1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Czy dobre oceny naprawdę zapewniają sukces w życiu? Jacek Dubois: „Nieważne jak się zaczyna, tylko jak się kończy”

Czy dobre oceny naprawdę zapewniają sukces w życiu? Jacek Dubois: „Nieważne jak się zaczyna, tylko jak się kończy”

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Monika Sobień-Górska i Jacek Dubois (Fot. Krzysztof Opaliński)
Monika Sobień-Górska i Jacek Dubois (Fot. Krzysztof Opaliński)
Jedni wspominają szkołę jako czas przyjaźni i beztroski, inni pamiętają przede wszystkim stres związany z ocenami. Monika Sobień-Górska i Jacek Dubois wracają do szkolnych lat i zastanawiają się, jak bardzo edukacja kształtuje nas na całe życie. I czy naprawdę warto tak przejmować się stopniami?

Felieton pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 10/2026.

Monika Sobień-Górska: Pamiętasz swój pierwszy dzień w szkole, Jacku?

Jacek Dubois: Pamiętam doskonale. Pierwszego września 1969 roku wyruszyliśmy z moim przyjacielem z trzepaka, Piotrusiem, na rozpoczęcie roku w szkole przy ulicy Kruczkowskiego. Szkoła nosiła imię mojego dziadka Stanisława Dubois, a na parterze wisiał jego olejny portret. Nie przejmowaliśmy się tym z Piotrusiem i pomaszerowaliśmy do sali gimnastycznej na akademię.

Uroczystość trwała ciut za długo i umilaliśmy sobie czas meczem zapaśniczym. To nie spodobało się wychowawczyni, która złapała mnie za ucho i zaprowadziła pod portret dziadka. „Gdyby twój dziadek widział, jak się zachowujesz, to by się w grobie przewrócił”, poinformowała mnie.

Już jako dziecko miałem bardzo rozwiniętą wyobraźnię i od razu zwizualizowałem sobie dziadka przewracającego się w grobie. Obraz był na tyle mocny, że nigdy więcej w czasie akademii nie uprawiałem zapasów. Pół wieku później byłem na obchodach stulecia szkoły i opowiedziałem tę historię. Podeszła do mnie żwawa starsza pani i powiedziała: „Nie wiem czy mnie poznajesz, Jacusiu, to ja byłam twoją wychowawczynią”. I jak tu nie kochać szkoły?

Moja córka właśnie po raz pierwszy zasiadła w ławce i przeżywa to bardzo, ale ja chyba bardziej. Szkoła zaraz po domu rodzinnym stanowi najostrzejsze dłuto, które rzeźbi nasz charakter, przekonania i wpływa na dorosłe wybory. Mnie nauczyła pracowitości, odpowiedzialności, dyscypliny, ale też rywalizacji – i to tej niezdrowej. Zastanawiam się też, jakie Malina będzie miała szkolne znajomości, bo to też w różną stronę może pójść, zwłaszcza dziś, kiedy króluje internet i telefon. Trochę się tego boję, szczerze mówiąc.

Dla mnie szkoła to przede wszystkim historia przyjaźni, które trwają do dzisiaj. Natomiast nie wiem, czy mnie w jakiś sposób ukształtowała. Tamta, ucząca o socjalistycznych wartościach, raczej mnie nudziła. Udało mi się nawet pobić rekord klasy w ilości wagarów.

Szkoła tamtego okresu to było zło konieczne. Mnie kształtował dom i książki. Wiedziałem, że muszę skończyć szkołę i spiąłem się dopiero przed maturą, bo od tego zależało, czy dostanę się na prawo.

Dla mnie szkoła to ludzie i przeżyte przygody. A ty za bardzo się nie przejmuj tym debiutem Maliny, bo jak was znam, obie doskonale dacie sobie radę.

Wiem, ile czeka ją nauki, ile stresów przez egzaminami, klasówkami. Z drugiej strony doskonale pamiętam rozpoczęcie swojej nauki, które przypadło na piątek. Wracałam z bratem do domu i przez całą drogę narzekałam, że to straszny pech, że lekcje zaczną się dopiero w poniedziałek i że przede mną całe dwa dni czekania i nudy. On jest o sześć lat straszy i śmiał się, mówiąc, że jeszcze będę błagała o weekend. Miał rację. Mnie szkoła bardzo wyczerpała, bo traktowałam ją okropnie serio. Nie pozwoliłam sobie mieć trójki, każdą czwórką się zamartwiałam, wydawało mi się, że żeby w życiu coś osiągnąć, trzeba mieć zawsze piątki i szóstki.

Ja nie przejmowałem się ocenami. Pierwszą dwójkę na semestr z rosyjskiego miałem w szóstej klasie i traktowałem to jako postawę patriotyczną. Dlatego pamiętając swoje edukacyjne początki, bez napięcia patrzę na karierę edukacyjną własnych dzieci. I zawsze mam w głowie słowa premiera Millera, że nieważne jak się zaczyna, tylko jak kończy. Dlatego radzę ci, daj sobie na wstrzymanie, nie ulepimy dzieci z naszej gliny, bo one są ze swojej i muszą znaleźć własną drogę.

A czy szkoła ci coś odebrała? Dużo mówi się o tym że system zabija w dzieciach pasje, indywidualizm i wszystkie równa do jednego szablonu.

Jacek Dubois: Mój bunt wobec instytucji ówczesnego państwa przejawiał się również buntem wobec szkoły. Starałem się wtedy intelektualnie funkcjonować poza systemem, którego nie akceptowałem. Szukałem własnych wzorców spoza szkolnych lektur czy bohaterów. Dlatego paradoksalnie jestem wdzięczny szkole, bo dzięki niej nauczyłem się samodzielnego myślenia.

Monika Sobień-Górska, dziennikarka, scenarzystka filmowa, autorka książek (najnowsza: „Rok, w którym szukałam sensu i ukojenia”). O życiu może rozmawiać godzinami. Na przykład z Jackiem Dubois.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE