Jej wysokość nuda: Dlaczego nuda jest potrzebna?

fot. iStock

Powiedz mi, jak się nudzisz, a powiem ci, kim jesteś – wynika z nowych badań naukowych. Ale to nie wszystko. Okazuje się, że prawdziwa natura nudy jest bardziej złożona i stymulująca do rozwoju, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka…

Kiedy siedziałam przy komputerze i pracowałam nad tym artykułem, w kolano trącała mnie łapka Juli – foksterierki, którą się opiekowałam. Pies ewidentnie nudził się i potrzebował rozrywki. Wiedziałam, że jeśli jej nie dostanie, zajmie się butami w korytarzu. To chleb powszedni dla posiadaczy czworonożnych ulubieńców. Co ciekawe, ich nieudomowieni kuzyni nie potrzebują ani zabawek, ani pantofli do gryzienia. Choć kojoty przez 90 procent czasu nic nie robią, to nawet leżąc godzinami bez ruchu, sprawiają wrażenie czujnych i uważnych na otoczenie.

Nuda nie pojawiła się na świecie wraz z narodzinami człowieka. Ssaki i ptaki, a nawet gady przejawiają jej objawy. Co z tego wynika? To, że nuda to wytwór ewolucji, więc odgrywa niemałą rolę w przetrwaniu jednostek i gatunków. Pytanie tylko, jak my mamy przetrwać nudę?

POTRZEBNA AKCEPTACJA

Profesor Françoise Wemelsfelder, zoopsycholożka ze Scotland’s Rural Collage w Edynburgu uważa, że dzikim zwierzętom nuda służy jako motywator do np. mniej lub bardziej leniwego eksplorowania otoczenia, rozpoznawania dróg ucieczki i niebezpieczeństw na danym terytorium. Dzięki temu są lepiej przygotowane do ataku drapieżnika lub zastawienia pułapki na ofiarę. Wszystkie zwierzęta (wliczając w to homo sapiens) mają potrzebę interakcji z otoczeniem, dlatego zamknięcie w klatce często kończy się zachowaniami autoagresywnymi, jak np. wyrywaniem piór czy chodzeniem w kółko do upadłego.

Choć nuda ludzka jest bardziej złożona i mało kto rwie sobie włosy z głowy z jej powodu, to stan znudzenia ogarnia nas głównie wtedy, kiedy czujemy się fizycznie lub psychicznie złapani w pułapkę, np. na obowiązkowym rodzinnym obiedzie czy zebraniu w pracy. Problem w tym, że takich sytuacji nie da się w życiu uniknąć. Co wtedy? Z badań wynika, że znacznie łatwiej znieść wizytę u teściów czy monotonny referat wtedy, kiedy uznamy, że uczestniczenie w tej sytuacji to nasz wybór. Zatem zamiast narzekać: „Znów muszę się tam męczyć i nudzić”, przedefiniujmy sytuację: „Robię to w imię mojego związku, kariery, pieniędzy itp.”. Oraz pogódźmy się z tym, że się nudzimy! Z badań prof. Thomasa Getza z Uniwersytetu w Konstancji wynika, że ci, którzy godzą się z tym, że tkwią w nudnej sytuacji, czują się lepiej niż ci, którzy próbują wtedy robić coś, co zabije nudę: zerkają na smartfona czy zjadają kolejne ciastko. Ale to nie jest jedyna rzecz, jaką dzięki nudzie możemy zyskać.

WSTĘP DO TWÓRCZOŚCI

Kreatywność to cecha szczególnie pożądana w naszych czasach. Problem w tym, że o nią niełatwo – między innymi dlatego, że żyjemy w kulturze przeładowanej informacjami i stymulacją. Smartfony, telefony, telewizory, komputery – wydawałoby się, że w takim towarzystwie nie ma czasu na nudzenie się, a pomysły powinny wyskakiwać nam z głowy jeden po drugim. Tymczasem jest odwrotnie: jesteśmy coraz bardziej znudzeni. Wystarczy zerknąć w autobusie lub kawiarni na pochylone nad telefonami głowy, które zabijają czas grami lub czytaniem plotek.

Rozpowszechnienie nudy jest efektem nadmiaru stymulacji, która zabija w nas naturalną zdolność do snucia fantazji o niebieskich migdałach – twierdzi dr Sandi Mann, psycholożka z University of Central Lancashire w Preston i autorka niewydanej w Polsce książki „The Upside of Downtime: Why boredom is Good” (Pozytywna strona przestoju: dlaczego nuda jest dobra). Marzenia na jawie to znany od stuleci mechanizm radzenia sobie ze stanem wewnętrznej pustki lub brakiem bodźców. Używamy go jednak coraz mniej, zastępując zewnętrznymi „rozpraszaczami nudy”. W ten sposób rozleniwiamy mózg, który nie musi się wysilać, żeby wymyślić dla nas zajęcie.

W eksperymencie dotyczącym wytworzenia oryginalnych zastosowań kubka z polystynu dr Mann podzieliła badanych na trzy grupy. Pierwsza miała przez 15 minut przepisywać numery z książki telefonicznej, zanim przeszła do zadania z kubkiem, druga – tylko przeglądała książkę telefoniczną, a trzecia grupa od razu zajęła się problemem zastosowań kubka. Okazało się, że najwięcej twórczych pomysłów wygenerowali ci z grupy pierwszej. Jaki z tego wniosek? Bierna, nudna aktywność przed przystąpieniem do zadania wymagającego kreatywności pozwala naszemu umysłowi na odpoczynek, a w efekcie na znajdowanie nieoczekiwanych rozwiązań. Ba, psycholożka sugeruje, że zamiast unikać, powinniśmy nudy szukać i doświadczać jej częściej. Chodzi jednak o to, żeby robić to z głową.

PIĘĆ TWARZY NUDY

Kiedy się nudzisz, w twojej głowie pojawiają się emocje, a ciało wchodzi w stan pobudzenia. Od tego, gdzie na osi: „Emocje pozytywne/Emocje tzw. negatywne” i osi „Spokój/Zdenerwowanie” umieścisz swoje odczucia, zależy typ nudy, jakiego najczęściej doświadczasz – wynika z badań prof. Goetza, który wyodrębnił pięć typów nudy. Najbardziej pożyteczna jest nuda obojętna (emocje pozytywne i spokój) – nie robimy nic ciekawego, ale nie jesteśmy tym zdenerwowani. To ona prowadzi do twórczych rozwiązań i pomysłów. Nuda badawcza (znaczny poziom emocji określanych jako negatywne, średni poziom zdenerwowania) jest raczej nieprzyjemna. Na jej plus przemawia to, że wiąże się z aktywnym szukaniem sposobów wyjścia ze stanu znudzenia, więc np. wolimy posprzątać łazienkę, wyjść na spacer czy poczytać, niż tkwić w marazmie. Nuda regulacyjna (średni poziom tzw. emocji negatywnych, niski poziom zdenerwowania) polega na tym, że odczuwamy ją jako nieprzyjemną, jesteśmy niespokojni i trudno nam się skupić na czymkolwiek. Ale w zasadzie godzimy się z tym stanem i czekamy, aż przejdzie. Nuda apatyczna (wysoki poziom tzw. emocji negatywnych i spokój) jest znacznie bardziej nieprzyjemna, związana z poczuciem bezsilności, brakiem energii i przygnębieniem. Przypomina trochę depresję. Najbardziej destrukcyjny typ to „substrat reakcji” – nazwa odwołuje się do reakcji chemicznych i sugeruje, że nuda, której składnikiem są wysokie pobudzenie fizyczne i wysoki poziom tzw. negatywnych emocji, to mieszanka wybuchowa. Prowadzi do niepokoju, rozdrażnienia, uzależnień, nierzadko agresji lub autoagresji. Jeśli to jest twój typ nudy, rozważ konsultację z psychoterapeutą lub coachem. Albo przynajmniej zastanów się, jakie uczucia, myśli i przekonania za nią stoją.

Przyda się prowadzenie „dziennika nudy”. Przez tydzień/miesiąc zapisuj w nim, kiedy (w jakiej sytuacji), dlaczego i jak (jakie uczucia się wtedy pojawiają, jakie doznania w ciele) się nudziłeś. Zapisuj też, co się stało lub co zrobiłeś, że znudzenie minęło: zadzwonił przyjaciel, poszedłeś na spotkanie z klientem, otworzyłeś butelkę wina, umyłeś podłogę? Już po tygodniu będziesz miał jaśniejszy obraz tego, jaka nuda cię dopada i do czego prowadzi. Podejdź do niej z ciekawością, która skądinąd jest najlepszym antidotum na nudę. Co konkretnie czujesz, kiedy praca cię nudzi? Lęk przed oceną, osamotnienie wśród ludzi, z którymi trudno ci się dogadać, zdenerwowanie szefowej, które udziela się całemu zespołowi, utknięcie w martwym punkcie, brak poczucia wpływu – to częste uczucia maskowane słowem „nuda”. Podobnie znudzenie w małżeńskiej sypialni nieraz ukrywa emocjonalne niezaspokojenie, samotność, niewypowiedziane pretensje i rozczarowania. To mogą być trudne odkrycia, ale poznając prawdę o naturze swojej nudy, jesteśmy bliżej prawdy o sobie. Kiedy dowiesz się, kim jesteś i na czym ci zależy – destrukcyjna nuda nie znajdzie do ciebie dostępu.

CZY NUDNI LUDZIE NUDZĄ SIĘ CZĘŚCIEJ?

Odpowiedź brzmi: Niekoniecznie. Choć nie jest to do końca sprawiedliwe, niektórzy nudzą się jednak bardziej, bo podatność na nudę zależy w dużym stopniu od cech osobowości i temperamentu. Ekstrawertycy, osoby z osobowością narcystyczną, z osobowością lękową oraz ci, którzy mają słabe rozpoznanie swoich uczuć – odczuwają ją częściej. Podobnie jak ludzie rywalizujący, z wysokim zapotrzebowaniem na bodźce. Co ciekawe, kreatywni i ci z wysoką potrzebą mentalnej stymulacji wydają się na nudę uodpornieni, bo chroni ich… ciekawość. Łatwiej przychodzi im skupienie się nad tym, co się dzieje w ich otoczeniu lub w umyśle.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »