fbpx

Uczenie dziecka obcego języka

Uczenie dziecka obcego języka
123rf

Kiedy zacząć naukę języka obcego? Jak najwcześniej – słyszą zewsząd zatroskani rodzice. Prawidłowa odpowiedź powinna jednak brzmieć: „Wtedy, gdy dziecko będzie na to gotowe”.
Dzieciństwo to bardzo cenny okres w życiu człowieka, jednak mimo popularyzacji wiedzy psychologicznej wielu rodziców nadal widzi w nim wyłącznie czas na rozwijanie dziecięcego intelektu. To, jak gorzko wspominają swoje dzieciństwo ludzie, których rodzice „zadbali”, żeby się na pewno nauczyli języka obcego, powinno być przestrogą dla wielu zbyt ambitnych rodziców.

Maria: „Gdy miałam sześć lat, mama wynalazła jakiegoś native speakera. To była dla mnie prawdziwa trauma. Bałam się go. Był wielkim mężczyzną o ciemnej skórze. Nie rozumiałam, co do mnie mówił. Chciało mi się siku, pić, bolała mnie głowa, było mi niedobrze albo smutno i nie umiałam tego powiedzieć. Angielskiego nienawidzę i nie umiem do dziś”.

Dagmara: „Moja mama znała dobrze niemiecki. Od najmłodszych lat musiałam z nią rozmawiać w tym języku. Na każdym kroku rzucała mi słówka, zwroty, idiomy. W zasadzie nasze kontakty pamiętam jako jedną nieustanną lekcję. Nienawidziłam tego. Inne dzieci ze swoimi mamami szły na lody, a ja wstydziłam się, że mama na ulicy rozmawia ze mną po niemiecku”.

Damian: „Moja mama miała obsesję na punkcie uczenia nas języków obcych. Nie mieliśmy kasy na wyjazdy, na kino, na dżinsy, ale na angielski – zawsze. Gdy coś zawaliłem, płakała, powtarzając: »Wiesz, ile wyrzeczeń mnie to kosztuje?«. Gdy raz powiedziałem, że już nie chcę chodzić na angielski, mama udała, że ma atak serca. Przeraziłem się śmiertelnie. Dziś się dziwi, że ją rzadko odwiedzam”.

Klasyczne błędy

Przytoczone tu wypowiedzi są świadectwem tego, jak łatwo, chcąc dobrze, można stracić ze swoim dzieckiem kontakt. Dlatego jeśli chcesz wprowadzić swojego malucha w świat nowych języków, nie popełniaj klasycznych błędów:

Nie przeceniaj wagi znajomości języków obcych. Dziś nie tylko one stanowią o sukcesie człowieka.

Nie ulegaj błędnemu mitowi nadgorliwych rodziców, że jeśli nie nauczysz się języka jako dziecko, nie nauczysz się go nigdy. Nauczysz się, będzie to tylko wymagało innego rodzaju pracy.

Nie ucz sama własnego dziecka. Z takich lekcji najczęściej wynikają tylko konflikty i zła atmosfera w domu. Lepiej, żeby dziecko nauczyło się późnej, słabiej, ze złym akcentem, niż żeby widziało w tobie nauczyciela zamiast rodzica.

Nie staraj się jego życiem nadrabiać swoich braków. W młodości nie miałaś możliwości porządnie nauczyć się angielskiego i teraz chciałabyś, by twoje dziecko nie przegapiło szansy? Najważniejsze, by ono samo tego chciało. W przeciwnym razie będzie to tylko realizacja twoich ambicji, nie jego.

Nie powtarzaj, że w waszej rodzinie nikt nie ma zdolności językowych. Każdy może nauczyć się języka obcego. Skoro nauczył się ojczystego… Nie wdrukowuj dziecku świadomości „złych genów”.

Jeśli twoje dziecko nie chce chodzić na zajęcia dodatkowe, broni się dostępnymi mu metodami (ból brzucha, płacz, ociąganie się, skarżenie na panią), zastanów się, czy nie jest za bardzo obciążone. Może warto przełożyć naukę na przyszły rok? Wielu ludzi ma kontakt z językami obcymi dopiero w wieku kilkunastu lat. Tu liczy się przede wszystkim motywacja.

Za wcześnie znaczy źle

Kiedy zacząć? Właściciele szkół językowych chórem odpowiedzą: „Jak najwcześniej”. Jednak nie jest to uniwersalna rada. Wiele dzieci nie jest gotowych na naukę w wieku niemowlęcym, przedszkolnym, a nawet wczesnoszkolnym. To bardzo indywidualna sprawa i jeśli masz wątpliwości co do swojego dziecka, skorzystaj z porady psychologa, bo zbyt wczesne rozpoczęcie nauki języka obcego może zakończyć się trwałą niechęcią, czyli osiągniesz wręcz odwrotny skutek. Nauka dziecka, żeby była skuteczna, musi trafiać w strefę najbliższego rozwoju, w przeciwnym razie twoje działania rozminą się z dziecięcymi możliwościami i chęciami do przyswajania wiedzy. A chęci to przecież istota każdego nauczania.

Sposób na opornych

Magda, mama 11-letniego Jasia: „Poświęciłam wiele czasu i energii, żeby wybrać mojemu synowi szkołę językową. Jednak w każdej kolejnej płakał, marudził i wymyślał cuda, żeby tylko nie iść na angielski. Okazało się, że chce iść do szkoły cieszącej się najgorszą opinią, bo tam chodziło dwóch jego kolegów. I co ciekawe, nauka zaczęła mu iść jak z płatka – bo tam lubił chodzić”.

Podążanie za sympatiami dziecka jest bardzo ważne. Dzieci chętnie uczą się języków obcych, gdy:

Chodzą do tej samej szkoły, co ich znajomi. Dziecka nie przekona dobra opinia i certyfikaty. To walory dla rodziców.

Jest wesoło, a tematy są skorelowane z zainteresowaniami. Nie chodzi zatem o dobór świetnych pod względem merytoryczno-dydaktycznym podręczników (to cenią dorośli), ale tematy z podwórka: mecze, gry komputerowe, rowery, pływanie itp.

Czują, że nauczyciel ich lubi. Lepsza pozycja na rynku pracy, niezbędny element wykształcenia, okno na świat – to dla dziecka puste wartości. Ono uczy się zawsze dla kogoś. Dobre relacje z dorosłym to bardzo długo jedyne narzędzie motywowania ucznia.

Jeszcze gorzej niż za wcześnie

Jeszcze większym przewinieniem rodzicielskim jest posyłanie dziecka na angielski z podświadomym zamierzeniem, że teraz razem z nim, przy okazji samemu też się wreszcie nauczy języka. Dorośli i dzieci uczą się inaczej i nie da się bezboleśnie realizować tych dwóch zadań jednocześnie. Poza tym ogromnym zagrożeniem takiego pomysłu jest zburzenie dobrych relacji z dzieckiem (co jest kluczowym celem wychowania) oraz odebranie mu obszaru jego indywidualnych zadań. Nauka języka obcego poza szkołą ma na celu także wypracowanie w dzieciach większej samodzielności i sumienności. Jeśli uważasz, że dziecko potrzebuje twojej pomocy przy odrabianiu prac domowych z języka obcego, to mogą być tylko dwie przyczyny: masz poważny problem ze zgodą na niezależną od ciebie aktywność (tak manifestuje się strach przed byciem niepotrzebną) lub nauczyciel twojego dziecka jest złym metodykiem. Dobry lektor doskonale wie, ile i co zadać, żeby dziecko samodzielnie odrobiło pracę domową. Co nie zmienia faktu, że metoda: „To teraz mnie naucz tego, co było na lekcji” jest prostą drogą do zepsucia relacji rodzic–dziecko.

Łatwo i przyjemnie

Jak sprawić, by dzieciom nauka sprawiała jak najwięcej frajdy? Warto stosować tzw. miękkie metody. Oto niektóre z nich.

Silent period – czyli: przyswajanie bez konieczności aktywności werbalnej. Potrzebne tak samo w nauce języka ojczystego, jak i obcego. Od urodzenia dziecko słucha tego, co dzieje się w jego otoczeniu, ale zaczyna mówić dopiero po kilkunastu miesiącach. Podobnie można przygotować je do nauki języków obcych. Na przykład poprzez słuchanie obcojęzycznych piosenek – to uwrażliwi słuch dziecka i będzie znakomitym wstępem do rozpoznawania dźwięków niewystępujących w języku ojczystym.

Pokazanie korzyści – zwłaszcza chłopcom warto na każdym kroku przypominać, że trenerzy znają języki obce, że sportowcy umieją po meczu wypowiedzieć się nawet w kilku językach, a każdy pilot, rajdowiec czy podróżnik zna doskonale angielski.

Świecenie przykładem – rodzic, który sam uczęszcza na lektorat, jest najlepszym pozytywnym wzorem dla dziecka.

Nauka okazjonalna – nie wszyscy lubimy gry komputerowe, komiksy, filmy rysunkowe, ale dzieci je uwielbiają, zwłaszcza za ich łatwo przyswajalną formę. Dlatego warto mieć w domu obcojęzyczne gry, filmy i komiksy.

Obcojęzyczna literatura – niech będzie w waszym domu, choćby tylko leżała na półce. Nigdy nie masz pewności, co za chwilę zainteresuje dziecko.

Wyjazdy za granicę – w sposób naturalny pokazują dziecku, że za granicą potrzebny jest język obcy. Dla dziecka nie jest to wcale oczywiste. Ono musi wszystko zobaczyć na własne oczy. Dlatego jeżeli masz znajomych za granicą, traktuj ich jak skarb. To najlepsza, bo skuteczna, bezstresowa i wysoce motywująca szkoła językowa.

?>