fbpx

No przecież miało być inaczej! – Jak pogodzić się z tym, czego nie możemy zmienić?

Felieton Hanny Samson: No przecież miało być inaczej!
Często cele, które mamy w życiu mylimy z pragnieniami - a to najłatwiejsza droga do tego, żeby się pogubić. (fot. iStock)

Czasem cierpimy, choć wszystko jest dobrze, bo nie jest tak, jak byśmy chcieli, żeby było. Nie na wszystko w życiu mamy wpływ i warto się z tym pogodzić.

Pewnie znacie słynną modlitwę świętego Franciszka z Asyżu, ale dla porządku ją przywołam:

Boże, daj mi pogodę ducha, abym zgodził się z tym, czego zmienić nie mogę. Daj mi odwagę, abym zmieniał to, co zmienić mogę i co zmienić trzeba. I daj mi mądrość, abym zawsze potrafił odróżnić jedno od drugiego.

Otóż z tym odróżnianiem bywa ciężko. Ze zmienianiem często też. Ale chyba największy problem sprawia nam pogodzenie się z tym, czego nie możemy zmienić, bo nie od nas zależy. I wcale nie mówię o tragediach, które się zdarzają i trzeba czasu, by się z nimi uporać. Mówię o zwykłym życiu, które odbiega od naszego scenariusza. Chcieliśmy je przeżyć według planu A, ale ono nie pozwala nam na to. Pora wtedy uruchomić plan B, który może być całkiem dobry, jeśli tę zmianę zaakceptujemy. A jeśli nie? Skazujemy się na poczucie klęski nawet wtedy, gdy nasze życie jest pełne sukcesów.

Zacznę od Olgi, bo to jej historia skłoniła mnie do napisania tego felietonu. Olga ma 45 lat, dwoje dzieci, z którymi ma świetny kontakt, trzy koty, dwa psy i piękny dom pod miastem. Prowadzi własną firmę. Lubi swoją pracę i ma w niej duże osiągnięcia. Nie ma problemów finansowych ani kredytu, bo wiele lat pracowała za granicą i zaoszczędziła sporo pieniędzy. Kilka lat temu rozwiodła się z mężem, który stosował przemoc wobec niej i dzieci, i wróciła do kraju, gdzie wszystko jej się dobrze układa. Przynajmniej tak wygląda to z zewnątrz. A od środka?

– Jestem strasznie nieszczęśliwa – wyznała Olga pod koniec spotkania.

– Dlaczego? – Wysłuchałam jej opowieści i naprawdę nie widziałam powodu.

– Bo dla mnie najważniejsza jest rodzina. Zawsze wiedziałam, że chcę być matką i żoną, chciałam mieć pięcioro dzieci i kochającego męża, a teraz nic z tego. Nie tak miało wyglądać moje życie.

– Ale poczekaj, żałujesz, że odeszłaś od męża? – zapytałam.

– Skądże! On nas terroryzował, nie chciałam tak żyć.

– A więc jesteś zadowolona, że od niego odeszłaś?

– Skądże! To moja klęska życiowa!

A więc to tak! Olga potrafiła dokonać zmian w swoim życiu, ale nie potrafi skorygować scenariusza. Przywiązanie do wersji napisanej w dzieciństwie skazuje ją na poczucie klęski, choć ma na koncie wiele sukcesów. Jakich sukcesów?! Przecież one nie mają znaczenia, bo liczy się tylko mąż i piątka dzieci!

Historia Olgi przypomniała mi opowiadanie „Życie na suficie”, które napisałam wiele lat temu. Bohaterka nie angażuje się we własne życie, bo wcale nie uważa go za swoje. Jej powinno być inne. Obwinia siebie o to, że wypadła ze swojego życia i wylądowała w miejscu, którego tak naprawdę nie widzi, bo cały czas patrzy wstecz: „Gdzieś musiałam popełnić błąd. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem tego pewna. Nie chodzi o drobiazg, ale o błąd brzemienny w skutki. Zmieniający bieg życia. (…) Gdy leżę w łóżku, mam nad sobą popękany sufit. Znam wszystkie rysy, to po nich wędruję od dawna i sprawdzam, w którym momencie powinnam była wybrać co innego”. Moja bohaterka próbuje wrócić do przeszłości i dzięki temu w końcu się od niej uwalnia. A Olga?

– Przestań gapić się w sufit i rozejrzyj się dookoła. To właśnie jest twoje życie. I może być całkiem fajne, jeśli wreszcie uwierzysz, że jest twoje! – mogłabym na nią wrzasnąć, ale nie ma powodu. Wkrótce sama do tego dojdzie.

Á propos dochodzenia. Prowadziłam kiedyś cykl warsztatów „Dojdę tam, dokąd chcę” – o wyznaczaniu i osiąganiu celów, więc dobrze wiem, że warto je sobie stawiać. Wskazują na to choćby badania studentów Massachusetts Institute of Technology przeprowadzone tuż przed ukończeniem przez nich studiów i kilkanaście lat później. Oto ich wyniki:

5 procent studentów zapisuje swoje cele – 80 procent z nich realizuje swoje cele;

15 procent studentów mówi o swoich celach – 50 procent z nich realizuje je;

80 procent nic nie robi w tym zakresie, nie stawia sobie świadomie celów, nie werbalizuje ich – 20 procent z nich jest zadowolonych z tego, co przyniosło im życie.

Te cele nie dotyczyły tylko pieniędzy, ale pieniądze akurat jest łatwo policzyć, co też zrobiono. I okazało się, że te 5 procent osób, które zapisały swoje cele, zarabia więcej niż pozostałe 95 procent łącznie!

Jeśli wiemy, dokąd zmierzamy, łatwiej jest tam dotrzeć. Ekstremalnym przykładem jest Edwin E. Aldrin, astronauta, później kongresmen. W bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki znajduje się jego notatnik z czasów studiów, w którym wśród swoich celów na życie zapisał: „wydoić grzechotnika” i „przespacerować się po Księżycu”. Zrealizował obydwa. Od Indian nauczył się bezpiecznego pobierania jadu od żywych grzechotników, a w lipcu 1969 roku wylądował wraz z Neilem Armstrongiem na Księżycu i jako drugi człowiek stanął na jego powierzchni.

Warto pamiętać, że dobrze wyznaczony cel jest w pełni zależny od nas. Jeśli jego realizacja zależy od innych ludzi – włącza się ryzyko, na które nie mamy wpływu, a przynajmniej nasz wpływ jest ograniczony. To, czy napiszę książkę, zależy ode mnie (choć oczywiście i tu mogą wedrzeć się czynniki losowe), ale to, czy inni ją docenią, już nie. Jeśli mylę pragnienia z celami, mogę być wiecznie niezadowolona z siebie, zamiast cieszyć się tym, co zrobiłam.

W czasie warsztatów uczestnicy wypełniają tabelkę, w której na górze napisane jest „mam/nie mam”, a z boku: „chcę mieć/nie chcę mieć”. Czyli wypisują, co mają i chcą mieć, co mają, a nie chcą mieć, czego nie mają, a chcą mieć oraz czego nie mają i nie chcą mieć. A potem sprawdzają, która ćwiartka budzi ich największe emocje. Jedni cieszą się tym, co mają, inni traktują to jak oczywistość i skupiają się głównie na tym, czego nie mają, choć chcą. I czują w związku z tym mobilizację lub żal i poczucie krzywdy. I to jest pocieszające. Czasem wystarczy tylko spojrzeć inaczej, żeby w końcu być zadowoloną/zadowolonym z życia. A to już naprawdę zależy od nas, choć wcale nie musi być łatwe.

Hanna Samson: psycholożka, pisarka, dziennikarka, feministka. Współpracuje z magazynami „Sens” i „Business Class”, „Zwierciadło” i tygodniku „Wysokie Obcasy”. Prowadzi grupy terapeutyczne w Fundacji Centrum Edukacji Liderskiej. Udziela porad psychologicznych kobietom doświadczającym przemocy (Fundacja Feminoteka).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze