Co sprawia, że jedne małżeństwa przetrwają próbę czasu, a inne się rozpadną? Sama miłość i pożądanie mogą nie wystarczyć, by spoić dwoje ludzi na dobre i na złe. Nietzsche zwrócił uwagę na mniej oczywiste aspekty relacji, które z biegiem lat mogą okazać się najważniejsze.
Pierwszą rzeczą, jaka przychodzi do głowy na wspomnienie Friedricha Nietzschego, jest zwykle jego negatywny stosunek do religii i zachodniej kultury, wyrażony słynną deklaracją „Bóg umarł”. Zaciekły krytyk tradycyjnej moralności, podważający utarte przekonania i odwieczne prawdy, nie wydaje się raczej odpowiednią osobą, do której zakochani powinni zwrócić się o radę przed ślubem. Trudno oczekiwać, by rozważania niemieckiego filozofa pomogły im podtrzymać motyle w brzuchu na długie lata wspólnego życia. A jednak okazuje się, że miał on do powiedzenia na temat związków coś zaskakująco aktualnego.
Jego spostrzeżenia dotyczą istotnej kwestii, o której łatwo zapomnieć, gdy na pierwszy plan wysuwają się zauroczenie i romantyczne uniesienia. Wskazał on jedno proste pytanie, które warto zadać sobie, zanim wsunie się obrączkę na palec. Odpowiedź będzie cenną wskazówką, pozwalającą ocenić, czy przyszły małżonek lub małżonka są dla nas „właściwą partią” – kimś, z kim rzeczywiście chcemy dożyć późnej starości.
W wydanej w 1878 roku książce Ludzkie, arcyludzkie, w aforyzmie „Małżeństwo jako długa rozmowa”, Nietzsche pisze: „Wstępując w związki małżeńskie, należy postawić sobie pytanie: czy sądzisz, że będziesz mógł z tą kobietą do wieku późnego z przyjemnością prowadzić rozmowy? Wszystko inne jest w małżeństwie przejściowe, ale przeważna część obcowania przypada na rozmowę” (przeł. Konrad Drzewiecki).
Innymi słowy, Nietzsche uważa, że wybierając partnera na całe życie, warto spojrzeć nie tylko na namiętność czy fizyczną atrakcyjność. Po latach, gdy szara codzienność bierze górę, największy wpływ na nasze poczucie szczęścia ma bowiem to, czy potrafimy się ze sobą komunikować i czy nadal czerpiemy przyjemność ze spędzana czasu razem.
Na tym przemyślenia słynnego filozofa się nie kończą. Co jeszcze może mieć znaczenie dla udanego małżeństwa? Ano to, że najlepiej rozmawia się przecież z ludźmi, z którymi łączy nas dobra przyjaźń. Nietzsche porusza ten wątek w kolejnym aforyzmie, zatytułowanym „Przyjaźń i małżeństwo”: „Najlepszy przyjaciel dostanie prawdopodobnie najlepszą małżonkę, ponieważ dobre małżeństwo opiera się na talencie do przyjaźni”.
Filozof sugeruje również, że o małżeńskim szczęściu może decydować nasza gotowość do zmiany. W aforyzmie „Szczęście małżeńskie” pisze: „Wszystko, do czegośmy nawykli, zaciąga koło nas coraz mocniejszą sieć pajęczą”. Znaczy to ni mniej, ni więcej, że przyzwyczajenia, choć początkowo dają nam poczucie bezpieczeństwa, z czasem mogą stać się pułapką. Aby nie uwięzić się we własnych schematach, trzeba nauczyć się kwestionować swoje poglądy i zmieniać perspektywę. W związku oznacza to, że nie powinniśmy kurczowo trzymać się naszych wyobrażeń o partnerze ani oczekiwać, że relacja zawsze będzie wyglądać tak samo jak na pierwszych randkach czy zaraz po ślubie.
„[Wolny duch] musi się nauczyć kochać tam, gdzie dotychczas nienawidził: i odwrotnie. Ba, nie powinno być dla niego nic niemożliwego, na tem samem polu wysiewać smocze zęby, na którem przedtem opróżniał róg obfitości swej dobroci” – tłumaczy. W tej interpretacji szczęście małżeńskie wymaga więc równowagi między bliskością a wolnością oraz chęci do rozwoju – zarówno osobistego, jak i wspólnego.