1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Czy geje kochają inaczej? O podobieństwach i różnicach między związkami homo i hetero

Wzajemna fascynacja w przypadku pary gejów jest większa. Zauroczenie, zakochanie – to bywa takie samo jak u osób heteroseksualnych. Ale jest ono głębsze emocjonalnie, duchowo – mówi Andrzej Gryżewski. (Fot. iStock)
Jak to jest – dzielić życie, łóżko i piankę do golenia? Przemysław Pilarski i Andrzej Gryżewski, autorzy bestsellerowej „Sztuki obsługi penisa”, tym razem w rozmowach o związkach homoseksualnych. W książce „Jak facet z facetem” rozmawiają o tym, jak zbudować stabilną i udaną relację, jak radzić sobie z byciem singlem, a z jakimi problemami udać się do specjalisty. Z dala od moralizowania, dawania jedynie słusznych rad i używania skomplikowanych terminów. Jak najbliżej życia. Publikujemy jej fragment.

Fragment książki „Jak facet z facetem”, Przemysław Pilarski i Andrzej Gryżewski, Wydawnictwo Zwierciadło

Przemek: Czy geje kochają inaczej?
Andrzej: Myślę, że często kochacie głębiej.

To znaczy?
Nie chodzi mi o to, że wzajemna fascynacja w przypadku pary gejów jest większa. Zauroczenie, zakochanie – to bywa takie samo jak u osób heteroseksualnych. Ale jest ono głębsze emocjonalnie, duchowo.

Czyli jak już gej się zakocha, to na całego? I doskonale wie, co się z nim dzieje?
Tak. To często jest takie przeżycie, o którym niektórzy wręcz układają peany, pieśni...

Choćby w czasach starożytnych. Słynne, opiewane w mitach pary kochanków: Zeus i Ganimedes, Achilles i Patrokles. Albo Platon i jego Uczta: „…gdyby to można było stworzyć państwo lub wojsko złożone z miłośników i oblubieńców, z pewnością nie znaleźliby lepszego pierwiastka porządku społecznego jak wzajemne powstrzymywanie się od postępków złych, chęć odznaczenia się w oczach drugiego i współzawodnictwo wzajemne. Tacy, choćby ich mało było, zwyciężyliby, powiem, cały świat”. A zatem: „walczcie z wrogami i inspirujcie się wzajemnie”, a nie: „idźcie i rozmnażajcie się”. Czy Platon chciał powiedzieć, że recepta na udany związek gejowski jest inna niż na związek heteroseksualny?
Powiedziałbym, że trochę inna. Ze względu na złożoność tematu także i ta recepta jest złożona. Bo skoro w wielu krajach nie ma cementujących czynników społecznych typu małżeństwo, posiadanie dzieci, pary gejowskie na czymś innym muszą budować swoje poczucie bezpieczeństwa. Więc wchodzą głębiej. W porozumiewanie się, w empatię. Żeby zrekompensować sobie brak tego, co społeczeństwo oferuje parom heteroseksualnym. Podobnie jest w związkach na odległość. Okazuje się, że różnią się od „stacjonarnych” tym, że pary żyjące na odległość aż o 40 procent częściej omawiają sprawy związane z szeroko rozumianymi wartościami, tj. wiernością, uczciwością, lojalnością, kwestiami egzystencjalnymi. Deficyt czynników konstytuujących związek wyrównywany jest budowaniem głębszej relacji.

Gejowskie relacje w krajach takich jak Polska tworzone są niejako wbrew państwu. Poprzednie rządy nas ignorowały, obecna władza przy wsparciu policji i Kościoła niemal w sposób jawny dyskryminuje mniejszości seksualne. Nie mamy ustawy o związkach partnerskich, nie mówiąc już o jednopłciowych małżeństwach. Brak też choćby zapisów o przeciwdziałaniu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. I tak dalej, i tak dalej.
Co więcej, nie zanosi się na to, że prędko te wszystkie przepisy powstaną.

„Niczego o nas nie ma w konstytucji”, napisał poeta (cóż, że heteroseksualny). Jak żyć?
Osoby homoseksualne niosą na swoich barkach podwójny ciężar. Nie dość, że tak jak wszyscy zmagają się z dojrzewaniem do swojej seksualności, to jeszcze muszą ścierać się z poglądami, że akurat ich orientacja jest przeciwko naturze, przeciwko wierze, przeciwko państwu polskiemu. Szczytem tolerancji jest często hasło „rób to w domu – po kryjomu”. Zarzuca się gejom, że organizują parady równości, „afiszują się”. I że przez to wiele osób heteroseksualnych czuje się niepewnie. A mało kto zwraca uwagę, że takie, dajmy na to, typowe polskie wesele to huczna manifestacja heteroseksualności. W drugą stronę też to działa. Przez promocję heteronormatywności także osoby lgbt+ czują się niepewnie.

Psychoterapeuta, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, Grzegorz Iniewicz napisał, że „traktowanie par gejów czy lesbijek na wzór związków heteroseksualnych może prowadzić do błędnego rozumienia dynamiki pojawiających się tam problemów czy też do błędnych interpretacji zachowań”. Zgadzasz się z tym?
Tak. W parach gejowskich występuje dużo elementów, które są rozbieżne ze związkami heteroseksualnymi. Nawet jeśli wziąć pod uwagę zjawisko coming outu. To, że jeden partner jest wyoutowany, a drugi nie, sprawia, że obaj mogą być na zupełnie innych etapach rozwoju relacji.

Heteroseksualiści wiedzą, jak to mniej więcej ma wyglądać: dojrzewam, poznaję dziewczynę, bierzemy ślub, robimy sobie dzieci. Tymczasem geje nie mają wzorców, które mogliby jeden do jednego przełożyć na własne życie.
Dokładnie. Brak wzorców to jeden z podstawowych problemów. Wynika to po części z nieznajomości homoseksualnej historii. Przecież nie mówi się o niej w szkole.

A kiedy na przykład Elżbieta Janicka zasugerowała, że „Zośkę” i „Rudego” z Szarych Szeregów łączył romans, wybuchł skandal, jakby oskarżyła ich co najmniej o to, że stali tam, gdzie stało zomo. Tęczowa historia jest przemilczana, wymazywana. Każdemu gejowi wydaje się więc, że skoro nie ma na czym się oprzeć, musi zaczynać od nowa. Może i słusznie.
Brak wzorców to duży problem, ale ma jeden plus: elastyczne podejście do kwestii podziału ról i równości w związkach. Skoro każda para gejów buduje relację po swojemu, to przynajmniej teoretycznie nie powinno być kłopotów z tym, na jakich zasadach ma się ona opierać. Wszystko podlega negocjacji. W praktyce oczywiście wygląda to różnie.

No właśnie. Nie wchodzimy w żadne zastane ramy, więc musimy je sobie zbudować. Nie mamy po co sięgnąć, więc sięgamy w głąb siebie. Sami ustalamy normy, według których będziemy funkcjonować. To chyba zasadnicza, nomen omen fundamentalna, różnica między związkami gejowskimi a heteroseksualnymi. Podejrzewam, że nie jedyna?
Mężczyźni homoseksualni są bardziej samoświadomi. Nie mówię, że zawsze. Ale na torcie mężczyzn samoświadomych, którzy są moimi klientami, co najmniej 2/3 to homoseksualiści.

Co to znaczy, że są samoświadomi?
Mają wgląd w swoje uczucia. Oglądają role społeczne. Zastanawiają się, próbują, dopasowują je do siebie, modyfikują. Szukają przyczyn.

Czy to nie jest jakaś obsesja?
Tutaj nie chodzi o obsesyjność. Oni po prostu starają się być profesjonalistami. Mają strzelać z łuku, ale zastane scenariusze pozwalają im stworzyć może procę, ale nie łuk. Muszą kombinować po swojemu. Szukają. Chcą się dowiedzieć, z jakiego drewna wykonać dobry łuk, cięciwę, lotki, co wziąć pod uwagę – wiatr, pogodę itp. – żeby trafić do tarczy.

Czyli potrzebujemy recepty. Sami musimy dociec, co trzeba zrobić, żeby na przykład zbudować szczęśliwy związek.
Otóż to. Załóżmy, że nagle znalazłeś się w kuchni. W salonie gość czeka na obiad. Masz jakieś składniki, ale nie znasz przepisu, więc nie wiesz, jak je połączyć. Nie wiesz, ile czasu gotować to wszystko. Co dodać? Jakie przyprawy? Czy cynamon przypadkiem nie gryzie się z ziemniakami?

Zakładam, że ponieważ geje są tacy samoświadomi, to owszem, szukają czasem recepty czy przepisu, ale przede wszystkim sami z siebie mają dużo pomysłów.
Mają dużo pomysłów, to wynika z autorefleksji. Ale są też otwarci na podpowiedzi.

I co może podpowiedzieć seksuolog?
Podam przykład z mojej praktyki. Mamy związek, w którym wszystko szło coraz lepiej. Również pod względem seksualnym. I nagle – u jednego z partnerów pojawiły się zaburzenia erekcji. Przychodzi do mnie. Zajmujemy się tym. Ale żeby partnerzy wrócili na ten wysoki poziom intymności, na którym byli przed pojawieniem się problemu, muszą zacząć niejako od początku.

Jak to?
To tak jak na siłowni. Ćwiczę od roku. Podnoszę na klatkę sto kilogramów. Nagle coś mi strzeliło w barku, kontuzja. Idę na rehabilitację. I jak mnie już przestanie boleć, nie mogę wrócić na treningi i zacząć od podnoszenia stówy, tylko od dwudziestu kilogramów, potem trzydzieści, czterdzieści i tak dalej.

Czyli seksuolog podpowiada: chłopaki, słuchajcie, poradzimy sobie z zaburzeniami erekcji, ale żeby się udało, zacznijcie znowu od rozgrzewki, żebyście sobie krzywdy nie zrobili.
To samo dotyczy zresztą relacji heteroseksualnych. Z tym że kiedy sugeruję gejowi, żeby na przykład zaczynał od masturbowania się przy partnerze…

Fajne, ale po co?
…żeby w ten sposób, po zaburzeniach erekcji, znowu zbudować między nimi poczucie zaufania, bezpieczeństwa…

Ok.
No więc kiedy sugeruję coś takiego gejowi, on nie ma problemu, żeby to robić. A w związkach heteroseksualnych spotykam się często z oburzeniem mężczyzn: „Jak to, co pan mi jakieś głupoty podpowiada, przy kobiecie mam się masturbować? Wolę sam, w łazience!”. Czyli nierzadko to właśnie geje są bardziej otwarci na pomysły, na wprowadzanie urozmaiceń.

Teraz już rozumiem. Chociaż od razu zaczyna mi w głowie buzować stereotyp geja, który jest łowcą wrażeń. Partner się znudził, więc wprowadzę sobie takie urozmaicenie, że znajdę kogoś na boku. Czy to nie działa czasem również w ten sposób?
Zdrady czy uzależnienie od seksu zdarzają się i u gejów, i u heteroseksualistów. Nazwałbym to nieustannym pędem za nowością, za adrenaliną, za nowymi dawkami dopaminy. Np. u osób uzależnionych od cyberseksu taki pęd za nowością wpędza dane osoby w wielogodzinne siedzenie przy pornografii. „Teraz nie chcę mieć orgazmu, bo może za chwilę znajdę jeszcze fajniejszy filmik”. I tak podtrzymują bycie na cyberhaju. Osoby homoseksualne bardziej niż na cyberseksie skupiają się na poszukiwaniach realnych ludzi do realnego seksu. Ale także przez internet – przez rozmaite portale czy aplikacje.

Książka „Jak facet z facetem” do kupienia TUTAJ

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Jak facet z facetem Andrzej Gryżewski, Przemysław Pilarski Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze