1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Rodzice
  4. >
  5. Wcale nie chodzi o dobre oceny. Ekspertka wskazuje 2 czynniki, które dają dziecku poczucie szczęścia w szkole

Wcale nie chodzi o dobre oceny. Ekspertka wskazuje 2 czynniki, które dają dziecku poczucie szczęścia w szkole

Fot. Mykola Romanovskyy/Getty Images
Fot. Mykola Romanovskyy/Getty Images
Szczęśliwy uczeń to nie ten, który ma zawsze łatwo, ale ten, który widzi sens tego, co robi, ma obok siebie życzliwych dorosłych i wierzy, że jego wysiłek prowadzi do zaplanowanego wcześniej celu – wyjaśnia prof. Ewa Domagała-Zyśk z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, współtwórczyni polskiej wersji Skali Dobrostanu Ucznia.

Spis treści:

  1. Dlaczego dzieci nie lubią szkoły? Ekspertka wyjaśnia
  2. Co daje dziecku poczucie szczęścia w szkole? Dwa czynniki
  3. „Dorosłym łatwo powiedzieć: „nie uczysz się dla mnie, uczysz się dla siebie”
  4. Co robić, gdy dziecko nie lubi chodzić do szkoły?
  5. Skala Dobrostanu Ucznia: trzy kluczowe wymiary
  • „Szkoła jest miejscem, w którym powinno być i miło, i trudno jednocześnie” – wyjaśnia prof. Ewa Domagała-Zyśk.
  • Ekspertka wyjaśnia również, dlaczego dzieci nie lubią szkoły i wskazuje dwa czynniki, które są im potrzebne do odczuwania szczęścia w czasie pobytu w szkole, nauki.
  • Zaznacza również, że nie brak trudności, a poczucie sensu i wspólnoty wpływają na dobrostan ucznia.
  • Prof. Ewa Domagała-Zyśk wskazuje także, co zrobić, by w szkole odnalazło się i dziecko mające trudności z nauką, i to które uczy się bardzo dobrze.

Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 04/2026.

Dlaczego dzieci nie lubią szkoły? Ekspertka wyjaśnia

Izabela Nowakowska-Teofilak: Myślę, że gdybym trzy dekady temu powiedziała w swojej szkole, że nie czuję się szczęśliwa, usłyszałabym zapewne, że „szkoła nie jest od uszczęśliwiania, tylko od nauczania”. Kiedy mój syn rozpoczął edukację, zaskoczyło mnie to, że wielu rodziców wciąż niesie w sobie takie przekonanie.

Ewa Domagała-Zyśk: Wydaje mi się, że powielanie takich przekonań wynika z błędnego rozumienia szczęścia.

Jeśli ktoś przez szczęście rozumie wyłącznie łatwość i brak wysiłku, to rzeczywiście szkoła nie jest miejscem, gdzie można tak rozumiane szczęście realizować. Ale jeśli szczęście rozumiemy jako poczucie sensu, sprawczości, rozwoju, relacji – to właśnie szkoła powinna je współtworzyć.

Prawdziwe szczęście i zadowolenie nie rodzi się z braku wymagań, lecz z pokonania trudności. Można powiedzieć paradoksalnie: szkoła powinna być miejscem, w którym jest i trudno, i miło jednocześnie. Dopiero wtedy uczeń ma szansę być naprawdę szczęśliwy.

Z badań przywołanych we wstępie do polskiego opracowania Skali Dobrostanu Ucznia wynika, że polscy uczniowie mają niższe poczucie zadowolenia z życia i przynależności do szkoły niż ich rówieśnicy w innych krajach OECD, skupiającej 38 rozwiniętych i demokratycznych państw. Z czego to może wynikać?

Myślę, że jednym z powodów jest skala napięć społecznych, które dziś przenikają nasze życie. Jesteśmy bardzo podzieleni, a dzieci przychodzą do szkoły nie tylko z plecakiem i zeszytami, ale też z tym, co słyszą w domu: z lękiem, frustracją, złością, napięciem, czasem agresją. Szkoła staje się soczewką skupiającą to wszystko, co dzieje się poza nią. Dlatego gdy słyszymy, że dzieci nie lubią chodzić do szkoły, nie powinniśmy od razu winić wyłącznie systemu czy nauczycieli.

