fbpx

Lepsi i gorsi. Dlaczego jesteśmy tak podzieleni? Skąd w nas tyle pogardy?

Topdog i Undergod w nas samych. Dlaczego jesteśmy tak podzieleni?
Topdog i Underdog. Jeden jest duży, drugi mały, jeden jest lepszy, drugi gorszy – ale obaj żyją w tym samym organizmie i w tym samym społeczeństwie. (Ilustracja: iStock)

Jeden jest duży, drugi mały, jeden jest lepszy, drugi gorszy – ale obaj żyją w tym samym organizmie i w tym samym społeczeństwie. O tym, co się dzieje, kiedy jedna część gardzi drugą, a druga gardzi pierwszą i sobą samą – rozmawiamy z psychoterapeutką Katarzyną Miller.

Mówiłyśmy już o wielu odmianach kryzysu, nie poruszałyśmy jeszcze tematu długotrwałego kryzysu, a z takim mamy teraz do czynienia. Co się z nami dzieje, kiedy jest nie tylko źle, ale wręcz gorzej? Załamujemy się czy wkurzamy? A może obojętniejemy?
Cóż, jeden się zbuntuje, a drugi się załamie. Jeżeli ktoś jest odporny psychicznie, czyli ma umiejętność wewnętrznego odradzania się – to po jakimś czasie podłamania wreszcie się podniesie, a jeśli wtedy znów coś w niego uderzy, to już się wkurzy. Ktoś mniej odporny psychicznie powie: „Boże, jeszcze to?!” i się złamie na pół. Ludzie reagują bardzo różnie na kryzysy i przeciwności życiowe. Podobnie jak na tzw. szczęśliwe trafy. Niektórzy, jak im się coś bardzo uda, kompletnie nie wiedzą, co z tym zrobić.

I pewnie aby zrozumieć przyczynę tych reakcji, trzeba by się cofnąć do dzieciństwa i najwcześniejszych doświadczeń?
Pewnie, jak zwykle, ale powiem ci, że mi się już nie chce. Skoro mówimy o kryzysie światowym, to wolałabym się na przykład odwołać do naszej historii jako narodu, do punktów, od których się odbijamy, i tych, w które wpadamy. Jako nacja mamy bowiem w sobie zarówno buńczuczność, śmiałość i odnawialność, jak i martyrologię, która jest stanem, gdzie energia kieruje się przeciwko nam, czyli jesteśmy ofiarami historii, i w związku z tym mamy prawo pewnych rzeczy nie umieć czy nie chcieć, no bo nas tak skrzywdzono w przeszłości. To taka częsta ludzka postawa typu „czego chcieć od kaleki, skoro mu nogi odcięło?”. Tylko że jedni siadają na wózku i uczą się tańczyć walca albo grać w piłkę ręczną, a inni nawet na wózku siąść nie chcą. Jako kraj jesteśmy złożeni z różnych, czasem skrajnych postaw, ale na pewno mamy jakiś wspólny rys.

Ale czy rys narodowy można by przenieść na przypadek indywidualnego człowieka?
Albo na odwrót: czy sytuację psychiczną jednostki można by uogólnić do narodu?

Jako naród jesteśmy teraz bardzo podzieleni. I to do tego stopnia, że nie znajdujemy w sobie zrozumienia dla tych, co myślą inaczej. Pogardzamy sobą nawzajem.
Bardzo lubię pracować procedurą gestaltowską, która się nazywa Topdog i Underdog, czyli lepszy i gorszy. Otóż w każdym człowieku znajduje się taka część, która sobie radzi, którą się można pochwalić, bo jest pozbierana, zorganizowana i odnosi sukcesy. W środku, w ukryciu jest druga część – ta mało zadowolona z siebie i z życia, nieszczęśliwa. Jedna jest duża, druga jest mała, jedna jest lepsza, a druga gorsza. Topdog nie chce mieć najczęściej nic wspólnego z Underdogiem, bo się go wstydzi i uważa, że bez niego byłoby mu lepiej. Underdog z kolei myśli: „Masz mnie w dupie, a ja tu siedzę w komórce i płaczę. Nikt mi nie pomaga, nikt mnie nie szanuje”. Jeżeli rozdźwięk między tymi dwiema częściami nie zostanie zobaczony i rozwiązany (a rozwiązaniem jest zacząć siebie wzajemnie zauważać i czerpać z siebie), dochodzi do prawdziwego rozłamu. Underdog, wbrew pozorom, jest ważniejszy w tym sensie, że to jest ta pierwotna część (bliska pojęciu Wewnętrznego Dziecka w Analizie Transakcyjnej). Bez niej nie możemy żyć. Jeżeli ktoś bardzo zainwestował w Topdoga i bardzo nie chce zauważyć Underdoga, to proces budowania wzajemnego porozumienia będzie trwał bardzo długo.

Sądzisz, że w naszym kraju dzieje się teraz właśnie coś takiego?
Właśnie! Ta część z nas, która poradziła sobie lepiej z różnymi historycznymi sytuacjami i wybiła się na dobrobyt i uznanie społeczne, uważa się za lepszą. W dodatku może się za taką uważać, bo obok egzystują gorsi – a tylko dzięki gorszym można być lepszymi. Tak zwanej elicie bardzo trudno przyznać, że nie byłaby elitą, gdyby nie istniały doły społeczne.

Jak daleko zaszły te podziały?
Moim zdaniem bardzo daleko. Podczas niedawnych demonstracji krzyczano „wypierdalać!”, co mnie się strasznie podobało. Bo wreszcie grzeczne dziewczynki przestały być grzeczne i uważam, że powinny zacząć mówić mocnym głosem, żeby były usłyszane, ale to „wypierdalać” powinno być skierowane wobec pewnych postaw, nie ludzi. Wobec chamstwa, braku szacunku oraz nieumiejętności słuchania.

Chcesz powiedzieć, że podział w Polsce nie jest wcale polityczny?
Wszystko jest polityką, kochana. Ale też wszystko jest psychologią. I socjologią. I biochemią.

Miałam na myśli to, że podział nie przebiega między lewicą a prawicą, tylko między tymi, którzy pogardzają, i tymi, którzy są pogardzani.
Zgadza się. I trzeba dodać jeszcze, że ci, którzy są pogardzani, pogardzają samymi sobą. I tego nienawidzą. I za to mają też za złe tym, którym się bardziej udaje – bo oni nie muszą siebie samych tak traktować. Dlatego to jest jeszcze głębsze.

Podczas październikowych demonstracji część osób wyszło na ulicę nie przeciwko pewnym politykom, a przeciwko właśnie takiemu traktowaniu innych, nieliczeniu się z ich zdaniem. Ostatnio mówiłaś, że jesteśmy zdradzani całe życie. Niektórzy poczuli się więc zdradzeni po raz kolejny, oszukani, użyci. I mają tego dość.
Jak to się mówi: przelało się. Za dużo rzeczy się już nazbierało. Oczywiście nie każda żona ciemiężona przez partnera zabija go, ale bardzo wiele – tak. To stan, który można określić jako „nie wytrzymam”, „za dużo”. I wtedy to idzie albo w stronę autodestrukcji, albo destrukcji wobec kogoś lub czegoś. Może też iść w obie strony i wtedy robi się już coś strasznego. W ogóle gdy pojawia się destrukcja, to ona pociąga kolejną. Użycie skrajnej destrukcji pozostawia nas właściwie z pustymi rękami.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Topdoga i Underdoga. Jeden bez drugiego nie może istnieć?
Społeczeństwo jest jednym organizmem, który potrzebuje obu części, w dodatku jedna powinna trochę pójść w dół, a druga trochę w górę. I obie powinny się ze sobą dogadać. Na pewno nie może istnieć sama lepsza strona, u jednostki to bardzo dobrze widać, w społeczeństwie – nie od razu. Całość jest pełnią, bo ma lewą i prawą stronę, dzień i noc, jasność i ciemność – i nie wiemy dokładnie, w którym momencie jedno w drugie przechodzi. Więc jeżeli społeczny Topdog myśli, że poradzi sobie bez Underdoga, to źle myśli. I coraz gorzej sobie radzi. Coraz bardziej mu czegoś brakuje, ale nie wie, czego. Oczywiście brakuje mu szacunku dla tego gorszego.

Brakuje nam do siebie szacunku?
Szacunku, myślenia filozoficznego, ale też duchowego, rozumienia istnienia tego świata. A świat to połączenie przeciwności, skrajności, jin i jang. Można się żreć z kimś, kto jest inny, a można się od niego czegoś dowiadywać i odnajdować w sobie inne odpowiedzi. Ale to wymaga spojrzenia na siebie z boku. Dystansu, dojrzałości. A tego też nam brak. Jako naród spotkaliśmy się na chwilę w momencie, w którym wygraliśmy z komunizmem – pojawiło się poczucie wspólnoty, bo mieliśmy wspólnego wroga. A kiedy nie mamy wroga, stajemy się wrogami dla samych siebie.

Takim wrogiem nie jest dla nas pandemia?
Ale na razie się w niej nie łączymy. Choć jednocześnie nie boimy się w jej trakcie wychodzić na demonstracje. Mamy na tyle dosyć, że się nie wahamy wystawić na ryzyko. Im bardziej krzyczą o ryzyku, tym bardziej my mówimy: jest coś ważniejszego.

Niedawno w jednej z reklam postawiono takie pytanie: Co jest ważniejszego od zdrowia nas samych i naszych dzieci? No i okazało się, że jest.
Bo po co ludzie wyszli na ulicę? Żeby walczyć o niepodległość osobistą, o to, by liczono się z ich zdaniem oraz nie podejmowano decyzji o nich bez nich – i to się okazało dla nich ważniejsze od zdrowia. To ludzi złączyło, jednak inne rzeczy znów podzieliły.

Ale mówisz, by odwołać się do historii…
Teraz musimy zrobić uczciwą diagnozę – zobaczyć, jak bardzo jesteśmy rozwarstwieni, jak jedni zapomnieli o drugich i jak bardzo ci zapomnieni mają tego dosyć. Bo dotarło do nich, że stanowią siłę, ale destrukcyjną – zamiast siły rozwiązującej. Prosisz o przykład z historii – spójrzmy na socjalizm, który miał wiele wad, ale dbał o pewne rzeczy na takim poziomie, by ludziom nie opłacało się ich tracić. Poza tym wszyscy byli w nim bardzo zrównani. Myśmy wraz z nowym polskim kapitalizmem wylali dziecko z kąpielą, bo wyżyny społeczne się rozwinęły, a doły zostały tam, gdzie były, i mają gorzej niż kiedyś.

Jest szansa na zasypanie tej przepaści?
Jeżeli prawica posługuje się biedą po to, żeby załatwić lewicę, a lewica wciąga się w walkę z prawicą, zamiast przypomnieć sobie, że zostawiła biednych – to na jakim poziomie rozwiązywania jesteśmy? Znów to powtórzę: żeby sobie z czymś poradzić, musimy najpierw zrobić diagnozę i zobaczyć, na co nas stać. Zorientować się, jakimi dysponujemy możliwościami na ten moment, żeby nie zaogniać sytuacji – i powoli zacząć działać. Topdog i Underdog mają siebie zobaczyć i powoli zacząć się nawzajem wspierać, bo współistnieją w tym samym organizmie. Mogą się ze sobą nie zgadzać, ale muszą siebie widzieć i słuchać. Poza tym gdyby każdy człowiek wiedział, że ma w sobie agresję i potencjał do nienawiści, to nie mówiłby, że tamci są be, a ja jestem cacy. Nie chodzi o to, by siebie potępić, tylko aby siebie poznać. A my głównie potępiamy – siebie albo drugą stronę. Trzeba przywrócić dyskurs społeczny. Słuchajmy siebie, słuchajmy innych. Nie potępiajmy, jednak też nie usprawiedliwiajmy się w kółko. I wiedzmy, że czasami zamiast walczyć można się po prostu nie podporządkować.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” czy „Daj się pokochać, dziewczyno” (wydane przez Wydawnictwo Zwierciadło).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze