1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Rodzice
  4. >
  5. Co powiedzieć nastolatkowi przed pierwszym samodzielnym wyjazdem? Psycholożka wskazuje słowa ważniejsze niż „Baw się dobrze”

Co powiedzieć nastolatkowi przed pierwszym samodzielnym wyjazdem? Psycholożka wskazuje słowa ważniejsze niż „Baw się dobrze”

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Kadr z filmu „Ludzie, których spotykamy na wakacjach”. (Fot. materiały prasowe Netflix)
Kadr z filmu „Ludzie, których spotykamy na wakacjach”. (Fot. materiały prasowe Netflix)

Odsłuchaj artykuł

Izabela Nowakowska-Teofilak - Co powiedzieć nastolatkowi przed pierwszym samodzielnym wyjazdem? Psycholożka wskazuje słowa ważniejsze niż „Baw się dobrze”

00:00 18:20
15s
0,5 x
15s
Pierwsza samodzielna podróż często uczy, że świat potrafi zaskakiwać, ale też że mamy w sobie więcej odwagi i siły, niż przypuszczaliśmy. O tym, jak przygotować młodego człowieka do takiej przygody, nie strasząc i nie moralizując, opowiada psycholożka Justyna Żukowska-Gołębiewska.

Spis treści:

  1. Pierwszy samodzielny wyjazd dziecka – sprawdzian samodzielności i relacji z rodzicami
  2. Tęsknota za domem a dojrzewanie. Dlaczego bezpieczna więź z rodzicami jest tak ważna?
  3. Jak przygotować nastolatka do samodzielnego wyjazdu? Psycholożka radzi, co powiedzieć
  4. Czego młodzi ludzie uczą się podczas pierwszych podróży bez rodziców?
  5. Pierwsza samodzielna podróż jako krok w dorosłość

  • Pierwszy samodzielny wyjazd dziecka to sprawdzian nie tylko dla niego, lecz także dla rodziców i relacji, którą wspólnie zbudowali.
  • Dlaczego nadmierna kontrola może utrudniać młodemu człowiekowi radzenie sobie z trudnościami?
  • „Największym czynnikiem ochronnym nie jest więc nieustanna obecność dorosłego, lecz bezpieczna więź” – wyjaśnia psycholożka Justyna Żukowska-Gołębiewska.
  • Co powiedzieć nastolatkowi przed wyjazdem? Ekspertka wskazuje jedno szczególnie ważne zdanie: „Cokolwiek się stanie, wróć do domu”.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 10/2026. Tekst powstał w ramach cyklu „MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym”

Pierwszy samodzielny wyjazd dziecka – sprawdzian samodzielności i relacji z rodzicami

Izabela Nowakowska-Teofilak: Czy pierwszą samodzielną podróż można uznać za jeden z rytuałów przejścia w dorosłość?

Justyna Żukowska-Gołębiewska: Powiedziałabym raczej, że to swoisty egzamin przed dorosłością. Pokazuje, co wydarzyło się wcześniej w procesie wychowania.

Jest sprawdzianem tego, czy młody człowiek potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji, jak reaguje na nieznane miejsce, nowych ludzi i niespodziewane trudności oraz czy umie poradzić sobie bez dorosłego, który natychmiast rozwiąże każdy problem. To właśnie wtedy widać, na ile miał wcześniej przestrzeń do budowania autonomii.

Jeśli był wychowywany w bardzo kontrolującym modelu, zwanym helikopterowym, początkowo może reagować silnym lękiem przed samodzielnością. Jednak gdy poczuje, że wreszcie ma pełną swobodę, często przechodzi do drugiej skrajności – zaczyna eksperymentować nierozwojowo. Dlaczego tak się dzieje? Bo wcześniej nie miał możliwości bezpiecznego sprawdzania własnych granic. A ponieważ wie, że po powrocie do domu znów znajdzie się pod większą kontrolą, chce wykorzystać chwilową wolność do maksimum. Takie zachowanie nie jest przejawem braku odpowiedzialności, jak często sądzimy, świadczy raczej o tym, że autonomia nie była rozwijana stopniowo w zdrowy sposób.

Pierwszy samodzielny wyjazd jest więc testem dla młodego człowieka, dla jego rodziców i dla relacji, którą wspólnie zbudowali.

Jedni przed pierwszym samodzielnym wyjazdem odczuwają przede wszystkim ekscytację i radość, a inni – paraliżujący strach. Z czego mogą wynikać tak różne reakcje?

Dziś wielu dorosłych bardzo stara się chronić dzieci przed wszystkim, co mogłoby wywołać trudne emocje, często mylimy rozwojowy dyskomfort z krzywdą.

Tymczasem frustracja, niepowodzenia, porażki, konieczność czekania czy mierzenia się z nowymi wyzwaniami są naturalnymi elementami dorastania.

Dzięki nim dziecko nabywa odporności psychicznej. Jeśli przez lata ktoś usuwa z jego drogi wszystkie przeszkody, świat poza domem może okazać się przytłaczający. Nagle nie ma nikogo, kto rozwiąże problem, pocieszy przy każdej trudności albo zadba o to, by wszystko przebiegało zgodnie z oczekiwaniami. A wtedy nawet drobne niepowodzenie może wydawać się ogromnym kryzysem.

Pierwszy wyjazd wymaga także umiejętności radzenia sobie z ambiwalentnymi emocjami. Nagle odkrywamy, że można jednocześnie tęsknić za domem i cieszyć się z nowych przygód. Można być rozczarowanym, że nie trafiło się do pokoju z najlepszym kolegą, a jednocześnie nie móc doczekać się atrakcji, które czekają na miejscu. Dojrzałość emocjonalna polega na tym, by umieć pomieścić takie sprzeczne uczucia.

Jeśli dziecko nie ma okazji uczyć się przeżywania frustracji, smutku czy złości, ponieważ za każdym razem ktoś próbuje natychmiast naprawić sytuację lub odwrócić jego uwagę od trudnych emocji, może nie rozwinąć umiejętności samoregulacji.

Wówczas perspektywa pierwszego samodzielnego wyjazdu staje się źródłem silnego lęku. Pojawiają się myśli: „A co będzie, jeśli się rozpłaczę? Jeśli ktoś mnie zdenerwuje albo wydarzy się coś trudnego? Kto mi wtedy pomoże, skoro nie będzie obok mamy ani taty?”. Gdy młody człowiek nie wierzy we własną sprawczość i zdolność do poradzenia sobie z emocjami, obawa przed wyjazdem staje się znacznie większa.

Ogromne znaczenie mają również wcześniejsze doświadczenia związane z rozłąką. Samodzielności nie buduje się z dnia na dzień. To proces, który powinien przebiegać stopniowo. Najpierw dziecko zostaje z dziadkami na kilka godzin, później spędza u nich noc, wyjeżdża z bliskimi na weekend, nocuje u kolegów, jedzie na zieloną szkołę, a dopiero potem na dłuższe kolonie czy obóz. Każde z tych doświadczeń wzmacnia poczucie: „Poradziłem sobie. Rozłąka bywa trudna, ale bezpieczna”. Jeśli jednak takich doświadczeń zabrakło albo separacja następowała zbyt gwałtownie i wiązała się z silnym stresem, dziecko może zapamiętać samodzielne wyjazdy jako coś zagrażającego. Wówczas strach przed kolejną podróżą będzie znacznie większy, nawet jeśli obiektywnie nie ma powodów do obaw.

Tęsknota za domem a dojrzewanie. Dlaczego bezpieczna więź z rodzicami jest tak ważna?

Przeżycie tęsknoty za bliskimi to niezbędny element dojrzewania i uczenia się niezależności?

W psychologii rozwojowej mówi się, że jednym z najważniejszych zadań okresu dorastania jest stopniowe uniezależnianie się od rodziców – od ich aprobaty, wsparcia czy regulowania naszych emocji. Dzięki takiej stopniowej separacji może się rozwijać autonomia. Badania pokazują, że proces ten zaczyna się od porzucania dziecięcego, wyidealizowanego obrazu rodziców.

Nastolatek odkrywa, że mama i tata nie są nieomylni, że ich pomysły nie zawsze są najlepsze i mogą budzić sprzeciw. Stąd bunt, trzaskanie drzwiami czy zamykanie się we własnym pokoju. I choć każda taka chwila oddalenia wiąże się z lękiem przed utratą więzi, młody człowiek sprawdza w ten sposób, czy relacja z najbliższymi przetrwa złość, konflikt i różnicę zdań.

Jeśli doświadcza, że mimo kłótni więź pozostaje bezpieczna, uczy się czegoś bardzo ważnego – że można się oddalić, a potem wrócić. Dzięki temu późniejsza tęsknota podczas pierwszego wyjazdu nie jest już czymś nie do przeżycia. Owszem, nadal boli, ale staje się emocją, z którą można sobie poradzić, bo młody człowiek ma w sobie doświadczenie, że rozłąka nie oznacza utraty miłości ani odrzucenia. Największym czynnikiem ochronnym nie jest więc nieustanna obecność dorosłego, lecz bezpieczna więź.

Jak przygotować nastolatka do samodzielnego wyjazdu? Psycholożka radzi, co powiedzieć

Jak rozmawiać z młodym człowiekiem o trudnościach i zagrożeniach, które mogą pojawić się podczas samodzielnej podróży, żeby nie zamienić takiej rozmowy w moralizatorski wykład, listę zakazów i nakazów ani katalog najczarniejszych scenariuszy?

Wielu rodziców ma potrzebę odbycia takiej rozmowy, bo nawet jeśli ufamy własnemu dziecku, to nie ufamy światu. I słusznie, bo jedno jest pewne: wcześniej czy później nasze dzieci będą w niebezpieczeństwie i w dużej mierze to od dorosłych zależy, jak wyjdą z tej opresji. Jednak w moim odczuciu takie pogadanki tuż przed wyjazdem nie mają większego sensu.

Nie da się w ciągu godziny wyposażyć młodego człowieka we wszystkie umiejętności potrzebne do poradzenia sobie w nowych i nieprzewidywalnych sytuacjach. To efekt całego procesu wychowania, który trwa latami.

Jeśli jednak mamy poczucie, że czegoś zabrakło – dziecko nie miało okazji obserwować, jak dorośli radzą sobie z trudnościami, albo nie miało szans stopniowo oswajać się z dyskomfortem i rozwiązywać własnych problemów – warto przed podróżą powiedzieć mu prawdę, czyli, że zapewne będzie fantastycznie, bo tak mówi rachunek prawdopodobieństwa, ale mogą zdarzyć się sytuacje nieprzewidywalne, których nie da się wcześniej przećwiczyć. A jeśli wydarzy się coś, z czym młody człowiek nie będzie potrafił sobie poradzić, powinien poprosić o pomoc, zadzwonić do rodziców, opiekuna wyjazdu albo zwrócić się do zaufanej osoby dorosłej, która jest w pobliżu. Nie musi radzić sobie ze wszystkim samotnie.

Co zatem powiedzieć młodemu człowiekowi, który stoi przed nami z plecakiem na ramieniu? „Baw się dobrze”?

Niezwykle ważne jest to, by młody człowiek usłyszał: „Cokolwiek się stanie, wróć do domu”. To hasło pojawiło się w kampanii prowadzonej przez państwa Dymińskich po zaginięciu ich syna Krzysztofa. Wiele młodych osób nie wraca do domu ze strachu lub wstydu. Zdarza się, że podczas samodzielnego wyjazdu nastolatek popełni błąd, narozrabia albo znajdzie się w sytuacji, z której nie potrafi sam wybrnąć, a wtedy pojawia się poczucie winy i lęk przed tym, co usłyszy od bliskich. Im dłużej zwleka z powrotem, tym trudniej mu zrobić ten pierwszy krok. Dlatego tak ważne jest, aby miał pewność, że niezależnie od tego, co się wydarzy, zawsze może wrócić do domu i poprosić o pomoc, że bezpieczeństwo i relacja są ważniejsze niż złość czy rozczarowanie.

To też chcieliśmy osiągnąć przygotowując bezpłatne scenariusze do szkół w ramach programu profilaktycznego MŁODE GŁOWY. „Plan awaryjny” opiera się na sytuacjach dobrze znanych młodym ludziom, np. gdy znajomy chce prowadzić po alkoholu, ktoś gubi telefon czy znika podczas wydarzenia. Pomaga podejmować decyzje pod presją, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli.

W mediach społecznościowych podróże najczęściej wyglądają jak niekończąca się przygoda – pełna pięknych widoków, zachwytów i samych pozytywnych emocji. A przecież kradzież portfela, zgubione dokumenty, choroba czy inne nieprzewidziane sytuacje mogą przydarzyć się każdemu.

Mam wrażenie, że to nie dzieci żyją instagramową wizją idealnych wakacji, ale ich rodzice. Organizując rodzinny wyjazd, często chcemy zmieścić jak najwięcej atrakcji w jak najkrótszym czasie. Każda godzina jest rozpisana, a wszystko ma przebiegać zgodnie z wcześniej ustalonym harmonogramem. Pytanie brzmi: co dzieje się, gdy ten scenariusz się rozsypuje?

Dziecko zachoruje, zaczyna się nudzić, jest zmęczone albo okazuje się, że pogoda uniemożliwia realizację zaplanowanych atrakcji. Jak wtedy reagują dorośli? Czy potrafią elastycznie dostosować się do sytuacji, czy wpadają w złość i frustrację, a jeśli tak, to jak sobie z nimi radzą? Z takich momentów dzieci uczą się najwięcej.

Podróż jest też świetną okazją do uczenia współpracy. Warto wspólnie planować, rozmawiać o zmianach i szukać rozwiązań, kiedy coś idzie nie tak, jak powinno. A jeśli okaże się, że z powodu awarii nie uda się pójść do wymarzonego aquaparku, nie musimy w ramach pocieszenia natychmiast organizować kolejnej atrakcji dla dziecka. Możemy po prostu pozwolić mu się rozczarować. Powiedzieć: „Rozumiem, że jest ci przykro, bo miałeś na to ochotę, ale takie sytuacje po prostu się zdarzają”. To bardzo cenna lekcja. Dziecko doświadcza wtedy, że smutek czy rozczarowanie są naturalne, że można je przeżyć i że nie trzeba ich natychmiast zagłuszać kolejnymi bodźcami.

Czego młodzi ludzie uczą się podczas pierwszych podróży bez rodziców?

Mówi się często, że podróże są formą inwestycji w rozwój osobisty. Jakie kompetencje najczęściej wynosimy z tych pierwszych samodzielnych, dalekich wyjazdów?

Pamiętajmy, że dziecko nie wyjeżdża po raz pierwszy samodzielnie jako czysta karta. Nie zaczyna od zera. Wszystkie wcześniejsze wspólne podróże, wakacje, wyjazdy na zielone szkoły czy kolonie już wcześniej budują określone kompetencje – umiejętność odnajdywania się w nowych miejscach, adaptowania do nowych sytuacji i nawiązywania kontaktu z nowymi osobami.

Jedną z najważniejszych wartości samodzielnych wyjazdów jest zdrowa, fizyczna separacja od dorosłych. To doświadczenie zmienia wewnętrzne poczucie zależności. Taki wyjazd jest więc nie tylko podróżą w nowe miejsce, ale także podróżą w głąb siebie.

Młody człowiek dowiaduje się bardzo wielu rzeczy o swoich możliwościach, granicach i umiejętnościach. Bywa, że dziecko wraca i nagle oznajmia: „Od teraz lubię marchewkę i groszek”, choć wcześniej nigdy nie chciało ich spróbować. Albo wraca zachwycone tym, że nauczyło się samodzielnie ścielić łóżko, rozpalać ognisko czy radzić sobie w lesie.

Wielu podróżników mówi, że po powrocie z ważnej podróży nie są już tą samą osobą.

I tak jest, ponieważ samodzielne wyjazdy często zmieniają nasz sposób myślenia – zarówno o sobie, jak i o świecie. A młodym ludziom przede wszystkim dają możliwość sprawdzenia własnych kompetencji w zupełnie nowych warunkach. To doświadczenie, którego nie da się w pełni zastąpić żadną rozmową ani przygotowaniem teoretycznym.

Kiedy jesteśmy blisko, nie zawsze potrafimy spojrzeć obiektywnie. Wydaje nam się, że pozwalamy dziecku działać samodzielnie, ale w praktyce często jesteśmy gotowi wkroczyć, podpowiedzieć, rozwiązać problem czy ochronić przed trudnością.

Wyjazd bez rodziców daje więc młodemu człowiekowi przestrzeń, której nie da się stworzyć w pełni w obecności najbliższych. Warto też pamiętać, że dziecko podczas takiej podróży nie zostaje całkowicie samo. Nadal są wokół niego inni dorośli – opiekunowie, nauczyciele, instruktorzy czy pozostali uczestnicy wyjazdu.

Czasami rodzice są zaskoczeni tym, jak bardzo dziecko zmieniło się po pobycie poza domem. Przychodzą i mówią: „Przez lata próbowałam mu wpoić określone wartości, a on po dwóch tygodniach pobytu na kolonii z kolegami, oznajmia, że odchodzi z Kościoła”. I to nie jest kwestia tego, że ktoś „przejął” nasze dziecko albo wywarł na nie jakiś magiczny wpływ. To jest przede wszystkim moment, w którym młody człowiek po raz pierwszy ma okazję oderwać się od jednego świata wartości i zobaczyć, że istnieją także inne perspektywy. Co nie oznacza, że automatycznie przyjmie wszystko, czego doświadczy, i wprowadzi to w życie. Wręcz przeciwnie – dzięki poznawaniu różnych perspektyw nauczy się samodzielnego myślenia.

Wiele zależy od tego, jak my, dorośli, na to zareagujemy. Jeśli dziecko wraca i mówi: „Poznałem rodzinę, w której podział obowiązków wygląda inaczej niż u nas”, możemy odpowiedzieć: „Tak, są ludzie, którzy wybierają taki sposób życia. W naszej rodzinie przyjęliśmy inne reguły, bo z jakiegoś powodu są dla nas ważne. Ty jednak z czasem będziesz sam decydować, jakie zasady chcesz przyjąć w swoim dorosłym życiu”. Najważniejsze jest, żeby nie traktować każdej różnicy jako zagrożenia.

Problem pojawia się wtedy, gdy młody człowiek widzi wyłącznie atrakcyjną część innego świata, może wtedy zachwycić się samą wolnością, ale nie zauważyć, że wiąże się ona również z odpowiedzialnością. Dlatego zadaniem dorosłych nie jest zamykanie dziecka przed innymi wpływami, ale uczenie go świadomego wyboru. Pokazywanie, że ludzie mogą żyć różnie, że można mieć inne poglądy, ale jednocześnie każda decyzja niesie ze sobą określone konsekwencje.

Pierwsza samodzielna podróż jako krok w dorosłość

Czy w czasach, gdy najodleglejsze zakątki świata są na wyciągnięcie ręki, a bariery językowe rzadziej stanowią przeszkodę, pierwsze samodzielne dalekie podróże nadal są dla młodych ludzi tak przełomowym doświadczeniem, jakim były dla wcześniejszych pokoleń?

Dla wielu osób z pokolenia X czy milenialsów wyjazd za granicę był ogromnym wydarzeniem, bo często był to pierwszy kontakt z innym krajem, kulturą i językiem. Mało kto miał wtedy okazję podróżować po świecie, dlatego pierwsza podróż do Bułgarii, Włoch czy Wielkiej Brytanii była doświadczeniem niemal przełomowym. Dla współczesnych młodych ludzi to może już nie mieć takiego wymiaru, bo podróżowanie stało się bardziej dostępne, ale przełomowe może być coś innego – pierwszy wyjazd na inny kontynent, do miejsca, które wcześniej wydawało się odległym marzeniem.

Coraz częściej młodzi ludzie podkreślają też znaczenie pierwszej podróży sfinansowanej z własnych środków. Dla wielu 20-latków jest to symboliczny moment wejścia w dorosłość – nie tylko dlatego, że sami zarobili na wyjazd, ale też dlatego, że sami od początku do końca go zaplanowali.

Nie jest to już wyprawa organizowana według pomysłu rodziców, ale ich własne doświadczenie. Każde pokolenie ma swoje pierwsze razy, zmienia się jedynie kontekst.

Justyna Żukowska-Gołębiewska, psycholożka, psychotraumatolożka, główna koordynatorka programu profilaktycznego MŁODE GŁOWY. Autorka książki „Dla dobra dziecka”.

„MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” to projekt edukacyjny Fundacji UNAWEZA Martyny Wojciechowskiej. Skierowany jest do młodych osób, ich rodziców i nauczycieli. Bezpłatny program profilaktyczny realizowany w ramach projektu obejmuje zasięgiem już ponad milion osób w całej Polsce. Obecnie działania koncentrują się na edukacji w zakresie Pierwszej Pomocy dla Zdrowia Psychicznego. Więcej informacji: helppp.pl oraz mlodeglowy.pl.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE