1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. Marta Niedźwiecka: „Córeczka tatusia” brzmi słodko, ale to bardzo obciążająca relacja. Dlaczego tak jest?

Marta Niedźwiecka: „Córeczka tatusia” brzmi słodko, ale to bardzo obciążająca relacja. Dlaczego tak jest?

Fot. Magdalena Pankiewicz / Zwierciadlo.pl
Fot. Magdalena Pankiewicz / Zwierciadlo.pl
O roli matki w rozwoju dziewczynki, a później dorosłej kobiety sporo już powiedziano i napisano. Mamy to już „przepracowane”, a przynajmniej nazwane. Natomiast wpływ i znaczenie ojca to temat w ogóle niedotknięty. – Może dlatego coraz częściej wraca – zastanawia się Marta Niedźwiecka.

Spis treści:

  1. Nieobecny ojciec w „Wartości sentymentalnej”
  2. Relacja ojciec–córka: jaki ma wpływ na dorosłe życie kobiet?
  3. Marta Niedźwiecka: Wzajemny szacunek i partnerstwo rodziców wyposażają dziewczynkę w „gen Pippi”, czyli rodzaj życiowej odwagi
  4. Konsekwencje bycia „córeczką tatusia”
  5. Jak ojciec kształtuje obraz mężczyzn u córek?
  6. Typy ojców: nieobecny, dominujący, uwodzący
  • Marta Niedźwiecka zwraca uwagę, że ojciec jest dla dziewczynki „drzwiami do świata” – uczy ją relacji z innymi i pokazuje, czym jest męskość oraz samodzielność.
  • Psycholożka ostrzega jednak przed zjawiskiem „córeczki tatusia” – pozornie uprzywilejowanej relacji, która w rzeczywistości może prowadzić do emocjonalnego uwikłania i trudności w dorosłych związkach.
  • Ekspertka podkreśla, że brak wzajemnego szacunku, partnerstwa w relacji rodziców może sprawić, że córka zostanie „emocjonalnie wciągnięta w relację z ojcem”, co w przyszłości utrudni jej budowanie związków z mężczyznami.
  • Jak zaznacza Marta Niedźwiecka, męskość i sposób traktowania kobiet przez ojca stają się dla córki trwałym wzorcem – „to, jak ojciec traktuje kobiety, zostaje w dziecku na zawsze”.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 04/2026.

Nieobecny ojciec w „Wartości sentymentalnej”

Joanna Olekszyk: Długo szukałam pretekstu, by porozmawiać z tobą o córkach i ojcach, na szczęście do kin wszedł właśnie film Joachima Triera „Wartość sentymentalna”, który nas obie bardzo poruszył.

Marta Niedźwiecka: Poruszył, zachwycił, zaskoczył. Twórcom udało się uchwycić zarówno wpływ ojca jako postaci na życie córki, jak i wpływ jego braku. To historia mężczyzny, uznanego reżysera, który próbuje po latach nawiązać kontakt z dorosłymi już córkami. Zostawił je, kiedy były dorastającymi dziewczynami. I – warto to od razu dodać – jego powrót wcale ich nie uszczęśliwia.

Sądzisz, że jego intencją było nawiązanie kontaktu z córkami czy po prostu zrobienie kolejnego filmu?

Na początku rzeczywiście mamy do czynienia z klasycznym narcystycznym ojcem – to znaczy z klasycznym jego przedstawieniem jako osoby o niesłychanym talencie, skupionej na sobie i niezdolnej do wchodzenia w jakiekolwiek relacje. Taki ktoś raczej używa ludzi do tego, żeby zaspokajać swoje potrzeby i fantazje, niż buduje z innymi więź. Przez długi czas tak właśnie postrzegamy filmowego ojca – zagranego koncertowo przez Stellana Skarsgårda – aż do ostatnich scen, w których jednak zmieniamy o nim zdanie. To, co się wtedy wydarza, zmusza nas do zadania sobie pytania, czy robienie filmów nie jest aby jedynym sposobem, w jaki on potrafi nawiązywać relacje. Tak go wypaczyło samotne dzieciństwo z traumą wojny i śmiercią matki w tle. Nie umie tego inaczej dotknąć niż poprzez film, którego scenariusz przynosi córkom, by go zrozumiały. Nie jest więc typowym dupkiem, który pojawia się w życiu dorosłych dzieci tylko po to, by nie zostać samotnie na starość.

Relacja ojciec–córka: jaki ma wpływ na dorosłe życie kobiet?

Mogłybyśmy rozmawiać jeszcze bardzo długo o filmowym ojcu i córkach, ale postanowiłam, że użyję ich przykładu, by zapytać cię o charakterystykę i być może wyjątkowość relacji dorosłych córek z ich ojcami. Słyszałam taką opinię, że kobiety na terapię zwykle przychodzą z tematem matki i dopiero kiedy go przepracują, zaczynają dochodzić do prawdziwego problemu…

…jakim często okazuje się ojciec. Albo jego brak. Tak… Żeby porozmawiać o tym, co to robi z dorosłymi kobietami, musimy najpierw spojrzeć na małą czy też już dorastającą dziewczynę. I teraz ta dziewczyna może ojca mieć albo nie, bo matkę raczej zawsze mamy, a to wiele zmienia. Mam na myśli to, że matka – biologicznie i fizycznie – przeważnie przy nas jest. I jest bardzo długo. Co nie stanowi żadnej zasady w wypadku ojców.

Ojciec – biologiczny czy wcielający się w tę rolę – jest dla dziewczynki nośnikiem dwóch bardzo ważnych informacji o świecie. Pierwsza dotyczy tego, co to znaczy być mężczyzną, czyli osobą, która jest kompletnie inna niż ja i mama. Dla chłopca ojciec jest ważny z punktu widzenia identyfikacji z płcią, dla dziewczynki – z punktu opozycji, kontrastu do jej płci.

Druga informacja dotyczy samodzielności. Zadaniem ojca jest wyjęcie dziewczynki spoza dwójkowego układu, który tworzy z matką i który w mniej czy bardziej udanym zestrojeniu będzie zawsze realizacją wyobrażeń o kobiecości, o tym, co dziewczynkom wolno, a co nie. Psychoanaliza mówi, że ojciec to drzwi do świata, co w wypadku córki jest niezwykle ważne, bo uczy ją nie tyle tego, jak radzić sobie z samą sobą, ale jak radzić sobie z innymi.

Marta Niedźwiecka: Wzajemny szacunek i partnerstwo rodziców wyposażają dziewczynkę w „gen Pippi”, czyli rodzaj życiowej odwagi

Największym wyzwaniem rozwojowym jest odłączyć się od matki i zbliżyć się do ojca?

Z ojcem – z racji biologii – jesteśmy w pewnej separacji, oddaleniu, co nie znaczy, że nie możemy być w bliskości emocjonalnej. Jest jeszcze jedna przestrzeń, która dziecka, w tym wypadku dziewczynki, bezpośrednio nie dotyczy, ale która ma na nie wpływ – relacja matki z ojcem. Jeżeli ten związek jest w miarę stabilny, to dostarcza dziewczynce kolejnych informacji. O tym, jak rodzice się nawzajem traktują, kto co robi w domu, kto podejmuje ważne decyzje, kto wstaje do chorych dzieci w nocy, kto pamięta o imieninach.

Wzajemny szacunek i partnerstwo rodziców wyposażają dziewczynkę w „gen Pippi”, jak lubię go nazywać, czyli rodzaj odwagi życiowej. Przekonanie, że jej wolno, że może, że potrafi.

A taka moc jest dziewczynkom bardzo potrzebna. Tylko to jest wersja full wypas. Dziś zdarza się częściej, ale musimy pamiętać, że przez setki lat córki były dla ojców ciężarem…

Konsekwencje bycia „córeczką tatusia”

…i rozczarowaniem.

Kobiety to wiedziały, mężczyźni wiedzieli, w związku z tym wiedziały też dzieci – narodziny córki to coś, co się zdarza, jak nie wyjdzie syn. Dziecko płci żeńskiej nie było szóstką w Lotto, w związku z tym stosunek ojców do córek bywał bardzo brutalny i obcesowy. To, że od jakiegoś czasu się to zmienia i że możemy obserwować pozytywne skutki wychowania dzieci w pełnych, stabilnych i szczęśliwych rodzinach, z obecnymi i zaangażowanymi ojcami, jest czymś bardzo pozytywnym, ale nadal nieczęstym. Co nie oznacza, że jak ojciec w życiu córki jest i jest obecny, to już nic nie może pójść źle. Ależ oczywiście, że może.

Pierwszą rzeczą, jaka może pójść źle w tym trójkącie między mamą, tatą a córką, jest relacja między rodzicami. I jeżeli ona idzie kiepsko, to najczęściej któraś z córek albo jedyna córka staje się „córeczką tatusia”.

O ile kiedyś było to opowiadane bardzo neutralnymi słowami, wręcz idealizowane, bo to takie słodkie, że mężczyźni się trzęsą nad tymi swoimi dziewczynkami, o tyle dziś my – psychologowie czy psychoterapeuci – wiemy, że jest to bardzo niebezpieczna sytuacja. Czasami mówi się nawet o emocjonalnym uwiedzeniu – nie o nadużyciach seksualnych, tylko o tym, że mężczyzna, który nie ma równomiernej, zaangażowanej partnerskiej relacji z matką swoich córek, wlewa całą miłość, czułość i opiekuńczość w córki i czyni je swoimi powierniczkami, słoneczkami, no córeczkami tatusia, więżąc je w układzie, który, owszem, jest gratyfikujący, ale też nie powinien się wydarzyć.

Nie tak się wychowuje dzieci. One nie mogą być zastępstwem partnerki czy partnera. Nawet jeśli wydawałoby się to czymś pozytywnym i słodkim. Dziecko nigdy nie powinno usłyszeć: „Jesteś całym moim szczęściem”, bo to jest dla niego zbyt obciążające.

Bardzo pięknie o tym pisała psycholożka Marion Woodman, która sama była taką właśnie córeczką tatusia, pastora, szanowanego przez lokalną społeczność – żyje się wtedy, gloryfikując cały męski świat, jednocześnie często pogardzając tym kobiecym i marginalizując matkę.

Dziewczynka jest pozbawiona naturalnego modelowania na pozytywnym żeńskim przykładzie, bo jest zdecydowanie za blisko ojca i to on jest główną osobą wpływającą na jej wychowanie. Zachodzi tam wiele procesów, które sprawiają, że jako dorosła kobieta stawia przed sobą wymaganie jego wiecznego zadowalania. Świetnie widać to w innej fikcyjnej rodzinie, rodzinie Loganów z serialu „Sukcesja”, gdzie Shiv, jedyna córka, jest bardziej zawzięta, bezwzględna i brutalna niż jej obaj bracia razem wzięci. Ona najbardziej przypomina ojca, który zresztą wlewał w nią swoje wartości i przekonania, kształtując ją na swój wzór.

Bycie córeczką tatusia jest pozornie uprzywilejowaną pozycją, rozwojowo jest bardzo problematyczne dla kobiet, nie mówiąc o tym, że mogą żyć z kompletnie wyidealizowanym obrazem mężczyzny. Jak jestem noszona na rękach przez ojca, to nie widzę w nim wad, nie widzę wad w męskości jako takiej, nie widzę męskiej opresji wobec kobiet, często nie widzę też złego traktowania matki przez ojca, bo biorę jego stronę. Bardzo podobnie robi ta część dziewczynek, które były wychowane bez ojca, a jednocześnie w jego kulcie, na zasadzie: „Gdyby był z nami, gdyby żył, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej”.

Takie kobiety w dorosłym życiu częściej podporządkowują się męskim autorytetom?

Albo całe życie starają się zadowalać mężczyzn. Nie współpracują z kobietami, nie ufają im. Często są spragnione męskiej atencji – bo albo jej zabrakło, albo było jej tak dużo, że nie potrafią teraz inaczej.

Wróćmy do bohaterek filmu Triera. Co ciekawe, mimo że miały matkę psychoterapeutkę, mimo że są bardzo dojrzałe i bardzo roztropne – jedna z nich jest sparaliżowana strachem przed bliskością i pewnym rodzajem marazmu, a druga pozornie ułożyła sobie życie, ma rodzinę, pracę i względny spokój, ale jednocześnie nosi w sobie smutek, niespełnienie i rezygnację.

W obecności powracającego ojca ujawniają się ich strategie radzenia sobie w życiu. Młodsza Agnes stara się nie sprawiać kłopotu, łagodzić spory, przymilać się, tymczasem starsza Nora odcina się, odmawia kontaktu, ucieka. Sam ojciec młodszą traktuje jak słoneczko rodziny, a starszą uwodzi.

On generalnie uwodzi wszystkie kobiety wokół siebie. Przypomnij sobie, jak zachowuje się wobec młodej gwiazdy filmowej, którą mentalnie adoptuje jako trzecią córkę. Najpierw spędza z nią wieczór na plaży, polewając jej szampana, a potem wsadza ją do bryczki, wprawiając w osłupienie jej agenta, który biegnie za nią z butami i telefonem. On nie rozumie, co to znaczy być dla nich ojcem. Nie dociera do niego ten rodzaj specyficzności, jaka pojawia się w relacji dorosłego mężczyzny z dorosłą córką.

Na czym polega ta specyficzność?

Dobry ojciec musi przyjąć cały ciężar fantazji miłosnych swojej córki, pokazując jednocześnie, jak najlepiej powinno się traktować kobiety, bez nawet cienia fantazji o odwzajemnieniu tego typu dynamiki.

Czyli bierze na klatę te wszystkie: „tatusiu, jesteś najlepszy”, „jak będę duża, to wyjdę za ciebie za mąż”, oddając miłość, przywiązanie i opiekę, ale w żaden sposób nie wikłając córki w damsko-męską relację. Bo taka relacja jest zarezerwowana dla ich matki albo dla innej dorosłej kobiety. To jest bardzo ważne, ale dla niektórych zbyt trudne. Mam tu na myśli bardzo niedoinwestowanych emocjonalnie mężczyzn, niezajmujących się swoją psychiką, którzy – jak to określał Jung – lokują swoją animę w córce. Animę, czyli żeński element psychiki, z całą jego potrzebą piękna, dobra, miłości, więzi, sensualnych pobudzeń, zabawy.

To jest rodzaj emocjonalnego uwikłania, jakiego nie wolno fundować dziecku. Podobnie zachowują się niektóre matki wobec synów – i wtedy analogicznie mamy syneczka mamusi.

Chcesz powiedzieć, że dzieje się tak, kiedy dorośli ludzie nie dostają tego, czego potrzebują (zachwytu, uwagi, wspólnie spędzanego czasu, zaangażowania emocjonalnego) od partnera czy partnerki, więc biorą to od dziecka, które daje to w naturalny sposób.

Dziecko daje, bo jest zakochane w rodzicu nieustannie.

Co zatem powinien odpowiedzieć ojciec siedmioletniej córeczce, która mówi mu, że kiedyś zostanie jego żoną?

Że kocha ją najbardziej na świecie i że jest jego małą księżniczką, ale on już ma wspaniałą żonę, którą jest jej mamusia. I że kiedyś, jak dorośnie, ona też spotka kogoś, kogo pokocha tak, jak on kocha mamę, i będą żyli długo i szczęśliwie.

Jak ojciec kształtuje obraz mężczyzn u córek?

Nora średnio radzi sobie w relacjach – boi się bliskości, ma romans z żonatym kolegą. Korci, by na jej przykładzie powiedzieć, że trudność w relacji z własnym ojcem przekłada na innych mężczyzn.

Na szczęście w filmie jest to wystarczająco skomplikowanie pokazane, żeby powstrzymać nas od nakładania takiej kalki. Bo w pierwszym odruchu rzeczywiście myślimy: „W jej życiu zabrakło ojca, nic dziwnego, że nie umie się przywiązać do żadnego mężczyzny”, ale potem dowiadujemy się więcej o przeszłości jej rodziny, związanej z tragiczną historią babki, czyli matki ojca.

Widzimy, że kiedy ojciec mieszkał z córkami, wychowując je, na nieświadomym poziomie przekazywał im pewne postawy, bardzo unikowe i wynikające z jego wczesnodziecięcej traumy.

Rodzice mocno się kłócili, więc Nora, która była starsza i więcej rozumiała, mogła wyciągnąć taki wniosek, że związanie się z kimś jest bardzo ryzykowne i że lepiej być daleko. Sam fakt, że dziewczyna dostaje pod opiekę młodszą siostrę, sprawia, że dość wcześnie zostaje obarczona odpowiedzialnością za drugą osobę, za którą nie powinna czuć się odpowiedzialna. Być może dlatego teraz od takiej odpowiedzialności ucieka.

To się zaczyna robić wieloskładnikowe, jak to w życiu, i przestaje być proste na zasadzie: tata odszedł, więc ona też odchodzi ze związków. W końcu jej młodsza siostra Agnes, wychowana w tym samym domu, dzięki temu, że miała w niej oparcie, że Nora dawała jej poczucie bezpieczeństwa, potrafi tworzyć partnerski związek, mimo że ojciec przecież i ją zostawił.

W tym momencie warto wprowadzić wątek dziewczynki, która wychowała się bez ojca, a jego obraz został zdemonizowany przez mamę i babcię, uprawiające politykę pod tytułem „Mężczyźni są źródłem wszelkiego zła”. Ciężko jest wtedy wzrosnąć w bazowym zaufaniu do tego, że ta druga połowa ludzi na świecie jest nam w stanie coś pozytywnego zaoferować, że mogą się z niej rekrutować nasi koledzy, przyjaciele, partnerzy czy ojcowie naszych dzieci.

To jest sytuacja najtrudniejsza ze wszystkich, o których do tej pory mówiłyśmy, choć jednocześnie prostsza, bo ewidentna. Najbardziej zaplątane są córeczki tatusiów, bo u nich bardzo dużo dobrych i złych rzeczy miesza się w jednym garnku. Tu mamy brak i deficyt, który został obsłużony negatywnie. Przez jakiś czas możesz wypierać pragnienie posiadania dobrego ojca, natomiast jako dorosła kobieta będziesz zmuszona do konfrontacji z tym, że mężczyźni są jednak na tym świecie. Trzeba zacząć ich urealniać – niektórzy będą rzeczywiście źli, ale inni już fajni, a jeszcze inni bardzo fajni. Przy jednych możesz poczuć się bezpiecznie, mimo że nie masz żadnych danych na ten temat.

Nie chcę tu obwiniać kobiet, matek czy babek, bo samotne wychowywanie dziecka jest arcytrudne i nie sposób zapewnić mu wszystkiego, ale rzeczywiście dla równowagi emocjonalnej najlepiej jest mieć adekwatnego ojca.

I to może być ojciec zastępczy, nie musi być nawet partnerem mamy, ale jej ojcem, bratem czy też nauczycielem w szkole?

Dobrze, żeby to była jednak osoba z rodziny, bo mamy do niej naturalny dostęp. Nauczyciele czy trenerzy są w stanie zastąpić pewne modele, ale ostatecznie z naszego życia jednak znikają. Chodzi o kogoś, kto stale wnosiłby w życie dziewczynki tę odmienność.

Męskość to jest inny rodzaj życia, przeżywania swojej psychiki, dawania sobie rady w świecie – i to też trzeba dziewczynkom pokazywać.

Na zewnątrz czeka ich jednak patriarchalne społeczeństwo, które definiuje role kobiety i mężczyzny wprawdzie mniej arbitralnie niż 100 lat temu, ale nadal w taki sposób, że jeśli nie jest to oswojone przez realnego ojca, ojczyma czy inny męski role model i nie są dziewczynce podane narzędzia, jak dawać sobie radę z męską opresją czy dominacją, jak osiągać swoje cele w sposób zgodny, dobry dla niej i nienadużywający – to będzie jej trudno, bo będzie miała sporo do nadrobienia.

Filmowe siostry są bardzo dojrzałe i gotowe do życia, choć nieidealne i niepozbawione śladów i ran po braku ojca. Na pewno jednak potrafią dźwigać rzeczywistość bez mężczyzny, a niestety wiele kobiet, które wyrosły w specyficznych deficytach emocjonalnych – na przykład z ojcami nieobecnymi, pijącymi, nieżywymi czy biernymi – tego nie umie.

Typy ojców: nieobecny, dominujący, uwodzący

Psychoterapeutka Maureen Murdock w książce „Córki ojców. Zrywanie splątanych więzi” wyróżnia osiem najczęstszych typów ojców: wystarczająco dobry, nieobecny, rozpieszczający, dominujący, bierny, uzależniony, idealizujący i uwodzący. O większości z nich już powiedziałyśmy, może najmniej o dominującym.

Trochę o nim już wspomniałam, to ojciec żyjący według dawnego schematu, w którym dziewczynka jest kłopotem, trzeba ją więc okiełznać. Mamy tam sporo żołnierskiego drylu, dużą nieufność, opresyjny stosunek do ciała i seksualności, niezbyt duże zaufanie do talentów czy jakichkolwiek kompetencji dziewczynki. Często jest to jeszcze podbite mocno konserwatywnym światopoglądem, który przewiduje dla kobiety wyłącznie rolę żony i matki.

Córka wobec takiego ojca może się albo zbuntować, albo starać się go głupio zadowolić, głupio, bo to nigdy nie będzie możliwe.

Często w córkach takich ojców budują się zachowania buntownicze, bo jeżeli ojciec uosabia patriarchat, to ja zacznę na przykład pić, ćpać albo przynajmniej zostanę weganką, skoro on jest myśliwym. Tylko kiedy dziecko buduje siebie na pełnej opozycji, to się nie rozwija.

Ojcowie nieobecni też są niebezpieczni, ale w inny sposób, poprzez niedostarczanie modelu. Trudno się pracuje potem dorosłej osobie z myślą: „Przecież ojciec nic złego nie zrobił”. Nie zrobił, bo nie wziął odpowiedzialności. „Był bierny, ale przynajmniej nieuzależniony, jak ojciec koleżanki, który ją bił i pił, więc nie mam co narzekać” – pocieszamy się, ale to jest pułapka.

Czy w „Wartości sentymentalnej” jest coś, co przypomniało ci twoją relację z tatą? Dla mnie to była ostatnia scena. Ojciec i córka stoją blisko siebie, przed chwilą przeżyli coś ważnego, wyczuwa się, że chcieliby się jakoś dotknąć, przytulić, ale tego nie robią.

Z pewnością cechą wspólną byłaby tu pewna trudność w rozmawianiu o emocjach, ale to jest raczej generacyjne. Mój ojciec wychodził z założenia, że zdrowy organizm działa, nie myśli. Emocje? Osad na rzeczywistości, który trzeba ciągle sprzątać.

Chociaż jak się głębiej zastanowię, to dość znajomo wygląda scena, w której ojciec daje córce scenariusz filmu z informacją, że jest tam rola dla niej, na co ona odpowiada: „Nie, dziękuję, nie będę z tobą pracować”. Widzimy na jego twarzy autentyczną konsternację – przecież on to wymyślił, jest to nie tylko genialne, ale wprost zbawienne dla jej kariery, przestanie wreszcie grać w tych badziewiach, w których gra.

Oczywiście, że ta rola byłaby dla niej przełomowa, ale tu nie o to chodzi – on jej nie widzi jako podmiotu. Jednym zdaniem gorąco zachęcamy, by ludzie ruszyli do kin na ten film, a potem pogadali sobie o nim z siostrą, bratem, może nawet z tatą, jak będzie miał na to ochotę.

Marta Niedźwiecka – certyfikowana sex coach i psycholożka. Autorka podcastów i książek „O zmierzchu” (właśnie ukazał się trzeci tom). „Niezbędnika nowoczesnej dziewczyny” można też słuchać jako podcastu.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE