Nie tylko libido. Najważniejsza w związku jest bliskość

bliskość w związku
W życiu człowieka i pary są okresy, w których seksu nie ma. Trzeba umieć się z tym pogodzić. Na tym polega dojrzałość. (Fot. Getty Images/Gallo Images)

To, czy i jak często mamy ochotę na seks, zależy od mnóstwa czynników. Jak radzić sobie ze spadkami libido i czy w ogóle trzeba sobie z nimi „radzić” – pytamy seksuologa Michała Pozdała.

Historia, która przytrafia się w bardzo wielu związkach: kochamy się, chcemy być razem, ale na jakimś etapie wspólnego życia odkrywamy, że mamy zupełnie różny apetyt na seks. Czy taka para może być szczęśliwa?
Oczywiście, że tak! To mit, że seksualność musi być na nie wiadomo jakim poziomie, aby związek mógł dawać satysfakcję i szczęście. Powiedziałbym wręcz, że seks u większości par określić można jako średni czy nawet kiepski, a ich wspólne życie okazuje się całkiem udane. Jakość relacji przeważa.

Czytałam wyniki badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, według których pary uprawiają seks rzadziej niż single. W tym kontekście pana słowa wydają się bardzo pocieszające. Z drugiej jednak strony przeczytałam wywiad, w którym powiedział pan, że lepiej seksu nie uprawiać w ogóle, niż uprawiać seks kiepski.
Podtrzymuję też wcześniejszą opinię, bo tu chodzi o dwie zupełnie różne rzeczy. W pierwszym wypadku mówimy o zadowoleniu z seksu, który nie jest gorący, nie jest wystrzałowy, a jedynie poprawny; łączy jednak ludzi pozostających w szczęśliwej relacji. Druga sytuacja to świadome decydowanie się na seks, o którym wiemy, że łączyć się będzie z negatywnymi przeżyciami – uprawiany na przykład dlatego, że tak wypada, bo ktoś nas zmusza… Jeśli seks ma być obarczony złymi emocjami, to lepiej go nie uprawiać.

Ale czy oznacza to, że z niezbyt udanym seksem oraz różnicami w libido nie można nic zrobić? U dwóch osób z nierównym popędem płciowym mamy zwykle do czynienia z sytuacją, w której partner o wysokim libido chciałby nad sprawą pracować; a osoba, która ma libido niższe, wolałaby zostać zaakceptowana taka, jaka jest…
To, że zmiany w tym obszarze będzie chciała wprowadzić osoba o większym apetycie, jest naturalne. Czy należy się na nie zgodzić? Nic nie należy – i wiele osób na tym poprzestanie – ale można i warto! Zacznijmy od rozmowy, która świadczyć będzie o dojrzałej postawie. Powiedzmy sobie szczerze: „Od dawna nie uprawialiśmy seksu” albo: „Uprawiamy seks zbyt rzadko”, albo: „Nasz seks jest byle jaki”. I umówmy się na wprowadzenie pewnych zmian w stylu życia – czasami mogą one być bardzo niewielkie, a pozwolą osiągnąć zadowalające efekty.

Czy już na tym etapie warto szukać pomocy seksuologa?
Seksuolog czy terapeuta nie jest kimś, kto posługuje się magiczną różdżką, ma lekarstwo na wszelkie zło i załatwi jakiś problem za nas. Każdy dysponuje wieloma narzędziami, które może samodzielnie wykorzystać, jeśli tylko zechce wykazać się pewną zaradnością. Oczywiście czasem się to nie udaje – wówczas rzeczywiście zachęcam do wizyty u specjalisty. Przedtem jednak spróbujmy podziałać sami. W pierwszej kolejności musimy sobie uświadomić, że libido jest nierozerwalnie związane ze stanem zdrowia. Wydaje się to oczywiste, ale prowadząc własną praktykę, zauważam, że ludzie często o tym zapominają. Brak potrzeby seksualnej warto więc potraktować jako sygnał od ciała, które woła: „Zajmij się mną, coś złego się ze mną dzieje!”. Przy dzisiejszym szybkim i stresującym stylu życia brak ochoty na seks stał się prawdziwą plagą. A w wielu przypadkach wystarczyłoby, żeby człowiek zregenerował się fizycznie i przyjrzał temu, co dzieje się z jego zdrowiem.
U mężczyzn warto sprawdzić kwestię wszelkich zmian naczyniowych, rozwijającą się – często po cichu – cukrzycę i zbyt wysoki poziom cholesterolu. U kobiet podobnie – weźmy pod uwagę serię badań pod kątem chorób przewlekłych, takich jak cukrzyca czy dolegliwości tarczycy, problemy z ciśnieniem; sprawdźmy, czy partnerka nie cierpi na depresję, w tym depresję maskowaną. Z wieloma chorobami, a także z życiem w ciągłym stresie, łączy się często podwyższony poziom prolaktyny, który wpływa negatywnie na libido. Moim pacjentom radzę też często, by poszukali dobrego fizjoterapeuty i zafundowali sobie masaże relaksacyjne oraz regenerujące kąpiele w solach magnezowych, chętnie stosowane przez sportowców. Wszystko to dlatego, że kwestia dbania o siebie i swoje ciało jest w kontekście seksu szalenie istotna. Proponowanie rocznej terapii komuś, kto powinien zwyczajnie odpocząć i zastanowić się chwilę nad swoim stylem życia, byłoby z mojej strony nieuczciwością.

Mówi pan o ciele, a podobno najważniejszym organem seksualnym człowieka jest mózg. Sama, choć dbam o siebie, zdrowo jem, nie choruję i uprawiam sport, często odnoszę wrażenie, że to w głowie nie mam już wolnych szufladek na takie rzeczy, jak udoskonalanie seksu z własnym mężem.
Pamiętajmy, że ciało i duch to naczynia połączone. Jeśli ciało nie będzie sprawne, to nie nadąży za podnieconym mózgiem; podobnie, jak nawet zadbane i zdrowe ciało nic nie poradzi, jeśli głowa powie „nie”, bo jeszcze trzeba wyprowadzić psa i zapłacić zaległe rachunki. Jeżeli seks staje się kolejną rzeczą do zrobienia, jeszcze jednym punktem w kalendarzu, na którego wypełnianie nie mamy już siły i ochoty – nic dobrego z tego nie wyniknie. Na szczęście po raz kolejny z pomocą przychodzą proste rozwiązania. Para może umówić się, że poprzestawia elementy planu dnia, zaaranżuje romantyczne spotkanie, po prostu spróbuje znaleźć przestrzeń na seks. Potrzeba tu jednak chwili refleksji i planowania.

Czyżby mitem było więc stwierdzenie, że seks to coś naturalnego, co powinno przychodzić bez żadnego wysiłku, jak oddychanie?
Seks jest naturalny, ale trzeba nad nim pracować. Mitem jest też to, że musi się dziać spontanicznie. Bardzo często trzeba go zaplanować.

Przeczytałam gdzieś, że seks lepiej porównać do gotowania niż do naturalnej czynności jedzenia. Naturalny jest oczywiście sam akt, jednak wymaga przygotowania potrawy, zaplanowania jej pory i przemyślenia składników. Czy z seksu trzeba w pewnym sensie uczynić priorytet niczym ze smacznej i pożywnej kolacji?
Powiedziałbym, że priorytetem trzeba uczynić bliskość. To o nią szczególnie zadbać. Myślę tu nie tylko o bliskości słownej czy duchowej, ale właśnie fizycznej. Głównym wrogiem libido zawsze będzie obowiązek. Dbanie o bliskość fizyczną pozwala pewnym rzeczom dziać się samoistnie, a nie z obowiązku.

Mój mąż mówi zawsze, że seks to nie tylko szaleństwa w sypialni, ale także poranny buziak na do widzenia – chodzi mu o to, że trzeba dbać o intymność, czułość, bo inaczej ciężko jest przestawić się z trybu „wspólnie zarządzamy domem i rodziną” na ten, jaki łączy kochanków.
I ma rację. Ważne jest także, aby zrozumieć, dlaczego jedna ze stron nie ma ochoty na seks. Może właśnie dlatego, że tej bliskości nie było? Może ma jakieś ukryte pretensje, żale? Może przechodzi trudny okres? Wracamy więc do punktu wyjścia – rozmowy i sprawdzenia najważniejszych czynników wpływających na pożądanie.
Warto dodać, że coś takiego jak optymalny poziom libido nie istnieje. Każdy ma inny apetyt na seks; zmienia się on też w ciągu naszego życia. Zależy od wieku, od fazy życia rodziny; u kobiet dodatkowo także od cyklu miesięcznego, w odróżnieniu od mężczyzn, u których libido jest bardziej linearne.

Bliskość to czułość, troska, wzajemne wspieranie, dbanie o intymność. (Ilustracja: iStock)

Rozmawiając ze swoimi koleżankami, odniosłam wrażenie, że praktycznie wszystkie zmagają się z problemem niższego libido niż ich partnerzy, ale z drugiej strony coraz częściej słyszy się, że problem ten równie często dotyka mężczyzn.
Tak rzeczywiście jest. Wielu mężczyzn zaczyna odmawiać seksu z powodu stresu i przemęczenia, o którym już rozmawialiśmy. Ogromnym wrogiem jest także pornografia, która odbiera im ochotę na kontakty z realnymi partnerkami – masturbacja okazuje się szybszą drogą do gratyfikacji. Nierzadko pojawia się wtedy problem błędnego koła. Kobieta odmawia współżycia, bo zobaczyła, jak on się onanizuje, oglądając filmy; może nawet ma ochotę na seks, ale czuje do niego obrzydzenie, bo go przyłapała… I to jest jeden z tych momentów, kiedy trzeba udać się do mądrego specjalisty, szczególnie jeśli problem utrzymuje się dłużej niż pół roku. Pamiętajmy przy tym, że terapia musi odbyć się w parze – rzetelny terapeuta nie poprowadzi jej tylko z jedną z osób. Jeśli partner odmawia współpracy, mamy, niestety, sytuację patową.

Czego należy spodziewać się od takiej terapii, jak ona wygląda? Odmowa wynika często ze strachu i niewiedzy.
Różni specjaliści pracują w różny sposób, ale na pewno należy spodziewać się pytań i rozmów. I zaufać – rzetelny terapeuta da sobie radę. Sprawi, że będziecie w stanie mówić, choć na początku wyda się to trudne. Niektórym parom potrzeba na to więcej czasu, innym mniej – ale moment otwarcia zawsze przychodzi. Czasem trzeba zacząć od nauki słów, pojęć, bo niektórzy pacjenci nie potrafią się nimi posługiwać. Na to również musimy dać sobie czas.

O dawaniu sobie czasu warto też chyba pomyśleć w kontekście trudnych życiowych momentów, które sprawiają, że jedno z nas nie odczuwa ochoty na zbliżenia. Mam tu na myśli narodziny dziecka, depresję czy choroby, o których rozmawialiśmy wcześniej.
W tych sytuacjach najważniejszym zadaniem partnera jest zapewnić drugiej osobie komfort i bezpieczeństwo. Niezmiennie warto rozmawiać, także przy asyście i pomocy specjalisty. Często dzieje się tak, że już sama rozmowa staje się lekiem. Najgorszym rozwiązaniem jest udawanie, że problem nie istnieje, i zamiatanie pod dywan. Powiedzmy też głośno – po to człowiek umie się masturbować, żeby właśnie w takich momentach móc rozładować seksualne napięcie. Nie wolno partnera zmuszać do zbliżeń ani wpędzać w poczucie winy.
Podkreślam często, że w życiu człowieka i w życiu pary istnieją okresy, w których seksu po prostu nie ma. Trzeba umieć się z tym pogodzić. Na tym zresztą polega dojrzałość – wiemy, że skoro zdecydowaliśmy się na związek, i jest to związek monogamiczny, to w pewnych momentach może być nam trudno, ale musimy i chcemy się z tym zmierzyć.
Szczególnym przypadkiem jest tu depresja, z którą walczy coraz więcej ludzi. Jest ona jedną z tych chorób, które skutecznie odbierają ochotę na seks; co więcej, antydepresanty mają niebagatelny wpływ na libido. Depresja sprawia, że chory nie ma na nic siły; sama w sobie jest zaś siłą ogromną. Często osoby bliskie choremu również potrzebują pomocy terapeutycznej. Podkreślmy, że tu zdecydowanie najważniejszy jest kontakt z lekarzem psychiatrą oraz przemyślane dobranie odpowiednich leków – takich, które na libido wpływać będą w możliwie najmniejszy sposób.

Załóżmy, że szczęśliwie uporaliśmy się z chorobą czy innymi życiowymi problemami. Czy ochota na seks wraca wtedy automatycznie? Z jednej strony można przecież porównać seks do jazdy na rowerze, z drugiej – mówi się, że po trudnych okresach trzeba uczyć się go od nowa.
Technicznie rzecz biorąc, seks rzeczywiście jest jak jazda na rowerze. Ciało pamięta, istnieje niezawodna pamięć mięśniowa. Po długim okresie abstynencji na nowo musimy uczyć się raczej bliskości i tego, jak spojrzeć na partnera z perspektywy seksualnej. Jeśli przestaliśmy traktować się wzajemnie jak kochankowie, to w powrót do tego trzeba będzie włożyć pracę