fbpx

Za zakrętem. Rozstanie to tylko jedno z możliwych zakończeń romansu

Za zakrętem
Czego brakuje w naszym związku, że zrobiło się miejsce na tę trzecią lub tego trzeciego? (Fot. iStock)

Stały związek, a on oznajmia, że ma romans. Czy to koniec, czy może warto ratować tę miłość? – Rozstanie to tylko jedno z możliwych zakończeń tej historii. Jeśli nadal chcesz z nim być, daj jemu i sobie czas, a potem pozwól mu wrócić. Tyle że na nowych warunkach – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Pijesz poranną kawę, przeglądasz informacje w telefonie. Twój związek to nie siódme niebo, ale nie spodziewasz się tego, co za chwilę usłyszysz od partnera: „Kocham inną, kiedyś z nią byłem, wtedy nam nie wyszło, ale…”.
„Ale zawsze ją kochałem”, bywa, że tak to wygląda. No i masz wtedy kilka wyjść. Możesz się totalnie obrazić. Wyrzucić go z domu, razem z jego gadżetami i uczuciami, a potem: wpaść w rozpacz, pić wino i skarżyć się przyjaciółkom. Możesz też szlochać i prosić, żeby został, bo dom, bo dzieci, bo miłość… Ale! Możesz też postąpić wbrew romantycznym mitom: spokojnie dopić kawę i powiedzieć: „Daj sobie trochę czasu. Upewnij się, że to na pewno to”.

Czekać, aż zakochany partner sprawdzi, czy kocha inną?
Właśnie, tak można zrobić. Popatrz na to od strony psychologii, a ona mówi, że powrót uczucia jest naturalny, jeśli między dwojgiem ludzi coś się kiedyś nie dopełniło. Dlatego, jeśli usłyszysz takie słowa od mężczyzny, odetchnij głęboko i nie rób niczego pochopnie. Daj mu czas, żeby mógł sam podjąć decyzję o tym, czego chce. Oczywiście ty także musisz się zastanowić, czy nadal chcesz z nim być! Koniecznie wtedy się czymś zajmij. Czymś konstruktywnym, co cię wciągnie. Skup się na sobie, na swoich sprawach. Praca, sport, pasje…

Dać jemu i sobie czas. Ale jak takie czekanie wytrzymać?
Będzie to zapewne przykre, bolesne, trudne, ale potraktuj to jako cenę za rozwój wewnętrzny. Jeśli jednak wiesz, że nie dasz rady i wciąż będziesz go szarpać żalami i pretensjami, lepiej na ten czas wyproś go z domu: „Wróć, jak będziesz pewny, że chcesz ze mną być. Nie wiem, jak długo będę na ciebie czekać”. Możesz też czas na decyzję skrócić: „Zakochałeś się w 20-latce. Rozumiem. Czy ona da ci wszystko, czego potrzebujesz? Przecież ona nie jest mną. Ja teraz jadę w góry, też muszę tę sprawę przemyśleć. Ustalimy, co dalej z nami, kiedy wrócę”.
Kiedy będziesz sama, to po cichu możesz sobie trochę popłakać. Możesz się poskarżyć zaufanej przyjaciółce, powiedzieć jej, co się stało, ale nikomu więcej.

Dlaczego?
Na tym etapie to nie ma sensu. Dopiero jeśli po paru miesiącach ten romans nadal będzie trwał, pożegnasz się z tym mężczyzną i wtedy powiesz znajomym, że się rozstajecie. Nie ma co tracić życia na uganianie się za kimś, kto cię nie kocha. To za mało do szczęścia we dwoje. Daj sobie szansę na spotkanie kogoś, kto także ciebie obdarzy uczuciem.

Może kiedy wrócę z tych „gór”, to już go nie będę chciała chcieć?
Tylko żeby to nie było po złości. Możesz chcieć się zemścić, ale po co? Jeśli nadal kochasz tego mężczyznę, to wtedy odrzucasz sama własną miłość. Powiesz: co to za miłość, co to za związek?! A ja na to: takie jest życie. Po takiej próbie z ułomnej relacji może się narodzić dobry związek, pełen bliskości i radości bycia razem.
Rozstanie to tylko jedno z możliwych zakończeń tej historii. Zazwyczaj po miesiącu czy dwóch jest już po miłości do 20-latki czy wielkim powrocie do byłej. I jeśli nadal chcesz tego mężczyznę, pozwól mu wrócić. Tyle że na nowych warunkach.

Nowe warunki? Czyli zapewnienie, że się z tamtą kobietą już nie spotka, że ją wyrzuci ze znajomych i…
Nie wymagałabym, żeby tak radykalnie zerwał tę znajomość. Są jednak kobiety, które myślą, że to konieczne, bo jak on z tamtą jeszcze kiedyś pójdzie na kawę, to już do domu nie wróci. Przepadło. Oczywiście, lepiej, żeby się wyraźnie zdeklarował, powiedział, że tamta już nie jest mu potrzebna. Lepiej, żeby się z nią nie kontaktował, bo to stwarza okazję do powtórki z rozrywki. Ja jednak myślę, że nie należy nikogo zawłaszczać. Jeśli on podejmie decyzję, że chce z tobą być, to będzie. A jak mu to wmówisz albo narzucisz i będziesz pilnować, sprawdzać, kontrolować – to odejdzie albo zacznie prowadzić podwójne życie.

Za zakrętem
(Ilustracja Magdalena Pankiewicz)

Mówiąc o nowych warunkach, miałam na myśli to, że on musi zrekompensować ci ten czas, kiedy był zajęty kimś innym. Należy ci się za to coś wyjątkowego. Nie zapłata, ale dowód na to, że chce być z tobą. Bardziej w obszarach zmiany nawyków. Na przykład zacznie z tobą spacerować, chodzić na zakupy (jeśli tego nie robił), czyli przeznaczać więcej czasu dla ciebie, na to, co ty lubisz. Ale też może być tak, że jeśli marzyłaś o wycieczce do Birmy, to on kupi bilety. Najważniejsze jednak to rozeznać, co takiego zadziało się między wami, że do tego romansu doszło.

To wina kobiety, że jej partner odgrzebał dawne uczucie albo że snuł romantyczne fantazje o życiu z 20-latką?
Myślałam raczej o tym, żeby zastanowić się, czego obojgu w tym związku brakuje. Może zaczęli się lekceważyć? Może za mało mieli ostatnio miłych wspólnych chwil? Za dużo wymagań, a za mało pochwał? A co z seksem? Ostygła namiętność? Najczęściej wdajemy się w romanse, kiedy nasz związek niesie poczucie pustki, jałowości. Gdy jest się długo razem, łatwo się zagapić i kłopoty przerastają radości. A wtedy może się któremuś zachcieć fajerwerków. Fajerwerki tak pięknie strzelają! Ale szybko gasną.

No ale powiedział, że kocha. Jak stanąć na drodze miłości?
Zawsze może się zdarzyć, że podczas zakupów przedświątecznych twój mężczyzna wpadnie na kobietę, w której kiedyś się zabujał. Ale to, co się wtedy wydarzy, nie zależy od siły dawnego uczucia, ale od tego, jakim jest człowiekiem. Może być nastawionym na tu i teraz, aktywnym mężczyzną, który wie, że nie ma co ożywiać przeszłości. Powie więc dawnej nieskonsumowanej ukochanej: „Wesołych świąt! Cudnie wyglądasz, miło było cię spotkać”, i pójdzie dalej, przez chwilę ciesząc się ekscytującym wspomnieniem. Będzie inaczej, jeśli ten mężczyzna jest melancholikiem, nosi w sobie niespełnioną tęsknotę i takie spotkanie wydobywa go z otchłani smutku. Taki to od razu wrzuci całą wstecz i jego serce popłynie prosto do przeszłości.

Czy na pewno będzie kierować nim tylko melancholia?
Miłość zostaje na zawsze w człowieku. Nawet jak minęła, to pamiętamy, że była. Jeśli jednak nie pogodziliśmy się z rozstaniem, to takie spotkanie budzi nadzieję, że uda się naprawić przeszłość. Dla melancholika drugie rozdanie to jak opium. Już śni na jawie, jak im razem dobrze. To się udaje tak niezmiernie rzadko, że szkoda o tym mówić. A więc on będzie chciał wrócić, jeśli w ogóle odejdzie. Dlatego to od jego partnerki najczęściej zależy, czy ich związek przetrwa.

Mówisz rzeczy zaskakujące dla wielu kobiet.
Są ludzie, którzy nie żyją w realnym świecie. Zawsze zawieszają swoje marzenie o miłości doskonałej na kimś, hołubią tę osobę i niosą przed sobą jak jakąś monstrancję. Nie chcą jednak tej miłości sprawdzać. Schodzić się, zamieszkać razem. Ba! Nawet iść z tą osobą do łóżka. Nie przeszkadza im to też być z kimś innym w małżeństwie. O tamtej czy tamtym marzą, wyobrażają sobie, że taki niedosiężny, niezdobyty, i są mimo to spokojni, bo tuż obok nich śpi żona. Taka zwykła i obecna. Nie są więc sami. Zazwyczaj jeżeli ktoś się spotyka z kimś z przeszłości, to sobie maluje na różowo dwa dni i nie zamierza wcale wracać do tej osoby. Dwie randki to akurat tyle, ile potrzebuje. Romantyczny poryw oznacza tak naprawdę tyle, że związek, w którym jesteśmy, nie funkcjonuje tak jak powinien, że jest jakiś niemrawy. Dlatego trzeba pomyśleć, jak go naprawić. Dla mnie to jest najważniejszy sens takiej romantycznej historii.

