Dlaczego „zetki” doświadczają tylu problemów ze zdrowiem psychicznym? Psycholog społeczny Jonathan Haidt stawia tezę, że przyczyna tkwi w zmianie sposobu przeżywania dzieciństwa, wynikającej z połączenia rozwoju technologii, przede wszystkim mediów społecznościowych, z nadmierną ochroną i kontrolą sprawowaną przez rodziców w świecie realnym. Na czym to polega i co możemy z tym zrobić?
- Jonathan Haidt, autor książki „Niespokojne pokolenie” wskazuje, co spowodowało epidemię chorób psychicznych wśród pokolenia Z.
- Jak wyjaśnia psycholog, przyczyna pojawiła się jeszcze przed erą mediów społecznościowych. Ekspert wymienia dwa najważniejsze powody: sejftyzm oraz rodzicielstwo helikopterowe.
- Rodzicielstwo helikopterowe to system przekonań, z którego wynika, że najważniejsze w wychowaniu dziecka jest zapewnienie mu bezpieczeństwa, ochrona przed dyskomfortem.
- Jak jednak dodaje Jonathan Haidt, dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje też negatywnych doświadczeń, spotkania na swojej drodze przeszkód.
- Jak więc zadbać o bezpieczny rozwój dziecka, także ten wolny od mediów społecznościowych? Psycholog wskazuje 3 sposoby.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 03/2026.
Za narastający kryzys zdrowia psychicznego pokolenia Z – objawiający się wzrostem wskaźników dotyczących zaburzeń lękowych i odżywiania, depresji, samookaleczeń oraz prób samobójczych – przywykliśmy już składać winę na media społecznościowe. Jednakże według Jonathana Haidta, psychologa społecznego z Uniwersytetu w Nowym Jorku, rewolucja kulturowa w przeżywaniu dzieciństwa rozpoczęła się jeszcze przed upowszechnieniem Internetu i przeniesieniem aktywności społecznej do przestrzeni online.
W swojej książce „Niespokojne pokolenie” wskazuje, że jej przyczyną jest rozpowszechnienie tak zwanego sejfetyzmu – systemu przekonań, w którym bezpieczeństwo jest najwyższą wartością. To on jest źródłem nieustannych wysiłków dorosłych, służących eliminowaniu wszelkiego dyskomfortu, nieprzyjemnych emocji czy ryzyka fizycznego.
Jednym z przejawów sejfetyzmu jest rodzicielstwo helikopterowe (helicopter parenting), czyli nadmierna kontrola i zaangażowanie rodziców, którzy „krążą” nad dzieckiem, by chronić je przed wszelkiego rodzaju ryzykiem i stresem. Wychowane w ten sposób dzieci odbierają dyskomfort jako zagrożenie, a nie integralny element życia. Tymczasem, jak zauważa Haidt, nadmierna ochrona osłabia, zamiast wzmacniać – ogranicza samodzielność i poczucie sprawczości, zwiększając lęk i zależność.
Psycholog argumentuje, że z ewolucyjnego punktu widzenia negatywne doświadczenia są dziecku niezbędne. Musi napotykać na swojej drodze przeszkody, aby określać własne ograniczenia i uczyć się radzenia sobie z trudnościami fizycznymi, emocjonalnymi oraz społecznymi.
Aby zilustrować, jak nadmierna ochrona może szkodzić, autor odwołuje się do pojęcia antykruchości. To cecha systemów – w tym ludzi i organizmów żywych – które nie tylko pokonują trudności i adaptują się do zmienności środowiska, ale wręcz rozwijają się dzięki umiarkowanym wyzwaniom. Klasycznym przykładem jest układ odpornościowy: aby stał się silny, musi mieć kontakt z drobnoustrojami. Sterylne środowisko czyni go „kruchym”, podczas gdy kontrolowane infekcje, jak szczepionki, uczą skutecznej reakcji.
Podobnie działa tak zwane drzewo reakcyjne. Kiedy rośnie na otwartej przestrzeni, wystawione na wiatr, zmienne temperatury i okresowe niedobory wody, reaguje na te bodźce, wytwarzając grubszy pień, elastyczne włókna i głębszy system korzeniowy. Każdy podmuch wiatru stymuluje jego wzmocnienie. Natomiast drzewo w szklarni, rozwijające się w idealnych warunkach, może wyglądać zdrowo i szybciej wzrastać, ale jego pień pozostaje cienki, a korzenie płytkie. Po przeniesieniu na zewnątrz nie wytrzyma silniejszej wichury.
Jonathan Haidt argumentuje, że także dzieci – by rozwijać odporność fizyczną i psychiczną – potrzebują dyskomfortu, niepewności i doświadczania różnego stopnia ryzyka.
Chodzi tu nie o narażanie ich na realne niebezpieczeństwo, na przykład jazdę bez pasów, lecz o umożliwienie naturalnych, rozwojowo kluczowych doświadczeń, takich jak: zadrapanie, kolka czy konflikt z rówieśnikami. Bez takich doświadczeń pozostaną psychicznie słabe, kruche i nadwrażliwe na krytykę. To tłumaczyłoby paradoks naszych czasów – w środowisku znacznie bezpieczniejszym niż to, w którym żyły poprzednie pokolenia, odczuwamy coraz wyższy poziom lęku.
Dzieciństwo i okres dojrzewania to niezwykle ważne etapy życia. W tym czasie mózg rozwija się najbardziej intensywnie i cechuje się dużą plastycznością, czyli zdolnością do zmieniania struktury pod wpływem doświadczeń i bodźców z otoczenia. Wszelkie doświadczenia dosłownie kształtują młodego człowieka, uzbrajają jego psychikę i przygotowują na wyzwania dorosłości. Poprzez rozpoznawanie otoczenia i interakcje z rówieśnikami – metodą prób i błędów – dzieci rozwijają swoje kompetencje i stopniowo nabywają poczucie sprawczości oraz autonomii. Jonathan Haidt wskazuje na zabawę jako źródło kluczowych rozwojowo doświadczeń i właśnie w ograniczeniu jej form upatruje jednego ze źródeł kruchości psychicznej „niespokojnego pokolenia”.
Naturalna, swobodna zabawa tworzy autentyczne sytuacje wymagające bezpośredniej interakcji z innymi. Dzieci nieustannie komunikują się, negocjują zasady, ustalają role oraz reagują na zachowania rówieśników, ucząc się tym samym skutecznego porozumiewania się.
W toku tych interakcji rozwijają umiejętność rozpoznawania emocji i intencji innych osób poprzez obserwację mimiki, gestów, tonu głosu czy postawy ciała, czyli sygnałów niewerbalnych, które są podstawą empatii i adekwatnych reakcji społecznych. Zabawa stwarza także przestrzeń do rozwiązywania problemów i konfliktów: między uczestnikami dochodzi do nieporozumień, więc uczą się kompromisu, wyrażania własnych potrzeb oraz regulowania emocji w odpowiedzi na sprzeciw czy frustrację. Dzięki temu stopniowo nabywają zdolność współpracy, samokontroli i elastycznego dostosowywania się do zmieniających się sytuacji społecznych.
Nadmierna kontrola interakcji dzieci, a także ograniczenie bezpośrednich kontaktów na rzecz aktywności w przestrzeni cyfrowej, pozbawia dzieci kluczowych doświadczeń, niezbędnych do kształtowania umiejętności społecznych i odporności psychicznej.
Według Jonathana Haidta sejfetyzm jest jednym z elementów układanki czynników, które przyczyniły się do „wielkiego przeprogramowania dzieciństwa”. Twierdzi on, że osłabienie odporności psychicznej całego pokolenia młodych ludzi było skutkiem rewolucyjnego i kompleksowego odejścia od dzieciństwa opartego na zabawie w realnym świecie i kontaktach twarzą w twarz, na rzecz dzieciństwa skoncentrowanego na smartfonach, mediach społecznościowych i życiu online.
Pozbawienie prawdziwych relacji społecznych, deprywacja snu, uzależnienie oraz fragmentaryzacja uwagi – to zdaniem autora książki główne mechanizmy, przez które technologia szkodzi młodemu pokoleniu.
Kolejny paradoks: ograniczając autonomię dzieci i młodzieży w świecie fizycznym, pozostawiono im niemal nieograniczoną wolność w świecie wirtualnym, w którym są narażone na treści i doświadczenia nieodpowiednie do ich etapu rozwojowego. Odejście od tradycyjnych zabaw zbiegło się z migracją życia społecznego do sfery online. Aktywną socjalizację zastąpiły siedzący tryb życia i sztuczne relacje w mediach społecznościowych, których algorytmy uzależniają wrażliwe, kształtujące się mózgi.
Rozwój osobowości i kompetencji społecznych w naturalnych warunkach wiedzie przez próby i błędy. Specyficzne właściwości Internetu, w którym nasza aktywność jest nieustannie zapisywana i monitorowana, zaburza ten proces, stanowiąc dodatkowo źródło napięcia psychicznego.
Zgubny wpływ mediów społecznościowych potęguje fakt, że to właśnie lękliwe i wycofane dzieci, które najbardziej potrzebują treningu społecznego, częściej wycofują się do wirtualnego świata i w rezultacie ich odporność psychiczna jeszcze maleje.
Jonathan Haidt podkreśla, że „wielkie przeprogramowanie dzieciństwa” jest zjawiskiem wielowymiarowym o charakterze systemowym. Dotyka również dorosłych, choć w mniejszym stopniu niż młodzież, która dojrzewała w czasie rewolucji technologii informacyjnych. A problem może jeszcze narastać, gdyż kolejne pokolenia mają dostęp do ekranów, zanim jeszcze nauczą się czytać, pisać, a nawet mówić. Skuteczna zmiana wymaga więc współpracy rodziców, szkół, ustawodawców oraz samych młodych ludzi – w celu stworzenia środowiska chroniącego dzieci przed uzależniającymi algorytmami i wspierającego ich zdrowy rozwój społeczny oraz emocjonalny. Co należy zrobić?
- Po pierwsze, maksymalnie opóźnić moment, w którym dzieci dostają do ręki smartfony i uzyskują dostęp do mediów społecznościowych – najlepiej do około 16. roku życia – a także całkowicie wyeliminować telefony z przestrzeni szkolnej. Z oczywistych przyczyn ograniczenie czasu przed ekranem wprowadzone przez pojedynczych rodziców będzie mniej skuteczne, jeśli rówieśnicy nadal mają do nich swobodny dostęp.
- Po drugie, tworzyć umowy dotyczące korzystania z technologii – przykładowo, wyznaczać strefy i godziny bez ekranów, monitorować aktywność cyfrową dzieci oraz stopniowo ograniczać czas spędzany w mediach społecznościowych na rzecz spędzania czasu w gronie rodziny.
- Po trzecie, zwiększyć autonomię dzieci w codziennym funkcjonowaniu oraz zachęcać je do swobodnej zabawy na powietrzu i częstszych interakcji twarzą w twarz.
Polecamy: „Niespokojne pokolenie. Jak wielkie przeprogramowanie dzieciństwa spowodowało epidemię chorób psychicznych”, Jonathan Haidt, tłum. Robert Filipowski, Wydawnictwo Zysk i S-ka