakość, bo jakość kosztuje. Myślę jednak, że dziś coraz częściej uświadamiamy sobie, że nie potrzebujemy tylu rzeczy, że właściwie chcielibyśmy nosić ulubiony sweter przez lata, a nie wyrzucać go po kilku praniach, bo nie nadaje się do włożenia. Obserwuję trend kupowania rzeczy pozasezonowych, które można ze sobą zestawiać w różny sposób i które nie wychodzą z mody. A to oznacza, że muszą one też być dobrej jakości. W różnych lumpeksach czy szafach naszych mam albo babć można znaleźć odzież, która ma 30 lat i nadal jest w na tyle dobrym stanie, że wystarczy ją odświeżyć. Zatem odpowiadając na twoje pytanie, uważam, że wzrasta świadomość i coraz więcej osób będzie wybierać ubrania na lata.

Czy branża modowa jest zainteresowana takim rozwiązaniem? Na razie panuje presja ścianek, na których nie można pokazać się dwa razy w tym samym stroju... Dochodzimy do granic eksploatacji planety i każdy, kto myśli odpowiedzialnie o przyszłości, musi wziąć to pod uwagę, także branża modowa, która ma sobie dużo do zarzucenia w kwestii trucia środowiska. A przecież musi ona iść za tym, czego chcą konsumenci, a młodzi konsumenci wśród najważniejszych kryteriów decyzji zakupowych wskazują obecnie wartości, którymi kieruje się marka, czyli m.in. to, czy dba o środowisko i tych, którzy uczestniczą w procesie produkcji.

Jak przebiegało twoje dojrzewanie do tworzenia mody ekologicznej? Z Jaśkiem, z którym wspólnie tworzymy markę NAGO, pracowaliśmy wiele lat w showroom.pl, platformie polskiej mody niezależnej. To już duży krok w stosunku do polityki tzw. sieciówek, jednak zastanawialiśmy się, jak można tworzyć modę jeszcze lepiej, z szacunkiem dla ludzi, planety, już od momentu samego projektowania. Zatem bodźcem była na pewno obecność w branży i obserwowanie, jak mocno przemysł modowy szkodzi naturze. A z drugiej strony odbieraliśmy sygnały o coraz bardziej świadomych klientach. Po trosce o zdrowe jedzenie, kosmetyki – w naturalny sposób przyszła kolej na modę. W końcu ubrania nosimy przez wiele godzin, dzień po dniu. Jeśli są wykonane ze sztucznych włókien, farbowane – nie jest to bez wpływu na nasze zdrowie. Wreszcie oboje mamy małe dzieci, a to zdecydowanie przedłuża perspektywę w myśleniu o stanie środowiska.

Wiele osób przyznaje, że narodziny dzieci uwrażliwiły ich na ekologię. Jednocześnie badania pokazują, że ci, którzy działają na rzecz planety, są mniej podatni na tzw. depresję klimatyczną. Czy bliskie jest ci myślenie, że tworząc modę w sposób zrównoważony, przyczyniasz się do ochrony środowiska? Tak, należę do osób, które lubią działać. Nie chcę mieć poczucia, że wokół coś się wali, a ja jestem bezradna i nic, tylko siąść i płakać... Dlatego w miarę swoich możliwości robię coś, żeby powstrzymać degradację środowiska. Wiem, to może duże słowo, ale jeśli każdy będzie starał się zrobić coś małego wokół siebie, to suma tych działań będzie ogromna.

Jak to przenosi się na funkcjonowanie NAGO? Dla nas liczy się cały proces powstawania ubrania, od momentu projektu. Zależy nam na tym, by modele były ponadczasowe i odpowiadały na potrzeby klientów. Kolejnym etapem jest dobieranie materiałów, z których szyjemy. Są to certyfikowane tkaniny ze sprawdzonych, także certyfikowanych fabryk. To oznacza, że nie tylko sam materiał jest wytworzony z poszanowaniem środowiska – a więc m.in. z mniejszym zużyciem wody i wykorzystywaniem tzw. brudnej wody, czyli niepitnej, oraz składników chemicznych, które bez szkody mogą trafić do gruntu – ale że i robotnicy mają zapewnioną godną płacę i warunki pracy. Ubrania szyjemy w całości w Polsce, co z jednej strony pozwala mieć lepszą kontrolę nad procesem, z drugiej – zmniejszyć ślad węglowy. Zaczynamy od małych serii, wprowadzamy produkt na rynek i jeśli się podoba, robimy większą partię. Często z tego samego materiału szyjemy wiele produktów, więc ograniczamy też ilość odpadów. Rozsądnie planujemy zapasy, żeby nie zostać z masą ubrań, z którymi nie wiadomo co zrobić... Poza tym zwracamy uwagę na wszystkie dodatki, ograniczamy użycie plastiku, a jeśli już – na przykład do letnich rzeczy, do których metalowy suwak jest za ciężki – wybieramy plastik z recyklingu, używamy guzików metalowych lub z orzechów. Wykorzystujemy opakowania, w których ubrania przychodzą ze szwalni, nie dodajemy plastikowych toreb. Także do wysyłki używamy kopert i opakowań z papieru z recyklingu. Metki, które wszywamy do ubrania, są z ekologicznych certyfikowanych materiałów, metki kartonikowe – z odpadów z drukarni. Nie używamy plastikowych zawieszek. Kiedy zaczynaliśmy, to każdą, wydawałoby się, małą sprawę musieliśmy przedyskutować i negocjować z podwykonawcami, bo nie są to standardowe rozwiązania. Ale udało się to wypracować! Ostatnio duży wycisk dała nam pandemia, bo do części materiałów nie mamy dostępu z powodu zamknięcia fabryk czy problemów z transportem. W takich sytuacjach pojawia się pokusa, żeby pójść na skróty i dopuścić łatwiej dostępne materiały, ale chcemy być wierni swoim zasadom, więc część kolekcji musieliśmy przeprojektować i opóźnić. Kolekcję letnią zmienialiśmy trzy razy, bo ciągle okazywało się, że coś jeszcze nie może dojechać. To wymaga bardzo dużej elastyczności w myśleniu, ale kiedy zaczynaliśmy, założyliśmy, że będziemy marką, do której klient może mieć zaufanie. Kiedy już raz przekona się, że jesteśmy wiarygodni, potem będzie mógł spokojnie do nas wracać.

Julia Turewicz, socjolożka i psycholożka międzykulturowa. W showroom.pl prowadziła dział sprzedaży, później była dyrektor operacyjną i członkinią zarządu. Zawsze głodna nowych przygód biznesowych, postanowiła zająć się tworzeniem własnej marki NAGO.

Fot. materiały prasowe firmy NAGO Fot. materiały prasowe firmy NAGO

Fot. materiały prasowe firmy NAGO Fot. materiały prasowe firmy NAGO

Fot. materiały prasowe firmy NAGO Fot. materiały prasowe firmy NAGO

Fot. materiały prasowe firmy NAGO Fot. materiały prasowe firmy NAGO

Letnia kolekcja NAGO to tęsknota za klimatem nadmorskich kurortów. Znajdziecie w niej mi.n. sukienkę typu „spaghetti” czy wykonane z polskiego lnu spódnice wykończone węzłem przypominającym żeglarski. Wrażenie robi też kolekcja pięknych piżam wykonanych z certyfikowanej bawełny i lnu. Tym samym NAGO po raz kolejny potwierdza wierność swojej filozofii o praktycznych ubraniach, które mają nam służyć przez lata kolekcja jest już dostępna w sklepie online nago.com.

  1. Styl Życia

Jak uprościć swoje życie? Po prostu

Im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Dominique Loreau, autorka kultowej „Sztuki prostoty”, twierdzi, że prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Dlatego jeśli miałabyś zrobić w tym roku tylko jedną rzecz ze swoim życiem, uprość je sobie.

Dominique Loreau, autorka kultowej „Sztuki prostoty”, twierdzi, że prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Dlatego jeśli chcesz zrobić ze swoim życiem tylko jedną rzecz - uprość je sobie.

DOM
Niech będzie skromnie urządzony, a znajdujące się w nim przedmioty i meble funkcjonalne i piękne: powinny zaspokajać potrzeby ciała i oka. Pozbądź się wszystkich niedziałających sprzętów, niewygodnych krzeseł oraz sztucznych materiałów. Doceń monochromatyczność w kolorach. Dom powinien być miejscem odpoczynku, azylem w otaczającym nas świecie. Miej w nim tylko to, co jest ci niezbędne i co ci odpowiada.

CZAS
Rób tylko jedną rzecz naraz. Codziennie wybierz się na półgodzinny spacer, rób sobie krótkie przerwy w pracy. Powoli odbieraj telefon. Naucz się mówić „nie” spokojnie i ze stanowczością. Nie bierz nadgodzin i nie pracuj w czasie wolnym. Bądź w pełni obecna w tym, co robisz. Unikaj rutyny: staraj się zmieniać co jakiś czas drogę do pracy czy to, co jesz na śniadanie. Ułóż harmonogram prac domowych, z podziałem na pomieszczenia i dni tygodnia. Rób listy zakupów. Oszczędzaj pieniądze – nie po to, by więcej wydawać, ale po to, by mniej pracować.

CIAŁO
Twoje ciało jest twoim domem. Nie powinnaś zaniedbywać służących mu zabiegów na korzyść troski o innych. Odżywiaj się właściwie, ćwicz i wystarczająco dużo pij, wysypiaj się, myj czystą wodą i myśl pozytywnie. Wypracuj w sobie dyscyplinę codziennej prostej i łagodnej pielęgnacji. Poranną toaletę wykonuj tak, jakby to było ćwiczenie fizyczne.

JEDZENIE
Złota reguła: by jak najdłużej zachować zdrowie i młodość, trzeba jeść mało. Inaczej organizm nie przyswoi w pełni składników z pożywienia. Jedz żywność świeżą i dobrej jakości. Staraj się też o przyjemne otoczenie i estetyczne podanie – jeżeli ich zabraknie, będziesz dążyła do tego, by zastąpić je większą ilością jedzenia. Jeść dobrze oznacza też jeść wytwornie, powoli, mieć szacunek do pożywienia i do swojego organizmu. Jedz, kiedy jesteś głodna, i smakuj każdy kęs.

UMYSŁ
Jeżeli umysł jest przepełniony, nie możemy normalnie funkcjonować. Kiedy unikasz jednych myśli, robisz miejsce dla innych, a ponieważ negatywnymi myślami wyrządzamy sobie tyle samo krzywdy, co niezdrowym jedzeniem czy paleniem papierosów, wyćwicz w sobie nawyk powracania przed snem do miłych momentów dnia. Ćwicz się także w dystansowaniu się do myśli, nieutożsamianiu się z nimi. Unikaj stresu i nie rozmyślaj nad nękającymi cię problemami. Wystarczy, że znasz ich istotę, by umysł sam znalazł drogę do rozwiązania. Jak najczęściej medytuj, by oczyścić głowę, najlepiej rano, w odosobnionym miejscu.

RELACJE
Zerwij bezowocne znajomości, zakończ te, które nie dają ci oparcia. W miłości nie bądź niewolnikiem drugiej osoby. Nie staraj się dostosowywać do niekomfortowych sytuacji i nie wymagaj od innych nadmiernej szczerości. Nie zmieniaj swoich planów, by zadowolić innych. Nie martw się, co pomyślą lub powiedzą na twój temat. Nie bądź osobą odpowiadającą oczekiwaniom innych, ale taką, którą sama chcesz być. Nie czuj się zakłopotana, gdy coś dostajesz, ale sama nie dawaj zbyt dużo. Zdobądź spokój płynący z przekonania, że wszystko, czego potrzebujesz, możesz osiągnąć sama. Mniej mów, więcej słuchaj. Nie krytykuj innych, bo w ten sposób tworzysz problem i umniejszasz swoją wartość. Zamiast zajmować się cudzymi wadami, zajmuj się swoimi, ale też nie zadręczaj się. Odnoś się do siebie z miłością, dzięki temu będziesz traktować innych z większym uczuciem. Wybaczaj dla własnego dobra. Nie próbuj zmieniać innych.

Dlaczego mniej znaczy więcej?

Według Dominique Loreau:
  • im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać,
  • kiedy mamy niewiele, tworzymy miejsce dla spraw najważniejszych,
  • życie wśród małej liczby rzeczy podwyższa jakość egzystencji,
  • nie skupiając się na nadmiarze, masz czas, by skupić się na sobie: dowiedzieć, jaka jesteś,
  • mając mniej, zostawiasz przestrzeń dla kreatywności,
  • twoje decyzje stają się instynktowne, twój styl ubierania bardziej elegancki, dom wygodniejszy, a terminarz mniej zapełniony.