Powiedzmy, że związek przetrwał. Ona skończyła pić kawę, a on stwierdził, że pomylił się, mówiąc: „Zawsze ją kochałem”. Są więc już razem w jednym łóżku, on chciałby seksu, ale ona mówi „nie mogę”.
Żartujesz? To tak szybko nie idzie. Ale w takiej sytuacji warto, żeby poszła na terapię. Uraz jest dla niej ważniejszy niż frajda z seksu? Niż radość z tego, że wrócili do siebie, że jednak on ją chce? Czemu go odtrąca? Wątpi w jego uczucie? Przecież on się nie poświęca. Nie musiał fundować jej tej wycieczki do Birmy. Mógł jechać z tamtą albo sam. Może ona nie wierzy w to, że jest warta miłości? Czuje się niewystarczająco atrakcyjna, by przyjąć z otwartym sercem to, co on chce jej dać. I może dlatego on zapatrzył się na inną? Ona przyjmowała od niego wszystko, bo wierzyła, że miłość się jej należy?

A może jego partnerka chciałaby być pewna, że on ją naprawdę kocha?
Wbrew temu, co mówią romantyczne mity, miłość sprawdza się w praniu. Można nawet powiedzieć, że sprawdza się w boju! W trudach życia. W kryzysach takich jak romans czy zdrada. Wieczorami on pamięta, żeby przynieść jej grube skarpety, bo w nocy marzną jej stopy. A ona jemu zaparza ziółka na wątrobę. To są miłosne sprawki, które potwierdzają uczucie. On przeżył wielki zawód miłosny, z którego teraz dopiero się wygrzebał. Ona go zrozumiała, choć ją to zabolało. To, co czują do siebie wieczorami, pijąc herbatę, jest bezcenne, bo to akceptacja i zrozumienie.

Czyli miłość. Przyjmuję na rozum to, co mówisz. Ale jak kochać się z kimś, kto fantazjował czy nawet zdradził cię z inną?
Nie wszystkim się to uda. Znam kobiety, które marudziły po takim wydarzeniu przez wiele lat, przepytywały partnera: „Spałeś z nią? A co jej robiłeś, a ona tobie?”. Ale znam też takie, które szybko zakończyły temat. To zależy od poczucia wartości kobiety. Jeśli czuje się nieatrakcyjna, sama siebie nie kocha, to cały czas będzie w głowie mielić: „on mnie nie chciał”, jakby nie zauważyła, że wybrał ją, że chce! Z kolei kobiecie, która ma dobre zdanie o sobie, nie zaszkodzi na radość życia nawet to, że on sobie czasem powspomina. Powiem ci tak, trzeba po prostu żyć! Jak się narozrabiało – przeprosić! A jak ktoś przeprasza, wybaczyć.

Wiele kobiet wolałoby jednak być bohaterkami romantycznej fantazji partnerów niż tymi „zwykłymi żonami”.
Nas wszystkich bardzo bierze, jeśli się w tym zwyczajnym życiu wydarzy coś, co sprawi, że się poczujemy jak bohaterka czy jak bohater romansu. Takie wzdychanie, fantazjowanie, oczekiwanie na esemesy, sprawdzanie, czy są nowe lajki od obiektu naszych westchnień – daje nam dopaminowe strzały. Jesteśmy na haju. I tego tak naprawdę chcemy: troszkę poprzeżywać, złapać oddech od codzienności. Można to nazwać romantycznym zakochaniem, a można dostrzec aspekt biochemiczny tej sytuacji. Znam wiele kobiet, które na tym haju porzuciły domy i fajnych facetów, a kiedy oprzytomniały, nie zawsze miały gdzie wrócić, choć chciały.

Marzymy, żeby było jak w kinie, ale nic nie chcemy realnie zmieniać?
Siedzimy na dworcu i trzymamy się za ręce. On za chwilę pojedzie do Krakowa, a ja do Szczecina. Nasze pociągi się rozjadą, a nasze serca rozerwą. Coś się niby spełnia i coś się bardzo nie spełnia. Takie momenty mogą być pociągające! Powiem ci jednak, że dojrzali ludzie, którzy zaznali już takiej szarpaniny, traktują ją tylko jako ważne wspomnienie. Pragną jej ci, którzy nie wiedzą, czym jest naprawdę miłość, i myślą, że właśnie tym, co dzieje się na takim peronie…

Film z Keirą Knightley „Zeszłej nocy” opowiada o dylemacie, który po takim wydarzeniu może mieć wiele z nas: czy większą zdradą jest seks ze znajomym z pracy podczas służbowego wyjazdu, czy spotkanie w tajemnicy z byłą miłością? No i czy to drugie można wybaczyć?
Nie wiem, co jest większą zdradą. Może do księdza z takimi pytaniami, ja nie orzekam o moralności. Za to jako psycho­terapeutka powiem, że są ludzie, którzy robią bez przerwy sobie i bliskim emocjonalny kipisz: zakochują się, zdradzają… Co to ma wspólnego z miłością? No niewiele… Co więcej, każdy będzie doświadczał zdrady czy nieuczciwości inaczej. A takie dylematy „co jest gorsze” są szkodliwe, bo odwracają uwagę od tego, co najważniejsze: czego brakuje w naszym związku, że zrobiło się miejsce na tę trzecią lub tego trzeciego?

To Twoje życie
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze