1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Pięć zachowań, które niszczą miłość

Relacja jest jak budowanie domu – to od was zależy, czy dom, który tworzycie, będzie wygodny dla obydwojga i razem będziecie w nim szczęśliwi. (Fot. iStock)
Nawet w najbardziej udanym związku tworzy się rutyna – to sposób, w jaki się do siebie zwracacie, jak spędzacie wolne weekendy, jak reagujecie na trudności. Dobra rutyna nie jest zła. Gorzej, jeśli twój sposób funkcjonowania w relacji rani drugą stronę, a ty nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Emocje to werbalizacja naszej reakcji fizjologicznej na to, co nam się przydarza. Dlatego nie da się ich kontrolować. Tak naprawdę to nie emocje niszczą relacje, ale ukrywanie ich, udawanie, że ich nie ma, zaprzeczanie im. Zamrażanie uczuć doprowadza do sytuacji, w której sama zaczynasz wierzyć w to, że wcale nie czujesz tego, co naprawdę czujesz. To niszczy miłość najpierw do samej siebie, a w dalszej kolejności do partnera.
Z nieprzeżytych emocji wytwarzają się nieświadome wzorce zachowań – i to one często rujnują wasze relacje. Zwłaszcza z osobą, która jest ci najbliższa, bo to ona jest najczęściej generatorem, wyzwalaczem najsilniejszych uczuć. Zarówno tych „pozytywnych”, jak i „negatywnych”.
Jeśli naprawdę zależy ci na związku, przeanalizuj wzorzec, który nieświadomie powtarzasz w relacji, i sprawdź, jakie emocje za nim stoją.
Czyli najpierw świadomość, potem przeżywanie, a na końcu korekta zachowania.

5 zachowań, które niszczą relację

1. Zbyt duża zależność od partnera.

Relacja, w której ktoś za mocno zależy od drugiej osoby, może się stać się uzależnieniem. Wtedy więź zamienia się w więzienie. Syndrom „ja i mój mąż – bez niego nie istnieję” rozwalił niejeden udany związek. Bo w pewnym momencie w takim związku partner ma dość, zaczyna się dusić, stosuje uniki, znika, a właściwie zrywa się ze smyczy. Ty przestajesz dbać o swoje potrzeby. Nawet jeśli do tej pory byłaś osobą, która bardzo ceniła sobie niezależność.
Spotkałaś go, zakochałaś się i nagle okazało się, że praktycznie nie istniejesz bez swojej drugiej połówki.
O ile taka symbioza na początku związku jest naturalna, o tyle po pewnym czasie staje się więzienną celą, z której chce się uciec. I nie ma to nic wspólnego z tym, że partner przestał cię kochać. On coraz częściej ucieka z relacji, bo robi mu się za ciasno. A ty gonisz go coraz szybciej i coraz bardziej, nie wyobrażasz sobie życia bez niego.

Pod tym wzorcem najczęściej ukrywa się lęk, zwłaszcza przed odrzuceniem, i zazdrość o partnera.

Wskazówka: Spróbuj odzyskać chociaż kawałek swojej niezależności. Może jakieś hobby, w które się zaangażujesz bez partnera? Może odkryjesz coś, co lubisz robić tak bardzo, że zapomnisz o „ja i mój mąż” i poczujesz radość z bycia w pojedynkę choć przez chwilę.

2. Zbyt duża niezależność w związku.

Przeciwieństwo poprzedniego wzorca. Twoją definicją związku jest układ dwóch niezależnych osób. Różne sfery życia współdzielicie, ale potrzebujesz też ogromnej sfery wolności: masz swoich przyjaciół, swoje pasje, swoje tajemnice. Swoje konto w banku. Może nawet swoje mieszkanie, a kiedy zdarza wam się być razem – u niego albo u ciebie – jesteście trochę jak współlokatorzy. Partner chciałby bliżej, bywa że naciska; przynosi do ciebie swoje ubrania (nawet te, których używa raz do roku), podaje twój adres do korespondencji. Pewnego dnia rzuca mimochodem: „Może kupimy, wynajmiemy razem coś większego?”. A ty czujesz, że brakuje ci powietrza.

Kiedy on chce rozmawiać o wspólnej przyszłości – jakichś planach, celach itp. – ty udajesz, że nie słyszysz, albo przekonujesz go, że przecież dobrze jest tak jak teraz. Im bardziej on chce bliżej, tym bardziej ty chcesz dalej. Może nawet w pewnym momencie proponujesz: „A może byśmy tak chwilkę odpoczęli od siebie?”.
No tak, jesteście na dobrej drodze do rozstania. Wasza więź jest nietrwała jak nić pajęczyny, którą łatwo zerwać.

Pod tym wzorcem najczęściej ukrywa się lęk przed pochłonięciem, zlaniem się z drugą osobą i nieufność.

Wskazówka: Weź kartkę papieru i spróbuj narysować dwa okręgi, z których każdy będzie symbolem ciebie i partnera. Czy te okręgi się przecinają? Czy mają jakąś część wspólną, a jeśli tak – to co w niej jest? Wasza intymność? Wspólny biznes? A może okręgi nawet się nie dotykają, każdy z nich jest wolnym elektronem? Czy to jeszcze jest związek?

3. Unikanie konfrontacji, przemilczanie wszystkiego, co ci przeszkadza, co cię drażni, rani itp.

Jesteś przekonana, że ludzie, którzy się kochają, myślą, czują i wszystko robią tak samo, a każda różnica zdań zabija miłość. Czyli jedna dusza w dwóch ciałach. Z pozoru brzmi jak romantyczna bajka, ale taki wzorzec wcale was do siebie nie zbliża, wręcz przeciwnie. Coraz więcej między wami niedomówień, rozczarowań czy drobnych zranień, których po jakimś czasie nie da się już zatuszować, udawać, że nic się nie stało. Coraz rzadziej ze sobą rozmawiacie, coraz częściej wychodzicie osobno, a wasza intymność staje się bardziej obowiązkiem niż miłosnym aktem, który wzmacnia więź. Coraz częściej zadajesz sobie pytanie, czy z kimś innym nie byłoby ci lepiej. Już nawet nie wiesz, czy naprawdę go kochasz.

Pod tym wzorcem zwykle ukrywa się złość, która cię przeraża, poczucie krzywdy i zranienia.

Wskazówka: Spróbuj napisać list do partnera. Pewnie nigdy mu go nie pokażesz. Jeśli uda ci się przelać na papier to wszystko, co czujesz w jego obecności, może okazać się, że to wcale nie o niego chodzi. Na przykład to, że on nigdy nie całuje cię na powitanie, to żal do ojca, który wracał z pracy i w ogóle cię nie zauważał, a ty tak na niego czekałaś. Może kiedy powiesz partnerowi, że potrzebujesz czułych powitań, on z przyjemnością spełni twoją prośbę?

4. Przekonanie, że jak kocha, to się zmieni, a jak się nie zmienia, to znaczy, że nie kocha.

To wzorzec dominujący zwykle na początku związku, wyhodowany na micie o romantycznej miłości. Karmiony iluzjami, że związek dzieje się sam z siebie i że jeśli to jest prawdziwa miłość, to nie trzeba nic robić i tak jest dobrze. Albo że dopóki po każdej kłótni godzicie się w sypialni, to znaczy, że nadal się kochacie. I choć racjonalnie wiesz, że o relację należy dbać, że samo nic się nie dzieje, że bycie w związku to naprawdę trudne zadanie itp. – to i tak te magiczne zaklęcia i wiara w czytanie pomiędzy wierszami umacniają ten wzorzec. Zaczyna się uprawianie zamiatania pod dywan, przemilczania rozczarowań i pełne nadziei oczekiwanie, że on się ocknie i odgadnie twoje najbardziej skryte myśli, pragnienia i nadzieje. Przestanie siorbać przy stole, bo przecież musi czuć, że tego nie cierpisz. Zmieni pracę, bo domyśli się, że chciałabyś być żoną co najmniej prezesa firmy. I przestanie jeździć do tej swojej mamusi, bo jak można mieć taka matkę… itp.

Pod tym wzorcem ukrywa się głęboka tęsknota za symbiotycznym połączeniem, wiara w bezwarunkową miłość i akceptację. Czyli dziewczyńskie marzenia o królewiczu na białym koniu i scenariuszu „żyli długo i szczęśliwie”.

Wskazówka: Zamiast czekać, że partner tak sam z siebie się domyśli i da ci to wszystko, czego potrzebujesz, pomyśl, co ty masz mu do dania i co chciałabyś dostać. Pamiętając o tym, że nie możemy komuś dać czegoś, czego nie mamy.

5. Walka wet za wet – jak ty mi, tak ja tobie.

Czyli relacja oparta na agresji: gierki, krytyka, ciągłe pretensje, czepianie się o wszystko bez powiedzenia, a czasami nawet uświadomienia samej sobie, o co tak naprawdę ci chodzi. I co najgorsze: uderzanie w miejsca, które najbardziej zabolą. Doskonale znasz jego czułe miejsca. Wiesz, co może go zranić do żywego. To twoja tajna broń, którą wyciągasz, ilekroć partner zrani ciebie. Już nawet się nie kłócicie, to bardziej wojna podjazdowa, walka bez słów. Schowasz jego ulubioną bluzę, a on – obrażony na ciebie od tygodnia – nie zniży się, by spytać, czy jej nie widziałaś. Za to „zapomni” kupić gatunek sera, który bardzo lubisz, choć przypominałaś mu, zanim wyszedł do sklepu. Do rozgrywek używacie również waszych przyjaciół. Kiedy spotkacie się na grillu, niby przez przypadek powiesz coś, co go ośmieszy, a on podniesie na ciebie głos. „Same widzicie jaki on jest podły” – będziesz szukała wsparcia u przyjaciółek. Dziewczynom będzie niezręcznie, bo ich partnerzy to najlepsi kumple twojego. Czyli towarzysko również klapa.

Ten wzorzec najczęściej pojawia się po dłuższym czasie trwania związku. Ukrywa się pod nim poczucie bycia nieważną, niezasługującą na miłość, pogarda do partnera.

Wskazówka: A gdyby tak każde z was osobno odpowiedziało na pytanie: „Czy wierzę, że można mnie kochać?”.

Zasada 5C, czyli 5 rzeczy, które poprawiają jakość związku

Niestety nie ma recepty na udany związek. Relacja to trochę jak budowanie domu – to od was zależy, czy dom, który zbudujecie, będzie wygodny dla obydwojga i razem będziecie w nim szczęśliwi.
Terapeuta David Schroeder opracował tzw. zasadę 5C, czyli 5 rzeczy, o których dbanie może poprawić jakość związku:

• Chemia (chemistry) – rozumiana jako coś więcej niż pożądanie i namiętność. Równie ważne jest wzajemne zrozumienie. Jeśli jesteście uważni jedno na drugie, macie wspólne cele, plany, wspólne wartości. Ale również z miłości i z miłością akceptujecie nawzajem swoje odmienności, wady i denerwujące nawyki.
Ważne: miłość do samej siebie i partnera.

• Wspólne cele (common goals ) – sprawiają, że macie świadomość tego, co „tu i teraz”, ale również patrzycie w przyszłość obydwoje w tym samym kierunku. Cele i plany są elastyczne, warto od czasu do czasu sprawdzać ich aktualności i korygować je.
Ważne: dzielenie radości, przyjemności, ale też smutku i rozczarowań.

• Zaangażowanie (commiment) – to bycie w związku na 100 proc., a jeśli zdarzy się, że na jakiś czas coś innego pochłania twoją czy partnera energię, to warto o tym rozmawiać.
Ważne: intuicja w temacie, kiedy oddalenie i dystans mogą zagrażać związkowi.

• Komunikacja (communication) – czasami ta pozawerbalna jest o wiele cenniejsza niż werbalna. Jeśli jesteście uważni na siebie nawzajem, lubicie być razem, to stworzycie swój kod porozumiewania czytelny tylko dla was.
Ważne: wzajemne zaufanie

• Zgoda, kompromis (consensus) – żeby go osiągnąć, ważne jest uważne słuchanie i szczere mówienie, co każdemu z was leży na sercu. Także akceptacja naturalnej dynamiki związku: czasami bliżej, czasami dalej.
Ważne: wzajemna akceptacja niezależności i wolności.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, dziennikarka, a także autorka wielu poradników psychologicznych. Współtwórczyni autorskiej metody pracy z symptomami w ciele (bólami, dolegliwościami psychosomatycznymi, dysfunkcjami narządu ruchu). Prowadzi warsztaty dla osób cierpiących na choroby psychosomatyczne, kobiet w trudnych sytuacjach życiowych oraz par w kryzysach.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze