fbpx

Jak na co dzień odnajdować sens życia?

Jak na co dzień znajdować sens życia?
Jedną z dróg do odnalezienia sensu życia jest doświadczenie czegoś wartościowego. (Fot. iStock)

Zamiast pytać o to, co jest sensem życia, lepiej wsłuchać się w pytania, jakie ma do nas konkretna sytuacja. – Życie jest warte tego, żeby żyć również wtedy, gdy nie jesteśmy szczęśliwi lub cierpimy – mówi austriacki profesor Alfried Längle, autor książki „Żyć z sensem”.

W książce „Żyć z sensem” pisze pan, że potrzebujemy sensu w każdej sferze życia. Z moich rozmów z ludźmi wynika, że Polsce brakuje poczucia sensu głównie w sferze pracy, która jest przymusem. Ludzie są zatrudnieni na umowach śmieciowych, boją się bezrobocia, pracują kilkanaście godzin na dobę. Jaki jest sens życia w takiej pracy?
To ja też zacznę od pytań – co jest sensem życia? Czego oczekujemy od sensu istnienia? Czy sens życia ma przynieść rozwiązanie problemów, ułatwić coś, oddalić cierpienie? Czy chodzi o nadzieję, że gdy znajdę sens, nie będę cierpiał i to mi ułatwi życie? Czasem spotykam się z takimi oczekiwaniami dotyczącymi sensu, że będzie to wybawienie.

Myślę, że gdybyśmy mogli odnaleźć jakiś głębszy sens życia, to byłoby łatwiej zaakceptować tę sytuację. Ale może to nieprawda…?
To jest prawda, ale tymi pytaniami chciałbym zredukować nierealistyczne nadzieje. Jednak z drugiej strony sens jest koncepcją, która ma tyle potencjału, że może pomóc znieść prawie każdą sytuację. Tak jak powiedział Fryderyk Nietzsche „Ten, kto wie »dlaczego«, zniesie każde »jak«”.życia

Czyli to jest właśnie kluczowe pytanie: dlaczego?
Pytania o sens życia to są pytania „dlaczego?” oraz „po co?”. Co jest sensem życia? Po co mam coś robić? Ale także – dlaczego to jest dobre? Więc może pani zapytać ludzi, z którymi pani rozmawiała: po co to robisz? A oni odpowiedzą.

Żeby utrzymać rodzinę.
I to jest właśnie ten sens. Czasami to proste. Ale też bardzo trudne, ponieważ towarzyszy temu cierpienie, a sens od niego nas nie uwolni. Możemy znieść prawie każde „jak”, ale to „jak” może być straszne. Tak więc poczucie sensu nie uwalnia nas od cierpienia, ale wzmacnia, żebyśmy mogli sobie z nim poradzić, znieść je.

Viktor Frankl, pański nauczyciel, był więźniem w obozie koncentracyjnym i to sprawiło, że jego praca nad sensem – logoterapia – robi tak ogromne wrażenie.
Dobrze, że pani o tym wspomniała. On przemawia do nas jako świadek najgorszych form egzystencji, jakie można sobie wyobrazić. Stał się znanym na całym świecie przykładem, jak można poradzić sobie z taką sytuacją. Rozpocznijmy od niego, ponieważ to daje wyobrażenie, jak możemy odnaleźć sens w różnych sytuacjach życiowych. Frankl miał sens, który mu towarzyszył, gdy był w obozie. Miał nawet trzy sensy, które pozwoliły mu przetrwać. Jego pierwszym sensem była relacja.

Miał dla kogo żyć…
Chciał ponownie spotkać się ze swoją żoną, którą niedawno poślubił. Gdy znaleźli się w obozie koncentracyjnym, powiedział jej: „Proszę, obiecaj mi, tak jak ja tobie obiecuję, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby przeżyć, ponieważ bardzo chcę się z tobą znów spotkać i wziąć cię w ramiona”. To była ważna wartość w jego życiu. Jednak miał też dwie sytuacje kryzysowe, podczas których był tak zrezygnowany i tak osłabiony, że przestał jeść, chciał umrzeć. I wtedy pomogli mu przyjaciele, współwięźniowie, którzy przejęli za niego odpowiedzialność. Powiedzieli: „Masz zjeść tę zupę”. Dzięki ich zdecydowaniu zjadł. Inaczej umarłby. Może tak się w życiu zdarzyć, że się załamiemy, będziemy mieć depresję. Nawet najsilniejsze osoby czasami potrzebują pomocy innych, partnerów, rodziny, przyjaciół, ponieważ nie możemy samemu udźwignąć całego życia, zapominamy jaki jest sens życia.

A drugi sens?
Drugi sens to chęć kontynuacji swojego zawodu. Frankl był lekarzem, lubił swoją pracę i chciał napisać książkę o logoterapii. Żył więc też dla swojego zawodowego powołania, które było dla niego wielką wartością. Identyfikował się z tym.
Trzeci sens odnalazł właściwie w obozie koncentracyjnym. Już przedtem był pełen szacunku wobec życia, a to jest dar, który ma wartość na poziomie duchowym. W obozie Frankl zaczął ponownie wierzyć w Boga. Wartość życia widział w odniesieniu do Boga i uznawał za jego dar. To również było to „po co”, dla którego wytrzymywał wszystko. Więc żona, praca życia i szacunek wobec życia, które prowadzi do Boga – to mu pomogło.

Nie chciałabym, żeby nasze czytelniczki odniosły wrażenie, że przywołując heroiczny przykład Viktora Frankla, umniejszamy ich problemy. Poszukiwanie tego, co jest sensem życia może być tak samo trudne, gdy nie głodujemy i nic bezpośrednio nie zagraża naszemu życiu.
Jaki jest sens życia w pracy, w warunkach, o których pani mówiła? Dla większości ludzi sens jest prosty – zarabianie na życie. Bo to życie jest warte zaangażowania, zainwestowania w jego utrzymanie. Żeby mieć co jeść, żeby poprawić warunki życia. Sensem może być również staranie się o lepsze wynagrodzenie, lepsze warunki pracy. Może potrzebny jest strajk, praca nad sytuacją społeczną, polityczną – to też potrafi stanowić sens dla wielu osób. Chodzi o to, żeby zobaczyć, co da się zmienić.

Nie wszyscy mają w sobie żyłkę działacza społecznego.
Sensem może być też pomaganie sobie nawzajem, rozmawianie ze sobą, staranie się o to, żeby dochodziło do dobrych spotkań. W miejscu pracy nie tylko zarabiamy, ale też nawiązujemy relacje czy dbamy o swój rozwój. Warto więc pomyśleć, co mnie interesuje, jak mogę połączyć moje zainteresowania z pracą, a w konsekwencji sprawić, żeby moja praca była bardziej interesująca. Wtedy zyskuje ona dodatkowy sens. Pomyślmy: w jaki sposób mogę wykazać się swoją kreatywnością? Jakie nowe procedury wypracować? Jaki może być mój osobisty wkład w firmę, w której pracuję? Nawet jeśli nie czujemy się w pracy spełnieni, możemy zacząć od tego, by spróbować wnieść w nią część siebie.

A jaki jest sens życia w innych niż praca sferach życia?
Frankl opisywał trzy główne drogi do odnalezienia sensu. Pierwsza to doświadczenie czegoś wartościowego, np. dobrego jedzenia, muzyki, filmu, spotkania, seksu. Druga droga to zrobienie, stworzenie czegoś wartościowego. To może być coś prostego, na przykład ugotowanie obiadu, posprzątanie, zmycie naczyń. Trzecia droga to jest wartość naszej postawy. Gdy nie mogę nic zmienić, mogę zmienić siebie, popracować nad sobą, nad moim głębszym rozumieniem, nad moją agresją, nad głębokim powiązaniem z życiem. Można wytrzymać trudne sytuacje z taką postawą: „Robię to dla mojego życia, z wielkiej miłości wobec niego, ponieważ życie jest ostateczną wartością”.

Na co dzień często o tym zapominamy.
A życie jest warte tego, żeby żyć również wtedy, gdy nie jesteśmy szczęśliwi lub cierpimy. Pamiętanie o tym może nas zmotywować do tego, żeby wytrzymać, dostrzec lub stworzyć inne możliwości i zmienić coś na lepsze. To też jest postawa sensowna względem życia. Ponieważ sens życia zawsze oznacza robienie czegoś tak, żeby wynikło z tego coś dobrego. To może być też pomoc w tym, żeby coś wartościowego nie zostało zniszczone. Możemy pomyśleć tak: „Moje życie mogłoby być lepsze, ale w tym momencie możliwe jest to, co jest. Muszę więc to utrzymać i poczekać na lepszy czas, na szansę, na pomoc, na nowy pomysł”.

Jak na co dzień odnajdować sens życia?
Co jest sensem życia? Otwórzmy się na to, co się wydarzyło, mimo że nie rozumiemy dlaczego, i pomyślmy, czego ta sytuacja od nas chce. Życie jest najwyższą wartością. (Fot. iStock)

W książce „Żyć z sensem” pisał pan o mocy pytań. Jakie mogłyby być te pytania na przykład względem trudnej pracy?
O co mnie życie pyta w tej sytuacji? Zobaczenie konkretnego zdarzenia jako pytania od życia i znalezienie własnej odpowiedzi to właśnie odnalezienie sensu. Gdy mamy rodzinę, dzieci, sensem może być zarabianie pieniędzy, ale również coś znacznie więcej – utrzymanie relacji z dziećmi, z partnerem, ze sobą. Myślisz: „Pomimo trudnej sytuacji próbuję żyć w taki sposób, żebym mógł być zadowolony z siebie, żeby moje dzieci mogły się czegoś nauczyć w kontekście przeżywania swojego życia”. Rodzice są wzorem dla swoich dzieci, więc posiadanie dzieci to również zadanie, które wiąże się z tym faktem. Zatem: Jak możemy się zachowywać, żeby dzieci nas kochały i uczyły się od nas? Żeby były dumne z rodziców?
W sytuacjach związanych z pracą ważne jest, żeby jasno spojrzeć na to, co tam się dzieje. Jeśli np. szef sprawia niektórym ludziom w zespole cierpienie, może jesteśmy pytani przez tę sytuację o to, czy chcemy interweniować? Działać tak, żeby szef wiedział, że to nie jest właściwe. Jeśli jesteśmy zmuszeni do tego, by pracować po godzinach, to może nasza praca musi zostać skończona, żeby zapobiec na przykład zniszczeniu czegoś.
Codziennie stykamy się z sytuacjami, które wymagają od nas, żebyśmy coś zrobili, wnieśli swój wkład, coś dobrego. Żeby coś stało się lepsze dzięki nam. To są te egzystencjalne pytania, które prowadzą nas do sensu – gdy czujemy się pytani, gdy czujemy, że jesteśmy potrzebni, że powinniśmy coś zrobić, a nie czekać, aż inni zrobią. Możemy wiele rzeczy zmienić na lepsze, jeśli pozwolimy sobie być pytanymi przez sytuacje: „A ty, czy będziesz siedział cicho? Czy mógłbyś się zaangażować?”.

Trzeba więc wyrobić w sobie nawyk zadawania takich pytań, pytań o to, jaki jest sens życia…
Jedną z największych przeszkód w odnalezieniu sensu w życiu jest myślenie, że to nie ja powinienem coś zrobić, bo jestem kimś lepszym, bo jestem ponad to. Ja, gdy przechodzę przez ulicę i widzę ślimaka, podnoszę go i odkładam w bezpieczne miejsce. Mam takie uczucie, że robię coś dobrego dla świata. I to daje mi radość. Wielu ludzi powiedziałoby: „Jako profesor nie powinieneś tego robić”. Ale gdy jesteśmy uważni, stajemy się pokorni i gotowi służyć innym. Drugą przeszkodą jest to, że nie chcemy robić takich drobnych rzeczy, bo to dla nas niewystarczające, chcemy więcej. Ale jeśli ludzie są gotowi zrobić coś bardzo małego, być pokorni, otwierają drzwi do pełnego sensu, do bogatego życia.

Pokora, uważność… Czego jeszcze potrzebujemy?
Zaufajmy intuicji. Na przykład najlepsze, co czytelniczka naszej rozmowy może zrobić, to czytać dalej. Ale jeśli nagle zapłacze jej dziecko, najlepsze, co będzie mogła zrobić, to przestać czytać i pójść do niego. Intuicyjnie czujemy, o co jesteśmy pytani przez daną sytuację, do czego wzywani. Ale czasem potrafimy zafiksować się na jakiejś sytuacji życiowej, np. pozostając w relacji, którą trudno nam zakończyć, ponieważ łączy nas tyle wspólnych rzeczy: dom, dzieci, a także psychiczne uzależnienie – możemy mieć uczucie, że to nie ma sensu. To sygnał, że kontynuowanie tej relacji nie doprowadzi nas do wartościowego życia. Spróbujmy to zmienić. Brak sensu i związane z nim cierpienie mogą być bardzo motywujące, bo pomagają nam przezwyciężyć ograniczenia. Są wskazówką, żeby zmienić kierunek życia. Ale dla niektórych osób taka wolta jest trudniejsza niż doświadczanie cierpienia, związane z pozostawaniem w relacji. Jeśli nie możemy tego zrobić samodzielnie, skorzystajmy z pomocy – przyjaciół, psychologa, księdza.

Jest jeszcze jeden sens – samego życia.
Tak. To fundamentalne pytania: Dlaczego się urodziłem? Dlaczego istnieję? Jaki sens życia – mojego życia? Ten ontologiczny sens – w odróżnieniu od sensu egzystencjalnego – nie zależy od nas. Jeśli zostaliśmy stworzeni przez Boga, to istnieje jakiś sens, który miał Bóg, gdy nas tworzył. Ale nie możemy być pewni tego sensu, jedynie szukać go w religii lub filozofii. Ja mam przeczucie, że taki sens istnieje, jednak nie mogę tego wiedzieć na 100 procent. Ale mogę w to wierzyć. Ontologiczny sens tego, co tworzy człowiek, np. samochodu czy filiżanki, znamy, ale sensu tego, co nie zostało stworzone przez ludzkie istoty, nie możemy poznać. Więc na przykład nie wiemy, dlaczego istnieje HIV, ponieważ nie my go stworzyliśmy.

Gdy zastanawiamy się nad sensem chorób, które dotykają nas lub naszych bliskich, nad sensem katastrof czy klęsk żywiołowych, stajemy się bezradni…
Frankl miał świetny pomysł, jak radzić sobie z tym ontologicznym sensem tak, żeby człowiek był w stanie go zrozumieć. Musimy te pytania odwrócić. Ktoś zastanawia się, dlaczego zachorował na raka, ktoś inny, dlaczego żyje samotnie i nie może znaleźć partnera, jeszcze inny, dlaczego moje dziecko umarło. Nie możemy odpowiedzieć na te pytania. Frankl zaproponował, żeby zmienić je na pytania z poziomu egzystencjalnego. Otwórzmy się na to, co się wydarzyło, mimo że nie rozumiemy dlaczego, i pomyślmy, czego ta sytuacja od nas chce. I pamiętajmy o życiu, które jest najwyższą wartością.
To ja też zacznę od pytań. Czego oczekujemy od sensu istnienia? Czy sens ma przynieść rozwiązanie problemów, ułatwić coś, oddalić cierpienie? Czy chodzi o nadzieję, że gdy znajdę sens, nie będę cierpiał i to mi ułatwi życie? Czasem spotykam się z takimi oczekiwaniami dotyczącymi sensu, że będzie to wybawienie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze