1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Geneosocjogram: czym jest i jak działa?

Geneosocjogram: czym jest i jak działa?

fot. iStock
fot. iStock
Czy gniew i ból zdradzonej prababki może wpłynąć na moje życie i mój charakter? Według psychogenealogii – tak. Dostajemy w spadku po przodkach „widmo”, które tkwi w podświadomości, utkane z dawnych tajemnic i traumy.

Czy gniew i ból zdradzonej prababki może wpłynąć na moje życie i mój charakter? Według psychogenealogii – tak. Dostajemy w spadku po przodkach  „widmo”, które tkwi w podświadomości, utkane z dawnych tajemnic i traumy. Znaleźć je i zrozumieć pomaga narzędzie zwane geneosocjogramem. Co to jest i jak działa – sprawdziła Katarzyna Droga.

W mojej rodzinie „schodzą się” daty urodzin: starsza córka urodziła się w przeddzień urodzin dziadka, młodsza dokładnie w dzień urodzin ciotki, tyle że 40 lat później. Siostrzeniec „wcelował się” trochę smutniej, bo w rocznicę śmierci babci. Nie jest to jednak zły omen – przeciwnie, to wyraz podświadomej lojalności rodzinnej, hołd złożony przodkini, otwarcie na nowo drzwi w miejscu, w którym zostały zamknięte. Tak przynajmniej twierdzi Anne Ancelin Schützenberger, psycholożka i terapeutka z Nicei, autorka książki „Psychogenealogia w praktyce” (wyd. Virgo). Przebadała tysiące historii rodzinnych i z całym przekonaniem twierdzi, że „syndrom rocznicy” jest powszechnym i znaczącym zjawiskiem. Powtarzalność dotyczy nie tylko urodzin, ślubów i zgonów, ale także zdarzeń, takich jak choroby, wypadki, rozstania. Po prostu wciąż powtarzamy swoją rodzinną historię po to, by dokończyć niedokończone, wyjaśnić niewyjaśnione, wydobyć tajemnice, które parzą kolejne pokolenia jak gorący kartofel przerzucany z rąk do rąk. Dobra wiadomość: jest narzędzie terapii, które pozwala wyzwolić się z dziedzictwa – geneosocjogram. Brzmi interesująco, ale...

Mimo że wierzę w siłę historii rodzinnych, nie byłam całkiem przekonana do teorii francuskiej terapeutki. Nie brzmi to sprawiedliwie: dziedziczyć traumę po jakimś powieszonym prapradziadku, nieść jarzmo wstydu, że był oszustem lub nimb chwały, bo był buntownikiem. Zgodność dat może być dziełem przypadku, w dużych rodzinach muszą się powtarzać, bo miesięcy jest tylko 12. Sprawdźcie swoje rodzinne daty – zaraz coś się zgodzi. Magia cyfr, też wciągnęłam się w te analizy. Przyznam, że coś jest na rzeczy. Podążając za syndromem dat, stwierdziłam jeszcze następujące fakty: moja mama urodziła się w przeddzień śmierci swojego dziadka. Pogrzeb bliskiego mi stryja wypadł dokładnie w moje 40. urodziny. Jeden z braci taty urodził się 9 maja roku 1920, drugi 9 maja 1945 roku zginął w wojskowym aucie, a 20 lat później, 10 maja moi rodzice mieli poważny wypadek samochodowy. Syndrom rocznic to według Schützenberger jeden z przejawów lojalności z przodkami. Bywają nimi też lęki, choroby, trudne relacje, bo ukryte w podświadomości dziedzictwo traum, tak zwane „widmo”, wpływa na życie i charakter człowieka. Czasem źródło problemów tkwi głęboko w przeszłości, Anne Schützenberger sięga w badaniach daleko wstecz, sprawdza losy rodzin od czasów rewolucji francuskiej, a nawet wypraw krzyżowych. W polskim przypadku trudno byłoby sięgać aż do epoki napoleońskiej, by prześledzić dzieje przodków, kolejne wojny i migracje skutecznie zaciemniają obraz. Wystarczy jednak to, co wiemy – ważne jest też to, czego nie wiemy. Narysować to i zobaczyć – czemu nie?

Teoretycznie

Naukowym poparciem teorii są badania neurologa Jeana-Pola Tassina, który w 2002 roku wykazał, że pamięć traumatycznych zdarzeń może zostać zapisana poza świadomą percepcją i przekazana potomkom bez świadomości nadawcy i odbiorcy. W sukurs neurobiologii idzie psychoanaliza: „podświadomość zapisuje, co chce” – twierdzi Anne Schützenberger, emocje towarzyszące wielkim zdarzeniom magazynują się w jej pokładach, a potem jako „widmo” wędrują w podświadomości rodziny z pokolenia na pokolenie. Metodą dotarcia do wiedzy o sobie i wyzwolenia się z ciężaru takiego dziedzictwa jest psychogenealogia, a geneosocjogram to jej podstawowe narzędzie. Każdy może sporządzić go samodzielnie, potrzebny jest tylko karton, pisak i to, o co czasem najtrudniej – wiedza o przodkach.

Geneosocjogram to nic innego jak drzewo genealogiczne rodziny, uzupełnione o ważne zdarzenia i emocje. Oprócz dat urodzin i śmierci umieszcza się na nim zdarzenia, takie jak: choroby, wypadki, rozwody, zaginięcia, samobójstwa, ale i śluby, nagrody, wyzdrowienia, stratę lub zyskanie fortuny. Oczywiście dla rozprawienia się z traumami ważniejsze są zdarzenia tragiczne, bo to one są tym parzącym kartoflem, podrzuconym potomkom. Tworząc geneosocjogram, należy być czujnym na wszystkie doznane lub popełnione krzywdy, tajemnice, straty. Nic bowiem tak nie przeszkadza w harmonijnym życiu, jak niedokończone zadania przodków, potrzeba wybaczenia, przekazany do podświadomości wstyd i nieodbyta żałoba. Tę ostatnią Anne Schützenberger klasyfikuje tak samo jak tajemnicę domagającą się wyjaśnienia. Żałoba nieodbyta to żal niewypowiedziany do końca, potrzeba ujawnienia tego, co dotąd nie wyszło na światło dzienne o stracie, osobie, relacji. Według teorii Francuzki już samo stworzenie geneosocjogramu pomaga w uwolnieniu się od lęków, niesie zrozumienie siebie i genezy problemów. Spojrzenie z dystansu na psychologiczne dzieje rodziny i na własne miejsce umożliwia przejście do działania: niedopowiedziane można domknąć, niedokończone dokończyć choćby w sensie symbolicznym, a niebezpieczne terminy w roku przeczekać ze wzmożoną czujnością.

Przykłady

Anne Schützenberger zauważyła, że prześladują ją wypadki i przygody związane z ogniem. Większe pożary i małe przepięcia prądu wysadzające korki, poparzenia, niewyłączone żelazka stały się jej niemiłą specjalnością. Kiedy sporządziła swój geneosocjogram, odkryła, że w historii rodziny domy się palą, a dokumenty giną w najmniej odpowiedniej chwili. Największą traumą w pokoleniu jej rodziców była strata dobytku podczas wojny: w czasie bombardowania w Normandii w 1944 roku spłonął całkowicie ich dom. Rodzina w ciągu kilku godzin straciła wszystko prócz życia, a dziadek dokumenty, dzięki którym miał ucieć za granicę. Anne przeżyła to jako mała dziewczynka, w jej podświadomości utrwaliło się poczucie, że nie ma nic pewnego, wszystko może zniknąć w jednej chwili. Kilka dziesięcioleci później sama Anne straciła na dworcu w Szwecji torebkę z dokumentami i miała trudności z powrotem do kraju. Stało się to dokładnie w rocznicę pożaru w Normandii, wysnuła więc wniosek, że podobne zdarzenia nawiedzają kolejne pokolenia często w tym samym dniu w roku. Szperając w dziejach rodziny, dotarła do korzeni rosyjskich i wielkiego pożaru w 1812 roku. Ogień wzniecony przez generała Roztopczyna dokonał wielu zniszczeń. Tam jej rodzina zaznała straty w płomieniach po raz pierwszy.

Obserwowała też psychologiczną historię słynnych ludzi, w tym artystów. Ciekawym przypadkiem okazał się los Vincenta van Gogha, który całe życie cierpiał na napady lękowe, a jego szaleńcze czyny, jak choćby obcięte ucho, przeszły do historii tak samo jak obrazy. Otóż van Gogh był „dzieckiem zastępczym” – miał zastąpić rodzicom zmarłego starszego brata, dostał jego imię, a nawet urodził się tego samego dnia. Odkrycie tej tajemnicy musiało nim wstrząsnąć: jako chłopiec natknął się na „własny” grób na cmentarzu. Dopiero po chwili zorientował się, że na nagrobku widnieje inny rok urodzenia i że stoi nad grobem brata, którego życie ma przejąć i dokończyć. Czy uczucia matki były skierowane do niego czy do zmarłego? Kim właściwie był dla niej?

Rola przypisana dziecku przez rodziców ogromnie wpływa na ludzkie życie nie tylko według Schützenberger, ale to już inna historia.

Praktycznie

Kiedy postanowisz narysować geneosocjogram, czyli psychologiczne drzewo twojej rodziny, wybierz, kogo umieścisz w centrum: czy zaczniesz od siebie czy od rodziców. Przemyśl dobrze tę decyzję, bo jest znacząca, zdradza twoją hierarchię wartości. Rodziców połącz linią poziomą. Rodzeństwa na odpowiednich poziomach też. Linia niech będzie ciągła, ale gdy pojawia się konflikt, zła relacja – zmień ją w zygzaki. Linie przerywane należy stosować, kiedy mamy do czynienia z adopcją, rozwodem, dzieckiem pozamałżeńskim. Można ustalić sobie własne symbole na określenie zdarzeń, takich jak śmierć, samobójstwo, narodziny, porzucenie. Po wypisaniu imion i dat związanych z dziadkami i pradziadkami z obu stron, potem rodzicami, rodzeństwem, dziećmi, kolorami definiujemy charakter zależności. Daty i relacje pozytywne należy zaznaczać kolorem zielonym, zdarzenia silnie nacechowane (rozwody, choroby) – czerwonym, a śmierć i złe zdarzenia – czarnym. Kiedy dzieło jest gotowe – oddal się, popatrz na linie i odcienie z dystansu. Szukaj powtarzalności w datach lub faktach, także odpowiedzi na pytanie, co można zrobić, by dane procesy zamknąć. Istotne są zwłaszcza rodzinne autorytety i wyrzutki, warto obrysować takich „celebrytów” odmiennymi kolorami, np. fioletem.

Kiedy wyrysowałam swój geneosocjogram, oprócz wspomnianych zbieżności dat, uderzyły mnie straty i nieodbyte żałoby w pokoleniu dziadków: babcia ze strony żeńskiej nigdy nie pogodziła się z przedwczesną śmiercią córki Cezaryny, zastrzelonej przez męża. Babcia ze strony męskiej nigdy nie przebolała śmierci syna Ludwika, który zginął pod Berlinem, w ostatnim dniu wojny. Ludwik był lekarzem, jego karetka najechała na bombę – Cezaryna była pielęgniarką, marzyła o medycynie. Oboje byli bardzo młodzi i życie ich przerwała przemoc. W obu przypadkach matki nie umiały z tym żyć, co musiało wpłynąć na inne dzieci, w tym moich rodziców. Czy może to działać na mnie? Miałam bardzo silną potrzebę opisania tych zdarzeń. Zawarłam je w książce „Pokolenia”, a całe życie noszę pierścionek po narzeczonej Ludwika. Moja młodsza córka studiuje medycynę, jakby miała lojalnie dokończyć dzieło przodków. A może to przypadek?

Finalnie

Fakty wypełniające geneosocjogram należy zachować dla siebie. Jeśli nie przekonały cię do psychogenealogii, to i tak warto było je zestawić. Są zapisem dziejów przodków, spotkaniem z przeszłością rodziny. Ja wierzę, że dobrze jest odpowiedzieć sobie na pytanie: które z rodzinnych zdarzeń czas zakończyć, których nie chcę mieć w swoim dziedzictwie. Silne przeżycia przodków, powtarzalność zjawisk warte są uwagi, oczywiście w ramach zdrowego rozsądku. Nadal bowiem nie przekonuje mnie teoria, że wysypka na szyi może pojawiać się w akcie lojalności dla przodka, który zginął na gilotynie. Dziedzictwo sięgające XVIII wieku wydaje mi się zbyt odległą historią, ale dziedziczenie traumy, którą przeżyła babcia w czasie ostatniej wojny, to już coś innego. Jej przerwane dzieło może domagać się dokończenia, żal – ujawnienia, by ucichnąć i nie pobrzmiewać w twoim życiu.

Jak podkreśla Anne Schützenberger: „Żyjmy dla swoich przodków, ale przede wszystkim dla siebie”.

Ćwiczenia terapeutyczne, czyli jak czerpać siłę ze swoich przodków

Praca z fotografią. Porzekadło, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, nie mówi wszystkiego. Na przykład tego, że rodzinne fotografie mogą być materiałem do pracy nad relacjami. Oglądanie albumów, wspominanie osób, dopatrywanie się podobieństw za każdym razem jest wskrzeszaniem dawnych ludzi i historii, jest „opowiadanym geneosocjogramem” i osadza nas, potomków, we własnym gnieździe. Ukorzenienie to wielka wartość, która wzmacnia poczucie własnej wartości. Dobrym ćwiczeniem jest zwykłe porządkowanie zdjęć, uświadamianie sobie, co chcielibyśmy odziedziczyć po przodkach. Wspomnieniom może towarzyszyć opisanie osób, miejsc i własnych uczuć. To dzieło utrwalenia i nieważny jest styl ani dokładne fakty, a emocje, czasem okraszone oczyszczającymi łzami. Kontakt z fotografiami przodków zawsze daje możliwość zapytania: co zrobiliby w danej sytuacji? To dobre ćwiczenie dla osób, którym niełatwo podejmować decyzje, są nieśmiałe i mają niską samoocenę.

Ćwiczenie Feldenkraisa. Anne Schützenberger proponuje je osobom, które wciąż spotykają jakieś upadki i potknięcia, niemiłe przygody i pomyłki – tak w dosłownym znaczeniu, jak i symbolicznie, jako brak stabilności życiowej. Ćwiczenie polega na odegraniu swoim ciałem procesu ewolucji i dojrzewania człowieka. Pierwszy etap to pełzanie jak niemowlę, potem powolne unoszenie się do pozycji raczkowania, następnie wstawanie przy krześle lub osobie, która odgrywa rolę rodzica i zapewni bezpieczeństwo w tej przełomowej chwili. Tak stawia się pierwsze chwiejne kroki, by powoli zacząć chodzić. Każdy etap powinien trwać tyle czasu, ile ćwiczący potrzebuje. Jest to też symboliczne przejście ewolucji od stadium ryby, gada, czworonoga po etap człowieka. Schützenberger twierdzi, że ćwiczenie miało zbawienny wpływ na jej wielu pacjentów, prowadzi do uspokojenia i stabilizacji życiowej.

Dokończenie i pożegnanie. Według terapeutki wiele blokad  wynika z nieodbytej żałoby, niewypowiedzianej tajemnicy, niedokończonego przez przodka zadania. Geneosocjogram wskazuje, który to mógł być przodek i jakie zdarzenie. Należy dokończyć żałobę lub jego zadanie w sposób, jaki przyjdzie nam do głowy. Może to być list pożegnalny, spalony lub pochowany w ziemi, spłata długu, przeprosiny. Jeśli rysunek pokazuje wiele czarnych miejsc, złych zdarzeń – trzeba nanieść dobro: mocno wyróżnić jasnym, wyrazistym kolorem wszelkie pozytywne zdarzenia i relacje. Potem skupić się i wbić sobie w pamięć mapę pozytywów, a drzewo genealogiczne spalić. W imieniu przodków można także pogodzić się z wrogiem, dokończyć ważne zadanie – czy był to na przykład remont domu, czy podróż do Gruzji.

Katarzyna Droga, wieloletnia redaktor naczelna SENSu, autorka sagi „Pokolenia”

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).