1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. „Almodóvar jest bardzo wymagającym i konkretnym reżyserem”. Bárbara Lennie: Trzeba emanować pewnością siebie, bo on lubi pewnych siebie ludzi

„Almodóvar jest bardzo wymagającym i konkretnym reżyserem”. Bárbara Lennie: Trzeba emanować pewnością siebie, bo on lubi pewnych siebie ludzi

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Bárbara Lennie w filmie „Gorzkie święta” (Fot. materiały prasowe)
Bárbara Lennie w filmie „Gorzkie święta” (Fot. materiały prasowe)

Odsłuchaj artykuł

Ida Marszałek - „Almodóvar jest bardzo wymagającym i konkretnym reżyserem”. Bárbara Lennie: Trzeba emanować pewnością siebie, bo on lubi pewnych siebie ludzi

00:00 14:07
15s
0,5 x
15s
W „Gorzkich świętach”, najnowszym filmie Pedra Almodóvara, zagrała postać, która jest alter ego reżysera. Jak pracuje się z mistrzem? Dlaczego jest to tak niezwykłe, ale i trudne doświadczenie? O to między innymi pytamy Bárbarę Lennie.

Spis treści:

  1. Kobiety Almodóvara. Co oznacza to określenie dla Bárbary Lennie?
  2. „Gorzkie święta” Pedra Almodóvara. Bárbara Lennie o swojej roli
  3. Jak Pedro Almodóvar tworzy filmy? Scenariusze, kolory i scenografia
  4. Czy kino może być terapią? Bárbara Lennie o sile filmów
  5. Tilda Swinton i Julianne Moore zmieniły sposób pracy Almodóvara

  • Bárbara Lennie po 15 latach wróciła na plan Pedra Almodóvara. W „Gorzkich świętach” zagrała postać będącą alter ego samego reżysera.
  • „Almodóvar jest bardzo wymagającym i konkretnym reżyserem” – przyznaje aktorka, opowiadając o pracy z jednym z największych twórców hiszpańskiego kina.
  • Tilda Swinton i Julianne Moore wynegocjowały u Almodóvara większą swobodę artystyczną. Lennie zdradza, jak zmieniło to jego sposób pracy.
  • Dlaczego aktorka nazywa niektórych artystów „życiowymi wampirami”? I dlaczego uważa, że bez kobiecej przyjaźni daleko nie zajdziemy?

Wywiad pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 10/2026.

Kobiety Almodóvara. Co oznacza to określenie dla Bárbary Lennie?

Ida Marszałek: Na plan Almodóvara wracasz po 15 latach. Ostatni raz współpracowałaś z nim przy filmie „Skóra, w której żyję” z 2011 roku. Jak porównujesz oba te doświadczenia?

Bárbara Lennie: Minęło aż 15 lat? O mój Boże! [śmiech] Myślę, że oboje się zmieniliśmy. Pedro jest teraz bardzo szczęśliwy, autentycznie lubi kręcić filmy, to widać. Na planie było znacznie więcej spokoju. Wcześniejszą atmosferę określiłabym jako… napiętą.

Natomiast ja jestem już po czterdziestce, od tamtego czasu zagrałam w wielu filmach, jestem bardziej opierzona, świadoma, nauczyłam się być w zgodzie ze sobą.

Zostałam też mamą, mam nowy bagaż doświadczeń i Pedro doskonale wiedział, jak wykorzystać to, co mam do zaoferowania przy kreowaniu postaci. Sądzę, że to dobry moment w moim i jego życiu, ale też w ogóle dobry moment, żeby zrobić ten film.

Esencję filmów Almodóvara zawsze stanowią bohaterki. Niezależne, zdeterminowane, chaotyczne, emocjonalnie złożone. Reżyser został wychowany przez matkę i liczne kobiety ze swojej rodziny, co wywarło mocny wpływ na jego twórczość. W kinematografii utarło się nawet określenie „kobiety Almodóvara”. Do tego grona zaliczana jest choćby Carmen Maura czy Penélope Cruz.

Również Marisa Paredes. Nie zapominajmy o niej! Podziwiam ją za to, co zrobiła w „Kwiecie mego sekretu” [filmie z 1995 roku – przyp. red.]. Uwielbiam wszystkie jej kwestie. Są kultowe. Bardzo za nią tęsknię. Była niesamowita.

Jak to jest znaleźć się wśród nich?

Ja sama nie mam pojęcia, co to właściwie znaczy: być „kobietą Almodóvara”. Pedro chyba nie lubi tego konceptu. Określenie nie wyszło od niego, wzięło się z piosenki „Yo quiero ser una chica Almodóvar” [Chcę być kobietą Almodóvara] popularnego hiszpańskiego piosenkarza Joaquína Sabiny.

Ta etykietka nie jest czymś, z czym by się identyfikował, i pracując z nim, trzeba ją odrzucić. Natomiast wiem, że sposób, w jaki Pedro rozumie kino, a także kobiecy świat, siłę, poczucie humoru czy smutek, jest niezwykły. To, jak balansuje między światłem i cieniem. Na pewno jestem wdzięczna, że stałam się częścią historii kina i grupy kobiet, które podziwiam. To wyjątkowe, ale i niezwykle trudne przeżycie.

Dlaczego trudne?

Ponieważ Almodóvar jest bardzo wymagającym i konkretnym reżyserem. Wie, czego chce, oczekuje natychmiastowego rezultatu. W przeciwnym razie cię ponagla: „No dalej, co się dzieje!?”. Trzeba być bardzo czujną, chłonąć wszystko. Mieć dogłębne zrozumienie sposobu, w jaki pracuje, tego, jakiej obecności chce od ciebie na ekranie. A przede wszystkim – emanować pewnością siebie, bo Almodóvar potrzebuje, żebyś była spokojna.

On lubi pewnych siebie ludzi. To trudne także ze względu na ogromne poczucie odpowiedzialności, jaką ponosi się w tego rodzaju filmie, opartym mocno na psychologii postaci.

„Gorzkie święta” Pedra Almodóvara. Bárbara Lennie o swojej roli

Tutaj odpowiedzialność jest podwójna. Grasz nie tylko skomplikowaną bohaterkę, ale także alter ego samego reżysera.

Tak, jestem Almodóvarem w ciele kobiety. To było wyzwanie, także fizycznie, choćby ze względu na migreny, które są codziennością dla Pedra i których w filmie doświadcza Elsa. Ten nawiedzający ją fizyczny ból ma związek m.in. z przeżywaniem żałoby po śmierci matki. „Gorzkie święta” są w zasadzie takim kuzynem „Bólu i blasku”, poprzedniej autofikcji Almodóvara – nie tylko ze względu na wątki osobiste, także przez atmosferę głębokiego poczucia winy.

Kolejnym alter ego Almodóvara jest grany przez Leonarda Sbaraglię Raúl, filmowiec w kryzysie twórczym. Czy wy, aktorzy „Gorzkich świąt”, rozmawialiście z reżyserem o autobiograficznym wymiarze tej opowieści?

Nie, w ogóle. Ani przez jedną minutę nie było to przedmiotem dyskusji. To taka gra porozumień i nieporozumień – jeśli znasz historię Pedra i historię ludzi, którymi się otacza, jesteś w stanie zrozumieć, jak wiele wątków z jego życia mogło stanowić inspirację dla filmu.

Twoja Elsa doświadcza bólu fizycznego, psychicznego i – co istotne – moralnego. Głównym tematem „Gorzkich świąt” jest wspomniane przez ciebie poczucie winy. I etyczny aspekt tworzenia. Czy artysta ma w ogóle prawo czerpać inspirację z życia swoich bliskich? Jest w tym dużo samokrytyki. Domyślamy się, że i Almodóvar nie raz bił się z myślami, czy wykorzystać jakąś prywatną historię do zbudowania postaci. Zdarzyło ci się doświadczyć podobnego konfliktu w swojej karierze artystycznej?

Tak. Mój były chłopak Jonás Trueba też jest reżyserem i dużo z tego, co tworzy, jest z życia wzięte. Kiedy byliśmy razem, nakręciliśmy wspólnie film „Wszystkie piosenki są o mnie” [z 2010 roku – przyp. red.], który opowiada o rozstaniu po długoletnim związku. Byłam jednocześnie współtwórczynią i częścią tej historii, lawirując między prawdą i fikcją. Przeżywałam to na wielu poziomach i to dość dziwne uczucie.

Jeśli świadomie wyrażasz zgodę na tego rodzaju zabieg, sytuacja jest jasna. Co innego, gdy ktoś bez zgody wykorzystuje twoją duszę, twoją intymność. Wówczas pojawia się niepewność, jak daleko można się posunąć.

Czy to OK wykorzystywać ludzi, których się kocha? Wykorzystywać historie, które nie należą do ciebie? To są pytania otwarte. Nie znam na nie odpowiedzi i myślę, że Pedro też nie.

Ale te naruszenia są integralną częścią historii sztuki. Twórcy, którzy najbardziej mnie interesują, to w pewnym sensie życiowe wampiry. Gdyby nie przekroczyli granicy, ich dzieła nigdy by nie powstały.

Jak Pedro Almodóvar tworzy filmy? Scenariusze, kolory i scenografia

„Gorzkie święta” są filmem złożonym, szkatułkowym. Ciekawa jestem, jak ci się czytało scenariusz po raz pierwszy?

Styl pisania Pedra jest osobliwy, szczególnie jeśli chodzi o dialogi. Kiedy oglądasz zmontowany film, wszystko nabiera sensu, liczne elementy tworzą nagle spójną układankę. Ale kiedy czytasz, możesz dostać kręćka: ta część dzieje się naprawdę, ta nie jest prawdziwa, ta z kolei jest prawdziwa, ale tylko w pewnym sensie [śmiech].

I to właśnie jest niezwykłe – filmy Pedra nie są może naturalistyczne, balansują między skrajnościami: tragedią, melodramatem, komedią, czasem pozwalają widzom na utożsamianie się, czasem wręcz przeciwnie, ale zawierają w sobie mnóstwo prawdy.

No i te kostiumy i scenografia! Nie można oderwać od nich wzroku. Chyba żaden inny reżyser nie używa w swoich filmach aż tylu wyrazistych kolorów. Wychodząc z kina, ma się wrażenie, że naokoło wszystko jest potwornie szare.

Tak, to naprawdę coś wyjątkowego. Pamiętam pierwszy dzień produkcji. Weszłam na plan, który był domem mojej bohaterki, usiadłam na czerwonej kanapie i wszystko było takie wyraziste, almodóvarowskie. Kuchnia była cała żółta. Wszędzie leżały książki. Poczułam, jakbym zanurzyła się w jego stanie umysłu. Powiedziałam sobie: „Okej, to dzieje się naprawdę”. Na tym planie nie było ani jednej przypadkowej rzeczy. Ogromna w tym rola ekipy artystycznej ze scenografem Antxónem Gómezem i kostiumografem Paco Delgado na czele.

U Almodóvara życie i fikcja przeplatają się ze sobą na wiele sposobów. Jak bardzo są połączone, przekonałam się, gdy w weekend przed rozpoczęciem zdjęć Pedro zaprosił nas do siebie na wieś, na paellę. Ma tam mały domek. Kiedy dotarliśmy na miejsce, szukał akurat konkretnych brązowych zasłon. Później w oknie mojej bohaterki zauważyłam wiszące właśnie te zasłony. Jego dom jest tak naprawdę przedłużeniem planu zdjęciowego.

Czy nie kusiło cię, żeby zatrzymać któryś z kostiumów skomponowanych przez Paco Delgada?

Chciałam zachować dosłownie wszystko. Ale nie mogłam, nawet jednego elementu. Następnym razem zamieszczę to w kontrakcie. Zatrzymuję garderobę albo nie gram w filmie [śmiech].

Czy kino może być terapią? Bárbara Lennie o sile filmów

Mówiłyśmy, że sztuka może wyrządzać krzywdę, ale to przecież tylko jedna strona medalu. Jak w „Gorzkich świętach” zauważa Elsa: „Kino ma w sobie coś z przeczucia”.

Bardzo lubię to zdanie. Wierzę w zdolność kina do przeczuwania, przewidywania różnych zdarzeń i tendencji. Nie raz zdarzyło się, że sytuacje, które przeżywałam, grając różne postacie, po pewnym czasie ziszczały się w moim życiu. Magiczne. Z własnego doświadczenia mogę też powiedzieć, że kino ma olbrzymią moc terapeutyczną. Dzięki niemu byłam w stanie przepracować wiele własnych doświadczeń. Wznieść się na wyższy poziom zrozumienia.

Kino jako narzędzie psychoanalizy? Myślę, że Freud by się z tym zgodził.

Ale Pedro niekoniecznie. On nie przepada za psychoanalizą. Ja natomiast nie mogę sobie pozwolić, żeby jej nie lubić. Pochodzę z Argentyny, z Buenos Aires, a to jest centrum psychoanalizy.

Moja mama jest psychoanalitykiem, mój tata – lekarzem. Więc to ważna część mojego życia, mój fundament i ogromna pomoc w pracy. Zawsze wszystko analizuję. Albo dzwonię do mamy [śmiech].

Zwłaszcza przy tym projekcie, który był dla mnie tak olbrzymią szansą, a to wiązało się z ogromnymi pokładami stresu. Intensywność moich prywatnych uczuć mogła hamować doświadczanie roli. A u Pedra musiałam przecież pozbyć się hamulców, poddać się jeździe bez trzymanki. Bezgranicznie zaufać jemu i sobie.

Tilda Swinton i Julianne Moore zmieniły sposób pracy Almodóvara

Mam wrażenie, że także Almodóvar wiele uczy się od swoich aktorek, bohaterek.

Od razu mi się przypomina, jak kilka tygodni temu byłam w Biarritz z Tildą Swinton. Tildę zżerała ciekawość, jak wyglądały zdjęcia do „Gorzkich świąt”. Pytała mnie: „Jak było, jak było? Zdradź mi cokolwiek!”. Dla niej i Julianne Moore współpraca z Pedrem też była wyczerpująca. Doskonale zdają sobie sprawę, jak specyficzny jest to proces.

Wymieniłyście się doświadczeniami?

Oczywiście. Myślę, że wiele rzeczy uległo zmianie dopiero po filmie „W pokoju obok” [z 2024 roku – przyp. red.]. Czyli właśnie po Tildzie i Julianne. Szczególnie jeśli chodzi o sposób pracy przed zdjęciami. Teraz Pedro nie robi już tak wielu prób.

Wcześniej ekipa musiała żmudnie ćwiczyć, każdy dzień zdjęciowy, każdą sekwencję, bez końca. One się wtrąciły: „Pozwól nam spróbować samodzielnie! Wyjdziemy od tego i zobaczymy, co będzie dalej”. Wynegocjowały więcej wolności artystycznej.

Czyli pomogła kobieca interwencja! „Gorzkie święta” poruszają temat solidarności między kobietami i tego, jak to pojęcie zostało wypaczone. Bohaterki pozornie bardzo się wspierają, ale tak naprawdę ich relacje są transakcyjne. Pod ładną nazwą wsparcia i solidarności kryją się nieco inne intencje.

Niestety taką dwulicowość widzi się wszędzie. Przynajmniej jesteśmy jako publiczność tego świadomi, a to zawsze jakiś początek, bo przecież jeśli czegoś nie dostrzegasz, nie możesz tego zmienić. Dla mnie przyjaźń jest podstawą wszystkiego. Niedawno doszłam do wniosku, że to najważniejsza rzecz w moim życiu. Moja córka ma już trzy i pół roku i coraz częściej myślę o tym, że jest to wartość, którą należy przekazać swoim dzieciom. Bez kobiecej przyjaźni daleko nie zajdziemy.

Bárbara Lennie, rocznik 1984. Hiszpańska aktorka i producentka pochodzenia argentyńskiego i irlandzkiego. Otrzymała pięć nominacji do Nagród Goya. Do jej najbardziej cenionych ról należą te w filmach „Magical Girl”, „9 mil” i „Skóra, w której żyję”. „Gorzkie święta” można było niedawno oglądać w polskich kinach.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE