1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Podcasty
  4. >
  5. „Nasz system nerwowy jest napięty jak guma w za małych majtkach”. Joanna Jurga o tym, co uciszamy, jak się zagłuszamy | „Ukryte piękno”. odc. 37

„Nasz system nerwowy jest napięty jak guma w za małych majtkach”. Joanna Jurga o tym, co uciszamy, jak się zagłuszamy | „Ukryte piękno”. odc. 37

Dodaj w Google
Dodaj w Google
„Nie umiemy być w ciszy, zagłuszamy się” – zauważa Joanna Jurga, projektantka przestrzeni, która w podcaście „Słowo do słowa", Joanny Brodzik przygląda się temu, jak współczesny styl życia wpływa na nasze samopoczucie. Smartfony, nieustanny hałas, nadmiar bodźców i przymus bycia dostępnym sprawiają, że coraz trudniej nam usłyszeć własne potrzeby. Czy dom może stać się miejscem, w którym odzyskujemy siebie? I dlaczego, zanim zaczniemy urządzać przestrzeń wokół nas, warto przyjrzeć się temu, co dzieje się w naszej głowie? Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy.

Smartfon pożera naszą uwagę. Dlaczego nie potrafimy odłożyć telefonu?

Miało być łatwiej, szybciej i wygodniej. Tymczasem zamiast zyskiwać czas, coraz częściej tracimy go na przeskakiwanie między powiadomieniami, wiadomościami i kolejnymi treściami, które domagają się naszej uwagi. Sięgamy po telefon niemal odruchowo, nawet wtedy, gdy nie mamy konkretnego powodu. Wystarczy chwila nudy, ciszy albo niepokoju, żeby ekran stał się najprostszym sposobem na zajęcie głowy.

Joanna Jurga zwraca uwagę, że współczesne technologie wyprzedzają nasze możliwości adaptacyjne. Smartfon dysponuje ogromną pamięcią, a mimo to to nie on, lecz my pozostajemy w nieustannej gotowości do odbierania kolejnych sygnałów. Jak zauważa gościni podcastu, problem polega również na przekonaniu, że kiedy odwrócimy wzrok od ekranu, coś ważnego może nas ominąć. W efekcie nawet odpoczynek zaczynamy traktować jak przerwę, którą trzeba czymś wypełnić.

Odłączenie się od sieci nie musi oznaczać radykalnej rezygnacji z technologii. Jurga przyznaje, że niewiele zna domów, w których w niedzielę wszyscy odkładają telefony do koszyczka i świadomie wybierają bycie offline. Nie chodzi jednak o to, by z dnia na dzień porzucić internet, lecz by odzyskać wpływ na to, kiedy i w jaki sposób z niego korzystamy.

Pierwszym krokiem może być prosta zmiana: kawa wypita bez sprawdzania wiadomości, posiłek bez ekranu albo wieczór, podczas którego nie musimy natychmiast odpowiadać na każdą wiadomość. To drobne gesty, ale pozwalają sprawdzić, jak bardzo przyzwyczailiśmy się do nieustannej stymulacji. I czy potrafimy jeszcze być ze sobą bez dodatkowych bodźców.

Przebodźcowanie. Kiedy układ nerwowy nie ma już chwili wytchnienia

Żyjemy w kulturze, która premiuje szybkość, efektywność i dostępność. Odpowiadamy na maile po godzinach, słuchamy podcastów podczas spaceru, oglądamy seriale, jednocześnie przeglądając media społecznościowe. Nawet chwile, które mogłyby służyć regeneracji, zamieniamy w kolejne okazje do przyswajania informacji.

Joanna Jurga opisuje ten stan obrazowo: „Nasz system nerwowy jest napięty jak guma w za małych majtkach”. W tym porównaniu jest i humor, i trafna diagnoza codzienności, w której napięcie staje się niemal niezauważalnym tłem. Przyzwyczajamy się do pośpiechu tak bardzo, że spokój może wydawać się nam czymś nienaturalnym.

Kiedy pojawia się lęk, niepokój czy trudna emocja, często próbujemy natychmiast je zagłuszyć. Włączamy telewizor, odruchowo sięgamy po telefon, zajmujemy się kolejnym zadaniem. Nie zawsze dlatego, że naprawdę tego potrzebujemy. Czasem po prostu nie wiemy, co zrobić z chwilą, w której nic się nie dzieje.

Jurga zwraca uwagę, że również praca nad uważnością może początkowo przynieść zaskakujące doświadczenia. Kiedy zaczynamy medytować i przestajemy dostarczać sobie kolejnych rozpraszaczy, w głowie niekoniecznie pojawia się upragniona cisza. Często odkrywamy raczej chaos myśli, emocji i skojarzeń. Jak mówi gościni, przez pierwsze lata medytowania można mieć w środku „sałatkę jarzynową”.

Nie jest to jednak powód, by rezygnować. Przeciwnie, dopiero wtedy możemy zobaczyć, jak wiele dzieje się w nas pod powierzchnią codziennego funkcjonowania. Uważność nie polega na natychmiastowym wyciszeniu wszystkich myśli, lecz na stopniowym uczeniu się, że nie każda z nich wymaga reakcji.

Dom, który pozwala odetchnąć. Nie chodzi o idealne wnętrze

Dom powinien być miejscem odpoczynku, ale w praktyce często staje się przedłużeniem świata, od którego chcielibyśmy odpocząć. Zabieramy do niego zawodowe obowiązki, cudze oczekiwania i przekonanie, że każdą wolną chwilę należy wykorzystać produktywnie. Nawet własna przestrzeń potrafi zamienić się w projekt do nieustannego ulepszania.

W rozmowie Joanny Brodzik z Joanną Jurgą pojawia się więc ważne pytanie: czy nasze mieszkania rzeczywiście odpowiadają na nasze potrzeby, czy raczej odzwierciedlają wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać dobre życie?

Zdjęcia perfekcyjnych wnętrz podpowiadają nam, że harmonia oznacza porządek, odpowiednie dodatki i dopracowaną estetykę. Tymczasem przestrzeń, w której naprawdę czujemy się u siebie, nie musi przypominać katalogu. Powinna przede wszystkim odpowiadać na nasze potrzeby i dawać nam swobodę.

Dla jednej osoby będzie to kąt do czytania, dla innej zamykane drzwi i chwila samotności, a dla jeszcze innej stół, przy którym można bez pośpiechu zjeść śniadanie. Nie chodzi o to, by stworzyć wnętrze idealne dla wszystkich, ale takie, w którym nie trzeba nieustannie odgrywać roli idealnego gospodarza, partnera czy rodzica.

Własna przestrzeń może wspierać regulację emocji, pomagać odzyskać równowagę i przypominać, że nie musimy być przez cały czas dostępni. Warunek jest jeden: powinniśmy mieć prawo korzystać z niej na własnych zasadach.

Czasem oznacza to również zgodę na niedoskonałość. Na rzeczy, które nie stoją idealnie na swoim miejscu, na wnętrze zmieniające się razem z nami i na to, że nie każda wolna powierzchnia musi zostać czymś zapełniona. Dom nie jest przecież wystawą. Ma służyć życiu, a nie nieustannie domagać się naszej uwagi.

Zapach, smak, słuch. Zmysły wiedzą więcej, niż nam się wydaje

Na nasze samopoczucie wpływa nie tylko to, co widzimy. Przestrzeń odbieramy całym ciałem, a znaczenie mają również dźwięki, zapachy i wrażenia smakowe. To one potrafią przywoływać wspomnienia, budzić emocje i zmieniać sposób, w jaki czujemy się w danym miejscu.

Joanna Jurga zwraca szczególną uwagę na węch, który jest ściśle związany z obszarami mózgu odpowiedzialnymi za emocje i pamięć. Wystarczy czasem zapach perfum, by nagle przypomnieć sobie osobę, z którą dawno straciliśmy kontakt, albo wrócić do sytuacji, o której wydawało się, że już zapomnieliśmy. Jak zauważa gościni, gdy wchodzimy do pustej windy, w której przed chwilą przebywała osoba pachnąca jak nasza pierwsza miłość, wspomnienie może pojawić się niemal natychmiast.

Ten mechanizm ma jednak również drugą stronę. Zapach potrafi przywoływać nie tylko przyjemne chwile, ale także lęk i trudne doświadczenia. U osób z zespołem stresu pourazowego określone bodźce zapachowe mogą stać się wyzwalaczami silnych reakcji emocjonalnych.

Węch odgrywa także rolę w relacjach. Jurga przywołuje obserwację, że wybierając partnera, kierujemy się nie tylko wyglądem, lecz również zapachem. To przypomnienie, że nasze decyzje nie zawsze są tak racjonalne, jak lubimy sądzić. Ciało rejestruje sygnały, których niekoniecznie jesteśmy świadomi.

Równie istotne jest to, czym wypełniamy powietrze we własnych mieszkaniach. Popularność aromaterapii i zapachowych dodatków nie zwalnia z myślenia o jakości produktów. Jurga podkreśla znaczenie wietrzenia pomieszczeń i zwracania uwagi na skład stosowanych preparatów. Naturalne olejki eteryczne, syntetyczne kompozycje zapachowe, kadzidełka i odświeżacze powietrza nie są tym samym, dlatego warto świadomie wybierać produkty i nie traktować intensywnego zapachu jako synonimu świeżości.

Dom, który dobrze na nas działa, nie musi nieustannie pachnieć. Czasem najlepsze, co możemy zrobić dla przestrzeni, to po prostu otworzyć okno.

Nie umiemy już słuchać ciszy. Dlaczego tak trudno nam zwolnić?

Hałas towarzyszy nam od rana do wieczora. Telewizor gra w tle, radio wypełnia samochód, a słuchawki pozwalają odciąć się od otoczenia, jednocześnie dostarczając kolejną porcję dźwięków. Cisza coraz rzadziej jest naturalnym elementem codzienności. Częściej staje się pustką, którą należy czymś wypełnić.

Joanna Jurga zauważa, że wiele osób dorastało w domach, w których niemal bez przerwy działało radio albo telewizor. W takich warunkach trudno nauczyć się komfortowego przebywania w ciszy. Kiedy nagle znikają dźwięki, zaczynamy słyszeć własne myśli, a wraz z nimi pytania, na które w ciągu dnia nie mamy czasu.

Tymczasem cisza nie musi oznaczać samotności ani odcięcia od świata. Może być przestrzenią, w której odpoczywa uwaga, a organizm dostaje szansę na wyjście z trybu ciągłej gotowości. Nie musimy od razu wyjeżdżać do lasu ani spędzać tygodnia w odosobnieniu. Wystarczy zacząć od krótkich momentów bez dodatkowych bodźców.

Możemy wyłączyć radio podczas przygotowywania posiłku, przejść się bez słuchawek albo przez kilka minut po prostu siedzieć przy oknie. Początkowo takie doświadczenie może wydawać się dziwne, a nawet nieprzyjemne. Warto jednak sprawdzić, czy dyskomfort nie wynika z tego, że odzwyczailiśmy się od bycia sam na sam ze sobą.

Nie chodzi o kolejne zadanie na liście samorozwoju. Cisza nie musi przynosić spektakularnych rezultatów, zwiększać produktywności ani sprawiać, że staniemy się lepszą wersją siebie. Jej wartość może polegać właśnie na tym, że przez chwilę niczego od nas nie wymaga.

Jak odzyskać własną przestrzeń? Zacznij od małych zmian

Współczesny świat nie stanie się nagle cichszy, a technologie nie przestaną walczyć o naszą uwagę. Nie możemy też całkowicie wyeliminować stresu ani sprawić, że codzienność będzie zawsze przebiegała w spokojnym rytmie. Możemy jednak świadomie decydować o tym, ile bodźców wpuszczamy do swojego życia i gdzie wyznaczamy granice.

Pierwszym krokiem jest zauważenie własnych nawyków. Czy naprawdę chcemy sprawdzić telefon, czy robimy to automatycznie? Czy potrzebujemy kolejnego dźwięku w tle, czy po prostu nie przywykliśmy do ciszy? Czy nasz dom pozwala nam odpocząć, czy stał się miejscem, w którym realizujemy kolejne obowiązki?

Pomocne może być wyznaczenie niewielkich stref i momentów wolnych od technologii. Nie muszą obejmować całego dnia. Ważniejsze, by były realne i dopasowane do naszego życia. Możemy nie zabierać telefonu do sypialni, nie sprawdzać wiadomości podczas posiłków albo ustalić godziny, po których nie odpowiadamy na sprawy zawodowe.

Warto również przyjrzeć się własnemu otoczeniu. Czy mamy w domu miejsce, w którym możemy pobyć sami? Czy docierają do nas nieustanne dźwięki? Czy dbamy o wietrzenie pomieszczeń? Czy wszystkie przedmioty, którymi się otaczamy, rzeczywiście są nam potrzebne?

Najważniejsze jednak, by nie zamieniać odzyskiwania spokoju w kolejny projekt, który trzeba perfekcyjnie zrealizować. Nie chodzi o to, by od jutra medytować codziennie, żyć całkowicie offline i urządzić mieszkanie zgodnie z każdą zasadą sprzyjającą dobrostanowi. Presja, by odpoczywać idealnie, byłaby przecież kolejnym źródłem napięcia.

Rozmowa Joanny Brodzik z Joanną Jurgą przypomina, że odzyskiwanie własnej przestrzeni zaczyna się od uważności na siebie. Od zgody na to, że nie musimy natychmiast reagować, nieustannie czegoś słuchać i zawsze pozostawać w gotowości.

Może więc zamiast pytać, jak lepiej zorganizować sobie dzień, warto czasem zastanowić się, czego możemy z niego odjąć. Wyłączyć telewizor, odłożyć smartfon, otworzyć okno i pozwolić sobie na chwilę, w której nic nie trzeba.

Bo być może prawdziwy odpoczynek zaczyna się nie wtedy, gdy wreszcie wszystko mamy pod kontrolą, ale wtedy, gdy przestajemy próbować kontrolować każdą minutę.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE