1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Zrównoważony rozwój - jak dbać o środowisko w modzie?

Zrównoważony rozwój - jak dbać o środowisko w modzie?

fot. materiały prasowe Zalando
fot. materiały prasowe Zalando
Hasło przewodnie​„Działamy Razem. Zrównoważona moda na Zalando.” nawiązuje do udziału w kampanii pracowników firmy, którzy działają na rzecz zrównoważonego rozwoju nie tylko w ramach swojej pracy, ale są też pasjonatami dbania o środowisko w życiu prywatnym.

Kampania przedstawia działania związane ze zrównoważonym rozwojem z punktu widzenia siedmiu pracowników różnych działów Zalando, takich jak Sustainability, Partner Communications, Marketing, Category Management, Tech czy Social Media, którzy swoją pracą przyczyniają się do realizacji strategii zrównoważonego rozwoju Zalando.

- Chcemy umożliwić klientom odkrywanie i kupowanie bardziej zrównoważonej mody: ponad 30 000 produktów w naszym asortymencie oznaczyliśmy flagą "przyjazność środowisku" oraz udzielamy informacji ułatwiających podjęcie świadomych decyzji zakupowych.” - mówi Kate Heiny, Director Sustainability w Zalando. - Aby świętować 50. rocznicę Dnia Ziemi, dedykujemy stronę główną naszej platformy bardziej zrównoważonej modzie. Zależy nam na tym, aby zwrócić uwagę na zrównoważoną modę i marki partnerskie, które działają z nami w tym zakresie - dodaje.

Przewodnim elementem kampanii są formaty video. W pierwszym z nich, członkowie zespołu Zalando opowiadają o swoim podejściu do tematu zrównoważonego rozwoju, jednocześnie nawiązując do kluczowego przesłania kampanii: kiedy razem robimy małe kroki, składają się one na coś o wiele większego. Drugie video koncentruje się na przedstawieniu ich głębszych przemyśleń i opowiada o tym, jak ich praca wpływa na realizację strategii zrównoważonego rozwoju do.MORE firmy. Niezależnie od tego, czy to wprowadzanie opakowań z recyklingowanych materiałów czy umożliwianie klientom kompensacji śladu węglowego za ich zakupy, działania pracowników Zalando wpływają na podejmowanie przez firmę bardziej odpowiedzialnych kroków w kierunku zrównoważonego rozwoju.

Premiera nowej kampanii Zalando została zaplanowana na 22 kwietnia 2020 r. - w 50. rocznicę Dnia Ziemi, największego obywatelskiego wydarzenia dotyczącego planety. Ponadto, przez cały ten dzień na stronie głównej Zalando promowane będą kolekcje bardziej zrównoważonej mody i produkty przyjazne środowisku. Celem tej akcji jest wzrost świadomości 31 milionów klientów na 17 rynkach, na których działa Zalando.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Kostium z recyklingu – najmodniejszy model tego lata

Bodymaps (Fot. materiały prasowe)
Bodymaps (Fot. materiały prasowe)
Kostiumy kąpielowe uszyte z dziewiczego poliestru są ogromnym problemem dla środowiska. Dziś ponad 60 proc. wszystkich ubrań produkowana jest z syntetycznych materiałów, a tylko 12 proc. wraca do obiegu jako produkt recyklingu kaskadowego. Na świecie powstaje coraz więcej marek, które decydują się szyć kostiumy kąpielowe z odpadów przed i pokonsumpcyjnych, plastikowych butelek, sieci rybackich, skrawków nylonu oraz innych tworzyw sztucznych odzyskanych z Morza Śródziemnego. Dwie od kilku lat z powodzeniem funkcjonują na polskim rynku.

Według szacunkowych danych kupujemy dziś pięć razy więcej ubrań niż w 1980 roku, ale nosimy je o wiele krócej i znacznie szybciej się ich pozbywamy. Świat zużywa obecnie około 80 miliardów nowych sztuk odzieży rocznie. To o 400% więcej niż jeszcze dwie dekady temu. Tania i szybka produkcja, nieustanne kreowanie kolejnych trendów i konsumpcja napędzana przez marki odzieżowe, celebrytów oraz influencerów sprawiają, że niedrogie ubrania stają się kłopotliwym dla środowiska odpadem. Kostiumy kąpielowe wpadły w tę samą pułapkę, co pozostałe kategorie odzieży fast fashion. W związku z nieustannie zmieniającymi się trendami, większość strojów kąpielowych po jednym sezonie ląduje na wysypiskach śmieci.

Kostiumy kąpielowe to dla mody odpowiedzialnej ogromne wyzwanie

Ogromna nadprodukcja ubrań, które albo nie są noszone albo szybko wyrzucane, jest jednym z głównych grzechów obecnego systemu mody. Ilość kostiumów kąpielowych to tylko jeden z problemów tego przemysłu. Drugi ma więcej wspólnego z ich składem. Większość marek szyje stroje kąpielowe z materiałów syntetycznych produkowanych na bazie ropy naftowej. Produkcja opiera się na nylonie, poliestrze i lycrze, tkaninach, które są rozciągliwe, łatwo dopasowują się do ciała i dobrze odprowadzają wilgoć. Syntetyczne materiały są stosunkowo tanie do wyprodukowania i bardzo wszechstronne. Szacuje się, że każdego roku powstaje około 65 milionów ton materiałów z tworzyw sztucznych, a ilość szytej z poliestru odzieży podwoiła się od 2000 r. i stanowi dziś ponad 60 proc. całkowitej produkcji. Plastikowe ubrania zalegają na wysypiskach śmieci i trafiają do oceanów, a przemysł odzieżowy nadal nie ma chęci ani pomysłu, aby zająć się tym, co już zostało już wyprodukowane. Wciąż niewiele ubrań powstaje z ponownie przetworzonych tekstyliów, a recykling starej odzieży na surowiec jest problematyczny, ponieważ ubrania powstają najczęściej z kombinacji syntetycznych i naturalnych włókien, które trudno rozdzielić i poddać recyklingowi. Popularne marki nie tylko stosują tanie metody produkcji, ale również starają się, aby każdy kostium kąpielowy miał jak najkrótszą żywotność. To dlatego stroje kąpielowe (oraz inne ubrania z metką fast fashion) tak szybko się rozpadają, a później trafiają na wysypiska śmieci.

Włókna syntetyczne, z których powstaje większość kostiumów kąpielowych, nie tylko nie są biodegradowalne, ale również zanieczyszczają środowisko mikroplastikiem. Pojedyncza włókna tkaniny (najczęściej poliestru, nylonu i akrylu) oddzielają się od ubrań za każdym razem, gdy je nosimy i pierzemy. Według danych zamieszczonych w raporcie wydanym w 2017 roku przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody od 15 do 31 procent plastiku zanieczyszczającego środowisko to mikroplastik, a ⅓ zalegającego w oceanach plastiku to syntetyczne włókna, które odrywają się od ubrań w trakcie prania. Mikrowłókna zjadane są przez większe skorupiaki, ryby i morskie ssaki, przechodzą na kolejne ogniwa łańcucha pokarmowego, by ostatecznie trafić na nasze talerze.

Kostiumy kąpielowe z recyklingu odpowiedzią na rosnącą górę plastikowych ubrań

Na szczęście moda, która stara się mniej szkodzić środowisku, zainteresowała się również strojami kąpielowymi. Wiele marek zaczęło korzystać z przetworzonych materiałów i szukać alternatywnych tkanin, które pozwalają ograniczyć ilość odpadów tekstylnych. Na rynku pojawia się coraz więcej producentów, którzy oferują kostiumy kąpielowe wysokiej jakości, wyprodukowane z poszanowaniem surowców oraz środowiska. Wśród najbardziej znanych marek, które do produkcji kostiumów wykorzystują tkaniny pochodzące z recyklingu, znajdują się luksusowe brandy, takiej jak Mara Hoffman, Baythe, Sage Larock, ale również bardziej przystępne cenowo marki - Reformation, Vitamin A, Vilebrequin, allSisters czy Stay Wild.

Kostiumy kąpielowe powstają najczęściej z nylonu, który jest produkowany z włókien ECONYLU (technologia opracowana przez markę Aquafil), pozyskanych z plastiku pochodzącego z recyklingu, w tym plastiku przemysłowego z wysypisk śmieci i oceanów. ECONYL nie tylko mniej szkodzi środowisku, ale jest również dwa razy bardziej odporny na działanie chloru i olejków do opalania, może być również przetwarzany wiele razy. Drugim, coraz częściej stosowanym włóknem nylonowym wytwarzanym z surowców wtórnych, jest Q-nova marki Fulgar. Lekki materiał o wysokiej wytrzymałości, posiadający certyfikaty Global Recycled Standard i EU Ecolabel.

Na świecie nadal funkcjonuje niewiele firm szyjących kostiumy kąpielowe, które zdecydowały się odejść od dziewiczego poliestru i zastąpić go materiałem, którego włókna pozyskiwane są z recyklingu. Podjęcie decyzji o korzystaniu wyłącznie z tkanin tego rodzaju wymagało sporego researchu, ale na polskim rynku są marki, których założycielki uznały, że warto podjąć taki wysiłek.

Bodymaps (Fot. Zuza Krajewska/materiały prasowe)Bodymaps (Fot. Zuza Krajewska/materiały prasowe)

Bodymaps (Fot. materiały prasowe)Bodymaps (Fot. materiały prasowe)

Bodymaps powstało w 2015 roku z inicjatywy projektantki Ewy Stepnowskiej. Marka znana jest przede wszystkim z zachwycających wzorów i fasonów inspirowanych modą retro lat 50. i 60. XX w. Dlaczego Ewa zdecydowała się na kostiumy z recyklingu? “U nas odbyło się to dosyć przewrotnie, prawie 7 lat temu, jeszcze przed założeniem Bodypamps i przy okazji researchu materiałów, znalazłam producenta dzianin z Econylu. Korzystałyśmy z niego w dużej mierze już od pierwszej kolekcji. Od początku istnienia Bodymaps mniej więcej połowa naszych kostiumów, została wykonana z dzianin z tej przędzy. Zdecydowałam się na przędzę regenerowaną z powodu własnych przekonań dotyczących zrównoważonej produkcji, to zupełnie nie był chwyt marketingowy. Przez pierwsze kilka lat nawet tego nie komunikowaliśmy z obawy, że recycling może źle się kojarzyć i w oczach klientek ujmować jakości. Ale to był przełom 2014/2015 r. i trochę inne spojrzenie na kwestię zrównoważonej produkcji. Oczywiście nasze materiały z przędzy Econyl są świetne jakościowo, teraz wiem to już z doświadczenia - kostiumy świetnie wyglądają i sprawdzają się przez długie lata.”

Sonia Włoszyńska, projektantka i współzałożycielka imprm studio, marki która powstała w 2018 roku, tłumaczy: “Przygotowanie do pierwszej kolekcji imprm trwało prawie rok, z czego największą częścią było właśnie odszukanie odpowiedniej dzianiny na stroje. Nie chciałyśmy iść na żaden kompromis, gdybyśmy nie odnalazły takiego rozwiązania, nie zdecydowałybyśmy się na produkcję strojów kąpielowych.”

Imprm (Fot. materiały prasowe)Imprm (Fot. materiały prasowe)

Imprm (Fot. materiały prasowe)Imprm (Fot. materiały prasowe)

Kostiumy kąpielowe z recyklingu to wciąż domena raczej niewielkich marek. W sieciówkach sporadycznie pojawiają się kolekcje, w których do produkcji wykorzystuje się z poliester, choć przecież duzi gracze mają większe zaplecze finansowe i technologiczne, aby wdrożyć u siebie taką produkcję. “Myślę, że wiele firm nie decyduje się na dzianiny z przędzy regenerowanej z bardzo prozaicznego powodu - są one po prostu sporo droższe. Regeneracja przędzy wiąże się z większymi kosztami niż korzystanie z przędzy virgin - a to przekłada się na cenę dzianin. Myślę, że wraz z rozwojem technologii i popularyzacji przędz regenerowanych to zacznie się zmieniać” - tłumaczy Ewa Stepnowska.

Czy w kolejnych latach kostiumy z recyklingu mają szansę stać się bardziej popularne czy nadal będzie to nisza i produkt skierowany do świadomych konsumentów? “W przeciągu ostatnich dwóch-trzech lat można było zauważyć ogromny wzrost zainteresowania tym tematem, a co za tym idzie dostępności recyklingowanych dzianin. Podczas wprowadzania kolejnych kolekcji/produktów możliwości znacznie się zwiększały, a producenci wprowadzali coraz więcej zróżnicowanych materiałów. Podejrzewam, że świadomość konsumentów i ich oczekiwania sprawią, że takie oraz podobne rozwiązania staną się nowym standardem, a nie tylko limitowanymi kolekcjami.” - mówi Sonia Włoszyńska. Także według Ewy Stepnowskiej konsumenci stają się coraz bardziej świadomi i więcej wymagają od marek. “W ostatnich latach obserwujemy dynamiczny rozwój różnych technologii tworzenia materiałów recyklingowych. Myślę, że wraz z dalszym rozwojem, zwiększy się ich dostępność, a cena może zacząć być konkurencyjna do ceny przędz z pierwszego obiegu. Pamiętajmy, że mimo większych budżetów, działalność sieciówek jest obliczona na zysk, a jednym z kluczowych aspektów przy projektowaniu produktów wciąż jest niska cena detaliczna. Inwestowanie w materiały produkowane w zrównoważony sposób nie za bardzo idzie w parze z taką strategią - chyba, że ma przynieść wymierne efekty marketingowe. Myślę że celem wielu tych kolekcji z recyclingu jest po prostu greenwashing.”

“Trzeba także bacznie przyglądać się technologiom, bo czasem może okazać się że recykling materiałów jest dużo bardziej obciążający dla planety niż produkcja w pierwszym obiegu - np. pod względem zużytej energii.” - wyjaśnia Ewa - “To jest taki temat, który nigdy się nie kończy i wciąż jest wiele niewiadomych wynikających z długiego i rozległego geograficznie cyklu produkcji materiałów na świecie - zawsze warto zadawać kolejne pytania. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wiedza o recyklingowaniu surowców będzie coraz bardziej uporządkowana i dostępna, nie tylko dla producentów, ale także dla konsumentów.”

  1. Styl Życia

Kochamy Bałtyk, ale go nie znamy. Rozmowa z Natalią Uryniuk, autorką projektu Balticarium

Natalia Uryniuk (Fot. Mikolaj Roszak/archiwum prywatne)
Natalia Uryniuk (Fot. Mikolaj Roszak/archiwum prywatne)
Polskie dzieci wiedzą dużo więcej na temat rekinów czy wielorybów niż zwierząt, które mieszkają w Bałtyku. Natalia Uryniuk, artystka i ilustratorka z Gdańska, postanowiła przybliżyć małym i dużym czytelnikom fascynujący świat Morza Bałtyckiego. Tak powstały internetowy projekt Balticarium.com, ilustrowany album o tej samej nazwie oraz fantastyczna opowieść „Skok przez Bałtyk”.

Jak to się stało, że postanowiłaś powołać do życia artystyczno-edukacyjny projekt i zająć się morskimi stworzeniami Bałtyku?
Pochodzę z Gdańska i odkąd pamiętam, zawsze zastanawiałam się, jakie zwierzęta pływają w wodach Bałtyku i mieszkają na plaży. Jestem ilustratorką i szukam ciekawych tematów, a zwierzęta są dla mnie niezwykle interesującymi bohaterami do ilustrowania. Przed Balticarium na polskim rynku wydawniczym brakowało informacji na temat zwierząt Bałtyku podanych w przystępny sposób. Oprócz naukowych opracowań, nie było zbyt wielu publikacji poświęconych florze i faunie naszego morza, a tym bardziej książek skierowanych do młodszego czytelnika. Mieliśmy całkiem sporo wydawnictw na temat zwierząt Afryki czy Antarktydy, bajek o leśnych czy wiejskich stworzeniach, albo książek, z których można dowiedzieć się o rekinach czy wielorybach. Niestety mało było takich, które byłyby poświęcone mniej popularnym zwierzętom morskim, takim jak wężynka, małgiew piaskołaz czy lisica. Już same nazwy tych stworzeń są niesamowite, dlatego postanowiłam wypełnić lukę i tak narodził się projekt Balticarium.com, który na początku składał się ze strony internetowej i interaktywnych gier edukacyjnych o bałtyckiej faunie.

Ilustracja do albumu 'Balticarium: Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)Ilustracja do albumu "Balticarium: Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)

Balticarium to niesamowicie ciekawy projekt, który na początku powstał jako strona internetowa. Jesteś jego pomysłodawczynią i do udziału zaprosiłaś szerokie grono osób zainteresowanych tematem Bałtyku – naukowców, artystów, tłumaczy.
Chciałam współpracować z osobami, którym Bałtyk jest bliski i pokazać, że można połączyć świat sztuki ze światem nauki, i zrobić to z humorem. Projekt konsultowany był z dziećmi, rodzicami i pedagogami, ponieważ to przede wszystkim z myślą o nich powstało Balticarium.com. Do projektu zaprosiłam także Towarzystwo Polsko-Szwedzkie, studentów Uniwersytetu Gdańskiego, Warszawskiego, Wrocławskiego, UMCS w Lublinie, Kantońskiego Uniwersytetu w Chinach (poprzez Konsulat Generalny RP w Kantonie), którzy przetłumaczyli stronę na języki duński, szwedzki, niemiecki, litewski, angielski, fiński, chiński i rosyjski. Przyjaciółmi Balticarium są osoby, które chcą dzielić się swoimi talentami, angażują się w ochronę środowiska i chcą popularyzować wiedzę o zwierzętach Bałtyku. Zapraszam do współpracy między innymi pisarzy, animatorów, artystów, nauczycieli, muzyków, samorządy i organizacje pozarządowe. Do projektu mogą włączyć się również firmy, które chcą uczestniczyć w rozbudowie społecznej odpowiedzialności biznesu i wspólnie z nami szerzyć wiedzę o Bałtyku.

A jak to się stało, że Balticarium zostało przetłumaczone na język chiński?
Miałam indywidualną wystawę w Galerii w Kantonie, której współorganizatorem był Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Kantonie. Osoby, które odwiedzały wystawę niewiele wiedziały na temat Bałtyku, dlatego bardzo się cieszę, że dzięki mnie mogły poznać jego mieszkańców. Ciekawostką jest natomiast fakt, że w Chinach ogromną popularnością cieszy się bałtycki bursztyn, który traktowany jest przez wiele osób jako talizman. Grafiki, które były prezentowane na wystawie, bardzo się spodobały i dostałam ogromne wsparcie ze strony Konsulatu, który postanowił włączyć się w promocję projektu. W ramach swoich praktyk w Konsulacie, studenci polonistyki Kantońskiego Uniwersytetu Spraw Międzynarodowych w Chinach mieli za zadanie przetłumaczenie strony Balticarium na język chiński.

Strona internetowa i media społecznościowe to nie wszystko, ponieważ Balticarium pojawiło się także w wersji drukowanej. Efektem twojej pracy jest bogato ilustrowana książka o takim samym tytule. Czy pomysł na książkowe wydanie pojawił się w tym samym czasie, w którym wystartowała strona?
Portal to jedno, ale chciałam, żeby pojawiło się tradycyjne, papierowe wydanie, czyli książka o zwierzętach Bałtyku, którą dzieci będą mogły zabrać ze sobą na plażę. Z tym zamiarem udałam się do Wydawnictwa Wytwórnia, a wydawczyni, Magdalena Kłos-Podsiadło, wpadła na pomysł, żeby wydać książkę nie tylko o zwierzętach, ale album w pełni ilustrowany, poświęcony wszelkim zagadnieniom związanych z Morzem Bałtyckim. Praca nad książką trwała około roku, przygotowałam treść oraz ilustracje i opracowałam projekt graficzny. Balticarium jest nie tylko o florze i faunie Bałtyku, jest tam także szereg informacji o ciekawych osobistościach, interesujących miejscowościach oraz najpiękniejszych plażach. Sporo miejsca poświęciłam również ekologii, ponieważ uważam, że należy tłumaczyć dzieciom i dorosłym, jak dbać o Morze Bałtyckie.

Ochrona środowiska to bardzo ważna część Balticarium. Organizacje ekologiczne, między innymi WWF alarmują, że Bałtyk poważnie choruje – powiększają się martwe strefy, do morza trafiają ogromne ilości pestycydów i plastikowych odpadów (szacuje się, że rocznie trafia do Bałtyku 10 tys. sztuk sieci rybackich), poławia się zbyt dużą liczbę ryb, co zagraża stabilności ich populacji. Które zagrożenia są według ciebie największe?
Niedługo planuję wydanie kolejnej książki, którą tworzę w ramach studiów doktoranckich na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Na początku będzie dostępna w wersji interaktywnej online, później chciałabym, żeby pojawiła się także w wersji papierowej. Publikacja będzie poświęcona jednemu z największych zagrożeń, jakim jest według mnie mikroplastik. Jest na ten temat sporo w pierwszej książce, w której pisałam również o nawozach sztucznych używanych w rolnictwie, które zakwaszają Morze Bałtyckie czy o pustyniach tlenowych, w którym nie ma żadnego życia. Kiedy pięć lat temu rozpoczynałam studia doktoranckie, temat mikroplastiku nie był jeszcze tak szeroko omawiany i zbadany, dziś wiemy już o nim sporo więcej. Mikroplastikiem określa się mikrodrobinki tworzyw sztucznych, które pod wpływem promieni słonecznych i fal morskich rozpadają się na mikroskopijne kawałki. Zwierzęta morskie mylą te drobinki z planktonem, połykają je, w konsekwencji ich żołądki są wypełnione plastikiem, którego nie są w stanie strawić ani wydalić. Dotyczy to ptaków i ryb, które na skutek spożycia mikroplastiku umierają. Wielkie koncerny muszą zacząć generować mniej plastikowych odpadów, a turyści nauczyć się, aby nie zostawiać na plaży plastikowych śmieci. Chcę, aby kolejna książka była skierowana do młodszego czytelnika, myślę, że już pięcio- i sześciolatki będą mogły do niej zajrzeć.

Jesteś mamą półtorarocznego chłopczyka. Czy zastanawiałaś się nad książką o faunie Bałtyku dla takich maluchów?
Tak, chciałabym opublikować książkę sensoryczną dla takich maluszków. Małe dzieci bardzo interesują się morskimi zwierzątkami, dlatego książka dotykowa poświęcona bałtyckim stworzeniami, byłaby dla nich, ale także dla ich rodziców, czymś fascynującym.

W ramach projektu prowadzisz również warsztaty plastyczne dla maluchów. Ostatnie spotkanie odbyło się na początku czerwca w Gdańsku, w ramach promocji najnowszej książki ‘Skok przez Bałtyk”, podczas preludium do Bałtyckich Spotkań Ilustratorów. Jestem ciekawa, o co pytają dzieci i jaka jest ich wiedza na temat zwierząt Bałtyku.
Kiedy pytam, jakie zwierzęta Bałtyku znają, dzieci bardzo często odpowiadają, że w morzu pływają filety. Niestety, wiedza na temat bałtyckiej fauny jest bardzo znikoma. To pokazuje, że warto prowadzić zajęcia edukacyjne dla najmłodszych. Dzieci mają ogromną wyobraźnię, rysunki które tworzą nie są realistyczne, są kreatywne i niezwykle inspirujące.

Balticarium jest projektem edukacyjnym. Czy zastanawiałaś się, żeby rozszerzyć swoją działalność i tworzyć wspólne projekty z urzędem miasta albo organizacjami ekologicznymi?
Zeszłego lata Miasto Gdańsk zorganizowało wystawę prac moich studentów, dla których prowadziłam zajęcia z ilustracji na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. W ramach zajęć powstała seria plakatów dotyczących zagadnienia mikroplastiku, które zostały zaprezentowane na przystankach oraz w środkach komunikacji miejskiej. Dzięki temu mogło obejrzeć je sporo osób. Współpracowałam również z Fundacją Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego, dzięki czemu wystawa plakatów dotarła również przed Fokarium w Helu. Teraz chciałabym nawiązać kontakt z organizacjami ekologicznymi i połączyć siły. Przez ostatnie lata świadomość na temat zagrożeń, z którymi zmaga się Bałtyk znacznie wzrosła i coraz więcej firm i organizacji podejmuje ten temat. Udział w programie akceleracyjnym „Biznes w Kobiecych Rękach”, realizowanym w ramach Sieci Przedsiębiorczych Kobiet, dał mi wiele motywacji do dalszego rozwoju. Wpadłam też na pomysł, żeby przed każdym wejściem na plażę ustawić tablice, na których znalazłyby się informacje na temat zwierząt Bałtyku, pokazane w ciekawy, graficzny sposób. Myślałam też o tym, aby bałtyckie zwierzęta promować w formie ciekawych ilustracji na ekologicznych ubraniach.

Twoja przygoda z Bałtykiem nie skończyła się na Balticarium, ponieważ w maju tego roku na rynku ukazała się druga książka poświęcona morskim zwierzętom. „Skok przez Bałtyk”, która powstała we współpracy z inną gdańszczanką.
Monika Milewska jest pisarką i wykładowczynią na Uniwersytecie Gdańskim, pisze m.in. książki, słuchowiska i sztuki teatralne. Kiedy się poznałyśmy, opowiedziałam jej o projekcie Balticarium i po jakimś czasie zaproponowałam, żebyśmy wspólnie stworzyły książkę o Bałtyku. Monika opowiedziała mi o swojej przygodzie z czasów dzieciństwa, na kanwie której powstała ostateczna fabuła „Skoku przez Bałtyk”. Tekst bardzo mi się spodobał i postanowiłyśmy poszukać wydawnictwa, które byłoby zainteresowane publikacją. Tak trafiłyśmy do Wydawnictwa Widnokrąg. Ilustracje w tej książce trochę różnią się od tych, które stworzyłam do Balticarium, są bardziej bajkowe i utrzymane w klimacie retro, dlatego że sama opowieść jest odrealniona i magiczna. Historia piłki plażowej porwanej przez wiatr jest pretekstem do przekazania wielu informacji na temat bałtyckich zwierząt, które piłka spotyka na swojej drodze.

Ilustracja do książki 'Skok przez Bałtyk' Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)Ilustracja do książki "Skok przez Bałtyk' Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)

W trakcie przygotowywania ilustracji i treści do Balticarium oraz „Skoku przez Bałtyk” miałaś okazję dobrze poznać florę i faunę naszego morza. Czy jakieś zwierzęta szczególnie zapadły ci w pamięć i zostały twoimi ulubieńcami?
Bardzo podoba mi się kur diabeł. Sama nazwa tego stworzenia jest cudowna, a jego wygląd trochę przerażający. Bardzo lubię zmieraczka plażowego, który w nocy sprząta plaże i zjada wszelkie nieczystości pozostawione przez turystów. Podoba mi się też sercówka, gatunek małża, którego dwie połączone muszle tworzą kształt serca. Chełbia morska jest też takim ciekawym stworzeniem, które szczególnie fascynuje dzieci. Składa się aż w 98% z wody. Wszystkie zwierzęta, które znalazły się na stronie Balticarium uważam za bardzo ciekawe, zamierzam rozwijać tę listę i dodawać do niej kolejne gatunki, które żyją w Bałtyku.

Natalia Uryniuk, artystka, ilustratorka. Doktorantka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Laureatka Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, stypendystka Programu Młoda Polska oraz Escola Superior Artística w Porto. Stworzyła pierwszy międzynarodowy projekt edukacyjny o Morzu Bałtyckim, w ramach którego działa portal w 9 językach – www.balticarium.com. Projekt Balticarium otrzymał wyróżnienie w konkursie Kampania Społeczna Roku 2016. Uczestniczyła w licznych wystawach, m.in. w Kuala Lumpur, Warszawie, Kairze, Berlinie, Hongkongu, Porto, Pekinie czy Singapurze. Autorka publikacji między innymi „Balticarium” oraz współautorka książki „Skok przez Bałtyk”. Absolwentka programu akceleracyjnego „Biznes w Kobiecych Rękach”, realizowanego przy wsparciu mentorek Sieci Przedsiębiorczych Kobiet.

  1. Moda i uroda

Jackob Buczyński – ubrania mówią

Flashmob Tęcza wraca na Zbawixa (Fot. Natalia Poniatowska); Jackob Buczyński (Fot. Max Zieliński)
Flashmob Tęcza wraca na Zbawixa (Fot. Natalia Poniatowska); Jackob Buczyński (Fot. Max Zieliński)
W 2016 roku kupił w lumpeksie dżinsową kurtkę i ozdobił ją kolorowymi frędzlami. Autorski projekt stał się nie tylko sztandarowym produktem Jackoba Buczyńskiego, ale także ikoną idei upcyklingu oraz manifestem sprzeciwu wobec problemu naprodukcji w modzie. Na początku czerwca projektant zrezygnował z realizacji zamówień i w tym czasie przygotowywał tęczowe frędzle i naszywki, które rozdawał za darmo w swojej warszawskiej pracowni. „Tęcza wraca na Zbawixa” to społeczna kampania zainicjowana przez projektanta, dla którego moda stała się językiem rewolucji.

Choć od debiutu marki minęło kilka lat, projektant doskonale pamięta uczucia, który towarzyszyły mu w tamtym momencie: niepewność, lęk oraz obawę o to, czy moda, którą zamierza robić, nie będzie zbyt dziwna i niestandardowa, jak na polskie warunki. „Wszystko na początku wydawało mi się nieosiągalne, najmniejsze rzeczy wydawały się trudne, nie do przejścia. Opinie innych najważniejsze, a ja zagłębiony w szale dziwnych spojrzeń ludzi. Tym chcesz się zajmować w życiu? A emerytura, a stabilność, a rodzina, z czego będziesz żyć, puknij się w głowę - słyszałem”.

Customizacja to określenie, które najlepiej opisuje to, czym zajmuje się Buczyński. Projektant wykorzystuje ubrania, które zostały już wyprodukowane - wyszukuje je w lumpeksach, zbiera od znajomych, dostaje od klientów - i daje im drugie, kolorowe życie, tworząc z nich patchworkowe dżinsowe kurtki, pojemne torby, obszerne swetry czy obiekty dekoracyjne. Każda kurtka jest inna, każde ubranie ozdabia inna aplikacja, inny kawałek materiału, inna historia. „Uważam, że ubrania mogą mieć głos – opowiadajmy o tym, jak zostały wykonane i kto stoi za ich produkcją”.

Jackob Buczyński w swojej pracowni (Fot. archiwum prywatne)Jackob Buczyński w swojej pracowni (Fot. archiwum prywatne)

Twórczość Jackoba Buczyńskiego od początku wzbudzała spore emocje. Nie brakowało negatywnych głosów tych, którzy uważali, że ubrania z odzysku nie powinny tyle kosztować, ale byli też tacy, według których upcykling i rękodzieło powinny być bardziej luksusowe, czyli droższe. Projektant od początku wiedział, że chce prowadzić biznes w sposób zrównoważony, etyczny i transparentny, dlatego na przykładzie jednego ze swoich sztandarowych projektów #byjacob dokładnie przedstawił, co składa się na końcową cenę produktu. „Są to przede wszystkim moje comiesięczne koszty stałe: podatek dochodowy, ZUS, opłata czynszu pracowni, wypłaty pracowników, opłata księgowości, koszty materiałów (np. kurtek bazowych vintage), marketing, pralnia i miesięczne zaopatrzenie pracowni. Chciałbym, żebyście wiedzieli, że funkcjonowanie takiego biznesu zależne jest od wielu finansowych aspektów. I każdy ten punkt zawarty jest w cenie mojego produktu”.

„Nie czuję braku, czuję przesyt”

Buczyński sprzeciwia się systemowi i modelowi biznesowemu, którym od kilku dekad podąża branża odzieżowa, mówi stanowcze „nie” masowej nadprodukcji, która już teraz jest ogromnym zagrożeniem dla ludzi i planety, na swoim Instagramie opowiada o pułapkach konsumpcjonizmu. To właśnie z tych powodów postanowił zostać nie tylko świadomym konsumentem mody, ale przede wszystkim odpowiedzialnym projektantem. „Któregoś dnia zorientowałem się, że to, co jest dookoła, wystarczy na zrobienie rzeczy o nowej, lepszej wartości. Uzmysłowiłem sobie, że ubrań jest za dużo i czas zacząć korzystać z tej cholernej nadprodukcji, która niszczy świat i umysły ludzi”.

Buczyński przyznaje, że odejście od masowej produkcji i docenianie rzeczy wyjątkowych, skrojonych do indywidualnych potrzeb, upcyklingowanych i powstałych na bazie ubrań vintage, to proces, który wymaga dyscypliny i wytrwałości. „Przed twórcami i konsumentami ciężka praca do wykonania, poprzednie pokolenia wyprodukowały dóbr materialnych na milion lat do przodu”. Czy oswoimy się z nowymi zasadami „chciejstwa”, czy zabijemy w sobie chciwość i staniemy wśród ludzi i zaczniemy się dzielić? Takie jest moje marzenie, aby zamienić jednorazowość na przetwarzanie i świadomość, co nas otacza”.

Czy wiedząc, w jaki sposób funkcjonuje branża odzieżowa, znając „grzechy” tego przemysłu, można być odpowiedzialnym projektantem? „To od nas zależy, co pokażemy, co wypuścimy na rynek i jak będziemy dziś produkować – jaką obierzemy etykę, i jaką będziemy kształtować świadomość.”- przyznaje Jackob. Buczyński jest również wielkim miłośnikiem idei ekonomii współdzielenia. „Jestem pewny, że już niedługo dotrzemy do momentu, kiedy zauważymy, że możemy się dzielić, nie musimy się wiecznie bogacić, posiadać coraz więcej.”

„Mamy tę tęcze w sobie i nikt z nas jej nie wyrwie”

Trzy lata po przerobieniu pierwszych kurtek Buczyński przyjął zaproszenie od organizatorów muzycznego festiwalu Open’er i w zaaranżowanym showroomie zaprezentował swoje projekty – wszystko, co się w nim znalazło, pochodziło z drugiej ręki – patchworkowe, jeansowe kapy, firany z odzysku, odnowiony fotel vintage, wieszaki ze starej topoli, łapacze snów ze starych tkanin i torby z ekologicznego papieru. Zarobione podczas festiwalu pieniądze zainwestował w pierwszą, małą pracownię , którą wyposażył w maszyny do szycia i wszystkie niezbędne akcesoria potrzebne do pracy. To właśnie tutaj powstają pełne koloru i miłości ubrania, ponieważ dla Jackoba ważne są nie tylko ekologiczne aspekty, ale także wpływ, jaki moda może wywierać na ludzi i otoczenie.

Projekt Jackob Buczyński (Fot. Szymon Cieślak)Projekt Jackob Buczyński (Fot. Szymon Cieślak)

Projektant od samego początku angażuje się w ważne, społeczne akcje. W październiku 2020 r. na znak solidarności z kobietami i w ramach sprzeciwu wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego, Buczyński przygotował czerwone, patchworkowe błyskawice, które wysyłał do osób w całej Polsce, które w ten sposób chciały zamanifestować swoje poglądy. W maju 2021 razem z organizatorami warszawskiej Parady Równości Jackob uszył patchworkowy obraz, aby w ten sposób uczcić Międzynarodowy Dzień Pamięci o Zmarłych na AIDS i okazać solidarność z osobami, które są nosicielami wirusa HIV. Na początku czerwca Jackob Buczyński wystartował z kampanią społeczną pod hasłem „Tęcza wraca na Zbawixa” i wyprodukował setki tęczowych naszywek, które można było za darmo odbierać w jego pracowni albo otrzymać listownie. Kampanii towarzyszy kilkuminutowe nagranie, na którym grupa roześmianych, ubranych w kurtki upcyklingowane przez projektanta kurtki, tańczy i w ten symboliczny sposób przywraca tęczę na plac Zbawiciela. To właśnie w tym miejscu, w 2012 roku, stanęła słynna Tęcza, której autorką była polska artystka Julita Wójcik. Instalacja była siedmiokrotnie podpalana, a w 2015 r. została ostatecznie zdewastowana w trakcie „Marszu Niepodległości”. „Polska stała się najbardziej homofobicznym miejscem w Europie. (…) Chciałbym dziś wszystkim przypomnieć, czym jest ta tęcza. To coś, co nosimy w sobie i w każdym momencie możemy z tego skorzystać. To język miłości, wolności i równości. Mamy tę tęczę w sobie i nikt z nas jej nie wyrwie, nie zabierze nam. Tęcza to ludzie – wszyscy Ci, którzy wierzą, że miłość i dobro wygrywa”.

  1. Styl Życia

Repair café, adopcja słoni i ekolektury – ekologiczne ciekawostki miesiąca

Codziennie ginie 55 słoni – alarmuje WWF. Rocznie – 20 tysięcy. Co robić? Zaadoptować słonia indyjskiego! (Fot. iStock)
Codziennie ginie 55 słoni – alarmuje WWF. Rocznie – 20 tysięcy. Co robić? Zaadoptować słonia indyjskiego! (Fot. iStock)
Co słychać na świecie pod kątem ekologii? Oto nasz wybór ekologicznych ciekawostek miesiąca.

E-mail od burmistrza

Jak przekonać ludzi, by zredukowali mięso w diecie? Pomysły są różne. Na przykład burmistrz Nowego Jorku wysłał do mieszkańców miasta e-maile. Można w nich przeczytać, że jedzenie mniejszej ilości mięsa jest lepsze i dla każdego z nas, i dla planety. Są też konkretne wskazówki – opracowane z kampanią World Animal Protection – pokazujące, jak to zrobić w praktyce. Skąd pomysł? To część strategii OneNYC. Chodzi o walkę z kryzysem klimatycznym, a także poprawę zdrowia mieszkańców.

Sąsiedzkie naprawianie

O holenderskich repair café pisałam kilka miesięcy temu. Bo pomysł narodził się w Amsterdamie w 2009 roku. W kawiarenkach naprawczych spotykają się ludzie, którzy mają zepsuty sprzęt gospodarstwa domowego, sportowy czy inny (także ubrania) – z tymi, którzy kochają majsterkować i, po sąsiedzku i z pasji, naprawiają. Pomysł z Holandii rozszerzył się niemal na cały świat. W 2010 roku powstała międzynarodowa fundacja Repair Café, która pomaga tworzyć takie miejsca. W Polsce pierwsze powstały w Pile, Warszawie i Katowicach. Ale teraz jest już cała sieć. Są i „ogólnonaprawcze”, i specjalistyczne. Na przykład Rowerowe Love w Bielsku-Białej czy Szkutnia Veolia w Chorzowie. Jeśli chcecie znaleźć tę najbliższą was, zajrzyjcie na kawiarenkinaprawcze.pl.

Słonie zagrożone

Wyobrażacie sobie, że wasze praprawnuki słonie będą znać tylko z obrazków w książeczkach? To niestety możliwe. Słonie wymierają. Wszystkie gatunki słoni: afrykański sawannowy, afrykański leśny i indyjski, 25 marca zostały wpisane do czerwonej księgi Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN), w której wylicza się gatunki zagrożone. Codziennie ginie 55 słoni – alarmuje WWF. Rocznie – 20 tysięcy. W najgorszej sytuacji są afrykańskie słonie leśne – w ciągu ostatnich 90 lat ich populacja zmniejszyła się aż o 80 proc. Afrykańskich sawannowych – o 60 proc.

Słonie zabijane są przez kłusowników dla kłów i dla skóry, która stanowi składnik pseudo-medykamentów. Zmniejsza się też naturalna przestrzeń, w której żyją te zwierzęta – lasy i sawanny. Co robić? Zaadoptować słonia indyjskiego! – zachęca WWF. „Adopcyjny rodzic” dostaje certyfikat z imieniem własnym i podopiecznego. Drobiazg? Nie. Realna pomoc.

Ekolektury

Jak się kochają

Andrzej G. Kruszewicz, „Tajemnice ptasiej alkowy”, wyd. Editio. (Fot. materiały prasowe)Andrzej G. Kruszewicz, „Tajemnice ptasiej alkowy”, wyd. Editio. (Fot. materiały prasowe)

To jest opowieść o miłości. Wśród ptaków. Napisana przez człowieka, który na ptakach zna się jak w Polsce mało kto – to doktor Andrzej G. Kruszewicz, ornitolog i dyrektor warszawskiego zoo. Zaczyna się od wyjaśnienia, dlaczego samce są piękniejsze od samic, dowiadujemy się też, dlaczego ptaki śpiewają, a kolejne rozdziały to opis obyczajów godowych poszczególnych gatunków. Są swojskie kukułki, wróble i bociany, a także rajskie ptaki czy dzioborożce. „To tylko próba uchylenia zasłony skrywającej naprawdę wielkie tajemnice, które czekają na swoich odkrywców – pisze autor. – Każdy uważny obserwator może we własnym ogrodzie czy pobliskim parku obalić istniejące teorie i sformułować nowe. Wystarczy patrzeć i rozumieć, co się widzi”. W zrozumieniu książka doktora Kruszewicza na pewno nam pomoże.

Korzenie i nasiona

Richard Powers, „Listowieść”, wyd. W.A.B. (Fot. materiały prasowe)Richard Powers, „Listowieść”, wyd. W.A.B. (Fot. materiały prasowe)

Joergen posadził kasztanowiec na farmie w Iowa. Każdego 21. dnia miesiąca robił mu zdjęcie. Potem ten dziwny obowiązek przejął jego syn. Potem syn syna. Ma, który do amerykańskiej ziemi obiecanej przyjechał z Szanghaju, na podwórku domu w Wheaton w Illinois zasadził morwę. Leonard każdemu ze swoich dzieci, jeszcze przed ich narodzinami, wybierał drzewo. A te rosły razem z jego synami i córkami. Są Ray i Dorothy, dla których drzewa, przynajmniej na początku, nie znaczą nic. Jest Douglas, któremu figowiec w Tajlandii ratuje życie. A on spłaca dług.

Opowieści jest dziewięć. Każda nieskończona. Niedopowiedziana. Każda z drzewem w tle. A może w roli głównej? Wreszcie wszystkie te historie się splatają. Tworzą opowieść o Ziemi. O nas. O przyszłości i o katastrofie. Poruszające. Świetnie napisane.

Dzikie życie

Markus Torgeby, Frida Torgeby „Pod gołym niebem”, wyd. Znak Literanova. (Fot. materiały prasowe)Markus Torgeby, Frida Torgeby „Pod gołym niebem”, wyd. Znak Literanova. (Fot. materiały prasowe)

Matka Markusa zachorowała. Stwardnienie rozsiane. Patrzył, jak gaśnie. Nie umiał poradzić sobie z własnym cierpieniem – aż odkrył bieganie. To dało mu i zapomnienie, i szczęście. Aż przyszła kontuzja. Żeby poradzić sobie z kolejną klęską i pustką, Markus wyprowadził się do lasu, dzikiego lasu w szwedzkim regionie Jämtland. Spędził tam samotnie cztery lata. Ten czas go uratował. Pozwolił usłyszeć własne myśli. Pogodzić się z tym, co nieuniknione. Teraz ma dwa życia. W jednym jest mężem i ojcem. W gospodarstwie – też na łonie natury, ale z pralką, lodówką i ciepłym prysznicem. Jego drugie życie to nadal las. Do którego ucieka, z którym zapoznaje swoje córki. I nas. Ta książka to prosty przewodnik po „dzikim życiu”. Jak przygotować legowisko z gałęzi świerku, jak się ubrać, żeby zimą nie marzły stopy, jak ugotować na ognisku owsiankę. Piękne zdjęcia do książki zrobiła żona Markusa Frida. Warto.

  1. Styl Życia

Czy zabraknie nam wody?

My oszczędzając wodę, jesteśmy kroplą w oceanie. Pamiętajmy jednak, ze ocean składa się właśnie z tych kropli. Ilość wody na kuli ziemskiej się nie zmienia, ale zmniejsza ilość wody słodkiej. (Fot. iStock)
My oszczędzając wodę, jesteśmy kroplą w oceanie. Pamiętajmy jednak, ze ocean składa się właśnie z tych kropli. Ilość wody na kuli ziemskiej się nie zmienia, ale zmniejsza ilość wody słodkiej. (Fot. iStock)
Odkręcasz kran… i nic. Sucho. To na razie, przynajmniej w Polsce, nam nie grozi, ale istotne jest sformułowanie „na razie”. Bo klimat się ociepla, a ilość słodkiej wody na kuli ziemskiej zmniejsza. Co możemy zrobić, żeby nie dopuścić do katastrofy? Warto o tym pomyśleć. 17 czerwca obchodzimy Światowy Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszą. Rozmawiamy z dr Jarosławem Suchożebrskim z Katedry Geografii Fizycznej Uniwersytetu Warszawskiego.

Co jakiś czas namawiają nas, żebyśmy pomagali budować studnie w Sudanie. I wiele osób się w to angażuje, wpłaca jakąś sumę – w poczuciu komfortu. Ratujemy Sudan, ale przecież nasze studnie nigdy nie wyschną, a w kranie zawsze będzie woda. Nawet jeśli jest susza, to przyjdzie deszcz, rzeki wzbiorą i będzie dobrze. Czy rzeczywiście będzie dobrze?
W tym roku mieliśmy sytuację wyjątkową, a właściwie taką, która powinna być normą. Czyli po długim okresie suchych wiosen wreszcie wiosna była mokra, więc na chwilę zażegnało to groźbę suszy. Ale już znowu zaczęło się robić sucho, opada poziom wody, zaraz znowu będzie problem.

Na czym właściwie polega ten problem? Przecież w końcu przyjdzie deszcz, żyjemy w takim klimacie, że deszcze u nas padają, częściej niż w Sudanie.
Problem polega na tym, że w naszym kraju pomimo mniej więcej stałej sumy opadu w ciągu roku, zmienia się ich rozkład w czasie i przestrzeni. Coraz częściej zdarza się tak, że mamy miesiąc czy dwa prawie bez deszczu i pojawia się problem suszy, a potem w ciągu kilku dni spadnie tyle opadu, ile powinno pojawić się w sumie w danym miesiącu. I nagle po suszy pojawiają się powodzie. A jeżeli mamy gwałtowne opady deszczu, to woda – głównie na obszarach miejskich, gdzie jest gęsta zabudowa, a podłoże jest uszczelnione – bardzo szybko spływa. Szybko spływająca woda nie zdąży wsiąknąć i zasilić wód podziemnych, czyli nie podniesie ich poziomu. A głównie właśnie z wód podziemnych korzystamy, by zaspokajać nasze potrzeby komunalne, szczególnie w mniejszych miejscowościach i na wsiach. Czyli nawet jeśli są opady, ale gwałtowne, to poziom wód podziemnych może cały czas opadać. To jedna sprawa. A druga – z roku na rok powtarzają się bezśnieżne zimy. To, co w dużej mierze zasila wody podziemne, to woda z topniejącego śniegu. Roztopy odgrywają bardzo dużą rolę w zapewnieniu odpowiedniej ilości wody w glebie na wiosnę, dla roślinności. Jeśli mamy bezśnieżną i bezdeszczową zimę, to te zasoby ulegają uszczupleniu i pojawia się problem suszy w rolnictwie.

I ma to związek ze zmianami klimatu, o których w ostatnim czasie dużo i głośno mówimy?
Tak, do tego dochodzi coraz wyższa średnia temperatura w ciągu roku. Chłodna wiosna w tym roku może być dla niektórych argumentem, że nic się nie dzieje, że żadnych zmian klimatu nie ma. Tylko pamiętajmy o tym, że mieliśmy bardzo ciepłą zimę. W kolejnych miesiącach średnia temperatura była wyższa niż w ciągu wielu lat. Chłodna i dość mokra wiosna nas uspokoiła, myślimy, że nie ma problemu, ale on jest. Narasta od wielu lat. Nawet jak się zdarzy rok czy dwa lata „normalne”, to nie załatwia sprawy, bo w skali kuli ziemskiej, ale też i naszego kraju, średnia temperatura rośnie.

A gdyby zabawił się pan w proroka: co nas czeka w najbliższym czasie?
Zawsze najtrudniej jest być prorokiem i to jeszcze wieszczącym nie najlepiej. Ale to, co można powiedzieć z dużą pewnością, tu hydrolodzy i klimatolodzy są zgodni: czeka nas nasilenie zjawisk ekstremalnych. Czyli burze z gwałtownymi opadami powodującymi powodzie, a potem długie okresy z suszą. Na to musimy być przygotowani i w miastach, i na wsi.

Ale możemy chyba liczyć na to, że w końcu wielkie mocarstwa się dogadają i wdrożą energiczny program naprawczy, żeby przeciwdziałać ocieplaniu się klimatu skuteczniej niż do tej pory?
Powiem szczerze, że ja tu jestem sceptykiem. Ta kula śnieżna już nabrała tempa, już się toczy i naprawdę trudno będzie ją teraz zatrzymać. Musiałoby to być jakieś rzeczywiście radykalne działanie, żeby zahamować wzrost średniej temperatury na kuli ziemskiej. Spójrzmy na to, co dzieje się z pokrywą lodową na morzach i oceanach. Lody Arktyki czy Grenlandii topią się coraz szybciej. Znikają lodowce górskie. To proces, który nabiera tempa i chyba nie da się go już powstrzymać. Raczej musimy się przyzwyczajać i adaptować do zmian klimatu. Bo ich nie zatrzymamy. Możemy co najwyżej próbować je spowalniać.

A co możemy zrobić my, zwykli ludzie, żeby w codziennym życiu jakoś ratować sytuację? Nauczyliśmy się już, żeby zakręcać kran podczas mycia zębów. Robimy to i często do tego sprowadza się nasza „pro-hydrologiczna” działalność.
To jest najprostsze i bardzo skuteczne! Oszczędzamy w ten sposób wodę słodką, a to z nią jest problem. My oszczędzając wodę, jesteśmy kroplą w oceanie. Pamiętajmy jednak, ze ocean składa się właśnie z tych kropli. Ilość wody na kuli ziemskiej się nie zmienia, ale zmniejsza ilość wody słodkiej.

Która jest nam niezbędna do życia.
Tak, to prawda. Oszczędzanie wody to jedno. Drugie to próba magazynowania tej wody, czyli jej retencjonowania. Najprostszy zaś sposób na jej magazynowanie, to pozwolić wodzie swobodnie wsiąkać. Zawsze mówię – ze smutkiem – że Polacy są fanami kostki bauma. Wszystko jest nią wykładane albo zalewane asfaltem. Sami niejako w ten sposób napędzamy problem, bo pozwalamy, żeby woda szybko odpływała z naszego otoczenia. Nie chcemy, żeby nas zalewało. Ale w ten sposób przesuwamy jedynie problem gdzie indziej. Czyli nas nie zaleje, woda odpłynie do kanalizacji i kłopot będzie gdzieś dalej, zaleje sąsiadów.

Z drugiej strony każdy chce dojść do domu suchą nogą, nie po błocie.
Zgadza się, ale są rozwiązania pośrednie. Nie musimy całej działki wykładać kostką bauma. Dla mnie kompletna zgroza to budowane teraz te osiedla, które nazywam kurnikami – betonowa kostka wszędzie i trzy metry kwadratowe wybiegu gdzieś za domami. A potem ludzie na tym betonie ustawiają rośliny w donicach i to ich jedyna zieleń. Woda, która spadnie podczas deszczu, nie ma gdzie wsiąkać, odpływa więc po powierzchni, zalewa garaże, powoduje powstanie powodzi miejskich.
Czyli kolejna rzecz to rozszczelnianie tych zabetonowanych powierzchni – dla miast to najlepszy sposób na radzenie sobie nie tylko z powodziami, ale i z suszami. Bo jeśli uda nam się skierować wodę do gleby, do wód podziemnych, to rośliny będą dłużej miały z czego czerpać i w ten sposób łagodzimy skutki suszy.
No i pieśń przyszłości – recykling wody, czyli wykorzystanie wody zużytej. Przykład: większość wody w naszym gospodarstwie domowym zużywana jest w toalecie, pod prysznicem, do mycia naczyń i prania. Ale woda z pralki czy zmywarki, szczególnie z procesów płukania, mogłaby być wykorzystywana do spłukiwania toalety. Do tego celu nie potrzebujemy przecież wody o jakości wody pitnej. Tak się gdzieniegdzie już dzieje.

Gdzie?
To na razie rozwiązania drogie, więc stosunkowo rzadko stosowane.

Rozumiem, że to jest kierunek, którym będziemy iść w przyszłości?
Tak. Kolejny i dużo łatwiejszy sposób to gromadzenie i wykorzystywanie deszczówki. Ona też może być używana nie tylko do podlewania ogródków, ale też np. do spłukiwania toalet. Powinniśmy dążyć do tego, żeby tego typu rozwiązania stały się powszechne.

Woda jest nam niezbędna do życia. Teoretycznie wszyscy to wiemy. Nikt nie wyobraża sobie, żeby mogło jej zabraknąć – a to przecież całkiem realne. Nie chcę nikogo straszyć, ale warto mieć tego świadomość. Troszczmy się więc o wodę!