fbpx

Zmiany w życiu zawodowym: do kogo warto zwrócić się o radę?

Sukces zawodowy: do kogo warto zwrócić się o radę?
(Fot. iStock)

Zakładając własną firmę lub podejmując inne decyzje dotyczące spraw zawodowych, chcielibyśmy poradzić się kogoś mądrzejszego, z doświadczeniem. Jak rozpoznać, kto nam dobrze życzy, a kto tylko zniechęca? – Po pierwsze, odrzućmy malkontentów – radzi coach Karolina Cwalina.

Uważasz, że powinniśmy słuchać rad innych? Gdy przygotowywałam się do naszej rozmowy, przejrzałam mnóstwo blogów i tekstów na ten temat. Znalazłam skrajne opinie. „Ufaj tylko sobie” albo: „To dzięki wskazówkom innych odniesiesz sukces”. Kto ma rację?
Moim zdaniem nie powinniśmy słuchać wszystkich, ale mądrzejszych od nas – już tak. Chociaż, oczywiście, czasem trudno przyznać się nawet przed sobą, że ktoś jest od nas mądrzejszy.

Ale co to znaczy? Kim jest ktoś mądrzejszy od nas? Jak to zweryfikować?
Powinien być to ktoś, o kim wiemy na pewno, że życzy nam dobrze, dopinguje nas, wspiera. Przeczytałam niedawno tekst, który powstał po rozmowach z kilkudziesięcioma odnoszącymi sukcesy biznesmenami. Zadano im jedno pytanie: „Jaka jest najlepsza rada, jaką otrzymałeś w swoim życiu?”. I choć rady były różne, większość z nich usłyszała je od kogoś z rodziny – matki, ojca, ukochanej babci, ciotki czy wujka. Na przykład T. Boone Pickens, amerykański biznesmen, przewodniczący zarządu BP, którego majątek szacuje się na 1,4 miliarda dolarów, wyznał, że przez całe życie pamiętał radę swojej babci, która powtarzała, że w drodze na szczyt nie ma sensu obwiniać innych za porażki, bo najczęściej to my zawodzimy. Ktoś inny usłyszał od mamy: „niczego nie żałuj” i dlatego odważnie podejmował decyzje.

Tylko czy to są konkretne rady, czy raczej wskazówki, które potem stają się naszymi przekonaniami?
Ale te wskazówki są bardzo ważne. Spójrzmy na przykład na założenie firmy – jak było w moim przypadku. Wiadomo, że nikt ze starszego pokolenia nie będzie raczej się znał na temacie budowania wizerunku na Facebooku, fanpage’ach czy YouTube, ale jeżeli chodzi o życiowe sprawy, będzie wiedział znacznie więcej: co jest istotne, na co zwracać uwagę. Dlatego ważne, żeby umieć słuchać rad, a nie złościć się, obrażać. Zawsze warto przypomnieć sobie siebie sprzed 10 lat. Czy nie mieliśmy wtedy poczucia, że wszystko potrafimy? Prawie zawsze okazuje się, że tak. Dziś z perspektywy czasu widzimy swoje błędy w myśleniu. Często powtarzamy. „Ale byłam głupia”, „Jak tak mogłam?”.

Dlaczego to jest takie ważne?
Bo największą inspiracją do działania są ludzie. Jeśli potrafimy mądrze słuchać, to czerpiemy z tego ogromne korzyści. Są tacy, którzy kompletnie nie potrafią słuchać innych i źle na tym wychodzą. Ważne jest znalezienie złotego środka, bo tak jak już kiedyś mówiłyśmy, są tzw. przyjaciele, którzy mówią, że coś robimy źle, że to nie się nie uda – a wcale nie mają racji.

Rozumiem: „to jest złe, to się nie uda” – to żadna rada, bo nic nie wnosi.
Nie traktujmy poważnie opinii osób, które wiecznie narzekają, a same nic nie robią ze swoim życiem. Jestem zwolenniczką teorii, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować. Poza tym zobacz, jak to brzmi: „To się nie uda”. Nawet mówiąc to zdanie, czuję w sercu ciężar. Ale to samo można wyrazić zupełnie innymi słowami: „Przemyśl dwa razy, czy to na pewno dla ciebie, czy to jest ten moment. Rozważ wszystkie za i przeciw”. Autorytetem może być dla nas ktoś, kto odniósł sukces w dziedzinie, która nas interesuje. Pytasz przyjaciółki: „Zakładać własną firmę czy nie?”. Ona się na tym nie zna, ale jej siostra tak, bo sama kilka lat temu założyła portal kulturalny, dostała dotacje z Unii. Dobra przyjaciółka wtedy nie stopuje, tylko od razu wpada na pomysł, żeby porozmawiać z jej siostrą. A gdy masz problem w związku, to do kogo zwrócisz się o pomoc? Przecież nie do przyjaciółki singielki, która skwituje krótko: „rzuć go”, tylko raczej do koleżanki, która ma poukładane życie osobiste. Wybierajmy tych ludzi, o których wiemy, że na dany temat mają wiedzę większą od nas. Tak jak do mnie przychodzą kobiety, które chcą zmienić swoje życie. Mogą mi zaufać, bo wiedzą, że ja zrobiłam rewolucję w swoim. Czyli moje doświadczenia sprawiły, że jestem dla nich bardziej wiarygodna.

Ale gdzie jest ta granica? Na pewno masz klientki, które wychodzą od ciebie zafascynowane, gotowe na zmianę, pełne energii, a następnego dnia porozmawiają z kimś sceptycznym i od razu tracą tę siłę.
Jako coach pracuję z takimi kobietami nad umacnianiem ich poczucia własnej wartości. Jeśli je masz, to nie zachowujesz się jak chorągiewka na wietrze. Masz wobec innych postawę życzliwą, ale nie czołobitną. OK, niech inni nam doradzają, słuchajmy mądrzejszych od siebie, ale jednocześnie filtrujmy wszystkie rady, które dostajemy. Jeśli przychodzi do mnie klientka i ja widzę, że ona bardzo chce coś zrobić, to moim zadaniem jest jej nie oceniać. Najwyżej się sparzy. Nigdy nie będzie wiedziała, jeśli nie spróbuje. Natomiast gdy z czegoś rezygnujemy pod wpływem innych, zostaje w nas takie uczucie smutku i żalu: „miałam szansę, nie wykorzystałam jej, a co by było, gdyby…”. To uczucie jest znacznie gorsze.

Tylko że nawet ludzie, którzy osiągnęli sukces w danej dziedzinie, dochodzili do tego różnymi drogami, mają różne osobowości – każdy więc może mówić co innego.
Usłyszałam ostatnio od kolegi bardzo mądrą rzecz. Że on nie patrzy na konkurencję, bo gdyby to robił, to od każdego by chciał coś „wziąć” i w rezultacie nie zrobiłby nic swojego. Dlatego tak ważne jest przefiltrowanie każdej rady. Musimy patrzeć na siebie: czy taka wskazówka będzie mi służyć, czy mam osobowość podobną do radzącego, czy kompletnie nie. Co mogę – mimo wszystko – wyciągnąć z tego dobrego dla siebie.

Załóżmy, że rozmawiasz z kolegą menedżerem i on ci mówi: „Odniesiesz sukces, jak będziesz zarządzała twardą ręką”. A to do ciebie nie pasuje, bo jesteś empatyczna, stawiasz na porozumienie w zespole. Nie możesz wziąć tej rady całkiem do siebie. Ale już zastanowić się, co ci się z tego przyda – tak. Może są obszary, gdzie możesz być twardsza, bardziej konsekwentna, wyraźniej stawiać współpracownikom granice. Albo radzisz się babci, która przeżyła szczęśliwe 60 lat z dziadkiem. Ona mówi: „Najważniejszy jest kompromis, elastyczność, wybaczanie”. To się, oczywiście, kłóci z dzisiejszym trendem, który można określić hasłem: „ja, moje, dla mnie”. Ale coś możesz z tego wynieść. To nie znaczy, że masz nagle akceptować zdrady i przymykać oko na wszystkie słabości, ale może dzięki babci przesuniesz trochę swoje granice. Zrozumiesz, że żaden związek się nie uda bez pewnej miękkości i akceptacji. Mniej będziesz ulegała przyjaciółkom, które często lekko rzucają: „stać cię na więcej”. Tylko co to znaczy „więcej”?

Przeczytałam gdzieś: rady kogoś, kto już osiągnął sukces, są bezcenne na samym starcie.
Tak. Bo choć możemy wybrać inną drogę, pewne wskazówki są bezcenne. Jeśli chcesz być pisarką – od innych pisarzy możesz czerpać wiedzę, do jakich wydawnictw się odzywać, jak się nie zrażać, zdyscyplinować. Zbieramy historie innych, a potem wyciągamy coś dla siebie. Wychodzi z tego też dużo „ogólnych” prawd dotyczących niepoddawania się, wysiłku, który najczęściej trzeba włożyć, momentów zastoju, reakcji znajomych, innych pisarzy i tak dalej. Mnie kiedyś przyjaciółka, która ma duże doświadczenie w biznesie, spytała, jakie mam profity z tego, co robię. A potem zaczęła mi radzić, jak pomysł zamienić w pieniądz. Była w tym bardzo ostra i konkretna. Nie obraziłam się, nie powiedziałam: „Moja sprawa”, tylko posłuchałam. Opracowałam strategię, kolejne plany – wszystko dzięki niej. Z drugiej strony, kiedyś nie posłuchałam tych, którzy mi mówili, że „Sexy zaczyna się w głowie” to infantylne hasło. I wciąż uważam, że miałam rację.

Kogo na pewno nie słuchać?
Ludzi zawistnych i zazdrosnych, którzy boją się wyjść poza swoją strefę komfortu i nic nie robią, tylko narzekają, źle życzą innym.

Nie jesteś zbyt krytyczna? Czasem te osoby udzielają takich rad z dobrej woli.
Być może. Ale dla mnie to jest pseudodobra wola. Jak można radzić komuś dobrze w sferze, o której nie ma się pojęcia? Co nam z tego, że usłyszymy: „Ja na twoim miejscu nie zaryzykowałabym, czasy są ciężkie”. Taki człowiek mówi o czymś przez pryzmat własnego doświadczenia. Mówi o nas, naszej sytuacji, a wyraża w tym własny lęk przed zmianą, porażką. Przyjrzyjmy się osobom, które nam doradzają. Kim są, jaka jest ich osobowość, jak wiele zdobyły w dziedzinie, która jest dla nas ważna.

Karolina Cwalina ECPC, coach, autorka programu „Sexy zaczyna się w głowie”, www.sexyzaczynasiewglowie.pl

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze