fbpx

12 kroków do spełnienia marzeń. Krok 3: wizualizacja

12 kroków do spełnienia marzeń. Krok 3: wizualizacja
fot.123rf

Z cyklu „Jak zjeść słonia w całości?”, czyli to, co widzą oczy – tego pragnie serce. Wyobraź sobie, że właśnie zdobywasz to, o czym marzysz.
Zobacz Krok 1: dobrze opracuj cel! i Krok 2: podziel swój cel na etapy!

fot.123rf

Kolejny krok przybliżający Cię do realizacji marzenia jest na pozór abstrakcyjny, lecz sama przekonasz się, jak ważny. Jeśli zamieniłaś swoje marzenie w cel, rozłożyłaś go na etapy, które stworzyły niezwykle pomocną listę zadań do wykonania, to bardzo dobrze! Gratuluję! Jednak zaskoczę Cię, ponieważ jeszcze nie czas, abyś przystąpiła do działania. Masz już ChouChou lub tasiemkę z wpisanym pierwszym etapem? W takim razie odłóż je na bok. 🙂

Teraz proponuję, abyś zrobiła coś absolutnie magicznego. Przenieś się w czasie i zobacz Twoje zrealizowane marzenie oraz siebie w chwili, gdy osiągnęłaś to, co zamierzałaś. Poczuj to zwycięstwo. Nie ważne czego chcesz. Zamknij oczy i postaraj się zwizualizować to, do czego dążysz i zobacz to oczami swojej wyobraźni. Jeśli jest to dom, to jaki? Jak wygląda z zewnątrz? Jakie ma okna, ściany, ile ma pomieszczeń i jaki jest ogród? Co czujesz, gdy otwierasz drzwi do wymarzonego domu? Ile ma pokoi? Jakiego koloru są: sypialnia, kuchnia, czy łazienka? I tak dalej… Jeżeli chcesz go urządzić, to wybierz się do sklepu, poszperaj w internecie i poszukaj inspiracji. Wybierz wszystko to, co będziesz chciała. Nie licz pieniędzy, nie zastanawiaj się nad tym, czy możesz sobie na to pozwolić. Po prostu stwórz swoje wymarzone wnętrze. Zrób to z wyjątkową dokładnością, podejdź do tego zadania z sercem, a przekonasz się, że łatwiej jest walczyć o coś, co jest znane i czego już się prawie dotknęło. Jestem przekonana, że wielokrotnie słyszałaś, o tym, iż wiara czyni cuda. Tak, to prawda! Dodatkowo, uwierz mi, wiara podparta tym, co już się widziało, jest nie do zatrzymania w dochodzeniu do celu.

Kiedy pracowałam w agencji reklamowej w Paryżu, najważniejszymi dla mojego dyrektora kreatywnego, były nagrody – Lwy Canneńskie, których od nas wymagał. Czy wiesz, jak mobilizował cały zespół kreatywny do walki o nie? Co roku zabierał nas do Cannes, na najważniejszy festiwal branżowy. Spotykaliśmy tam kolegów z całego świata, chodziliśmy na projekcje i wykłady, które odbywały się w pałacu festiwalowym. Przede wszystkim jednak mogliśmy uczestniczyć w uroczystej ceremonii wręczania nagród, podczas której mogliśmy podziwiać tych samych kolegów, z którymi spędzaliśmy czas i patrzeć na to, jak odbierają to wymarzone trofeum. Najważniejsze, że mieliśmy okazję wyobrażać sobie nas samych wychodzących na scenę po te cenne statuetki. Po powrocie do Paryża prześcigaliśmy się w pomysłach i kreacjach, aby w następnym roku znaleźć się na podium i dostać tę nagrodę. Właśnie na przykładzie tych, którzy zostali wyróżnieni w Cannes, nasz szef Eric pokazywał nam, jak fantastycznie jest poczuć smak zwycięstwa i przyjmować gratulacje od kolegów z branży. Sprawiał, że każdy z nas marzył o Lwie z Cannes.

Tę samą metodę zastosowała moja coach. Po tym, jak ustaliłam kolejność etapów, które przybliżały mnie do mojego “słonia”, jakim był Nowy Jork, nadszedł ważny moment zwizualizowania sobie wszystkiego, co się z nim wiązało. Manuella założyła mi kolejną tasiemkę, będącą pierwowzorem ChouChou, z napisem „Zobaczyć mój Nowy Jork”. Na początku, gdy zasugerowała mi, abym znalazła dzielnicę, w której chciałabym zamieszkać, pomyślałam że to absurd. Powiedziała jednak, że powinnam najpierw zobaczyć wszystko w swojej wyobraźni: agencję, w której pracuję, moje biurko i kolegów, a także ulubioną kawiarnię, sklepy i tak dalej. Miałam określone zadanie – stworzyć swój świat. Dostałam od niej trzy kolejne tygodnie na realizację tego etapu.

Nigdy wcześniej nie byłam w Nowym Jorku, więc posłużyłam się mapą, zdjęciami, filmami i powoli zaczęłam pracować nad wizualizacją wymarzonego świata. Znalazłam sobie wszystko: ulubione sklepy i piękne mieszkanie. Jak to robiłam? Bardzo pomogły mi kontakty z przyjaciółmi, którzy poznawali mnie z osobami zżytymi z tym miastem. Oczywiście rozmawiałam również z moim facetem, który znał Nowy Jork, jak własną kieszeń. Okazało się, że zaangażowanie go w realizację mojego marzenia było idealnym przygotowaniem do rozłąki. Kiedy siedział ze mną i zastanawiał się, gdzie powinnam mieszkać, powoli zaczynał akceptować moją decyzję. Słuchałam jego porad, opowieści i sugestii, co sprawiło, że czuł się potrzebny. Wydaje mi się, że bardzo dobry wpływ na bliskich ma to, kiedy zaczynasz angażować ich w realizację Twoich marzeń. Nie czują się wówczas odrzuceni, a stają się częścią Twojego planu. I choć czasami nie są do końca zadowoleni, powoli zaczną akceptować Twoją decyzję. Dzięki temu zdobywasz ich wsparcie, które uwierz mi – niejednokrotnie Ci się przyda.

Dzięki temu etapowi nie dość, że ujrzysz to, do czego dążysz, to jeszcze zdobędziesz wsparcie bliskich. Będą Cię motywować i pomagać w drodze do celu. Oczywiście stanie się jeszcze coś – poznasz nowych ludzi. Wiedz, że „idzie się od człowieka do człowieka”, czyli jedna osoba pomoże Ci z jedną rzeczą, druga z następną i właśnie dzięki nim będziesz szła do przodu. Nieświadomie, podczas tego etapu, zbudujesz sobie nowe znajomości. Poznasz ludzi, którzy pomogą Ci, będą wspierać radami, bo przecież byli już tam, gdzie Ty właśnie podążasz.

Kamila Kubiak jest absolwentką Wydziału Grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Pracowała w najlepszych agencjach reklamowych świata w Paryżu, Nowym Jorku, Moskwie i w Warszawie. Jest laureatką wielu międzynarodowych nagród m. in. Cristal Award w Nowym Jorku. W 2010 roku porzuciła świat reklamy, by rozpocząć pracę nad długometrażowym filmem animowanym, którego jest pomysłodawcą, scenarzystą i współreżyserem. Jest właścicielką marki ChouChou Like Me, która ma swoje korzenie w coaching’u i pomaga innym realizować ich marzenia i osiągać cele. http://chouchoulikeme.pl/

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze