Jak rozmawiać z idiotami?

fot. iStock

„Nie mamy wpływu na to, jak inni ludzie rozumieją to, co do nich mówimy. To odbiorca o tym decyduje. Filtruje naszą wypowiedź przez swoje punkty odniesienia, wyobrażenia, uprzedzenia. Czas go zrozumieć, a nie nazywać idiotą” – mówi Thomas Erikson, behawiorysta i autor najpoczytniejszego w Szwecji poradnika.

Pana książka ma chwytliwy tytuł: „Otoczeni przez idiotów. Jak dogadać się z tymi, których nie sposób zrozumieć”. No właśnie, jak?

Zacznijmy może od określenia, kim jest ten tytułowy idiota. Na pewno nie chodzi mi o klasyczną definicję, która mówi, że to ktoś o bardzo niskim IQ. Nie chciałem też nikogo obrazić. Raczej sparafrazować często powtarzane przez nas słowa: „Co za idiota!”. Pomysł na tę książkę pojawił się, gdy zrozumiałem, że takie myślenie donikąd nas nie zaprowadzi, a tylko dodatkowo utrudnia komunikację. Po prostu zamiast starać się zrozumieć innych, ułatwiamy sobie sprawę, nazywając ich idiotami!

Nazywamy idiotami tych, których nie rozumiemy?

Trzeba zacząć od zrozumienia, jak ten nasz „idiota” myśli, reaguje, zachowuje się i jak nas postrzega. Zresztą całkiem możliwe, że on nas również uważa za idiotów, bo przecież nadajemy na różnych częstotliwościach i za nic nie możemy się dogadać. W komunikacji zwykliśmy skupiać się na sprawnym wyłuszczaniu argumentów, mówieniu w prosty i ciekawy sposób. I to wszystko na nic z jednej prostej przyczyny. Nie mamy wpływu na to, jak inni ludzie rozumieją nasz przekaz! Bo to odbiorca o tym decyduje. Filtruje naszą wypowiedź przez swoje punkty odniesienia, wyobrażenia, uprzedzenia.

Jak zatem sprawić, by inni nas zrozumieli?

Stworzyć bezpieczną przestrzeń do porozumiewania się… na ich warunkach. Wtedy odbiorca skupi się na treści, a nie na formie przekazu. Musimy nie tylko być otwarci na innych, ale dostosować nasz styl komunikacji do każdego odbiorcy. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ale takie podejście zmienia życie.

Od czego więc zacząć skuteczną komunikację?

Od zrozumienia siebie. Dopiero wtedy uda nam się zacząć lepiej rozumieć innych. I przestańmy zakładać, że inni myślą w taki sam sposób jak my. Bo tak nie jest. I nie wymagajmy, by nas rozumieli, tylko starajmy się lepiej zrozumieć ich.

Pomaga w tym podział na cztery główne typy osobowości, na którym opiera pan swoją książkę. Żeby było łatwiej, każdemu z nich przypisany jest kolor. Mamy więc: Czerwonych, Żółtych, Zielonych i Niebieskich. Każdy z nich myśli i zachowuje się inaczej, a co za tym idzie – preferuje inne sposoby komunikacji. Co definiuje poszczególne kolory osobowości?

W dużym skrócie, bo przecież napisałem o tym całą grubą książkę [śmiech]: Czerwony to typ przywódcy. Jest władczy, zdecydowany, ekspresywny i niezwykle bezpośredni, co może ranić innych, a wynika po prostu z tego, że Czerwony skupia się na celu, a nie na relacjach. Oczekuje, że wszystko, co powie, będzie zrobione już, zaraz. Jego myśli i działania galopują, przez co nie skupia się na szczegółach. Czerwony nie umie usiedzieć bezczynnie, niecierpliwią go długie dyskusje. Jest niezwykle niezależny. Przekraczanie granic to jego domena – gdyby trzeba było, to dla „sprawy” jako pierwszy skoczyłby w ogień.

Czerwony, sam poświęcając się bezwzględnie pracy czy zadaniu, wymaga tego od innych, nie znosi niepotrzebnego gadulstwa (czyli nie interesują go nasze problemy czy życie prywatne) oraz bywa maniakiem kontroli. A gdy deleguje zadania, to często i tak wszystko zrobi sam. Szybciej niż inni oraz w swoim mniemaniu również lepiej.

A Żółty?

Skoczyłby w ogień zaraz za Czerwonym. Na imprezach najgłośniej snuje opowieści otoczony wianuszkiem słuchaczy. Jest uroczy, zabawny, optymistyczny, każdemu poprawi nastrój, lekko podchodzi do życia, łatwo nawiązuje kontakty. Dla Żółtego nie ma rzeczy niemożliwych, poza tym lubi się wszystkim zachwycać i patrzy na świat przez różowe okulary. Taka jest moja siostra. Dostrzega fragment niebieskiego nieba, nawet gdy pada deszcz. Bo przecież zaraz przestanie padać i wyjdzie słońce!

Brzmi aż za dobrze!

Dokładnie, bo Żółty jest świetnym mówcą, ale już gorszym słuchaczem. Łatwo się zagalopowuje i odrywa od rzeczywistości. Choć ma milion pomysłów, nie skupia się na ich wdrażaniu, ale na wymyślaniu nowych. Poza tym niknie w oczach bez słuchaczy i łatwo urazić jego wrażliwość.

Osobowości Żółtych i Czerwonych to zdaje się rzadkość. Jaki kolor dominuje?

Zielony. Są łatwi w kontaktach, mili i uprzejmi, przyjaźnie nastawieni, tacy, co nigdy nie zapomną o twoich urodzinach i balu dzieci w przedszkolu. Gdy Zielony powie, że coś zrobi albo załatwi, zrobi to – choć w swoim tempie. Jest świetnym kumplem, umie słuchać i lubi pracę w zespole. Jedyne, czego Zielony nie znosi, to niepewność. Za to niezwykle ceni sobie stabilność, bo tylko dzięki niej może dobrze funkcjonować. Co za tym idzie – często uważa, że „wcześniej było lepiej”, nie lubi wychodzenia z inicjatywą oraz za wszelką cenę stara się nie podejmować decyzji. Zieloni bywają tak niezdecydowani, że potrafią zgasić energię innych. To dlatego potrzebują Czerwonych i Żółtych z ich entuzjazmem, nadmiarem energii i pomysłów. Z kolei tym ostatnim Zieloni są niezbędni do realizacji ich wizji.

A ostatni typ osobowości?

To ci, którzy gdy do nich mówimy, siedzą bez słowa i kiwają głową. Niepytani nigdy się nie odezwą, za to zapytani znajdą dziurę w najlepszym planie. Mają analityczne umysły, potrzebują czasu na przemyślenie sprawy i bezpiecznej przestrzeni – źle się czują w hałasie i tłoku. Mają chłodne podejście do życia, umieją na zimno ocenić najgorętszą sytuację, znajdą każdą literówkę, zawsze przeczytają instrukcję do końca. Ale ich krytyczne podejście, szczególnie pozostawione samo sobie, może się przerodzić w podejrzliwość i w powątpiewanie we wszystko wokół. Jeśli Czerwony to gaz, Niebieski to hamulec. Oby tylko nie naciskać ich jednocześnie!

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »