1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Wysoko wrażliwi w pracy – bez stresu, ale nie bez sensu

Wysoko wrażliwi w pracy – bez stresu, ale nie bez sensu

Zdarza się, że osoby wysoko wrażliwe izolują się od świata: wolą pracować w domu, unikają spotkań towarzyskich – z lęku, że silne emocje zbytnio je zmęczą. Wierzą, że życie jest bardzo stresujące, i z całych sił starają się stresu unikać. (Fot. iStock)
Dla wielu z nas praca to obowiązek, który nie ma nic wspólnego z pasją czy przyjemnością. Dla osób wysoko wrażliwych takie podejście jest jednak zgubne. Bez poczucia sensu zaczynają chorować ich ciała i dusze.

– Praca od zawsze mnie męczyła – i nie chodzi jedynie o nadmiar obowiązków, ale też o rywalizację, firmowe ploteczki i podgryzanie się nawzajem. To nie moja bajka – opowiada Małgosia. W obecnej firmie pracuje od pięciu lat, pięć poprzednich również spędziła w dużych korporacjach. – W tygodniu funkcjonowałam jak zombie, w weekendy zwykle udawało mi się odpocząć. Miesiąc temu, kiedy rano zadzwonił budzik, poczułam, że nie jestem w stanie wstać z łóżka.

– Kończy mi się zwolnienie lekarskie i trzeba postanowić, co dalej, a ja stoję jak posąg i nie mogę zrobić żadnego ruchu. Najchętniej schowałabym się pod kołdrę i przespała życie. Męczą mnie ludzie, hałas, nadmiar światła. Chyba nie nadaję się do życia w dzisiejszym świecie – mówi Agata.

Monika ma z kolei problemy ze snem: – Wieczorem nawet szybko zasypiam, zmęczona po całym dniu pracy – opowiada. – Po godzinie zwykle się wybudzam, a właściwie budzi mnie sąsiad z góry, który o tej porze jeszcze nie śpi, i słyszę każdy jego krok. Kolejny raz budzę się około drugiej, trzeciej w nocy i już nie mogę zasnąć. Godzinę przewalam się w łóżku z boku na bok, wstaję, siadam do sztalug i maluję. Wszystko byłoby dobrze, gdybym o ósmej nie musiała jechać do biura.

Te trzy kobiety łączy jedno – nadmiernie wyczulony układ nerwowy, dotkliwie raniony przez współczesny styl życia: szybkie tempo, nadmiar bodźców, relacje oparte na rywalizacji… To sprawia, że nawet niewielkie problemy urastają do ogromnych rozmiarów, przez co wysoko wrażliwi cierpią z powodu przewlekłego stresu. Zdarza się, że izolują się od świata: wolą pracować w domu, unikają spotkań towarzyskich, rezygnują nawet z przyjemności – z lęku, że silne emocje zbytnio je zmęczą. Przekonane, że życie jest bardzo stresujące, z całych sił starają się owego stresu unikać.

Moim zdaniem wysoka wrażliwość to po prostu inne określenie dotychczas funkcjonującej nadwrażliwości, która – niesłusznie – była do tej pory uznawana za słabość, podczas gdy wysoka wrażliwość to bardziej coś w rodzaju wady genetycznej, co oznacza, że nic z tym nie możemy zrobić. Tymczasem (piszę o tym więcej w mojej nowej książce), wrażliwość rozumiana nie jako coś, co zwiększa podatność na stres, ale co wzmacnia gotowość do bycia w kontakcie z samym sobą, ze swoim ciałem i z emocjami – to cecha, którą wszyscy mamy w różnym natężeniu. Podstawą jej obsługi jest kontrolowanie tego, ile przyjmujesz ze świata zewnętrznego, i uświadamianie sobie, jak bardzo to wpływa na ciebie. Bo jeśli przyjmiesz za dużo, nie będzie w tobie miejsca na twój własny głos.

Małgosia i Agata przyjęły na siebie zdecydowanie za dużo. Jedynym możliwym wyjściem wydawała im się ucieczka, wycofanie w zacisze własnych czterech ścian, bo tylko tam czuły się bezpiecznie. Monika znalazła cudowną odskocznię od codziennego chaosu – swoje uczucia przelewała na płótno. Jej problemem była jedynie konieczność chodzenia do pracy.

Rób to, co kochasz

Niemal co tydzień trafiają do mnie młodzi, ambitni ludzie, dla których dojazd do pracy zatłoczonymi, głośnymi, dusznymi środkami komunikacji staje się nie do zniesienia. Podobnie jak siedzenie w biurze pełnym ludzi, hałasu i chaosu, wymaganie wielozadaniowości i konieczność wystąpień publicznych. Choć intuicja maluje im przed oczami dokładną wizję tego, jak to się skończy, długo lekceważą sygnały płynące z ciała. A ciało osoby wysoko wrażliwej czuje bardziej, mocniej, dotkliwiej – i nie da się oszukać.

Nie chcą uchodzić za leniwych, jak każdy marzą o dużym mieszkaniu, dobrym samochodzie, egzotycznych wakacjach. Zwolnienie od psychiatry to dla wielu z nich jedyna możliwość uwolnienia się od tego, co ich zabija. Kiedy trafiają do gabinetu z tysiącem objawów i setką badań medycznych, których wyniki najczęściej są w normie, na dodatek z adnotacją: ,,wskazana konsultacja psychiatryczna”, nie czują wcale wstydu, w końcu od dawna przeczuwali, że są inni. Pierwsze zwolnienie i ogromna ulga: „Chwilę sobie odpocznę i wrócę do pracy”. Czasami, zwłaszcza na początku, naprawdę w to wierzą.

Ja też długo wierzyłam. Dopóki nie trafiła do mnie Agata, właśnie pod koniec piątego miesiąca zwolnienia. Dużo czasu wolnego, życie we własnym tempie, kontakty z ludźmi w zależności od potrzeb, regulacja bodźców ze świata zewnętrznego – to wszystko rzeczywiście pozwoliło jej odpocząć, ale nie pomogło w podjęciu decyzji, co dalej. Agata, podobnie jak większość wrażliwców, miała swoje pasje, ale kompletnie nie wiedziała, jak robić to, co kocha, i móc się z tego utrzymać. To – w połączeniu z kończącym się zwolnieniem – nasilało jej lęk i tendencję do dalszego unikania.

Małgosia na razie w ogóle nie myślała o tym, co będzie z pracą; wiedziała, że przez najbliższe tygodnie nie pojawi się w firmie. Monika podczas ostatniej wizyty u lekarza dostała receptę na środki nasenne. Na razie ich nie wzięła, bała się, że będzie otępiała, straci wenę do malowania. Kiedy spytałam ją, czy mogłaby się utrzymać z malowania obrazów, jej twarz rozjaśnił uśmiech. Zaraz potem pojawiło się zwątpienie: „No coś ty, lepsi ode mnie klepią biedę. Ja mam kredyt do spłacenia”.

Rick Jarow, autor książek o antykarierze, przekonuje, że każdy może znaleźć swoje powołanie i przekuć je w zawód. W przypadku osób wysoko wrażliwych to jednak zdecydowanie za mało. Ich wizje często nie mają bowiem osadzenia w realności. Przede wszystkim jest w nich za wiele wewnętrznych głosów, podszeptów intuicji, twórczych możliwości, które trudno przełożyć na konkrety, nawet jeśli odważą się podążać za swoim powołaniem.

Podczas zwolnienia Agata miała w głowie wiele pomysłów na to, co mogłaby robić, ale kiedy proponowałam, żebyśmy wybrały dwa z nich i spróbowały nakreślić plan ich realizacji, projekty przestawały być dla niej atrakcyjne. Monika długo nie chciała pokazać mi zdjęć swoich obrazów, tłumaczyła, że dla niej najważniejszy jest sam akt tworzenia. Próby przekonywania, że z aktu tworzenia trudno się utrzymać, budziły jej zniechęcenie: „I tak z tego nic nie wyjdzie”. Inni wrażliwi zamykają sobie drogę do sukcesu z powodu „braków relacyjnych”. Przekonują siebie i innych, że nie nadają się do danej pracy, bo… „nie znoszę wystąpień publicznych”, „nie dam rady wyjeżdżać w delegacje”, „nie cierpię plotek”.

Choć odkrycie wysokiej wrażliwości wydaje się całkiem nowym zjawiskiem, to tak naprawdę odzwierciedla odwieczny konflikt pomiędzy rozumem a czuciem.

Twoje ciało wie

Kiedy stopniowo „wychodzisz” z głowy i zadomawiasz się w swoim ciele, zanurzasz się w naturalne, zmysłowe, cielesne doświadczanie. Pozwól głowie na chwilę ucichnąć, niech umilkną te powtarzane od lat historie o musach, przymusach, tym, co wypada, a co nie. Daj się poprowadzić oddechowi. Niech podąży za nim ruch. Nasłuchuj, jaki kolejny ruch chce się ujawnić. Odrzuć gorączkowe podszepty głowy: „I co teraz?”. Niech twój wzrok przyciągnie jakikolwiek ruch obecny w tej chwili w naturze: liść poruszający się na wietrze, skrzydła ptaka rozpostarte do lotu, cień migający na tle ściany. Pozwól, aby wyraził się on poprzez ciało.

To chyba najtrudniejsza rzecz dla osoby wysoko wrażliwej – zwolnić tempo, nie odczuwać lęku w bezruchu, czekać na odpowiedź z ciała i podążać za nią. Nie przyspieszać, nie przechodzić dalej, zanim nie dostaniesz wyraźnego sygnału, że można (chodzi o uwolnienie od napięcia, rozluźnienie danego miejsca). Każdy z nas jest inny, ma inne ciało, inne napięcia i urazy, inne przeżycia i stany emocjonalne. Dla każdego praca z ciałem będzie odkrywała coś innego, pomagała rozluźnić się w nieco inny sposób. Oczywiście na początku będziesz pewnie popełniać błędy, ale jednocześnie nauczysz się sposobu wykonywania ruchu, który przyniesie ci korzyści.

Jeśli odkryjesz swój język ruchu, który jest mową twojego ciała, prawdziwą, a nie wystudiowaną mową gestów – poczujesz wolność i nieograniczoną możliwość wyboru. Poznasz prawdę na swój temat, odkryjesz, co dla ciebie ważne. Poprzez ruch najszybciej dotrzesz do samego siebie, do tych wszystkich historii zapisanych w ciele, strategii radzenia sobie ze stresem – również tych, które dziś już nie działają, bo warunki życiowe się zmieniły, bo ty jesteś już inny. Kontakt z ciałem pozwoli ci ocenić, czy dana sytuacja lub relacja jest dla ciebie korzystna, czy lepiej z niej wyjść albo zatrzymać się i dać sobie jeszcze chwilkę do zastanowienia. Twoje ciało poprowadzi cię do wszystkiego, co kochasz.

Małgosia po miesiącu zwolnienia wróciła do pracy, odważyła się na rozmowę z szefem, któremu przedstawiła swój autorski projekt, a on go przyjął. Agata złożyła wypowiedzenie, postanowiła wyjechać do siostry do Anglii i pomóc jej przy wychowywaniu dzieci, zapisała się też na kurs tańca. Monika przeszła na pół etatu, pokazała mi wreszcie swoje obrazy i postanowiła poszukać profesjonalnego kursu malarstwa. Zaczęła też lepiej sypiać.

Polecamy książkę Ewy Klepackiej-Gryz „Kiedy twoja wrażliwość staje się zaletą. Dla poszukujących spokoju i życia bez stresu”; do kupienia na zwierciadlo.pl/sklep.

Kiedy Twoja wrażliwość staje się zaletą Ewa Klepacka-Gryz Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze