1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Zamiast szarego dresu, włóż pomarańczową bluzkę

Zamiast szarego dresu, włóż pomarańczową bluzkę

fot. Imaxtree
fot. Imaxtree
Zobacz galerię 12 Zdjęć
Temat kolorów powraca jak bumerang zawsze wtedy, gdy żywych barw zaczyna nam bardzo brakować. Dzieje się tak zwykle podczas przesilenia wiosennego. Aby zadbać o odpowiednie naładowanie energetyczne w pierwszych dniach wiosny, wystarczy... wprowadzić soczyste kolory do swojej garderoby. 

Dodają energii, budzą radość życia, otwierają na swobodne wyrażanie uczuć. Kolory mają moc. Warto z tego skorzystać podczas przesilenia wiosennego.

Jean-Gabriel Causse, projektant i członek Francuskiego Komitetu Kolorystycznego, w książce „Niesamowita moc kolorów” wyjaśnia, jak oddziałują na nas konkretne barwy. Sprawdź, jak działają na nas kolory, zobacz galerię zdjęć.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Psychosomatyka a alergie. Czy stres może nasilić reakcje alergiczne?

Choroba jest zawsze sygnałem, który każe nam się zatrzymać, rozejrzeć i zastanowić, czy idziemy dobrą drogą. (Fot. iStock)
Choroba jest zawsze sygnałem, który każe nam się zatrzymać, rozejrzeć i zastanowić, czy idziemy dobrą drogą. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Wysypka, zaczerwienienie, katar sienny, załzawione oczy – czy przypadłości dotykające coraz większą liczbę osób pojawiają się z winy alergenów, czy może ich przyczyna tkwi w ludzkim umyśle?

Karolina, mama dwuletniej Zuzanki, opada już z sił, bo wszystko w ich domu – sposób  życia, jedzenia, rytm dobowy – podporządkowane jest alergii małej. Jednak psycholog, do którego się udała, w zachowaniu kobiety dostrzegł wynikającą ze strachu przesadę. Powiedział Karolinie, że nie musi sprawdzać bez przerwy, czy Zuzia aby nie zjadła czegoś niedozwolonego, albo biegać po domu ze szmatką pięć razy dziennie i ścierać byle pyłek kurzu. Zwłaszcza że wszystkie te starania na nic się zdają, poprawy nie ma. „Czuję się beznadziejnie jako matka” – płacze Karolina. – „Nie umiem pomóc swojemu dziecku!”. Myślała, że wystarczy stosować się do zaleceń lekarzy, przestrzegać diety i alergia minie. Sytuacja ją przerasta, stała się nerwowa, nie dosypia, w domu jest coraz więcej napięć i krzyku.

Ania, która z alergią swojego syna walczyła kilkanaście lat, jest przekonana, że tym, co dziecko najszybciej leczy z alergii, jest... spokój. Wcześniej też miała obsesję prania, sprzątania, którym towarzyszyło wieczne napięcie i poczucie, że jest niewolnikiem choroby. Dziś jej syn pływa, uprawia sporty, jeździ na rowerze, ale – dziwnym trafem – gdy stresuje się egzaminem w szkole, znów pojawiają się ataki astmy i wykwity na skórze. Jednocześnie w piłkę może grać…

Przepracować alergię

Współcześni naukowcy i lekarze, zgłębiając temat alergii, coraz bardziej interesują się czynnikami psychospołecznymi i ich znaczeniem w występowaniu i przebiegu chorób alergicznych. – Wynika to z faktu naukowego potwierdzenia powiązania ze sobą układów: nerwowego, hormonalnego i immunologicznego – mówi psycholog i trener biznesu Dorota Kałużyńska. – Każde zakłócenie w jednym z nich powoduje reakcję w pozostałych. Współczesny styl życia obfituje w czynniki wywołujące stres – zalew bodźców, nerwowość, pośpiech, zła dieta, obciążenie obowiązkami – to tylko niektóre z nich. Długotrwałe przeżywanie stresu sprawia, że ludzki organizm znajduje się w ciągłej fizycznej gotowości do działania i w pobudzeniu emocjonalnym. Taka mobilizacja to duży wydatek energetyczny. Jeśli dołączymy do tego niezbyt higieniczny tryb życia współczesnego człowieka: niedojedzenie, niedospanie – częstą konsekwencją jest spadek odporności, którego możemy nie zauważyć, dopóki się nie rozchorujemy.

– Był taki czas w naszym życiu, że po zjedzeniu pewnych produktów czy substancji ciągle byliśmy chorzy – mój mąż, ja, dwójka naszych dzieci – mówi Dorota Biały, psychoterapeutka Psychologii Zorientowanej na Proces. – Chodziliśmy na odczulanie, ale pracowaliśmy też na planie psychicznym. Jesteśmy ze sobą powiązani – gdy choruje jedna osoba, wpływa to na cały system. Co odkryłam, odbywając terapię nad alergią rodzinną? Że powinniśmy skupić się na sobie. W moim procesie było, żeby się zająć rodziną i nie otwierać się w tamtym czasie na nowe znajomości, na ludzi, którzy nas odwiedzają. Odkąd to zmieniliśmy, zaczęliśmy funkcjonować normalnie, nie mamy alergii.

Ciało, umysł, dusza

Uznana za chorobę cywilizacyjną alergia (allos – inny, ergos – reakcja) była znana już w starożytności. Na przełomie wieków XVIII i XIX odnotowano, że katar sienny i astma występują głównie u ludzi zamożnych i jedynaków. Wiek XX został uznany za winowajcę rosnącej liczby zachorowań (mówi się, że alergikiem jest co drugi z nas). Przyczyn upatruje się w zmianie odżywiania, pospiesznym i stresującym stylu życia i... nadmiernym przywiązaniu do higieny. Alergia uważana jest też za chorobę dziedziczną. Ale np. w medycynie chińskiej, liczącej trzy tysiące lat, pojęcie alergii w ogóle nie funkcjonuje. Specjaliści od medycyny chińskiej i ajurwedyjskiej, którzy postrzegają człowieka holistycznie i zawsze skupiają się na przyczynach, widzą w objawach choroby jedynie manifestację źle funkcjonującego systemu, a nie tylko jakiejś jego części. Szczególną rolę odgrywają tu łączność i wzajemne oddziaływanie ciała, umysłu i duszy.

Dążenie, by dotrzeć do istoty przyczyny, każe szukać głębiej, dalej. Claude Diolosa, francuski lekarz tradycyjnej medycyny chińskiej, nauczyciel buddyzmu tybetańskiego tradycji Kagyu, autor wielu książek i wykładów na temat zdrowia i odżywiania, twierdzi, że przyczyną alergii nie jest uczulenie czy nadwrażliwość na jakąś substancję – kluczową rolę odgrywają tu zaburzenia energii życiowej, zwanej energią Qi (Czi).

Weźmy taką alergię pokarmową – z powodu złego, zbyt oczyszczonego pożywienia żołądek nie pracuje prawidłowo – im więcej wilgoci i gorąca jest w przewodzie pokarmowym, tym częściej pojawia się tzw. katar sienny. Diolosa w takich przypadkach zaleca nie używać: cukru, kawy, mleka (szczególnie w połączeniu z owocami i cukrem), owoców egzotycznych, w tym bananów (które wytwarzają wilgoć w jelicie grubym). Przestrzega też przed przyjmowaniem witaminy C dla wzmocnienia układu odpornościowego, bo w nadmiarze może na niego niekorzystnie wpływać i powodować dużą produkcję śluzu w płucach (ponieważ jest „zimna i ściągająca”).

Inni naukowcy, alergolodzy, Robert Wood z Johns Hopkins Children’s Center i Scott Sicherer z Mt. Sinai Hospital w Nowym Jorku, ogłosili, że używane w diagnostyce testy na alergię – skórne i krwi – mogą być niewiarygodne. Naukowcy przestrzegają lekarzy, by ostrożnie stawiali diagnozy bazujące jedynie na tych dwóch tradycyjnych metodach. Według Wooda i Sicherera nie można w oparciu o nie wiarygodnie określić, że pacjent będzie miał rzeczywistą reakcję alergiczną na dany alergen i jak ciężka może być ta reakcja. Testy powinny być wykorzystywane jedynie w celu potwierdzenia diagnozy postawionej na podstawie objawów i historii choroby. Ich wyniki same w sobie nie przesądzają bowiem o niczym i nie mogą być magiczną kulą, z której się wróży potencjalne alergie u bezobjawowego pacjenta.

Uczulenie bierze się ze strachu

„Choroba nie jest możliwa, gdy twoje ciało jest w doskonałej równowadze” – mówi chińskie powiedzenie. Podobnie myślą dr Thorwald Dethlefsen i lekarz i psycholog Ruediger Dahlke, autorzy wielu książek o wpływie naszych  doświadczeń i postawy życiowej na zdrowie (m.in. „Przez chorobę do samopoznania”, „Choroba twoim przyjacielem. Ulecz duszę, ulecz ciało”). Według nich ciało daje człowiekowi sygnały, że jakaś granica została przekroczona, wytwarza przeciwciała, by się bronić przed – często irracjonalnym i nieświadomym – lękiem.

Dethlefsen i Dahlke przekonują, że nadwrażliwość wielu alergików na czynniki uznawane przez nich za wrogie jest przesadna i że: „podobnie jak w sferze militarnej, spirala zbrojeń jest zawsze oznaką agresywności, tak i alergia jest symptomem silnej obrony i agresywności, której jednak najczęściej alergik u siebie nie zauważa, nie przyjmuje jej do świadomości”, obwiniając czynniki zewnętrzne, świat, który go otacza. Mówią, że w leczeniu każdej choroby należy równocześnie zająć się duszą.

Według Dethlefsena i Dahlke alergia bierze się ze strachu, a strach jest przeciwieństwem miłości. Gdy się boimy, to się zbroimy, miłość zaś zakłada postawę ufną, otwartą. Strach – nie dopuszcza, miłość – przyjmuje. „Każda obrona wzmacnia nasze ego, gdyż zaznacza istniejącą granicę. Podczas gdy wyrażenie zgody rozmywa tę granicę”. Autorzy „Przez chorobę do samopoznania” uważają, że alergicy zaprzęgają do walki swój układ immunologiczny z zupełnie niewinnymi obiektami, uznając je za wrogie: pyłkami roślin, sierścią kota lub psa, kurzem, truskawkami, środkami piorącymi… lista nie ma końca. Dla badaczy wszystkie te czynniki symbolizują jedynie to, czego alergik się boi, nawet na nieświadomym poziomie – sierść kota czy psa większości ludzi kojarzy się z przytulaniem, miękkością, a więc z miłością, bliskością; pyłki są symbolem seksu, zapłodnienia i rozmnażania. Seksualność, popęd i płodność, są, zdaniem autorów, sferami wywołującymi silny lęk, dlatego alergicy tak agresywnie je odpierają. Kurz z kolei symbolizuje strach przed wszystkim, co nieczyste, brudne i skażone.

Ponadto Dethlefsen i Dahlke uważają, że problemu nie rozwiąże zalecane przez wielu lekarzy unikanie alergenów, może jedynie zmniejszyć objawy. – Metoda odczulania sama w sobie jest dobra – mówią – jednak jeśli ma być naprawdę skuteczna, powinno się nią objąć nie ciało, lecz psychikę.

Zamknięte koło

Według badaczy alergik może się wyleczyć dopiero wtedy, gdy nauczy się świadomie stawiać czoło tym dziedzinom życia, których unika i przed którymi się broni, gdy uda mu się wpuścić je do swojej świadomości i zaakceptować. Alergeny oddziałują na alergika wyłącznie symbolicznie, konieczny jest udział świadomości. Bo jak wytłumaczyć, że np. pod narkozą alergie nie występują? Albo że wystarczy czasem sama fotografia kota czy psa, by u astmatyka pojawiły się objawy choroby?

– Coraz pewniej i częściej  mówi się o psychosomatycznym podłożu reakcji alergicznych – potwierdza psycholog Dorota Kałużyńska. – Z drugiej strony za powszechną przyczynę zaburzeń psychosomatycznych uważa się stres. I koło się zamyka. Długotrwały stres obniża odporność organizmu, a jej poziom ma duże znaczenie w przebiegu i występowaniu reakcji alergicznych. To błędne koło niestety dalej się kręci – osoba dotknięta alergią, z racji występujących objawów – przeżywa duży dyskomfort, a więc i stres, który negatywnie wpływa na kondycję psychiczną.

Choroba jest zawsze sygnałem, który każe nam się zatrzymać, rozejrzeć i zastanowić, czy idziemy dobrą drogą. Jeśli za większością alergii stoi nasz umysł, to także i on może doprowadzić do uzdrowienia.

Naukowcy o alergii

  • Z badań naukowców z Uniwersytetu McGill w Kanadzie wynika, że więcej przypadków alergii notuje się w rodzinach z wyższym poziomem wykształcenia i mniejszą liczbą dzieci – tu ryzyko jest dwukrotnie większe niż w domach z większą liczbą dzieci, których mieszkańcy są gorzej wyedukowani.
  • Jak dowodzą naukowcy z Harvard Medical School, na astmatyków działa placebo – chorzy czują się lepiej po otrzymaniu obojętnej substancji, nawet jeśli o tym wiedzą.
  • Jabłka chronią przed astmą – by jej uniknąć, trzeba zjeść co najmniej dwa jabłka tygodniowo (zmniejszają ryzyko zachorowania o 1/3), a dzieci kobiet, które w ciąży jadły jabłka, także są bardziej chronione – tak głosi magazyn „American Journal of Respiratory Clinical Care Medicine”.
  • Nawet niewielki stres czy niepokój może znacznie pogorszyć reakcje alergiczne – głosi Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, powołując się na badania State University Medical Center w Ohio.

  1. Psychologia

Energia uśpiona w każdym z nas - sprawdź, jak ją obudzić

Nauczyciele duchowi podkreślają, że wszystko, czego nam potrzeba, mamy w sobie. Także siłę do życia. Wystarczy tylko ją uruchomić. (Fot. iStock)
Nauczyciele duchowi podkreślają, że wszystko, czego nam potrzeba, mamy w sobie. Także siłę do życia. Wystarczy tylko ją uruchomić. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Codzienność wykańcza, praca stresuje, rodzina nas męczy. Bez przerwy narzekamy: „nie mam już siły, nie dam rady”. A przychodzi nieszczęście – choroba, wypadek – i jesteśmy w stanie unieść sto razy więcej. Czy konieczny jest aż taki bodziec, żeby obudzić uśpioną energię? Bo że ona gdzieś głęboko w nas drzemie, to pewne.

Artykuł archiwalny

Magdalena Kiełducka (38 lat, menedżerka, właścicielka firmy eventowej To Pestka) tamtego kwietniowego ranka 2006 roku usiadła na brzegu łóżka i zapytała samą siebie: „Co ze mną będzie? Jak mam dalej żyć?”. Dwa miesiące wcześniej w wypadku samochodowym zginął jej chłopak Daniel. Znali się tylko trzy miesiące. Zdążyli wyjechać do Egiptu i zaplanować całe życie. Miał być ślub, wspólny dom, dzieci.

– Kiedy Daniel zginął, wydawało mi się, że następnego dnia świat się nie obudzi – mówi Magda. – Nie byłam w stanie wyobrazić sobie dalszego życia. Ogarnęła mnie jedna wielka rozpacz. Myślałam, że to kompletnie niemożliwe, żebym została dłużej tu, na ziemi. Mechanicznie załatwiałam sprawy. W co go ubrać? Na pewno w te jedyne czarne spodnie, jakie miał. Bo choć był kolorowym ptakiem i czarnych ubrań nie nosił, kilka godzin przed wypadkiem prosił, żeby je wyprać, bo się przydadzą. Skąd wiedział? Dlaczego mnie opuścił?

Sami nie wiemy, co posiadamy

Tamtego kwietniowego dnia powiedziała sobie: skoro Daniel nie zabrał mnie ze sobą, to znaczy, że mam do zrobienia na tej ziemi coś ważnego. Nie była gotowa na nowe uczucie, jej serce pozostawało nadal zajęte, skupiła się więc na firmie. Pomyślała: „w ten sposób mogę zrobić coś pożytecznego – budzić uśmiech, zadowolenie klientów i dać godnie zarobić pracownikom”. („W mojej firmie liczy się nie tylko zysk, ale i etyka” – powtarza). Z potrzeby serca nawiązała też współpracę z domami dziecka. Po dwóch latach nieoczekiwanie dla samej siebie znalazła miłość, wzięła ślub, wyjechała z mężem w egzotyczną podróż, zaszła w ciążę. I znów dostała po głowie, raz za razem. Po dwóch poronieniach postanowili z mężem, że na razie dadzą sobie spokój, bo ile można znieść?!

Okazuje się, że możemy znieść niewyobrażalnie dużo. Uruchamiają się w nas ogromne, wręcz nadludzkie możliwości, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Świadczy o tym wiele ludzkich losów, nie tylko tych wojennych, obozowych. Także dzisiaj, gdy bywamy wystawiani na najtrudniejsze próby, potrafimy im sprostać, czym zadziwiamy samych siebie.

– Gdy stawką jest życie, odzywa się w nas najsilniejsza z naszych sił życia: instynkt samozachowawczy – mówi psycholog Jarosław Przybylski. – Każdy człowiek dysponuje takim potencjałem i wszyscy z niego czerpiemy w sytuacji zagrożenia. Ale gdy w grę wchodzi życie innych, z naszą reakcją bywa różnie. Jedni bez wahania śpieszą z pomocą, inni stoją z boku albo uciekają gdzie pieprz rośnie. Instynkt samozachowawczy niestety nie działa na rzecz drugiej osoby. Działają wtedy uczucia, emocje, wartości.

Jan Woźniakowski (50 lat, religioznawca) ma dzień wypełniony od pierwszej do ostatniej minuty, bo dom musi działać jak szwajcarski zegarek. Potrzebują tego bardzo: niepełnosprawny Iwo (8 lat), chora na raka żona Dominika i  najstarszy syn Hubert (18 lat) cierpiący na białaczkę (bierze tak zwaną chemię podtrzymującą i dzielnie sobie radzi). Jan całą domową logistykę ma w małym palcu. Załatwia opiekunki, zajmuje się Iwonem popołudniami i w weekendy, czyta mu, bawi się z nim, myje go, karmi, czuwa nad opieką lekarską dla Dominiki, ustala całodzienny plan funkcjonowania domu, robi zakupy i oczywiście pracuje.

Wcześniej żyli jak wiele małżeństw (są 20 lat po ślubie) z ich pokolenia: raz praca była, raz nie, nie zawsze mieli pieniądze, własnego mieszkania nie dorobili się do dzisiaj („nie byliśmy na tyle praktyczni”). Mają za sobą doświadczenia emigracyjne (mieszkali w Stanach, tam urodzili się dwaj synowie, Hubert i 16-letni dziś Piotr).

Gdy Jan patrzy z dzisiejszej perspektywy, widzi, że tamte problemy to żadne problemy. Prawdziwe zaczęły się w 2002 roku wraz z narodzinami Iwona. Podczas ciąży nic nie wskazywało na to, że będzie niepełnosprawny. Jednak jeszcze na sali porodowej zaczął tracić oddech. Odwieziono go na OIOM, diagnoza brzmiała tajemniczo: strukturalna anomalia chromosomowa, czyli błąd genetyczny. Lekarze nie pozostawiali złudzeń. Mówili, że nawet jeśli dziecko przeżyje, to nie będzie chodziło, mówiło, jadło. Jan zobaczył w Internecie zdjęcia takich dzieci. Wyglądały strasznie. A Iwo od urodzenia był śliczny. To dawało nadzieję, choć zdjęcie mózgu ją odbierało. Lekarze przygotowywali ich na najgorsze. Oni szukali pomocy, gdzie tylko się dało. U lekarzy specjalistów, terapeutów, przyjaciół.

Pytania bez odpowiedzi

Jan: – Człowiek ma w takich sytuacjach tyle energii, a może po prostu adrenaliny, że funkcjonuje na najwyższych obrotach. Nie myśleliśmy o chorobie Iwona w kategorii nieszczęścia. Były oczywiście smutki w domu, ale mówiliśmy, że człowiek bardziej płacze nad sobą niż nad dzieckiem.

Kiedy Iwo miał cztery lata, dokładnie w ostatni dzień karnawału 2006 roku, poznali następną straszną prawdę: Dominika jest chora na raka jelita grubego.

– Heroicznie przyjęła tę wiadomość i heroicznie znosi chorobę – mówi Jan. – Miała w sumie pięć operacji, konieczna okazała się stomia, potem radioterapia, chemioterapia. Rak nie daje jednak za wygraną. Przeniósł się do miednicy, kości krzyżowej, idzie do kręgosłupa, atakuje układ moczowy, powoduje odrętwienie i straszny ból. Ratunkiem dla Dominiki okazało się hospicjum domowe, bo złagodziło cierpienie. Ale ma to i niedobre strony, bo człowiek widzi, jak mało jest dróg dających jeszcze nadzieję.

 
Dwa lata po wykryciu choroby Dominiki zaczęły się kłopoty ze zdrowiem Huberta – złe samopoczucie, osłabienie, wysoka gorączka. Badania wykazały, że przyczyną dolegliwości jest ostra białaczka limfoblastyczna. Więc znów szpital, chemia, sterydy.

Tamten czas był dla nich wszystkich ekstremalny. Dominika miała swoją chemię, Hubert leżał w szpitalu i brał swoją, a w domu czekał Iwo (wbrew diagnozom nauczył się chodzić, jest nadaktywny, choć nadal używa pieluch, nie gryzie, nie mówi i wymaga stałej opieki).

– Oczywiście, że pojawiało się pytanie: dlaczego? – mówi Jan. – Ale nie ma na nie odpowiedzi. Można wszystko tłumaczyć filozoficznie, za Leibnizem, że żyjemy w najlepszym ze światów, i się na to zgodzić. Można przyjąć to, co niesie życie, ze stoickim spokojem. Ale człowiek zawsze będzie się buntował, pytał – jak ostatnio nasza znajoma – gdzie w tym wszystkim jest Pan Bóg. Znajomy, któremu zmarło dziecko na raka mózgu, powiedział: „każdy dostaje taki krzyż, jaki może udźwignąć”. Pan Bóg w swojej mądrości nie daje nic ponad nasze siły. Nie straciłem wiary, choć mówienie, że wiara pomaga, to zbyt łatwy wykręt. Człowiek myśli, że spotyka go tragedia, a potem wydarza się Haiti…

Skąd czerpać w takich chwilach siłę?

Jarosław Przybylski: – Z wewnętrznych „baterii”, takich jak optymizm, poczucie własnej wartości, wiara w siebie, odwaga. Pod warunkiem że się je ma naładowane przez geny albo wychowanie.

Nauczyciele duchowi podkreślają, że wszystko, czego nam potrzeba, mamy w sobie. Także siłę do życia. Wystarczy tylko ją uruchomić. Jak to zrobić? Uwierzyć, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie. Że nasze myśli, przekonania na własny temat mają moc sprawczą. Jeżeli będziemy powtarzać, że nie damy rady – to nie damy. Wielu ludzi wybiera określoną drogę, a potem obwinia innych za to, że się nie udało. Tymczasem prawda jest taka, że to my tworzymy nasze doświadczenia, naszą rzeczywistość i wszystko, co się z tym wiąże. To, co sądzimy o sobie i życiu, staje się naszą siłą. A wszechświat zawsze wspiera każdą myśl, w którą wierzymy. Nie roztrząsajmy więc przeszłości, niepowodzeń, doznanych krzywd. Zacznijmy myśleć pozytywnie i działać konstruktywnie, bo tylko takie myślenie i działania są źródłem wewnętrznej mocy.

Magda uważa, że jej siła pochodzi z kochającego, pełnego wsparcia domu. To jej kapitał. Wychowywała ją samotnie mama, o której mówi: „wspaniała, kochana, inteligentna, silna, robiła dla mnie wszystko”, i ukochana babcia. Ojca nie znała, nie interesował się ich życiem i sytuacją finansową, więc marzeniem Magdy było jak najszybciej się usamodzielnić, żeby mamie pomóc. Zaczęła wcześnie pracować, ucząc angielskiego. Zawsze wybierała trudniejszą drogę. To ją hartowało. Była humanistką, a poszła do klasy matematyczno-fizycznej. Zamiast pójść na anglistykę, bo język był jej pasją, albo na psychologię, którą się interesowała, poszła na politechnikę, na inżynierię środowiska. Z perspektywy czasu uważa, że był to wspaniały trening dla umysłu. Potem uparła się, żeby pójść na studia MBA, choć nie było jej na to stać. Zarobiła lekcjami angielskiego. Ma za sobą trudne związki, ale powtarza, że każdy z nich ją rozwinął i za każdy jest wdzięczna.

– Mój ukochany mąż jest Polakiem z amerykańskim obywatelstwem i mieszka w Stanach od ponad 15 lat, więc też łatwo nie jest, bo trzeba pokonywać ocean – śmieje się. – Ale dzięki temu świat się dla mnie niesamowicie skurczył.

Według Magdy siły życia najlepiej rosną w trudach i codziennych zmaganiach. Ale karmią się też zrozumieniem tego, co nas spotyka. Kiedy przeżywała żałobę po Danielu, nie szukała łatwego pocieszenia, że będzie dobrze, że tak musiało być. Miała ogromne wsparcie przyjaciół i bliskich, czytała mnóstwo książek na temat duchowości. Przyniosły ulgę, uspokojenie i przekonanie, że wszystko, co się dzieje, ma swój sens. Dzięki książkom i ciekawym ludziom poznała zupełnie inny wymiar swojej egzystencji.

– Siły życia to nie węgiel kamienny, którego złoża są wyczerpywalne, to odnawialne źródło, takie perpetuum mobile, które powstaje trochę z niczego, bo tak naprawdę różne czynniki są jego paliwem. Przede wszystkim jednak trzeba samemu pozwolić się im odnowić. Znaleźć pokój w sercu, swój cel. Mam wrażenie, że nie jesteśmy tu po to, żeby banalnie kończyć dzień zmęczeniem, ale żeby zrobić coś dla świata. Kiedyś wszystko musiałam mieć pod kontrolą. A teraz coraz bardziej cieszę się dniem codziennym. Wstaję, świeci słońce, piję z mężem kawkę, rozmawiamy z synkiem, który urodzi się w czerwcu, przytulimy psa – dla takich chwil warto żyć. Te trudne oczywiście jeszcze nieraz przyjdą. Coraz spokojniej jednak o nich myślę, bo wiem, na co mnie stać. Przez wszystko da się przejść.

Prezent od Pana Boga

Jan na pytanie, skąd pochodzi jego siła, odpowiada: – Nie wiem. Nie zastanawiam się nad sobą, nie robię autoanalizy. Myślę, że nie wyróżniam się niczym szczególnym wśród gatunku ludzkiego. Każdy w takiej sytuacji zachowałby się podobnie. Jak ktoś mówi: „jesteś wspaniały, że nie zostawiłeś Dominiki”, to ja sobie myślę, że to fatalnie świadczy o autorze tych słów. Co za pomysł, żeby mnie chwalić za to, że nie zostawiłem Dominiki!

Jan uważa, że wolę życia buduje wychowanie, miłość do rodziny i życia w ogóle, ale także chęć znalezienia odpowiedzi na różne ważne pytania. On nie ma czasu na wątpienie, czy da radę, bo przychodzi następny dzień, w którym tyle jest do zrobienia. Dużo napędu daje mu Dominika. Wydaje się delikatna, a ma nieprawdopodobną siłę i optymizm. Pokazuje, jak z godnością znosić cierpienie. Jan podkreśla, że sił dodają mu także ci wszyscy ludzie, czasem obcy, którzy im pomogli i pomagają, idąc za odruchem serca. Jako rodzina doświadczyli nieprawdopodobnej solidarności z całego świata. I poprzez dobre słowo, obecność, zakupy, pomoc w załatwianiu opiekunek i lekarzy, i poprzez pomoc finansową.

  1. Moda i uroda

Zostań częścią modowej rewolucji

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
19 kwietnia rusza Tydzień Fashion Revolution, najważniejsze wydarzenie w rocznym kalendarzu międzynarodowej organizacji działającej na rzecz mody odpowiedzialnej. Kampania nagłaśniająca kluczowe modowe wyzwania, której towarzyszą spotkania z ekspertami, panele dyskusyjne oraz szereg innych działań skupionych wokół hasła #whomademyclothes, skierowana jest do wszystkich osób oczekujących realnych zmian w systemie przemysłu odzieżowego. 

Dwa dni przed rozpoczęciem tegorocznego Fashion Revolution Week (19-25.04.2021) odbędzie się wydarzenie eksperckie „Okrągły stół mody cyrkularnej”. Do dyskusji zaproszeni zostali specjaliści obserwujący zjawiska związane z gospodarką obiegu zamkniętego z wielu perspektyw. W tym roku Fashion Revolution Polska koncentruje się na przyszłości mody cyrkularnej, jako części gospodarki o obiegu zamkniętym. Celem wydarzenia jest rozpoznanie największych wyzwań związanych z modą cyrkularną w Polsce. Spotkanie ma stanowić twórczą wymianę poglądów, ale przede wszystkim praktycznych doświadczeń i pomysłów, które przyczynią się do wprowadzenia zmian - na wielu płaszczyznach - już w niedalekiej przyszłości.

„Zależy nam, by wśród zaproszonych gości budować sojusze i łączyć ze sobą potencjalnych partnerów, ale także by nie uciekać od wnikliwych pytań i dociekać odpowiedzi, również tych niewygodnych. Chcemy dążyć do realnych zmian i konkretnych rozwiązaniach rozwijających modę cyrkularną w Polsce. Wskazywać obszary do poprawy, ale także patrzeć z nadzieją w przyszłość” - podkreślają przedstawicielki Fashion Revolution Polska. 

Spotkanie poprowadzi Ola Bąkowska - autorka pierwszego w Polsce bloga o innowacjach i modzie zrównoważonej, obecnie pracująca w organizacji pozarządowej Circle Economy w Amsterdamie, która zajmuje się wcielaniem w życie gospodarki obiegu zamkniętego.

W dyskusji udział wezmą: Dorota Jankowska-Tomków - dyrektor zakupów i działu zrównoważonego rozwoju LPP S.A., Paweł Urbański, reprezentujący pralnię i farbiarnię KNK-KANAKA, mec. Magdalena Niewelt, pomysłodawczyni (wraz z mec. Olegiem Marcinkowskim) Kodeksu Etyki Branży Odzieżowej, Zofia Zochniak - współzałożycielka firmy zajmującej się zbiórką i recyklingiem tekstyliów Ubrania do Oddania, Aleksandra Kuta - pomysłodawczyni, projektantka, konstruktorka startupu Decloths, Agata Frankiewicz - założycielka upcyklingowej platformy Deko Eko, Miłosz Marchlewicz reprezentujący Forum Odpowiedzialnego Biznesu, dr Magdalena Płonka, związana z MSKPU ekspertka w dziedzinie edukacji oraz projektowania mody, wykładowczyni oraz przedsiębiorca, Dobrosława Gogłoza - założycielka All Hands Agency,  Joanna Burzec -badaczka i managerka w jednej z największych na świecie firm konsultingowych, kierownik projektu e-Pack dr Piotr Nowak, Agnieszka Oleksyn-Wajda – radca prawny, dyrektor Instytutu Zrównoważonego Rozwoju i na Uczelni Łazarskiego, pisarka i reporterka Karolina Sulej, ekonomista i przedstawiciel Fundacji Instrat Damian Iwanowski oraz Tomasz Morozgalski, prawnik, aktywista miejski i działacz społeczny.

Efektem spotkania będzie raport uzupełniony o najnowsze dane z Polski i ze świata oraz komentarze ekspertów. Zostanie przekazany politykom wszystkich opcji, instytucjom publicznym i organizacjom pozarządowym, a także udostępniony uczelniom, z którymi współpracuje stowarzyszenie. Wnioski i ustalenia będące efektem spotkania będą wykorzystywane w działaniach informacyjnych, promocyjnych i edukacyjnych Fashion Revolution Polska. Podsumowanie spotkania będzie udostępnione jako materiał filmowy jeszcze w trakcie Tygodnia Fashion Revolution w mediach społecznościowych polskiego oddziału.

#whomademyclothes: rozmowy o przyszłości mody cyrkularnej

Tydzień Fashion Revolution to także spotkania z ekspertami - prowadzone w formie rozmów na żywo za pośrednictwem kanałów w mediach społecznościowych i na platformie Zoom. O odpowiedzialnym podejściu do mody, szansach mody cyrkularnej, inspiracjach i czekających modę wyzwaniach opowiedzą: projektantka innowacyjnych materiałów Weronika Banaś, autorka bloga i podcastów, wykładowczyni, projektantka Katarzyna Zajączkowska, prawnik związany z Instytutem Prawa Mody Arkadiusz Szczudło oraz trendwatcherka Natalia Hatalska.

W ramach Tygodnia Szkolni Ambasadorzy Fashion Revolution przygotowują także cykl praktycznych warsztatów wcielających w życie założenia mody cyrkularnej.

Fashion Revolution Polska jest częścią międzynarodowej organizacji założonej w Wielkiej Brytanii po tragicznych wydarzeniach w kompleksie fabrycznym Rana Plaza w Bangladeszu, gdzie w kwietniu 2013 r. zginęło ponad 1100 pracowników fabryki odzieżowej, a kolejne 2500 odniosło obrażenia. W kwietniu każdego roku Fashion Revolution zachęca do aktywnego udziału w kampanii nagłaśniającej najważniejsze modowe wyzwania, łączącej pamięć o tragicznych wydarzeniach z 2013 r. z edukowaniem, wywieraniem nacisku na globalne marki i legislatorów oraz dążeniem do realnych zmian.

W trakcie Tygodnia Fashion Revolution każda i każdy z nas może stać się częścią modowej rewolucji. Masowo zadawane pytania o warunki produkcji naszych ubrań, obuwia i dodatków, pokazywanie metek danej marki i korzystanie z hasztagów #whomademyclothes i #whatsinmyclothes pozwalają wciągnąć przedstawicieli przemysłu odzieżowego i konsumentów w dyskusję dotyczącą mody odpowiedzialnej, transparentnej działalności oraz gospodarki obiegu zamkniętego.

Szczegółowy harmonogram tegorocznego Tygodnia Fashion Revolution można znaleźć na facebookowej stronie Fashion Revolution Poland oraz Instagramie (@fash_revpoland).

Sponsorem głównym Okrągłego stołu mody cyrkularnej jest LPP S.A.

Wydarzenie patronatem objęli: Kupuj Odpowiedzialnie, Deko Eko, MSKPU , Ubrania do Oddania, All hands, KNK-KANAKA, UP DIWU, Adwokat Magdalena Niewelt, Adwokat Oleg Marcinkowski, Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Fundacja Instrat, Instytut Zrównoważonego Rozwoju i Środowiska Uczelni Łazarskiego, Instytut na Rzecz Ekorozwoju, Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

  1. Psychologia

Jakiego żywiołu masz w sobie najwięcej?

Ogień to moc kreacji, pasja i śmiałość. Takie osoby fascynują, bo są pełne namiętności, zarażają radością i pogodą ducha. Przy nich wszystko jest możliwe. Dominację tego żywiołu rozpoczynasz po magnetycznej energii, która przyciąga ludzi. (Fot. iStock)
Ogień to moc kreacji, pasja i śmiałość. Takie osoby fascynują, bo są pełne namiętności, zarażają radością i pogodą ducha. Przy nich wszystko jest możliwe. Dominację tego żywiołu rozpoczynasz po magnetycznej energii, która przyciąga ludzi. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Gdy wieją wichry zmian, jedni budują mury, inni budują wiatraki – mówi przysłowie chińskie. To nic innego jak popularne w kulturze Wschodu pójście za ruchem, bo – oporując – wypadamy z cyklu natury, w którym pięć żywiołów płynnie przechodzi jeden w drugi. To, na jakim jego etapie jesteś: Drewna, Ognia, Metalu, Ziemi czy Wody, pomoże zrozumieć naturopatka Beata Diana Miller.

System Pięciu Elementów: Woda, Drewno, Ogień, Ziemia, Metal – został stworzony wiele tysięcy lat temu przez chińskich filozofów. Z założenia w momencie narodzin w naszym organizmie wszystkie one powinny być w równowadze, choć zwykle któryś dominuje. W różnych fazach życia to się zmienia, poza tym możemy również doświadczyć nadmiaru lub niedoboru poszczególnych elementów, co zakłóca prawidłową współpracę między nimi. W tej właśnie nierównowadze Tradycyjna Medycyna Chińska dopatruje się źródeł problemów zdrowotnych, bo według niej dobrostan człowieka jest powiązany z płynną wymianą żywiołów.

Cykl rozpoczyna Drewno, które przechodzi w Ogień, a ten w Ziemię, leżącą w centrum procesu. Po niej nadchodzi Metal i jako ostatnia Woda. Rozpoznaj, w jakim momencie cyklu jesteś, wykorzystaj go jak najlepiej i nie wstrzymuj zmiany.

Drewno: wiosna, złość i działanie

Drewno jest wiosną, wschodzącym słońcem, symbolem początku. Według taoistów symbolizuje wędrówkę duszy hun i jej ponowne narodziny. Hun jest siedzibą podświadomości, przekazywanej z pokolenia na pokolenie i z poprzednich istnień. Mieszka w wątrobie, narządzie przynależnym do Drewna. Wyraża wolę, siłę i umiejętność zaczynania od nowa, przekazującą niezależność wzrostu i ekspansji. W taoizmie ważne jest wyzwolenie się od elementu Drewna, bo tylko bycie w tu i teraz zapewnia nam spełnienie i zdrowie.

Jeśli masz w sobie silny element Drewna, cechuje cię zdecydowanie i świadomość swojej drogi. Potrafisz planować i masz w sobie motywację oraz determinację. Żyjesz w przekonaniu, że świat stoi przed tobą otworem. Osoby z dominującym Drewnem są stworzone do inicjowania, lubią kwaśny smak, na przykład niedojrzałych owoców czy herbatki z hibiskusa. Bywają tak pewne siebie, że wręcz aroganckie. – To świetni stratedzy, którzy potrafią przewidywać, ich atutem jest działanie – mówi Beata Diana Miller, naturopatka wykorzystująca w swojej praktyce Tradycyjną Medycynę Chińską. – Ciężko pracują, ale potrafią też skutecznie się odprężać. Dobrze zarządzają swoją energią. Niezależnie od wieku są obdarzeni duchem i mocą młodości.

Ambitni ludzie Drewna niestrudzenie podążają za swoją wizją. Są gotowi znaleźć własne miejsce na ziemi. Przypominają rozprzestrzeniające się z ekspansją, ale zakorzenione w ziemi, stabilne drzewo. Często mają zdecydowany uścisk dłoni, a ich sylwetka promieniuje siłą. Żyją w ciągłym ruchu. Drewno się nie waha i nie ma problemu z inicjowaniem, potrafi stworzyć coś z niczego. Nie przepada jednak za sytuacją, kiedy okoliczności wywierają na nim presję. Wtedy nie radzi sobie z narastającą pod wpływem stresu złością.

Dla elementu Drewna na poziomie emocjonalnym wskazane jest rozwinięcie spokoju ducha, bo gniew i frustracja niweczą jego skuteczność, działają przeciwko wzrostowi – naturalnemu porządkowi wiosny, i szkodzą wątrobie. Wtedy energia elementu Drewna traci elastyczność, staje się sucha, najmniejsza iskra grozi jej płomieniem.

Namiar energii elementu Drewna odbiera umiejętność przemyślanego planowania. Drewno staje się agresywne, zaślepione, zapalczywe, wybuchowe, dąży po trupach do celu. Z kolei niedobór żywiołu objawia się wypaleniem. Wówczas agresja kieruje się do wewnątrz. Dojmujące poczucie winy i wstydu prowadzą do stagnacji, apatii, rezygnacji. Ekspertka podkreśla, że u takich ludzi pojawia się bezsilność, przestają oni działać i osiągać sukcesy. Korzenie pięknego niegdyś drzewa usychają, nie są w stanie czerpać z ziemi pokarmu potrzebnego do wzrostu. To zwykle efekt zakazów i nakazów, bo Drewno lubi wolność i odprężenie, kiedy czuje ucisk – więdnie albo pokazuje swoją bezsilność w rebelii i oporze. Wpada w niepotrzebne konflikty, traci skuteczność.

Jak wrócić do pierwotnej siły Drewna zdolnego podejmowania ryzyka i rozwiązywania problemów? Przy niedoborze pomogą wszelkie formy terapii związane z ruchem, przy nadmiarze – techniki przywołujące równowagę, takie jak joga, medytacja, trening autogenny. A także wiedza, że można wyrażać złość tak, żeby pomogła rozwinąć skrzydła, a nie niszczyła czy blokowała.

Ogień: lato, radość i namiętność

Element Ognia to ciepło i światło. Jest aktywny, podniecający, pełen zachwytu. Taoiści mówią, że na dworze naszego ciała władcą jest serce, narząd przynależny temu elementowi, a w nim rezyduje shen – energia nieba przekazana nam w chwili poczęcia. Ogień to magiczna energia lata, kiedy cieszymy się życiem i zakochujemy. To on umożliwia wyrażenie świadomych myśli, odczuwanych emocji, powstałych idei, ubiera je w przekaz. I łączy ludzi, bo domeną tego elementu jest komunikacja w każdej formie.

Ogień to moc kreacji, pasja i śmiałość. Jeśli przeważa w tobie energia Ognia, uchodzisz za osobę barwną, nieprzewidywalną, hojną, towarzyską i uczciwą. Jesteś gorącym, nieustraszonym wojownikiem, a przy tym masz w sobie dostojeństwo i mądrość życiową. Dominację elementu Ognia można rozpoznać po magnetycznej energii, która przyciąga ludzi. – Pragniemy przebywać w towarzystwie tej osoby, ponieważ czujemy się zrozumiani i zaakceptowani – mówi Beata Diana Miller. Osoba Ognia fascynuje, bo jest pełna namiętności, zaraża radością i pogodą ducha. Przy niej nagle wszystko jest możliwe.

„Ogniści” mają serce na dłoni, są gościnni, uwielbiają imprezy. Lubią jeść ostre potrawy. Zharmonizowany element Ognia obdarza ciekawością świata i ludzi – ich przeżyć, myśli, uczuć. Takie osoby są świetnymi słuchaczami, potrafią wczuć się w drugą osobę, wesprzeć, służyć dobrą radą. Kochają z pełnym oddaniem, co jest zarazem ich siłą, jak i słabością. Nie czują swoich granic, przejmują cudze emocje i spalają się w płomieniach uczuć. Często bywają zaborcze w związkach, a rozstanie jest dla nich tragedią, na którą reagują wybuchem niedojrzałych emocji.

Jeśli masz w sobie za dużo Ognia, dręczy cię niepokój i wewnętrzne rozedrganie, chociaż uśmiechasz się i emanujesz zadowoleniem. Jesteś w tysiącu miejsc naraz i wyrzucasz z siebie potoki słów, żywo gestykulując. Kwestią czasu jest, kiedy taki wulkan wybuchnie. Wtedy  serce zaczyna bić zbyt szybko, pojawia się narastający lęk, który może nawet doprowadzić do ataków paniki albo stanów maniakalno-depresyjnych. Ludzie z niedoborem energii Ognia są letargiczni, mówią cicho i mało. Czują wyczerpanie i wewnętrzne zimno. Mają problemy z koncentracją, ich myśli są chaotyczne, trudno im odnaleźć sens istnienia. Dopada ich depresja, tracą nadzieję, brakuje im energii do wyrażenia swoich uczuć i myśli. Stają się niekomunikatywni, mają trudności w nawiązywaniu bliskich związków i często cierpią na bezsenność.

Co zrobić, żeby przywrócić równowagę? „Ogniści” dobrze reagują na różnego rodzaju terapie mistyczne albo ćwiczenia ze śnieniem na jawie. Terapeutycznie działają na nich ćwiczenia teatralne oraz taniec.

Ziemia: późne lato, akceptacja i zakorzenienie

Element Ziemi zajmuje centralne miejsce w systemie Pięciu Elementów. Utrzymuje je w równowadze i odżywia, ale też jest od nich zależny. Porą roku Ziemi jest późne lato – czas „pomiędzy”. Dlatego jej mocą jest umiejętność przeczekania. Ziemia zbiera informacje, przechowuje je i przetwarza, co umożliwia dotarcie do uzdrawiającego źródła, które jest w każdym z nas. Jej narządem jest żołądek, przypisanym smakiem – słodki. Ziemia jest mieszkaniem yi, siły pamięci – uporządkowanym myśleniem, naszą świadomością. Element Ziemi roztacza harmonię i spokój, przekazuje energię ciszy i zrównoważenia. Uczy zaufania przede wszystkim do siebie, płynącego z relacji z matką, i obdarza poczuciem własnej wartości. Osoby z dominującym elementem Ziemi wyróżniają: akceptacja, uważność, wewnętrzny spokój. Umiejętność stawiania granic i rozróżniania. Element Ziemi niesie współczucie i naturalną potrzebę przynależności. Ludzie z silnie zaznaczoną Ziemią są wyrozumiali i sprawdzają się jako mediatorzy i opiekunowie. To archetyp matki, więzy rodzinne i przyjacielskie dają im poczucie sensu życia.

Jeśli masz w sobie dużo Ziemi, działasz na innych ludzi jak stabilne centrum, wokół którego się gromadzą. Nic dziwnego, ponieważ jesteś tolerancyjny, nie oceniasz, przyjmujesz życie takim, jakie jest. Zdaniem ekspertki ludzie Ziemi doskonale czują się w tu i teraz. Beata Diana Miller podkreśla też, że są to osoby lojalne, nie bujają w obłokach, widzą plusy i minusy egzystencji i potrafią rozwiązywać problemy. Ziemia jest stabilna, więc można się na niej oprzeć.

Element Ziemi to głębokie zakorzenienie i potrzeba bliskości, ale przy jego nadmiarze można się zatracić w pomaganiu innym. Pojawia się ryzyko utraty środka równowagi, co powoduje emocjonalne rozchwianie i wewnętrzną pustkę. „Ziemianie” próbują ją zapełnić nadopiekuńczością i wtrącaniem się w życie bliskich, więc prędzej czy później czują się odrzuceni i samotni. Złaknieni miłości i uwagi często pocieszają się jedzeniem. Ich smakiem jest słodki, więc zajadają swoje emocje czekoladą, lodami, ciastkami... Jeśli kompulsywnie się objadasz z powodu tęsknoty za miłością, możesz cierpieć na nierównowagę elementu Ziemi.

Według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej niedobór Ziemi powstaje w dzieciństwie,  bo ludzie urodzeni z konstytucją Ziemi potrzebują szczególnej uwagi, opieki i miłości. Deficyt takich doświadczeń powoduje, że w życiu dorosłym czują się niekochani, niedowartościowani. Często są niedojrzali i nie potrafią zadbać o siebie. Symptomem niedoboru Ziemi jest zależność od innych. Często, aby ukryć swoje emocje, takie osoby wkładają maskę obojętności i tkwią w niesatysfakcjonujących relacjach. Żyją w emocjonalnym letargu, są nieobecni. Pojawiają się u nich problemy z koncentracją i zapamiętywaniem.

Zrównoważony element Ziemi przynosi koncentrację, rozpoznanie i refleksję, zaburzony – uczucie zagubienia, zapętlenie myśli, niemożność wykonania ruchu. Osoba z niedoborem Ziemi zaczyna się zamartwiać, co wynika z mieszaniny lęku i obsesyjnych myśli, i w  efekcie często odczuwa zaburzenia apetytu. Żołądek zaczyna chorować, a dla Chińczyków zdrowy żołądek jest otwarciem się na nowe, bezpieczeństwem i zaufaniem. Kiedy ludzie Ziemi pogrążają się w czarnych scenariuszach, ogarnia ich zwątpienie i rozpacz –  powinni zacząć tworzyć swój raj i nauczyć się sprawiać sobie małe przyjemności (byle nie cukier!) , by zakorzenić się w chwili obecnej. Terapiami najbardziej odpowiadającymi ludziom Ziemi są terapie analityczne.

Metal: jesień, struktura i smutek przemijania

Element Metalu należy do Nieba. Metal żegna nas z elementem Ziemi, który uosabiał matkę, a wita z męską energią ojca. Dla Chińczyków Metal jest symbolem struktury, uosabia twardość. Świat powstaje, kiedy świadomość przybiera kształty i formy, zarówno myślowe, jak i materialne. To siła, która pojawia się po pożegnaniu. Metal to instynkt, który pomaga nam zostawiać za sobą to, co przestarzałe, i otworzyć się na nowe. Jego domeną jest przemijanie, a porą roku – jesień. Smutek i łzy, związane z rozstaniem, są emocjami tego elementu. Chińczycy uważają, że do Metalu należy dusza ciała, której siedziba są płuca, a oddech jej bezpośrednim wyrazem.

Jeśli masz w sobie silny element Metalu, badasz zasady, na jakich funkcjonuje świat. Fascynuje cię nauka, filozofia, religia. Masz wiele zainteresowań, szerokie horyzonty myślowe, lubisz intelektualne dyskusje, unikasz powierzchownych kontaktów. Polegasz na swojej wiedzy i konkretach. Twardo stąpasz po ziemi, ale głową sięgasz nieba. Będąc w kontakcie ze sobą i rozumiejąc prawa rządzące wszechświatem, potrafisz pożegnać się z tym, co odeszło, umiesz spalić za sobą mosty. – Zrównoważona energia Metalu obdarza odpornością psychiczną – zauważa Beata Diana Miller. – Taka osoba potrafi świetnie się zorganizować, dobrze się czuje w strukturach, jest pewna siebie i pozytywnie nastawiona do życia. Nie grożą jej depresja czy nałogi.

Osoby z dominującym Metalem czują, że to one są siłą sprawczą, ale potrafią poddać się cyklom przemijania i odradzania.

Kiedy jednak Metal chce za bardzo kontrolować nurt życia, bo jest go w nadmiarze, traci poczucie własnej wartości. Próbuje to wyrównać zdobyczami materialnymi, zaczyna skupiać się na sztywnym przestrzeganiu reguł, etykiety, nadmiernej dyscyplinie porządku i perfekcji. U takiej osoby pojawiają się lęki, że nie spełni pokładanych w niej oczekiwań. Pije dużo kawy, żeby funkcjonować, bo jest ona smakiem gorzkim, przynależnym do Metalu. Ludzie z nadmiarem tego elementu czują się ograniczeni i zagrożeni tak mocno, że brakuje im powietrza, co prowadzi często do chorób płuc.

Z kolei ludziom z niedoborem Metalu towarzyszą nieporządek i chaos. Źle znoszą oni krytykę, stają się nadwrażliwi. Nie pozwalają sobie odciąć się od dawno zakończonych spraw. Są tak słabo osadzeni w świecie, że popadają w melancholię. Stają się eteryczni, oderwani od realiów życia. Cechuje ich kruchość – są zalęknieni, zatroskani, płaczliwi, smutni. Ekspertka zwraca uwagę na to, że jeśli ktoś płacze, zapadają mu się ramiona, skraca mu się oddech i płuca nie przyjmują tlenu. I dodaje, że do Metalu przypisany jest żal z powodu straty, kiedy ktoś nie potrafi się z kimś czy czymś pożegnać. Wtedy ludzie często chorują na astmę.

Odnaleźć rytm oddechu, a tym samym drogę równowagi w przyjmowaniu i oddawaniu, ludziom Metalu pomagają ćwiczenia oddechowe. Wzmacniają płuca, odbudowują energię, uspokajają, poprawiają nastrój. Również medytacja pomaga im odprężyć się i na nowo odnaleźć radość życia.

Woda: zima, zaufanie życiu i wizjonerstwo

Woda to siła prowadząca w głębiny, w zimno i ciemno, gdzie wszystko staje się jednością i lęk przed przemijaniem ustępuje. Możemy pytać o sens życia, ale nie musimy znać odpowiedzi. Wystarczy, że zaufamy, poddamy się bez oporu nurtowi wielkiej rzeki życia. Porą roku Wody jest zima, kiedy wszystko zamiera, przyroda i człowiek osiągają całkowity spokój, ale jednocześnie z końcem zimy, dzięki energii Wody, powstaje nowe życie. Woda jest symboliczną jedynką, ruchem. To czysta energia życia, która według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, zgromadzona jest w nerkach.

Dominacji elementu Wody towarzyszy zainteresowanie duchowością, etyką, sztuką. Jeśli dotyczy to ciebie, zastanawiasz się nad sensem istnienia i w miejscach, gdzie nikt ci nie zakłóca spokoju, w kontakcie z naturą, poddajesz się rozmyślaniu nad tajemnicami życia. Jesteś obdarzony wizjonerską fantazją oraz inteligencją emocjonalną. Jednak dokładnie wiesz, czego chcesz. Podobnie jak rzeka płynąca swoim korytem, trzymasz się wyznaczonego nurtu, omijając spotykane na swojej drodze przeszkody. Cechuje cię elastyczność, na bieżąco pozbywasz się energii, które ci nie służą. Lubisz sól, która oczyszcza. Potrafisz współdziałać z ludźmi, ale też uchodzisz za indywidualistę. Dzielisz się tym, co masz, bo wiesz, że niczego ci nie ubędzie. Ufasz życiu, masz kontakt ze swoimi uczuciami i umiesz je wyrażać. – Ludzie Wody porywają tłumy, bo są zaangażowani w to, co robią – wyjaśnia Beata Diana Miller. – Aż chce się przebywać w ich towarzystwie, są otwarci, pomocni.

Przy nadmiarze Wody pojawia się sztywność, bezrefleksyjne trzymanie się wyznaczonego celu. Ludzie Wody w stresie bywają nieprzyjemni, złośliwi, kłótliwi. Pod wpływem lęku mają zmienne nastroje i ulegają kaprysom. Niedobór Wody natomiast objawia się melancholią i brakiem inicjatywy. Osoba z zaburzonym elementem Wody jest zdezorientowana, nie wie, dokąd prowadzi jej droga. Czuje wewnętrzną pustkę i obawę przed wysuszeniem swojej rzeki życia, co wiąże się z utratą kreatywności i motywacji. Staje się zbyt emocjonalna albo wycofana. Ekspertka podpowiada, że można to poznać po izolowaniu się od ludzi  i pojawieniu się nieśmiałości i zalęknienia w relacjach.

Lęk ludzi Wody jest lękiem pierwotnym – przed ostatecznym, przed śmiercią. Czas zimy uświadamia ograniczenie naszego życia, skłania do metafizyczności. Lęki Wody to również lęki egzystencjalne, np. że zabraknie jedzenia, że nie przetrwamy... One towarzyszą zaburzeniu elementu Wody.

Ludzie Wody reagują dobrze na terapie, które mają w sobie element duchowości, a także medytację. W ich naturze leży spirytualizm i bliskość z tą sferą działa na nich kojąco.

Beata Diana Miller, naturopatka, dietetyczka Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, wspiera kobiety w dbaniu o zdrowie. 

  1. Materiał partnera

Wiosenna rewitalizacja i odświeżenie skóry. W jaki sposób dbać o skórę w ciepłe dni?

Wiosenne porządki zacznij od zmiany codziennych rytuałów pielęgnacyjnych, które dopełnią działanie profesjonalnych zabiegów. (Fot. materiały partnera)
Wiosenne porządki zacznij od zmiany codziennych rytuałów pielęgnacyjnych, które dopełnią działanie profesjonalnych zabiegów. (Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Wiosna niespodziewane pojawiła się u nas w całej okazałości. Moment, kiedy wszystko budzi się do życia, warto wykorzystać również na porządki. Nasza skóra również potrzebuje odświeżenia, szczególnie w czasie, kiedy oprócz codziennych zanieczyszczeń, narażona jest na suche domowe powietrze i skutki noszenia maseczek ochronnych. Wiosenne porządki zacznij od zmiany codziennych rytuałów pielęgnacyjnych, które dopełnią działanie profesjonalnych zabiegów. Na co warto zwrócić szczególną uwagę?

Które zabiegi odpowiednio przygotują twoją cerę i ciało na ciepłe dni? Odpowiada dermatolog, lekarz medycyny estetycznej dr Łukasz Preibisz.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Z problemami skórnymi wcale nie musimy się pogodzić. Oprócz sposobów leczenia dermatologicznego i łagodzenia pojawiających się objawów, mamy możliwość skorzystania z szerokiego portfolio zabiegów medycyny estetycznej. Tutaj kluczowa będzie konsultacja ze specjalistą – zabieg powinien być dobrany do stanu i potrzeb skóry. – Pamiętajmy, że nie zawsze procedura, która sprawdziła się u naszej znajomej sprawdzi się również u nas! – dodaje dr Preibisz. Jedne z najczęściej pojawiających problemów natury dermatologiczno-estetycznej na twarzy to: przebarwienia, widoczne naczynka i rumień, zmiany trądzikowe oraz wiotkość skóry i zmarszczki. Jeśli chodzi o ciało, to głównie rozstępy, cellulit i nadmiar tkanki tłuszczowej oraz utrata jędrności. Jakie zabiegi warto wybrać wiosną, aby walczyć z tymi problemami i pozwolić odzyskać skórze zdrowy i witalny wygląd?

Alma Harmony XL PRO DYE VL

Laser Alma Harmony XL PRO DYE VL to innowacyjne urządzenie, które służy do leczenie różnego rodzaju problemów skórnych – idealnie sprawdza się w przypadku rumienia, widocznych naczynek, a także przebarwień. Dzięki emisji światła z przedziału od 500 do 600 nm, skóra jest minimalnie narażona na ekspozycję innych długości światła, a tym samym zabieg staje się bezpieczniejszy, z mniejszym ryzykiem wystąpienia skutków ubocznych.

– Laser Alma Harmony XL PRO DYE VL niezwykle bezpieczny. Zastosowano w nim rozwiązania, dzięki którym zabiegi nie są bolesne – stopka chłodząca chroni naskórek przed oparzeniem i zwiększa komfort samego zabiegu. Laser działa w miejscu problemu, nie uszkadza skóry, a efekty są szybkie, długotrwałe i satysfakcjonujące – wymienia dr Łukasz Preibisz. Wiosna to ostatni moment, aby wykonywać w pełni bezpieczne zabiegi laserowe.

CLEARLIFT

Jeśli zauważyliśmy u siebie widoczną utratę jędrności skóry, przebarwienia, utratę promiennego kolorytu skóry to idealnie sprawdzi się zabieg ClearLift. – Ten pierwszy na rynku nieablacyjny laser frakcyjny Qswitched, działając głęboko w skórze, prowadzi do powstania kontrolowanych mikrouszkodzeń w skórze właściwej, nie naruszając naskórka. W procesie regeneracji pobudza syntezę nowego kolagenu, a także kurczenie się i napięcie tkanki, dając efekt niebywałego wygładzenia. Dodatkowo, poprawia się również napięcie, a proces starzenia spowalnia. Zabieg można wykonywać również w wariancie bankietowym, bez okresu rekonwalescencji, dlatego to dobry pomysł na wiosenną rewitalizację skóry – przekonuje dr Łukasz Preibisz.

MEZOTERAPIA Idabae Antiaging

Jedną z najpopularniejszych metod przywrócenia skórze jędrności jest i nawilżenia jest zabiegi mezoterapii igłowej. Działanie anti-aging zapewnia zastosowanie preparatu Idabae Antiaging. To wyjątkowo silny przeciwutleniacz zawierający Idebeon (syntetyczny wariant koenzymu Q10, który opóźnia proces starzenia się skóry), preparat zawiera jeszcze dwa cenne składniki: DMAE o działaniu silnie liftingującym oraz kwas hialuronowy stymulujący tkankę łączną do produkcji fibroblastów – komórek odpowiedzialnych za produkcję kolagenu i elastyny. Idebae Antiaging naprawia uszkodzone DNA komórkowe. Działa głęboko, skutecznie spłyca zmarszczki, nawilża i napina skórę, redukuje zagniecenia i fałdy. Koryguje niedoskonałości twarzy i ciała  –  odpowiada dr Łukasz Preibisz. Świetnie sprawdza się przy rewitalizacji dłoni, stóp, podbródka i kącików ust.

ACCENT SPADEEP

Aby zadbać o kondycję naszej sylwetki niezbędna jest aktywność fizyczna oraz zbilansowana dieta. Efekty zdrowego stylu życia, można wspomóc zabiegami w gabinecie. SPADEEP jest nieinwazyjnym systemem, który wykorzystuje skoncentrowaną energię fal radiowych do ujędrniania i modelowania ciała. Zabieg szczególnie polecany jest tam, gdzie spalanie tkanki tłuszczowej jest bardzo trudne – np. w okolicach brzucha, boczków, bryczesów, ramion czy wewnętrznej strony ud. Jego działanie docenimy już po pierwszym zabiegu. SPADEEP skutecznie poprawia kształt i kontury różnych obszarów twarzy i ciała. Urządzenie ma szerokie zastosowanie, z powodzeniem uwolni nas od niechcianego cellulitu, sprawi, że skóra będzie jędrna i odmłodzona. To również świetne rozwiązanie do radzenia sobie z tkanką tłuszczową i zwiotczałą skórą po wewnętrznej stronie ud – wymienia dr Łukasz Preibisz z kliniki Preibisz SkinDoctors. SPADEEP stymuluje włókna kolagenowe, aby uzyskać efekt smukłej sylwetki i ujędrnionej skóry. Zmniejszając objętość komórek tłuszczowych, stymulując drenaż limfatyczny, pozbywamy się cellulitu.

Wiosenna pielęgnacja

Pamiętajcie, że niezmienne zabiegi gabinetowe należy uzupełnić właściwą pielęgnacją domową, dostosowaną indywidualnie do potrzeb twojej skóry. Oprócz regularnego nawilżania i ochrony przeciwsłonecznej, które powinny być podstawą, należy pamiętać również o innych potrzebach skóry – np. o działaniu antyoksydacyjnym czy oczyszczającym. Dobierajmy odpowiednie kosmetyki i cieszmy się piękną cerą!

Dokładne oczyszczanie

W pełni oczyszczona skóra jest podstawą zdrowego i promiennego wyglądu oraz doskonałej cery. Usunięcie makijażu oraz zanieczyszczeń przygotowuje skórę do kolejnych etapów codziennej pielęgnacji. Do codziennego demakijażu okolicy oka warto postawić na łagodne kosmetyki! Płyn micelarny RHA® Micellar Solution od TEOXANE (200 ml) łagodnie oczyszcza, delikatnie usuwa makijaż i tonizuje. Przygotowuje skórę do dalszych zabiegów, a co najważniejsze, nie narusza naturalnej, ochronnej bariery lipidowej skóry.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Krok drugi codziennego oczyszczania to produkt myjący - AHA Cleansing Gel TEOXANE (150 ml) to żelowy preparat myjący do spłukiwania, który dokładnie oczyszcza, odświeża i rozjaśnia skórę, nadając jej gładkość. Jego ekskluzywna formuła łączy w sobie: kwas glikolowy, kwasy owocowe, Resilient Hyaluronic Acid® oraz kompleks rozjaśniający.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Moc antyoksydantów

Prawdziwą bombę antyoksydacyjną znajdziesz w kosmetykach, których składy bogate są w witaminę C, resweratrol czy idebenon. Dlaczego warto je stosować? Te nie tylko świetnie rozświetlają skórę, ale też odmładzają ją, ponieważ stymulują naturalne procesy powstawania kolagenu.

Teraz świetne promocje na antyoksydanty znajdziesz w zestawach promocyjnych Sesderma! W cenie jednego produktu dostaniesz dwa.

C-VIT Krem (50 ml) + RESVERADERM Krem (50 ml)

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

C-VIT Serum (30 ml) + C-VIT Kontur oczu (15 ml)

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Nawilżanie

Twoja skóra po okresie zimowym jest zmęczona wysuszającym ogrzewaniem z kaloryferów, dlatego potrzebuje mocnej dawki nawilżenia. W codziennej pielęgnacji zapewnij sobie mocną dawkę nawilżenia, dzięki Advanced Filler od TEOXANE (50 ml). Kosmetyk to wyjątkowe połączenie kwasu hialuronowego RHA® i składników odbudowujących, pomaga w utrzymaniu długofalowego nawilżenia, jednocześnie stymulując produkcję naturalnego kwasu hialuronowego i kolagenu w skórze, wygładza drobne zmarszczki. Krem dostępny w wersji dla skóry suchej oraz dla skóry mieszanej.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Ochrona UV

Podstawowym produktem w codziennej pielęgnacji, niezależnie od wieku, powinien być krem SPF, chroniący przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego. Bestsellerowy Advanced Perfecting Shield TEOXANE (50 ml) to miejski krem z filtrem SPF 30, zawierający silne przeciwutleniacze! Formuła została precyzyjnie opracowana z myślą o poprawie wyglądu skóry zmęczonej, matowej, z oznakami starzenia. Lekko barwiona formuła produktu oraz jego struktura przypominająca drugą skórę, wygładzają i rozświetlają cerę, nadając jej doskonały wygląd.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Kosmetyki TEOXANE są dostępne na eshopie z rabatem -25% na wszystko oraz ofertą 1+1 – do każdego pełnowartościowego produktu, mini bestseller w prezencie!