1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Dlaczego boimy się bliskości w związku? Wyjaśnia terapeuta Jacek Masłowski

Bliskość jest wtedy, kiedy bez lęku w sercu mogę cię o coś poprosić i bez złości przyjmę odmowę. A kiedy usłyszę twoją prośbę, to też bez lęku będę mógł ci odmówić. Taka relacja pozwala nam być razem nie na twoich czy moich warunkach, a naszych. (Fot. iStock)
Bliskość jest wtedy, kiedy bez lęku w sercu mogę cię o coś poprosić i bez złości przyjmę odmowę. A kiedy usłyszę twoją prośbę, to też bez lęku będę mógł ci odmówić. Taka relacja pozwala nam być razem nie na twoich czy moich warunkach, a naszych. (Fot. iStock)
Zdrady, prowokowanie kłótni, nadmierne kontrolowanie, domaganie się ciągłych deklaracji miłości – to wszystko zachowania wynikające z pozabezpiecznego stylu przywiązania. Czy da się go zmienić w dorosłym życiu – terapeutę Jacka Masłowskiego pyta Martyna Harland.

Mam wrażenie, że wielu mężczyzn jest dzisiaj w związkach na zasadzie: byle nie być samemu. Czy to częsty schemat wchodzenia w relację?
Jeżeli mężczyzna przychodzi do mnie na warsztaty czy terapię, to znaczy, że nie dzieje się u niego dobrze. Dlatego siłą rzeczy historie gabinetowe nie są reprezentatywne dla całej populacji. Niemniej jednak pokuszę się o pewne uogólnienie. Młodzi mężczyźni najczęściej wchodzą w relacje może nie na zasadzie „byle z kimś być”, ale faktycznie powierzchownie, krótkoterminowo i tinderowo. Szukają przede wszystkim przyjemności i zabawy. Bez myślenia o tym, że mógłby być z tego jakiś związek. A jeśli już związek stworzą, to jest on oparty głównie na fascynacji seksualnej.

Czy to znaczy, że inaczej dobieramy sobie partnerów i partnerki do relacji, a inaczej do seksu?
To pytanie zadajesz z perspektywy kobiety. Mężczyźni są mniej wybredni. Oczywiście są tacy, którzy mają jasno sprecyzowane oczekiwania, jak ich partnerka ma wyglądać i jaka ma być, ale to pojawia się zwykle u młodych mężczyzn i to przeważnie u takich, którzy rzeczywiście mogą przebierać w ofertach.

W jakie schematy wchodzą ci trochę starsi?
Oni najczęściej pojawiają się u mnie z powodu problemów okołorozstaniowych, co znaczy, że w ich relacji nie dzieje się dobrze. Są też mężczyźni porzuceni przez swoje partnerki i chociaż jest ich relatywnie mniej, to zaczynam dostrzegać trend wzrostowy. Albo mężczyźni, którzy są w wieloletnich związkach, tyle że pustych lub toksycznych. Zostają z partnerką z powodu różnych powinności, na przykład ze względu na dzieci. A kiedy dzieci się usamodzielniają, pojawia się inna kobieta, która zaczyna być inspiracją i powrotem do dawnych marzeń. I wtedy mamy mężczyznę, który musi podjąć decyzję – wybrać bezpieczną, ale nudną opcję czy tę niepewną, jednak atrakcyjną.

Co leży pod spodem tych schematów?
W mojej ocenie to najczęściej schematy oparte na modelach więzi. Jak wiemy, styl przywiązania wytwarza się w relacji z matką w pierwszych miesiącach czy latach życia dziecka i zależy od tego, jak matka reaguje na dziecko i jego potrzeby. Jeśli chłopak nauczył się, że więź jest bezpieczna, to bycie z drugą osobą nie wywołuje w nim trudnych emocji. Zakochuje się w kimś i nie myśli cały czas, czy to się za chwilę nie rozwali, czy ona na pewno mnie kocha, a może jest za nudno. Takie odczucia pojawiają się, gdy mężczyzna ma pozabezpieczny model więzi i jest przyzwyczajony do tego, że relacja to jazda po silnych emocjach – fascynacji i lęku, radości i złości, przyciągania i poczucia odrzucenia… Kiedy więc wchodzi w relację z osobą, która mu tego nie daje, to może się zadziać kilka rzeczy.

Jakich?
Jak mówią niektórzy moi pacjenci, brakuje im tej jazdy. Dlatego tacy mężczyźni prowokują kobiety do tego, żeby jazda się pojawiła, tyle że one bardzo często na to nie odpowiadają. Pojawia się również złe traktowanie tych kobiet. Nie chodzi o przemoc, tylko o to, że partnerzy nie odpowiadają takim samym dobrem na to, co otrzymują.

Obserwuję dzisiaj sporo mężczyzn z lękowym typem przywiązania. Potrzebują partnerki, która nieustannie potwierdza im swoją miłość i oddanie. Kiedy na chwilę znika z horyzontu, pojawiają się silne emocje, typu lęk, złość oraz myśli o tym, że właśnie zostałem porzucony i zdradzony. Wtedy mężczyźni wchodzą w tryb kontrolingu, czyli zaborczości, sprawdzania i dopominania się o natychmiastowy kontakt.

Ale może być też tak, że nuda pojawia się w związku po prostu, w sposób naturalny, szczególnie w takim długoletnim, niezależnie od stylu więzi. Jak to odróżnić?
To nie jest ten sam rodzaj nudy. Jeśli para przestaje spędzać jakościowy czas, jedno nie podąża za potrzebami drugiego i oboje nie chcą już inwestować w związek – rzeczywiście może pojawić się rodzaj wystygnięcia, przewidywalności. Natomiast ona nie ma nic wspólnego z nudą, która jest związana z pozabezpiecznym modelem więzi. Tam nie chodzi o to, co się dzieje w związku, bo w tym związku nie musi się nic złego dziać! Tylko o to, że bycie z kimś blisko nie jest bezpieczne. A przez to, że partnerka z bezpiecznym modelem więzi nie prowokuje swoimi zachowaniami tego, żeby mężczyzna te jazdy miał, czyli np. nie znika i nie wyłącza telefonu, to on nie odczuwa emocji, do których jest przyzwyczajony.

Kiedy taki mężczyzna trafi na terapię indywidualną, nauczy się zauważać, w jaki sposób reaguje na różne zachowania ze strony swojej partnerki, ale też jak sam ją prowokuje. Jeśli rzeczywiście ma motywację do pracy, to jest spora szansa, że przekroczy swoje ograniczenia, czyli swój typ przywiązania i to, co mu towarzyszy.

Jak wygląda wychodzenie ze schematów na terapii?
Ja z takimi mężczyznami najczęściej pracuję terapią EMDR, i to naprawdę świetnie działa! W ten sposób pracuje się na traumach, tak że wraca się do źródłowego doświadczenia, przekonania z nim związanego oraz emocji, które wywołuje, a w trakcie doświadczenia wspólnie próbuje się to przepracować.

Z kolei w terapii Gestalt terapeuta daje pacjentowi doświadczenie korekcyjne, czyli zachowuje się inaczej niż to, do czego przyzwyczajony jest ten człowiek. W ten sposób oswaja go z tym, że jest w stanie być w relacji, która jest dla niego bezpieczna.

A kiedy Ty, jako terapeuta, wiesz, że zbliżacie się do domknięcia procesu i ktoś zaczął wychodzić z tego pozabezpiecznego stylu więzi?
Bardzo wielu mężczyzn ma problem z przeżywaniem trudnych emocji w sytuacjach społecznych, jak strach, smutek, bezsilność. Zauważ, co robi większość facetów, gdy zaczyna płakać. Wychodzi albo chowa się. No i teraz wyobraź sobie, że zaczynasz płakać na terapii, twój terapeuta jest przy tobie i daje ci doświadczenia nieodrzucające, tylko akceptujące. Jeśli dzieje się tak po raz kolejny i kolejny, latami – zaczynasz rozumieć i wierzyć w to, że możesz być przy drugiej osobie po prostu sobą.

Istnieją różne pozabezpieczne style: lękowo-ambiwalentny, unikowy, zdezorganizowany. Czy któryś z nich jest trudniejszy do pracy terapeutycznej?
To nie o styl przywiązania chodzi, tylko o człowieka i jego mechanizmy. Można mieć styl lękowy, ale jednocześnie tak silne mechanizmy obronne, że bardzo trudno puszczają one na terapii. Style przywiązania w dużej mierze uniemożliwiają nam bycie w bliskości, co uruchamia całą masę różnych gierek. W efekcie pracy terapeutycznej jesteś w stanie być w związku z drugą osobą bez alergicznego reagowania na zachowania, które wcześniej były dla ciebie trudne.

A co znaczy prawdziwa bliskość w związku?
Ludzie często widzą ją czysto fizycznie, to znaczy siedzimy blisko siebie, jest dotyk, czułość, sytuacje intymne. Ale my nie o takiej bliskości mówimy.

Bliskość jest wtedy, kiedy ja bez lęku w sercu mogę cię o coś poprosić i bez złości przyjmę twoją odmowę. A kiedy usłyszę twoją prośbę, to też bez lęku będę mógł ci odmówić. To rodzaj relacji, która pozwala być nam razem, ale nie na moich czy twoich warunkach, tylko na naszych.

Jacek Masłowski, filozof, coach, psychoterapeuta w Instytucie Psychoterapii Masculinum, współtwórca i prezes Fundacji Masculinum, współautor książek. Najnowsza to „No, bez jaj. W poszukiwaniu męskości”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze