fbpx

Troska o własne ciało – co to oznacza?

Troska o własne ciało - co oznacza?
W naszym podejściu do ciała często brak szacunku i troski. A przecież ono czuje, jak je traktujemy, i odpowiada na to na poziomie fizjologicznym. (Fot. iStock)

W naszym podejściu do ciała często brak szacunku i troski. A przecież ono czuje, jak je traktujemy, i odpowiada na to na poziomie fizjologicznym. – Ciało potrzebuje więcej niż pożywienia, możemy je karmić słowem i dotykiem – mówi terapeutka i autorka książek rozwojowych Dagmara Gmitrzak.

W ramach coachingowego ćwiczenia zastanawiałam się, czy i jak dbam o swoje ciało. Uświadomiłam sobie, że w moim stosunku do niego mało jest troski, a dużo wyzysku. I myślę, że jest to, niestety, dość powszechne podejście…
Takie eksploatacyjne traktowanie ciała bierze się stąd, że nikt nas nigdy nie nauczył, czym właściwie ono jest (a jest częścią naszej istoty) i jak się nim zajmować. Oczywiście dbamy o higienę ciała, robimy badania i chodzimy do lekarza, ale to nie oznacza jeszcze, że się o nie troszczymy. Bo relacja z ciałem – jak każda – wymaga czasu i codziennej pracy. Dobrze zacząć od poznawania swojego ciała krok po kroku i akceptowania tego, czego się dowiadujemy. Chodzi o to, by po kolei „zdejmować” różne powłoki, czyli przekonania, które mamy na temat ciała, najczęściej powstałe w dzieciństwie lub nastoletności. Nazywam to objęciem ciała czułą świadomością i traktowaniem go jak przyjaciela.

Jak więc zostać przyjacielem swojego ciała?
Przede wszystkim postrzegać je jako odrębny byt inteligentny. W swojej książce „Jak pokochać siebie” wprowadzam pojęcie kobiecego ciała jako świątyni. Nie w znaczeniu religijnym, ale jako miejsca wyjątkowego, które potrzebuje naszej troski i szacunku. Wyobraźmy sobie, co by było, gdybyśmy w ten sposób traktowały każdą część swojego ciała. Kolejny krok to rozmowa ze swoim ciałem, bo – jak wskazują badania – ono odbiera to, co i jak do niego mówimy, przechowuje to w pamięci komórkowej i odpowiada na poziomie fizjologicznym. Taką rozmowę warto przeprowadzić przed lustrem, w którym możemy przejrzeć się w całości. Zaczynamy od „skanowania” uwagą całego ciała i zauważania, jakie emocje się pojawiają i w których miejscach, gdy mówimy do siebie na głos. W każdą trudniejszą emocję warto zagłębić się, żeby rozpoznać, co jest pod tą pierwszą reakcją – np. żal, wstyd, ból – jednak lepiej nie przywiązywać się za bardzo do samej myśli, tylko rozwijać ją na poziomie racjonalnym, na przykład w taki sposób: „OK, nie mam ud jak modelka, ale czy naprawdę mi to przeszkadza?”. Jeśli tak, to jak mogę wyćwiczyć mięśnie? Ważne, by powstrzymać się od osądów, ocen, nie wchodzić w samokrytykę.

Naszą najbardziej widoczną wizytówką jest twarz. I w tej jednej chwili, kiedy rano spoglądamy w lustro, możemy ustawić sobie dzień „na tak” albo „na nie”…
Warto więc patrzeć w oczy, a nie na twarz, czyli nie wyszukiwać kolejnej krosty na twarzy albo zagnieceń od poduszki… Bardzo dobre jest ćwiczenie, którego prekursorką jest Amerykanka Louise Hay, a polega ono na tym, by co rano przez chwilę spojrzeć sobie głęboko w oczy i powiedzieć coś miłego, najlepiej: kocham cię. W ten sposób wprawiamy się w dobry nastrój i nadajemy oczom blask, który jest znakiem witalności, akceptacji siebie. I kiedy potem przeniesiemy wzrok na twarz, to będziemy dla siebie czulsi i różne niedociągnięcia wyglądu staną się dla nas mało ważne.
Dobrą praktyką jest również gładzenie twarzy. To odwołanie się do wspomnień pierwszego dotyku albo danie sobie tego dotyku, jeśli kiedyś nam go zabrakło. To jednocześnie komunikat dla ciała: „jestem z tobą, wszystko jest w porządku”. Inny sposób to robienie masażu całej głowy opuszkami palców – jest bardzo relaksujące, a zarazem „neutralizuje” krytyka wewnętrznego, bo uspokojony umysł nie będzie poddawał się impulsowi karcenia siebie i innych.

Które obszary ciała najtrudniej nam zaakceptować?
Przez lata pracy z kobietami uświadomiłam sobie, że najbardziej zaniedbane i nieakceptowane przez nie są – oprócz twarzy – piersi i brzuch. Warto sprawdzić, co za tym stoi, bo te obszary związane są z organami symbolizującymi kobiecość. Piersi odnoszą się do umiejętności brania i dawania – dobrze przyjrzeć się, czy w tych aspektach naszego życia panuje równowaga. Z kolei brzuch mieści macicę, jajniki, waginę, które utożsamiają kobiecą kreatywność, seksualność i moc. W naszej kulturze promuje się płaskie brzuchy, a tymczasem ważne, żeby wewnątrz było dość miejsca na wszystkie narządy i żeby można było swobodnie oddychać przeponowo-brzusznie. Piersi, jajniki i szyjka macicy są również często narażone na poważne choroby, co na poziomie mentalno-emocjonalnym może się wiązać z odrzuceniem swojej kobiecości, ale również z syndromem matki Polki, która poświęca się dla bliskich.

Zatem jak najlepiej się o nie zatroszczyć?
Przede wszystkim gładzić je, dotykać, żeby je lepiej poczuć. Ciało bardzo potrzebuje przytulenia i dotyku, lecz my często wypieramy tę potrzebę. Na warsztatach, które prowadzę, proponuję również praktykę głębokiej relaksacji i świadome „łączenie się” z narządami kobiecymi. To jest właśnie to objęcie swojego ciała czułą świadomością. Ważna jest także praca z głosem. To bardzo mocna praktyka wyrażania emocji z obszaru miednicy, poprzez różnorodne dźwięki. Gardło i narządy kobiece są połączone. Otwierajac się na swój głos, otwieramy się też na swoją kobiecą moc, kreatywność i seksualność.

Dopiero teraz, kiedy słucham tego, co mówisz, uświadomiłam sobie, że w kontakcie z ciałem właściwie wykorzystujemy tylko jeden zmysł: wzroku. Rezygnujemy ze słuchania, dotykania…
Tak, dlatego bardzo polecam świadomą relaksację w pozycji leżącej, która daje wrażenie wielozmysłowości. To jak schodzenie w głąb ciała, przez kolejne jego poziomy – do punktu, w którym ciało, umysł i dusza są jednością. To swoiste nurkowanie warto praktykować codziennie, najlepiej przed snem. Efekt wielozmysłowości daje taniec, który nazywam intuitywnym: włączamy muzykę, która w danej chwili nam się podoba, zamykamy oczy i z ufnością pozwalamy ciału zabrać się w podróż. W kulturze aborygeńskiej jest nawet taka opowieść: biały człowiek mówi, że się źle czuje – a Aborygen go pyta, kiedy ostatnio tańczył… Ciało potrzebuje więcej niż tylko pożywienia, możemy je karmić słowem i dotykiem. Kiedy czuje, że zajmujemy się nim głębiej niż na poziomie czysto fizjologicznym, zaczyna dawać nam z siebie więcej, czyli czuć się lepiej.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze