1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Matka - krytyk kobiecej natury

Matka - krytyk kobiecej natury

123rf.com
Proponuję, żeby - wbrew powszechnemu utożsamieniu kobiety z dążącą do ideału matką - przyjrzeć się bliżej matce, która nie jest opiekuńcza. Prawie nie wypada mówić o tym głośno, ale nie każda kobieta jest z natury przygotowana do macierzyństwa, a wiele z tych, które utożsamiają się z chęcią posiadania potomstwa boryka się ze sprzecznymi uczuciami.

Sporo się w tej kwestii zmieniło, lecz nadal kobietom zdarza się nie w pełni uświadamiać sobie rozległość ich poza macierzyńskich potrzeb i aspiracji. Pokolenie temu świadomość wokół tych kwestii była znacznie mniejsza. Moja znajoma, Dorota, przyszła na świat, kiedy jej matka Małgorzata była na trzecim roku studiów, uznając że przedwczesne macierzyństwo uniemożliwiło jej dalszy rozwój zawodowy. Później przez lata powtarzała, że w liceum i na studiach profesorowie uważali ją za szczególnie zdolną i że to ona właściwie napisała mężowi pracę magisterską. W pokoleniu Małgorzaty nierzadko było jeszcze samo przez się zrozumiałe, że rolą kobiety jest zostać matką. Dlatego nie zastanawiała się nawet, czy na pewno tego właśnie chce. Starała się jednak możliwie opóźnić zajście w ciążę. Tymczasem na świecie pojawiła się córka, okazując się dzieckiem dość chorowitym i wymagającym dużo uwagi. Matka nie rozpieszczała jej, uważając że musi nauczyć się sama radzić sobie w życiu. Młodej kobiecie mocno zapadło w pamięć, że matka nie stanęła w jej obronie, widząc jak córce dokuczały dzieci z podwórka. Starsza z kobiet i to uzasadniała po latach koniecznością kształtowania odporności córki. Szczególnie bolesny był dla Doroty kontrast pomiędzy tym, jak matka traktowała ją, a jak odnosiła się do młodszego o siedem lat synka. Małgorzata nie kryła, że jako pierwsze dziecko oczekiwany był chłopiec, dlatego przyjście na świat Michała było dla matki ogromnym szczęściem. W córki matka niezwykle troszczyła się o chłopca. Dorota zresztą kojarzy jego przyjście na świat z ogromną radością, bo bardzo pragnęła rodzeństwa. Była dla Michałka niezwykle troskliwą i czułą siostrą, czując się jednocześnie ofiarą braku dbałości ze strony matki, otaczającej zdwojoną opieką młodsze dziecko.

Dorota wspomina też, że w domu usługiwało się mężczyznom, czemu towarzyszyły pozornie żartobliwe i filuterne wypowiedzi matki, że zawsze wolała mężczyzn. Wprawdzie na osobności mówiła córce, że mężczyźni są po prostu zupełnie nieporadni, jeśli chodzi o sprawy domowe i nie umieją nawet zaparzyć herbaty, ale w obecności brata czy ojca Dorota słyszała po prostu zwięzłe polecenie matki: „Zrób herbatę”, albo: „Odgrzej obiad”. W oczach matki jej mąż i syn byli zawsze zmęczeni i mieli dużo pracy, a o potrzebach Doroty i jej zmęczeniu w ogóle nie było mowy. „Przecież ty tak świetnie sobie ze wszystkim radzisz” – mawiała matka.

Słuchając tej historii łatwo zauważyć, że zachowanie matki było silnie uwarunkowane szerszym kontekstem społecznym, w którym kobiecie przysługuje mniej przywilejów i jej własna matka najlepiej ją o tym przekona. Rzecz jasna, nie można podejrzewać Małgorzaty o świadome w tym intencje. Prawdopodobnie uważała za oczywistą konieczność „zahartowania” córki. O poczuciu własnej wartości Małgorzaty zawsze decydowało to, że umiała docenić i zatroszczyć się o otaczających ją mężczyzn, zasługując tym samym na ich aprobatę, więc tego samego chciała nauczyć swoją córkę. Zrezygnowała z własnych ambicji, bo oczywiste było dla niej, że ambicje męża są daleko ważniejsze, a macierzyństwo ostatecznie odbiera szansę samorealizacji. Sama nie doznała czułości, szacunku i troski dla siebie jako kobiety, dlatego także wobec córki stanęła w roli stróża obowiązku, poczucia odpowiedzialności i dyscypliny. Małgorzata i naśladująca ją Dorota, oraz wiele innych kobiet zostały nauczone tego, że same w sobie nie są ważne. Bezradna wobec tego matka solidaryzując się z córką, mogłaby w takiej sytuacji otoczyć ją nadmierną troską i kontrolą, albo jak Małgorzata stanąć po stronie krytyka kobiecej natury. Wolno przypuszczać, że Małgorzata nie była w pełni gotowa na macierzyństwo, kiedy pojawiła się na świecie jej córka. Marzyła o ukończeniu studiów, być może snuła plany zawodowe. Trudno jej było wspierać swoją córkę i rozbudzać w niej poczucie własnej wartości, skoro wobec samej siebie nie czuła się do tego zdolna. Dla młodszego syna była przecież zupełnie inną matką.

Będąc córką w podobnej sytuacji, warto zacząć od spojrzenia na relację z matką z możliwie szerokiej perspektywy. Nie zatrzymywać się jedynie na poziomie pretensji, smutku czy gniewu - którym zawsze warto dać upust - ale szukać płaszczyzny porozumienia, która być może pozwoli na poczucie głębokiej kobiecej solidarności. Tak, żeby matka nie była wrogiem, ale stała się partnerką w rozwiązywaniu relacyjnych trudności. Mogą tu być pomocne następujące pytania:

  • W jaki sposób to świat i rzeczywistość społeczna miały w tych trudnościach swój udział?
  • Czy i ja nie padam ofiarą przyjmowanych jako oczywistość uwarunkowań?
  • Co mogę zrobić, by lepiej poznać swoje potrzeby i pozwolić sobie na ich realizację?
Żeby zobaczyć w matce wspólniczkę w przezwyciężaniu relacyjnych i rozwojowych ograniczeń, warto ją szczere docenić zauważając jej zalety, dotychczas niedostrzegane, albo uznawane za oczywistość. Może się tu okazać przydatne stworzenie listy, na której po jednej stronie kartki wypiszemy żale i pretensje, po drugiej zaś - to, za co możemy być matce wdzięczne. Wreszcie cieszmy się odkrywaniem swojej własnej kobiecości, szanujmy jej przejawy i pozwólmy sobie realizować różnorodne potrzeby i aspiracje. Spróbujmy poczuć swoją wartość, żeby nie bać się stale, że matka będzie z nas niezadowolona. Przecież bywała nieczuła i zachowywała nadmierny dystans także dlatego, że jej samej brakowało miłości własnej. Matka i córka mogą się jednak nawzajem jej uczyć i nie należy oczekiwać, że nauczycielką miłości będzie jedynie starsza z kobiet.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze