1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Samowspółczucie – dlaczego ważne jest, by współczuć samemu sobie?

Samowspółczucie – dlaczego ważne jest, by współczuć samemu sobie?

Jak współczuć sobie? Dlaczego sprawia nam to trudność? (Fot. iStock)
Zwykle utożsamiamy współczucie z emocją odczuwaną wobec innej osoby. Psycholożka Hanna Samson zachęca, żeby współczuć także sobie, ponieważ – jak wykazują badania – ludzie, którzy tak robią, są szczęśliwsi i pewniejsi siebie. Jak więc okazać współczucie wobec samego siebie?

Niedawno na Facebooku zobaczyłam post, który spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem: „Miłość do siebie to rzadko szampan i truskawki. Raczej dużo wybaczania i wyrozumiałości, że nasz obiekt miłości to tylko człowiek”. Gdybyśmy potrafili wprowadzić to w życie! Dobrze wiemy, że warto kochać siebie, ale łatwo o tym zapominamy, gdy coś zrobimy nie tak. Zamiast okazać samowspółczucie, rozumieć się i wspierać w takich chwilach, wolimy siebie oceniać i oskarżać. Wystarczy jakiś błąd i rusza lawina”.

Współczucie dla samego siebie zamiast wewnętrznej krytyki

Jagoda ma 37 lat, jest prawniczką, pracuje w renomowanej kancelarii, cieszy się doskonałą opinią. Sama wie, że jest kompetentna, wysoko ceni swoją inteligencję, kreatywność, perfekcję i swoje zaangażowanie w sprawy, którymi się zajmuje. Jednak i jej zdarzyło się popełnić błąd.

– No nie! Ja się zabiję! – wykrzykuje z rozpaczą. – Jak ja mogłam to zrobić?! Nie nadaję się do tej pracy, jestem leniwa i nieodpowiedzialna, teraz wszyscy to wiedzą, zaraz mnie stamtąd wywalą, może lepiej sama złożę wypowiedzenie. Jestem po prostu beznadziejna, nie można mi ufać, sama nie mogę ufać sobie, jak ja spojrzę w oczy moim koleżankom, od których czułam się mądrzejsza, one też pewnie myślały, że jestem od nich lepsza, teraz będą mogły się ze mnie wyśmiewać, już wiedzą, że jestem głupia… – Co takiego zrobiłaś? – pytam, żeby przerwać ten potok samooskarżeń, którego trudno się słucha. Okazuje się, że Jagoda nie doczytała jakiegoś pisma do końca, a tam podana była informacja, której ona zaczęła się domagać w absurdalnym mailu do klienta, który na dodatek wysłała do wiadomości szefa.

Sprawy prawne nie są mi zbyt bliskie, więc dopytuję, czy wynikło z tego coś złego. – No jasne! Nie rozumiesz? Teraz wszyscy wiedzą, że jestem idiotką!

– Ludzie popełniają błędy, nie jesteśmy doskonali, ty też nie – mówię bez przekonania, bo dobrze wiem, że nie przekonam Jagody. Ona nie daje sobie prawa do błędów. – A gdybym była chirurgiem i wycięła nie tę nerkę, też byś uznała, że mam prawo do błędu? – Wtedy byłoby gorzej, ale ty nie wycięłaś nerki klientowi. Czy coś złego dla niego wynika z twojego przeoczenia? – Wie, że ma niekompetentną prawniczkę. Jak ja spojrzę w oczy szefowi?! Dwa lata temu też zrobiłam błąd, wysłałam mail nie do tego klienta, co trzeba, szef musiał się za mnie wstydzić i teraz znowu? Myślałam, że jestem profesjonalistką, ale moja mama miała rację – jestem nieodpowiedzialna i teraz szef o tym wie i będzie musiał się tłumaczyć przed klientem, że dał mu taką beznadziejną prawniczkę.

Jeśli ten dialog brzmi dla ciebie absurdalnie, to świetnie. Jeżeli jednak odnajdujesz w nim znajome tony, to wiedz, że nie jesteś sama. Wiele z nas boleśnie przeżywa porażki i zamiast współczuć sobie, wydaje się na żer wewnętrznego krytyka. Nikt tak jak on nie potrafi się nad nami pastwić, obwiniać, zmieniać drobnych potknięć w dramaty, przypisywać nam najgorszych cech, przywoływać podobnych zdarzeń z przeszłości, aby zwiększyć siłę rażenia.

– A gdybyś, zamiast oskarżania i krytyki, uruchomiła w sobie współczucie? – proponuję. – Jakie współczucie? – Takie, jakie czujesz w stosunku do innej osoby, która popełniła błąd i się tym dręczy. Co byś jej powiedziała? – Żeby się nie przejmowała, bo wszyscy popełniamy błędy, za chwilę nikt nie będzie o tym pamiętał – śmieje się Jagoda.

– No właśnie. A gdyby ta osoba była dokładnie w twojej sytuacji, co mogłaby zrobić, żeby ją poprawić? – Przeprosić klienta za przeoczenie i przedstawić strategię działania, na którą już dość długo czeka. Jeśliby to zrobiła w tym samym mailu, strategia pewnie przykryłaby błąd. – A co z szefem? – Myślę, że wystarczyłoby: sorry, szefie, mam strasznie dużo spraw, stąd to przeoczenie, ale już wszystko naprawiłam.

Otóż to!

Niedoceniane współczucie wobec siebie

Zdaniem brytyjskiego psychoterapeuty Paula Gilberta, który jest twórcą terapii skoncentrowanej na współczuciu, jest ono przede wszystkim motywacją do działania wynikającą z poruszenia własnym lub cudzym cierpieniem. Współczucie zawiera w sobie życzliwość wobec samego siebie lub innych oraz zaangażowanie w poprawę sytuacji i zmniejszenie cierpienia.

Z tego nurtu wyrasta książka psychologii klinicznej dr Mary Welford „Budowanie pewności siebie. Podejście skoncentrowane na współczuciu”. Autorka wykazuje, że rozwijane samowspółczucie pozwala nam budować pewność siebie, a ta pomaga radzić sobie z problemami i w ogóle lepiej funkcjonować.

Współczucie dla samego siebie nie oznacza unikania odpowiedzialności czy odpuszczania sobie. „Oznacza – pisze Welford – że nie jesteśmy dla siebie ani zbyt krytyczni (w skrajnych przypadkach – nie mieszamy siebie z błotem), ani zbyt łagodni, powtarzając sobie za każdym razem: »No już, już... biedactwo«”. Rozwijanie samowspółczucia to droga do tego, aby stać się swoim przyjacielem czy przyjaciółką. Przyjaciel ma na względzie nasze dobro, więc zachęca do działania, które może poprawić sytuację. Współczuje, ale też dodaje odwagi i kibicuje wtedy, gdy mierzymy się z trudnościami. Samowspółczucie uruchamia przyjazny głos w naszej psychice. Daje ukojenie, które niektórzy z nas znajdowali w dzieciństwie w ramionach rodziców, ale także siłę do działania.

Mary Welford proponuje ćwiczenie, w którym wybieramy nauczycielkę dla swojego dziecka. Jedna z nich jest surowa, oceniająca, karząca; druga – otwarta i ciepła, daje uczniom prawo do błędów i pomaga uczyć się na nich. Z pewnością większość z nas wybrałaby tę współczującą, a nie krytykującą i karzącą. A jednak, jak zwraca uwagę autorka, dla siebie „wybieramy” zrzędliwą i nieprzyjazną guwernantkę. Skąd się bierze ten podwójny standard?

Samowspółczucie vs podcięte skrzydła

Prowadziłam niedawno warsztat ze studentami, którzy chcieliby lepiej radzić sobie z krytyką. Poprosiłam ich o sformułowanie takich opinii czy ocen, których najbardziej się obawiają, a z którymi mogą spotkać się w życiu czy na zajęciach. Chciałam, żeby w następnym kroku skonfrontowali się z nimi i znaleźli własne odpowiedzi, ale zatrzymała nas na dłużej stworzona przez nich lista ocen. Te były w większości miażdżące: „jesteś beznadziejny; do niczego się nie nadajesz; jesteś za słaby, żeby być w tej grupie; wszystko, czego dotkniesz, w gówno się obraca” – to tylko próbka tego, co wymyślili.

– Hej, prosiłam, żebyście zapisali oceny, których realnie się obawiacie. Czy naprawdę spodziewacie się, że ktoś mógłby w ten sposób was ocenić? Wykładowca, partner czy partnerka, inna ważna osoba w waszym życiu? – zapytałam z powątpiewaniem i od dziewczyny, która zapisała na swojej kartce: „Jesteś tak brzydka, że nie powinnaś wychodzić z domu”, usłyszałam, że to raczej ona sama czasem tak do siebie mówi.

– A właściwie taki głos we mnie, którego nie znoszę, zawsze podcina mi skrzydła! – doprecyzowała. – A co byś mu chciała odpowiedzieć? – Że się z tym nie zgadzam. – To powiedz! – zaproponowałam. – Wcale nie jestem brzydka, mam oryginalną urodę i wielu ludziom się podobam! A w ogóle wygląd nie jest najważniejszy, mam wiele spraw do załatwienia w świecie i nie zamierzam się przejmować wyglądem. A poza tym nie zgadzam się, żeby ktokolwiek tak do mnie mówił, nawet ja sama!

Bądź swoim przyjacielem i okazuj współczucie dla samego siebie

Warto wzmacniać ten przyjazny nam głos w sobie, żeby uciszył wewnętrznego krytyka, który jest zwykle bardziej okrutny niż inni ludzie.

„Dla wielu osób, którym brakuje pewności siebie, dążenie do osiągnięć stanowi antidotum na poczucie niższości, zagrożenia i bezbronności. Osiągnięcia i wywołana przez nie pozytywna reakcja innych ludzi zapewniają im chwilowy dreszcz i wzmacniają poczucie własnej wartości” – czytamy w książce. Ale nawet największe osiągnięcia nie pomogą, jeśli sami będziemy się osłabiać i na przykład wśród wielu pozytywnych informacji na swój temat wyłapywać jedną negatywną i to na niej się koncentrować – zamiast cieszyć się z wyrazów uznania.

Mary Welford przywołuje afrykańskie przysłowie: „Kiedy nie masz wroga wewnętrznego, żaden zewnętrzny wróg nie jest w stanie cię skrzywdzić”. Gdy jesteś swoim przyjacielem, a nie wrogiem, życie naprawdę staje się piękniejsze.

Hanna Samson: psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji C.E.L. prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Sensownik”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze