Tylko do pewnego momentu bezgraniczne uwielbienie ze strony partnera cieszy, napawa dumą i pompuje ego. Z drugiej strony – także poczucie zadowolenia z bycia w relacji z kimś „idealnym i wspaniałym” jest ograniczone w czasie. O tym, co się dzieje w związku opartym na koluzji narcystycznej – opowiada psychoterapeutka par Małgorzata Sokołowska.
Artykuł ukazał się w magazynie „Sens” 10/2025.
Koluzja jest rodzajem nieuświadomionej gry partnerów, w której ważną rolę odgrywają ich mechanizmy obronne. Pod spodem zawsze jest jakiś nierozwiązany problem. Co nim jest, gdy mowa o koluzji narcystycznej?
By w ogóle powstał układ koluzyjny, dana osoba musi znaleźć kogoś, kto zechce potwierdzać jej fałszywe ja, iluzję na swój własny temat i swoim zachowaniem stwarzać warunki, aby ta fantazja mogła się realizować. Własne wyparte i stłumione części projektujemy wówczas na partnera, a następnie prześladujemy je w partnerze.
Koluzja narcystyczna to problem dużo bardziej złożony niż tylko uwielbianie i bycie uwielbianym. W tym przypadku związek opiera się na fantazjach o idealnej miłości i na dynamice wzajemnego wykorzystywania się: dla statusu, pieniędzy, poczucia władzy. Tematem przewodnim jest tu wiara partnerów w mit doskonałego porozumienia dusz, tych metaforycznych dwóch połówek jabłka, które idealnie do siebie pasują. Oboje mają wyobrażenie doskonałej miłości jako towarzyszenia we wszystkim: odczuciach, dążeniach, poglądach. Posunięta do skrajności fantazja, w której partnerzy są jednością, oznacza wręcz wchłonięcie drugiej osoby w imię fuzyjnego zjednoczenia. Żeby to osiągnąć, jedna osoba w relacji musi całkowicie zrezygnować z siebie.
W relacji, którą nie rządzi koluzja, byłoby tak: oboje dajemy siebie nawzajem i w ten sposób tworzymy wspólną jedność. Tutaj jest inaczej. Niestabilne poczucie własnej wartości i krucha struktura ego tych osób sprawiają, że nie potrafią traktować partnera jako samodzielnego bytu, lecz jedynie jako „narcystyczny obiekt”, który wypełnia, dopełnia, ozdabia lub wywyższa.
Czytaj także: Związek z narcyzem raczej nie będzie mieć happy endu. Jak więc nie dać się złapać na narcystyczny lep?
Jak taki układ wygląda w praktyce?
Jedną z form, w której może się ujawnić koluzja narcystyczna, są luźne, krótkotrwałe związki. Normalnie to faza przejściowa w rozwoju nastolatka, ale niektórzy się tam emocjonalnie zatrzymują i kręcą w kółko. Zdobywanie przynosi maksimum wzajemnego potwierdzenia i idealizacji, czyli potężną narcystyczną gratyfikację. Bardzo szybko dochodzi do wzajemnego „stopienia” się, ale równie szybko ujawniają się aspekty, które nie pozwalają na rozwój relacji. Znikają tak zwana chemia, podniecająca adrenalina i niepewność – po pewnym czasie osoba postrzegana przez różowe okulary okazuje się normalnym człowiekiem ze swoimi słabościami, a to jest nie do przyjęcia.
Kiedy ludzie są ze sobą, naturalnie pojawia się więź, która oznacza zobowiązania i wyłączność, jednak osoba narcystyczna nie jest do tego zdolna. Bliskość jest dla niej zagrażająca. Nagle więc zrywa kontakt i niszczy związek. Partner nie rozumie, dlaczego ktoś nagle zniknął, często bez słowa, gdy stawali się sobie bliscy. A właśnie to stało się przyczyną zerwania. Ktoś taki często porzuca nieoczekiwanie, by uprzedzić ruch partnera. W dzieciństwie tak często był opuszczany i oszukiwany, że teraz nieświadomie mści się za doznane krzywdy.
Intymny związek partnerski stawia osobę narcystyczną w trudnej sytuacji, z której widzi ona tylko dwa wyjścia. Albo musi zrezygnować z własnego ja dla partnera, albo to partner musi dla niej zrezygnować z siebie. Nawet jeśli takie osoby decydują się na trwały związek, wciąż żyją w konflikcie wewnętrznym, który staje się tłem i determinuje tę relację. To układ typu pan i służąca, królowa i giermek.
Autor tej koncepcji, szwajcarski psychiatra Jürg Willi, pisze, że w koluzji narcystycznej chodzi o wspólny nierozwiązany problem niskiej samooceny, usuwany za pomocą wzajemnej idealizacji. Wydawało mi się, że w takiej relacji jedna osoba bezgranicznie podziwia drugą, tę „narcystyczną”. Tak nie jest?
Tak jest na pierwszy rzut oka, ale jeśli zajrzeć głębiej, to podstawą tej koluzji jest dokładnie ten sam problem rozwojowy u obojga partnerów: nierozwiązany konflikt na etapie fazy autonomii. To taki moment, gdy dziecko uczy się rozwijać własną inicjatywę, sprawczość i pragnie oddzielić się od matki. Jeśli matka reaguje na to wściekłością, odczuwając dziecięcą próbę samodzielności jako niewdzięczność – to mamy początek problemu. Taka matka uniemożliwia bowiem dziecku doświadczanie siebie jako odrębnego człowieka, co jest kluczowe dla budowania zdrowej pewności siebie. Powstaje więc słabo ukształtowane i zagrożone utratą granic ja i wynikające z tego niskie poczucie własnej wartości. Obie osoby w koluzji narcystycznej radzą sobie z nim nieświadomie w odmienny sposób. Jeden z partnerów jest regresywny – bierny, podporządkowany, drugi zaś progresywny, czyli przyjmujący postawę aktywną.
Czytaj także: 9 oznak, że jesteś w związku z narcyzem i pora się ewakuować. Psycholożka wymienia najczęstsze zachowania toksycznego partnera
Jak zatem każde z nich próbuje rozwiązać problem?
Partner progresywny, ten „uwielbiany”, wzmacnia swoje słabe ja kosztem partnera, podkreślając swoją mądrość i doskonałość oraz słabość i głupotę drugiej osoby. Potrzebuje ciągłego potwierdzania własnej siły i zaprzecza swoim słabościom. To najczęściej mężczyzna – sprawczy, twórczy, dynamiczny, bezwzględny, ale skuteczny i odnoszący sukcesy. Gra rolę silnego, nieomylnego władcy. Często zachowuje się w taki sposób, by udowodnić „naturalną wyższość mężczyzny na kobietą”, i wymaga od partnerki podporządkowania. Poświęca się pracy zawodowej, bierze na siebie odpowiedzialność za utrzymanie, bo zapewnienie dobrych warunków materialnych rodzinie jest dla niego priorytetem.
Partner regresywny z kolei podnosi poczucie własnej wartości poprzez „zapożyczenie” wyidealizowanego ja drugiej osoby, projektując swoje fantazje wielkościowe na partnera. Używa go, aby poczuć się lepszy. To jest narracja typu: „Ja sam na nic nie zasługuję, tylko z tobą, o ile będę cię adorować i podziwiać, jestem cokolwiek wart. Jeśli będę kawałkiem symbiozy z tobą – ogromnym i wspaniałym – będę mieć jakieś znaczenie”. Z pozoru mamy więc guru i jego wiernego wyznawcę, ale w gruncie rzeczy obie te osoby mają strukturę narcystyczną.
Jak to? Co uległość może mieć wspólnego z narcyzmem?
Całkiem sporo, bo mamy tu do czynienia z dwoma typami narcyzmu. Partner progresywny reprezentuje typ narcyzmu wielkościowego, dla którego charakterystyczne są: wyolbrzymione i rozdmuchane ego, arogancja, pewność siebie i potrzeba bycia podziwianym. Partner regresywny z kolei – ten, którego, jak mówisz, trudno o narcyzm podejrzewać – często jest w istocie narcyzem komplementarnym. Wchodząc w relację z narcyzem wielkościowym, staje się jego echem, odbiciem, uzupełnieniem. W pierwszym kontakcie taką osobę często odbiera się jako altruistyczną, empatyczną, nieśmiałą, podporządkowaną i nieasertywną, która pozostaje w cieniu partnera. Ale to właśnie ta rezerwa i nieśmiałość robią wrażenie na innych i wzbudzają zaufanie. Otoczenie taką osobę idealizuje, bo w kontekście wielkościowego partnera wypada ona doskonale. Potrafi wczuwać się w innych, jest wybitnym słuchaczem, w rozmowie z nią czujemy się rozumiani.
Weźmy dla przykładu kobietę występującą w tej regresywnej roli – jest żoną męża, który ma wysoką pozycję społeczną, jest na przykład przez wszystkich podziwianym, świetnie zarabiającym pilotem. Ona dzięki temu, że jest jego żoną, nie musi się eksponować. Poświęca się rodzinie i domowi, nie pracuje zawodowo – a jeśli pracuje, to jej praca jest dewaluowana. Jest finansowo i życiowo całkowicie uzależniona od męża. Nie ma czasu dla siebie, nie ma jak spełniać swoich pasji i marzeń. Perfekcja w wypełnianiu obowiązków domowych daje jej poczucie sztucznej ważności, ale z czasem zaczyna czuć się nieatrakcyjna, nudna, przewidywalna. Jest emocjonalnie związana z dziećmi, które wychowuje zwykle w lęku przed wielkim ojcem, którego idealizuje, i będzie bronić jego wizerunku, choćby był dla niej okrutny. Ale jeśli się do takiej osoby zbliżymy, i u niej dostrzeżemy fantazje na temat swojej wielkości i wartości. Te fantazje są zaskakująco podobne jak w przypadku narcyzmu wielkościowego, tyle że ona nie ma odwagi, by je wyrazić na zewnątrz. Wykorzystuje więc partnera wielkościowego do tego, żeby to on je zrealizował.
Czytaj także: Dlaczego narcyzi tak szybko znajdują sobie kogoś nowego po rozstaniu? Słowo klucz: wstyd
To brzmi trochę jak scenariusz: będziemy wspaniałą, podziwianą parą, ale osiągniemy to... tobą. Skoro ona go podziwia i na tym zyskuje, on czuje się dzięki temu świetnie, dlaczego pojawia się problem?
Dlatego że ona, tkwiąc w regresywnej postawie, potrzeby nadal ma progresywne, a rola adoratorki i wielbicielki odpowiada jej tylko do pewnego momentu.
Zacznijmy jednak od obiektu uwielbienia, czyli narcyza wielkościowego. On najczęściej w początkowej fazie przyjmuje wszelkie gesty podziwu z entuzjazmem, budując swoją wielkość, ale jednocześnie cały czas boi się stopienia się w relacji. Jest pod tym lęk przed bliskością w ogóle, wynikający najczęściej z bycia w przeszłości narzędziem do kreowania ego rodzica. Z lęku, że scenariusz się powtórzy, taki człowiek często trzyma partnera na dystans. Tymczasem partner w roli adoratora dąży do całkowitego stopienia się w jedno, i w pewnym momencie zaczyna wykorzystywać rozmaite chwyty, by tę jedność obronić. To są komunikaty typu: „Ja wiem najlepiej, kim ty jesteś, wiem, co czujesz, znam cię na wylot”, co narcyzowi wielkościowemu przypomina zachowania dorosłych z domu rodzinnego, a takich zachowań obawia się najbardziej. Partner regresywny jest całkowicie na nim skoncentrowany, uczestniczy w każdym jego ruchu i zmianie nastroju, przenika go i choć brzmi to paradoksalnie, właśnie poprzez to całkowite oddanie – kontroluje go.
W naszym przykładzie wyidealizowane wyobrażenia żony zaczynają doskwierać mężowi – także dlatego, że ona wciąż podnosi poprzeczkę. Okazywany szacunek i adoracja coraz silniej zobowiązują. Ciągłe próby doskoczenia do tego poziomu, które kiedyś pompowały ego, teraz stają się ogromnym obciążeniem. Tu nie ma wolności, ale jest poczucie, że trzeba chodzić jak szwajcarski zegarek, tak jak partnerka sobie wyobraża. Moment, w którym narcyz wielkościowy zdaje sobie z tego sprawę, jest początkiem konfliktu koluzyjnego.
Co się wówczas zmienia w relacji?
Partner progresywny – mówiąc językiem dynamicznym – chce wyrzucić z siebie lub zniszczyć partnera, który tak mocno się zbliżył. Zaczyna być więc bardzo nieprzyjemny. Poniża, obraża, umniejsza, zachowuje się ozięble i bezwzględnie, po to by się uwolnić z tej niewygodnej symbiozy. Nie ma już w tej relacji komunikatów: „Mogę być wspaniały, ponieważ ty mnie uwielbiasz”, i z drugiej strony: „Uwielbiam cię, bo jesteś wspaniały”. Ze strony partnera regresywnego zaczynają się zarzuty: „Narzucam ci tyle zobowiązań, bo jesteś taki zły i nieczuły”, i odpowiedź progresywnego: „Jestem taki, ponieważ ty mi narzucasz tyle zobowiązań i tak silnie mnie określasz”. Partner progresywny wraca do stanu, w którym był w relacji z narcystycznym rodzicem – zaczyna czuć, że po raz kolejny w jego życiu ktoś go wykorzystuje, żeby się dobrze czuć.
Oczywiście, widząc zmianę postawy, partner regresywny jest zrozpaczony, bo uruchamia się w nim narracja: „To ty robiłeś karierę dzięki mojemu poświęceniu, realizowałeś swoje pasje, a dla mnie zostało tylko siedzenie w domu i zajmowanie się dziećmi. I tak mi się odwdzięczasz?!”. Ważne w tej sytuacji jest także poczucie winy: „Robiłam to, bo byłeś dla mnie wszystkim, zrezygnowałam z siebie i to jest twoja wina, że dziś nie wiem, kim jestem. Nie mam przyjaciół, hobby, pracy. Nie mam nic”. Jednak w efekcie znosi zachowania krzywdzące cierpliwie i z empatią, a nawet wyrozumiale je tłumaczy: „On jest w środku dobry i wrażliwy, łatwo go zranić, czasami reaguje nadmiarowo, ale każdemu może się zdarzyć”. W ten sposób chroni pośrednio swój obraz partnera. Ten zaś już nie jest w stanie się oddzielić i to go przeraża.
Czytaj także: Wciąż słyszysz te 4 teksty podczas kłótni? Twój partner może być narcyzem – oto, jak z nim postępować
Co w takim przypadku może zdziałać terapia?
Gdy partner regresywny chce podtrzymywać iluzję idealnego związku i partnera, i nie przyjmuje do wiadomości, że tego obrazka, w który był tak wpatrzony, już nie ma – cały proces terapeutyczny służy urealnieniu wszystkich aspektów tej historii, przejściu przez żałobę po stracie, a potem wydobyciu i rozwinięciu u niego prawdziwego ja.
Terapia pary w tej koluzji to złożony proces. Najczęściej ludzie w nią uwikłani przychodzą na terapię z nadzieją naprawy tej idealnej harmonii i miłości, której pragnienie wciąż w nich jest. Są zaskoczeni, że proces prowadzi ich w innym kierunku, czyli do zdrowego odgraniczenia się od siebie, wyodrębnienia dwóch autonomicznych osób, które przy zachowaniu swoich elastycznych granic mogą przeżywać ze sobą bliskość, nie zlewając się ze sobą. Jednocześnie wówczas każdy z partnerów pracuje z terapeutą indywidualnie, poznając schematy z dzieciństwa, które są źródłem aktualnych trudności w związku.
Małgorzata Sokołowska, psychoterapeutka, terapeutka par, trenerka, wykładowczyni. Autorka koncepcji „Love in Business” i projektów: „Kobieta Czterech Żywiołów”, „Jak rozwinąć skrzydła?”, a także wielu autorskich warsztatów i treningów terapeutycznych, m.in. dla par – „Kochanie, w co my gramy?”, „Jak budować miłość dojrzałą?”. Wraz z mężem prowadzi Ośrodek Psychoterapii i Rozwoju Osobistego „Sokołowscy” w Szczecinie.