Nie jest tak, że szkoła tworzy jakąś niesprzyjającą przestrzeń, w której szczęśliwe dzieci stają się nagle nieszczęśliwe. Szkoła to nie mury, ale osoby – uczniowie, nauczyciele, rodzice. Dlatego warto zapytać: Skąd te osoby do szkoły przychodzą? Jakie doświadczenia przynoszą ze sobą?

Jeśli w jednej klasie spotyka się dwadzieścia kilka osób niosących niepokój i napięcie, trudno oczekiwać, że szkoła automatycznie stanie się miejscem spokoju i radości.

Co daje dziecku poczucie szczęścia w szkole? Dwa czynniki

Współtworzyła pani Skalę Dobrostanu Ucznia. Co według niej jest kluczowe dla poczucia szczęścia w szkole?

Wskazałabym dwa czynniki. Pierwszy to relacje. Uczeń ma wysoki dobrostan wtedy, gdy czuje się częścią wspólnoty – gdy jest akceptowany, zauważany, gdy ma kontakt z rówieśnikami i z nauczycielem, który jest dla niego osobą znaczącą. Co ważne, te relacje nie muszą być zawsze łatwe i przyjemne. Osobą znaczącą może być również ktoś, z kim młodemu człowiekowi nie po drodze, bo ma inny styl zachowania, co innego lubi, inaczej się ubiera czy głośno zachowuje. Ważne, by dziecko widziało w takim człowieku wartość, miało świadomość, że nie jesteśmy tacy sami, ale musimy umieć się dogadać, przebywać ze sobą, nawet pomimo różnic.

Relacja to wysiłek, nie każda musi być pluszowa i cukierkowa. Konflikty, różnice zdań, napięcia są potrzebne, bo uczą kompetencji społecznych.

Dzieci potrzebują wyzwań w relacjach również dlatego, że pokonywanie trudności w pewnym sensie je wzmacnia, daje poczucie sprawczości, które jest ważnym składnikiem szczęścia. Dzisiaj obserwujemy często, że relacje interpersonalne (także na przykład małżeńskie) przerywane są przy pierwszym konflikcie. Wiele osób uważa, że nie ma potrzeby i umiejętności naprawiania relacji. Wiąże się to także z modelem nawiązywania relacji wirtualnych, gdzie z jednej strony można bezkarnie obrażać drugiego człowieka (hejtować), ale z drugiej – także szybko i całkowicie zerwać kontakt bez próby porozumienia (zbanować).

A drugi kluczowy czynnik dobrostanu ucznia?

Moim zdaniem to radość uczenia się. Dawniej w pedagogice dużo mówiono o lęku szkolnym – o tym, że dzieci boją się szkoły czy nauczycieli i nie są w stanie przyswajać wiedzy. Dlatego dziś stawiamy na coś odwrotnego, czyli przyjemność z uczenia się. Wiemy już, że tak zwane pozytywne emocje sprzyjają zdobywaniu wiedzy i umiejętności. Jeśli dziecko doświadcza satysfakcji z pokonania trudności, chce uczyć się dalej.

Ważne, by w szkole udało się stworzyć taką atmosferę, w której uczenie się jest pasjonujące i dobrze jest coś wiedzieć. To nie znaczy oczywiście, że ma być łatwo, bo prawdziwa radość pojawia się właśnie wtedy, gdy coś było trudne, a jednak udało się sprostać zadaniu.

Jeśli szkoła byłaby wyłącznie łatwa i komfortowa, szybko zabiłaby motywację i chęć zdobywania wiedzy. Dlatego rolą nauczyciela jest pokazanie uczniom, że uczenie się jest czymś radosnym, ciekawym i warto to robić nawet wtedy, kiedy jest trudno.

„Dorosłym łatwo powiedzieć: „nie uczysz się dla mnie, uczysz się dla siebie”

Ale pielęgnowanie takich przekonań to też chyba rola rodziców? Tylko jak wytłumaczyć dziecku, że nie uczy się dla ocen czy dla bliskich, ale dla siebie, by uwierzyło w te słowa, a z drugiej strony nie uznało, że skoro uczy się dla siebie, to może spocząć na laurach, bo aktualnie nie czuje wewnętrznej potrzeby zdobywania wiedzy?

Z badań, które przeprowadzałam wśród uczniów szkół podstawowych, wynika, że na tym etapie edukacji dzieci uczą się przede wszystkim dla kogoś. To mogą być rodzice lub dziadkowie, ulubiony nauczyciel albo inna osoba znacząca. I nie ma w tym nic złego, bo na tym etapie życia bardzo potrzebujemy uznania ze strony bliskich, lubimy przeglądać się w ich oczach.

Proszę sobie wyobrazić, że jako ośmio- czy trzynastolatka dostaje pani dobrą ocenę i nie ma się komu tym pochwalić. Dzielenie się radością z kimś, dla kogo to jest ważne, podbija rangę tego sukcesu również w naszych oczach i motywuje do dalszej nauki.

Dorosłym łatwo powiedzieć: „nie uczysz się dla mnie, uczysz się dla siebie”, ale zanim wypowiemy te słowa, warto się zastanowić, kiedy sami dorośliśmy do tej mądrości. Dziś wiemy, że jeśli w pracy zaczynamy się uczyć czegoś nowego, nie ma znaczenia, że robimy to na polecenie szefa, bo uczymy się dla siebie. Jednak uczniom na etapie szkoły podstawowej trudno wejść na taki poziom refleksji, bo wymaga to życiowego doświadczenia.

Atmosfera w domu ma więc bezpośredni wpływ na nastawienie dziecka do szkoły, dlatego warto ważyć słowa, bo jeśli dziecko słyszy, że rodzice nieustannie narzekają na nauczycieli, przestarzały system, przeładowane programy, to młody człowiek przejmuje tę narrację. Jeśli natomiast widzi, że uczenie się jest wartością, zaczyna je tak postrzegać i czerpie z tego radość.

Co robić, gdy dziecko nie lubi chodzić do szkoły?

A uczeń z trudnościami edukacyjnymi? Co możemy zrobić, by i on był szczęśliwy w szkole?

Przede wszystkim ważne jest to, żeby każdemu dać możliwość odczuwania sukcesu.

W psychologii mówimy, że aby być szczęśliwym, trzeba być sprawczym, czyli mieć poczucie, że coś ode mnie zależy. Każde dziecko musi mieć obszar, w którym czuje: „tu jestem dobry”.

Nie zawsze będzie to matematyka czy ortografia. Może to być sport, opieka nad zwierzętami, zdolności manualne, organizacyjne. Kluczem jest budowanie na mocnych stronach, nie na brakach, czyli nie chodzi o to, by wykupić jeszcze jedne korepetycje czy zajęcia wyrównawcze, tylko znaleźć coś takiego, co da dziecku poczucie, że jest sprawczy, coś mu wychodzi i sprawia radość, a jednocześnie jest dzięki temu widziane i doceniane przez rodziców czy nauczyciela.

Z pracy w szkole doskonale pamiętam dziewczynkę z mutyzmem, która praktycznie nic nie mówiła. Kiedy jednak pewnego dnia poprosiłam dzieci o to, by przyniosły zdjęcia swoich zwierzaków i coś o nich opowiedziały, ta milcząca dziewczynka nagle się otworzyła i podzieliła się z nami mnóstwem informacji o swoim ukochanym żółwiu. Czuła się pewnie w tym temacie, bo to było dla niej pasjonujące. Znalezienie mocnej strony takiego dziecka jest niesamowicie cenne, bo jeśli dziecko doświadcza sukcesu w jakiejś dziedzinie, rośnie jego wiara w siebie, a to przekłada się także na inne obszary życia szkolnego, również na poczucie szczęścia.

Wyobraźmy sobie jednak odwrotną sytuację: bardzo zdolnego ucznia, który mówi, że nie lubi szkoły, bo się w niej nudzi. Co zrobić, by poprawić jego dobrostan?

Zdolności intelektualne nie gwarantują dojrzałości emocjonalnej ani łatwości w relacjach. Zdarza się, że rówieśnicy nie akceptują zainteresowań takich uczniów czy ich sposobu bycia, nie rozumieją dowcipów, które opowiadają, i tego, jak spędzają czas po lekcjach. Dlatego takie dzieci najczęściej potrzebują wsparcia społecznego, wskazania jakiejś niszy, w której mogłyby się odnaleźć ze swoim talentem. Nie chodzi o to, by starając się dopasować do grupy, udawały mniej inteligentne, niż w istocie są, albo by pełniły funkcję zastępcy nauczyciela. „Kierownikiem” klasy zawsze powinien być dorosły, nie może on przekazywać tej funkcji żadnemu, choćby najzdolniejszemu dziecku. Trzeba znaleźć taką przestrzeń, gdzie z jednej strony intelektualne kompetencje ucznia będą rozwijane, a z drugiej – będzie się dobrze czuł również wśród rówieśników.

W jaki sposób?

Najlepiej sprawdza się model pracy, w którym uczeń najpierw sam rozwiązuje problem, a potem tłumaczy go innym. Wtedy rozwija zarówno kompetencje poznawcze, jak i społeczne.

Metodę tę stosuje z ogromnymi sukcesami między innymi prof. Ryszard Szubartowski, wybitny nauczyciel, wychowawca wielu zwycięzców Olimpiady Informatycznej, którego uczniowie pracują w Dolinie Krzemowej i tworzą sztuczną inteligencję. Zapytany, jak to robi, że młodzi ludzie, z którymi pracuje, osiągają tak niesamowite wyniki, powiedział, że podczas jego zajęć każdy najpierw dostaje indywidualne zadanie, które musi rozwiązać sam, a potem tłumaczy innym, jak to zrobił. Jego zdaniem uzdolnieni uczniowie nie mogą pracować wyłącznie z nauczycielem, muszą to robić z rówieśnikami. Dlaczego? Bo nauczyciela nie klepnie się spontanicznie w plecy, na zasadzie: „ale fajnie nam to wyszło!”.

Skala Dobrostanu Ucznia: trzy kluczowe wymiary

W książce „Personalistyczne integralne wychowanie dzieci w wieku szkolnym” wymienia pani komponenty psychologiczne sprzyjające poczuciu dobrostanu w szkole. Są wśród nich poczucie sprawczości, odporność, optymizm, ale również – co mnie zaskoczyło – nadzieja podstawowa. Czym jest ta ostatnia i jaką rolę odgrywa?

Daje perspektywę przyszłości. Nadzieja podstawowa to koncept psychologiczny, pod którym kryje się przekonanie, że świat jest sensowny, uporządkowany, dobry i przychylny dla mnie, że coś jeszcze przede mną, jakieś cele, zadania, możliwości. To ona sprawia, że wstajemy rano i działamy, między innymi idziemy do szkoły, żeby się czegoś nauczyć.

Uczeń, który nie widzi sensu szkoły ani przyszłości, traci motywację. Ale jeśli wierzy, że może go spotkać coś ciekawego, że coś osiągnie – pojawia się energia do działania.

Gdyby bardzo zdolny uczeń, o którym przed chwilą rozmawiałyśmy, nie miał takiej perspektywy, mógłby uznać, że chodzenie do szkoły jest bez sensu, bo i tak niczego nowego się tam już nie dowie, a i tak na koniec roku dostanie najlepsze oceny. Jeśli jednak nie traci nadziei na to, że każdego dnia może wydarzyć się coś ciekawego, że może wejść w nowe relacje czy role społeczne, zrobić coś wyjątkowego z rówieśnikami, to ta perspektywa będzie go napędzać.

W Skali Dobrostanu Ucznia wymienione są trzy kluczowe wymiary: emocjonalny, edukacyjny, społeczny. Czy w każdym z nich musi panować względna harmonia, żeby uczeń czuł się w szkole szczęśliwy?

Tak, rozwój dziecka jest całościowy – nie można troszczyć się wyłącznie o wyniki w nauce, ignorując emocje czy relacje. Nazywamy to wychowaniem integralnym lub wspieraniem integralnego rozwoju dziecka – zachęcam do zapoznania się z tym modelem w publikacji „Personalistyczne integralne wychowanie dzieci w wieku szkolnym”. Chodzi o to, aby każda z tych kluczowych sfer była objęta należytą troską. Można powiedzieć, że to właśnie przepis na szczęście nie tylko w szkole, lecz także poza nią.

Ewa Domagała-Zyśk – dr hab. nauk społecznych, prof. KUL, pedagog, kierownik Katedry Pedagogiki Specjalnej na KUL. Specjalizuje się zakresie personalistycznej pedagogiki integralnej, szczególnie w kontekście osób z niepełnosprawnościami i dodatkowymi potrzebami edukacyjnymi. Autorka ponad 230 publikacji naukowych

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE