fbpx

Dlaczego „zajadamy” problemy i stres?

Dlaczego „zajadamy” problemy i stres?
(Fot. iStock)

Zamiast pytać „jak minął dzień?” nauczmy się zadawać pytanie „jak się czujesz?”. Bo dopiero, gdy będziemy umieć odpowiednio nazywać uczucia zrozumiemy, skąd bierze się „zajadanie” problemów – wyjaśnia trenerka i dietetyczka Urszula Mijakoska.

Wielu z nas zastanawia się dlaczego, mimo starań, nie może zrzucić zbędnych kilogramów.
Punktem wyjścia powinno być wsłuchanie się w swój organizm i zadanie sobie pytania: „czy tak naprawdę chcę schudnąć i po co?”. Odpowiedź jest inna dla każdej osoby borykającej się z nadmiarem kilogramów. Każdy z nas jest inny, ciało każdego człowieka ma te same organy, ale pracują one inaczej. Kolejny wniosek z tego wynikający brzmi: nie ma diety cud. Dlatego następny krok, jaki powinniśmy wykonać, to poznać siebie. Trzeba też doświadczać – po to, by mieć możliwość świadomych wyborów. Jeżeli wiem, że po tłustym kawałku mięsa chce mi się spać, jest mi ciężko na żołądku, to następnym razem zjem mniejszą porcję z większą ilością warzyw i znowu siebie poobserwuję. Jeżeli w nocy budzę się lub nie mogę spać, to zamiast iść do lodówki po kabanosa, może lepiej w ciągu dnia poćwiczę lub potańczę albo porozmawiam ze specjalistą i zapytam, czy powodem tego może być stres.

Jesteśmy tym, co jemy. A co jemy w chwilach stresu, smutku, zmęczenia?
Większość ludzi, gdy jest w stresie, z reguły nie może nic włożyć do ust, ale są też tacy, którzy przyzwyczaili się do zajadania w takich okolicznościach słodyczy czy słonych przekąsek. Zgadzam się z tym, że jedzenie wpływa na emocje i na to, jak funkcjonujemy. Ale mało z nas tak naprawdę zastanawia się nad znaczeniem obiegowego stwierdzenia, że jesteśmy tym, co jemy. Powtarzamy je bez refleksji i nie wprowadzamy do jadłospisu żadnych zmian. Specyficznym tego przykładem mogła być dyskusja o powrocie drożdżówek do szkół. Drożdżówki za przysłowiową złotówkę nie zawierają składników wysokiej jakości, takich jak prawdziwe masło czy wiejskie jajka. Więc jakie zdrowie w przyszłości będzie miało pokolenie, o które dbają obrońcy drożdżówek? Badania pokazały, że dzieci, które na śniadanie jedzą przetworzoną żywność, mają zmniejszoną koncentrację, spada ich kreatywność, zmniejsza się zdolność rozwiązywania problemów, są niespokojne, a duży wpływ na ich zachowanie mają spożywane produkty.

Czy niezaspokojone potrzeby wpływają no to, co jemy?
Obserwacja takich zależności to podstawowe zadanie dla tych, którzy chcą zapanować nad zajadaniem emocji. Polega ono na ćwiczeniu uważności, obserwowaniu tego, co się ze mną dzieje w sytuacjach, które zwykle kończą się tabliczką czekolady. Jeśli zauważymy taką zależność, to dalsze działanie związane jest z nazywaniem tego, co czujemy. To bardzo ważne, ponieważ na co dzień mało kto potrafi nazwać swoje uczucia. Nikt nas tego nie uczy. Zadajemy swoim bliskim pytanie po powrocie do domu: „jak minął dzień?”, ale rzadko pytamy: „jak się czujesz teraz?”. Jeżeli w chwili wzburzenia emocjonalnego nauczymy się nazywać emocje, to kolejny krok związany jest z określeniem niezaspokojonej potrzeby, która z tym uczuciem, sytuacją jest związana, oraz zastanowieniem się, co w tej sytuacji mogę zrobić. I to jest moment, w którym większości z nas nie przyjdzie już do głowy zjedzenie batonika czy chipsów, ponieważ niezaspokojone potrzeby nie mają związku z głodem.

Czy „zajadanie problemów” to raczej kobieca przypadłość?
Nie. Różnica polega na wyborze potraw. Kobiety zajadają problemy słodyczami lub winem z serem pleśniowym, a mężczyźni dużym stekiem, tłustym sosem. Dla pań i panów posługujących się taką metodą „dojścia do siebie” charakterystyczne są też różnego rodzaju słone lub słodkie przekąski i alkohol. Jeśli przeanalizujemy skład tej żywności, to zauważymy, że są w niej obecne: cukier, sól, tłuszcz – trzy produkty powodujące chęć jedzenia, mimo że dawno zostało przekroczone poczucie sytości. Białko zawarte w mięsie lub serach, jedzonych w nadmiernych ilościach, nie buduje masy mięśniowej, ale zamienia się w tłuszcz i odkłada w różnych miejscach ciała. Efekt u pań i panów jest taki sam: otyłość, choroby serca, cukrzyca, a nawet depresja.

A jak przekonania dotyczące jedzenia wyniesione z domu rodzinnego, oddziałują na nasze nawyki żywieniowe?
Weźmy taką sytuację, gdy mimo protestów przed dokładką zjadamy kolejny pyszny pieróg własnoręcznie zrobiony przez kochaną mamę, babcię, ojca czy teściową. Co za tym stoi? Może głęboko zakorzeniona myśl: „bo nie wypada odmówić”, „bo trzeba wszystko zjeść z talerza” albo „brzuch to wytrzyma, a babcia nie”, „jedzenia się nie wyrzuca”. Jeśli tylko chcemy, możemy zmienić to przekonanie. Możemy również zacząć inaczej działać, wychodząc poza granice własnego komfortu, możemy się też po prostu przeciwko temu zbuntować.

Urszula Mijakoska – coach, trenerka, dietetyczka, twórczyni idei i programu Diet Coaching, współwłaścicielka Instytutu Świadomego Rozwoju, założycielka pierwszej w Polsce szkoły Diet Coachingu. Autorka książek m.in: „Stres na detoksie. Jedz i czuj się dobrze ze sobą”, „Projekt młodość”, „Zupowy detoks”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze