1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Pema Chödrön, buddyjska mniszka: „W medytacji nie chodzi o to, by stać się kimś lepszym”

W medytacji chodzi o odnalezienie naszej prawdziwej natury i działanie w zgodzie z nią. (Fot. iStock)
Kiedy zauważysz, że się pochylasz, niech to będzie motyw, żeby usiąść prosto. Nie z powodu pogardy wobec siebie, ale poczucia dumy z tego, kim jesteś – pisze Pema Chödrön. Buddyjska mniszka zachęca do medytacji i praktyk duchowych, które niekoniecznie ujmą nam wad, ale nauczą nas akceptować swoją naturę.

Wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek przyszli na świat, łączy błędne przekonanie, że najlepszym sposobem na życie jest unikanie bólu i dążenie do wygody. Można to zaobserwować nawet u owadów, zwierząt i ptaków. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Tymczasem o wiele bardziej interesujące, przyjemne, odkrywcze i radosne podejście do życia polega na tym, że rozwijamy ciekawość, nie dbając o to, czy przedmiot naszych dociekań jest gorzki, czy słodki. Jeśli jesteśmy przywiązani do wygody za wszelką cenę, to naszą reakcją na najmniejszy przejaw cierpienia jest ucieczka. Reagując w ten sposób, nigdy nie dowiemy się, co się kryje za tą konkretną przeszkodą, ścianą czy budzącą lęk sytuacją.

Koniec z „gdybym tylko”

Kiedy ludzie zaczynają medytować lub stosować inne praktyki duchowe, często myślą, że dzięki temu staną się lepsi, co jest w pewnym sensie przejawem wyrafinowanej przemocy wobec tego, kim w rzeczywistości są. To trochę tak jak mówienie: „Gdybym tylko zaczął biegać, byłbym lepszym człowiekiem”, „Gdybym tylko mógł kupić ładniejszy dom, byłbym lepszym człowiekiem” czy „Gdybym mógł medytować i wyciszyć się, byłbym lepszym człowiekiem”. Albo scenariusz jest taki, że obwiniają innych i wtedy mówią: „Gdyby nie mój mąż, moje małżeństwo byłoby idealne”, „Gdyby nie to, że nie mogę dogadać się z szefem, moja praca byłaby po prostu świetna” czy „Gdyby nie mój umysł, moja medytacja byłaby doskonała”.

W praktyce medytacyjnej nie chodzi o to, by odrzucić siebie i stać się kimś lepszym. Rzecz w tym, by zaprzyjaźnić się z tym, kim już jesteśmy. Zadowolenie z tego, co już mamy, jest magicznym złotym kluczem do życia w pełny, nieograniczony i inspirujący sposób.

Wnioski z praktyki

W jednym z wykładów Budda mówi o czterech rodzajach koni: doskonałym, dobrym, słabym i bardzo złym. Jak mówi sutra, doskonały koń rusza, zanim bat dotknie jego grzbietu; wystarczy cień bata lub cichy szept woźnicy, żeby koń ruszył. Dobry koń biegnie przy najlżejszym dotyku bata na grzbiecie. Słaby koń nie ruszy, dopóki nie poczuje bólu, a bardzo zły koń nawet nie drgnie, dopóki ból nie przeniknie go do szpiku kości.

Kiedy Shunryu Suzuki przywołuje tę opowieść w swojej książce „Zen Mind, Beginner’s Mind” („Umysł zen, umysł początkującego”), mówi, że kiedy ludzie poznają tę sutrę, zawsze chcą być najlepszym koniem, ale tak naprawdę, kiedy medytujemy, nie ma znaczenia, czy jesteśmy najlepszym, czy najgorszym koniem. Co więcej, Suzuki twierdzi, że w rzeczywistości, naprawdę okropny koń jest najlepszym praktykującym.

Dzięki ćwiczeniom zrozumiałam, że praktykowanie nie polega na byciu najlepszym, dobrym, złym czy najgorszym koniem. Chodzi o odnalezienie naszej prawdziwej natury i mówienie oraz działanie w zgodzie z nią. Niezależnie od tego, jakie są nasze przymioty, to one stanowią nasze bogactwo i nasze piękno; to jest to, na co reagują ludzie.

Najgorszy koń

Pewnego razu rozmawiałam z Chögyamem Trungpą Rinpoczem o tym, że nie jestem w stanie prawidłowo wykonywać ćwiczeń. Właśnie rozpoczęłam praktykowanie wadżrajany, której elementem są wizualizacje. Próbowałam i próbowałam, ale nic z tego nie wychodziło. Byłam bardzo przygnębiona, ponieważ miałam wrażenie, że innym udaje się wizualizować wszystko i bardzo dobrze sobie radzą. Chögyam Trungpa Rinpocze powiedział mi: „Zawsze jestem podejrzliwy w stosunku do praktykujących, którzy mówią, że wszystko idzie dobrze. Jeżeli myślisz, że wszystko idzie dobrze, to zazwyczaj jest to przejaw pewnego rodzaju arogancji. Jeśli jest ci za łatwo, to się po prostu relaksujesz. Nie podejmujesz prawdziwego wysiłku i dlatego nigdy nie dowiesz się, co to znaczy być w pełni człowiekiem”.

Dainin Katagiri Roshi opowiedział kiedyś o swoim doświadczeniu bycia najgorszym koniem. Kiedy po raz pierwszy przyjechał do Stanów Zjednoczonych, był młodym mnichem, blisko trzydziestki. Wcześniej przez długi czas przebywał jako mnich w Japonii, gdzie wszystko było precyzyjne, czyste i schludne. W Stanach Zjednoczonych jego uczniami zostali hipisi z długimi, brudnymi włosami, w poszarpanych ubraniach i bez butów. Ich styl urągał wszystkiemu, co było dla niego ważne. Mówił: „Cały dzień dawałem wykłady o współczuciu, a w nocy szedłem do domu i płakałem, ponieważ wiedziałem, że nie ma we mnie żadnego współczucia. Ponieważ nie lubiłem moich uczniów, musiałem pracować o wiele ciężej, żeby rozbudzić moje serce”.

Jak mówi Suzuki Roshi, właśnie o to chodzi: zrozumienie, że jesteśmy najgorszym koniem, staje się motywacją do tego, żeby bardziej się starać. W ten sam sposób możemy pracować sami ze sobą. Jeśli uważamy, że nasza medytacja czy sposób naszego funkcjonowania w świecie należą do kategorii najgorszych koni, wcale nie musimy być wobec siebie surowi. Możemy okazać zrozumienie i wykorzystać to jako motywację do dalszych prób rozwijania siebie, do odnalezienia własnej prawdziwej natury. Dzięki temu nie tylko ją odnajdziemy, ale też dowiemy się czegoś o innych ludziach, ponieważ w głębi serca prawie każdy z nas czuje, że jest najgorszym koniem.

Pema Chödrön, buddyjska mniszka amerykańskiego pochodzenia. Otrzymała tytuł Aczarii nadawany doświadczonym nauczycielom Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. Autorka wielu popularnych poradników.

Fragment książki „Życie zaczyna się dzisiaj”; skróty pochodzą od redakcji. Książka do kupienia na: sklep.zwierciadlo.pl

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Życie zaczyna się dzisiaj Pema Chödrön Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze