1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Nie ma seksu bez zobowiązań

Nie ma seksu bez zobowiązań

Każdy seks to silne połączenie z energią drugiego człowieka. 
(Fot. iStock)
Każdy seks to silne połączenie z energią drugiego człowieka. (Fot. iStock)
Co trzecia para, która umówiła się na seks bez zobowiązań, zakochuje się w sobie. Każdy z nas potrzebuje uczucia bliskości, dotyk buduje intymną relację a zbliżenie ciał to silne połączenie z energia drugiego człowieka.

Związek bez zobowiązań nie istnieje - tak twierdzą ci, którzy świadomie i na serio biorą odpowiedzialność za własne wybory, za to z kim i jak się zadajemy. Seks bez zobowiązań - dlaczego nie? Przyjemność dla przyjemności. Wszyscy, którzy w to wierzą, powołują się na naturalną ekspresję seksualną człowieka.  Jednym i drugim ciało  w połączeniu z emocjami mogą zrobić sporego psikusa.

Związek bez zobowiązań a zakochanie

Helen Fisher, amerykańska antropolożka, zajmująca się min. badaniami nad chemią i neurologią miłości, często  mówi o tym,  że „gdy ludzie idą ze sobą do łóżka, nagle mogą się zakochać, ponieważ podczas orgazmu uwalnia się ogromna ilość wazopresyny i oksytocyny, czyli hormonów związanych z przywiązaniem. Prawie jedna trzecia par podejmujących seks bez zobowiązań zakochuje się w sobie."  Dlaczego? Bo tego odczucia euforii i bliskości pragnie większość z nas.

Dotyk tworzy więzi. To druga sprawa o której często zapominamy. Dotykanie buduje relację, tym silniejszą, im większy deficyt. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety potrzebują być dotykani, głaskani, przytulani. Mogą ową potrzebę wyprzeć jako zbyt trudną do zrealizowania, bezsensowną z powodu dodatkowych komplikacji. Jednak dotyk budzi rozkosz i prowadzi do intymności z dotykającą osobą. I nawet jeżeli to tylko na chwilę, to pamięć o tej przyjemności i błogości (znowu endorfiny, oksytocyna) zostaje z nami na długo. A ciało chce tego odczucia więcej i więcej.

Psychologia związku bez zobowiązań

Deklaracje o wolności, jaka płynie z uprawiania seksu bez zobowiązań, często pochodzą od osób, które mają trudności we wchodzeniu w relacje. To nie reguła, ale nie lubimy przyznawać, że coś nam sprawia trudność - zaprzeczenie jest dość oczywistą odpowiedzią obronną. Łatwiej powiedzieć, że pójście do łóżka bez konsekwencji jest dla nas właściwą i pożądaną formą wchodzenia w relacje, niż zajrzeć pod pokrywkę i sprawdzić, co się w nas gotuje i jakie lęki próbujemy w ten sposób ominąć. Seks wiąże ludzi i jest czymś bardzo istotnym w relacjach. I nawet jeśli wiele osób twierdzi, że najfajniejszy jest taki, po którym ubieramy się i wychodzimy, nie oznacza, że te masy ludzi mają rację. Raczej opisują swoje doświadczenie i to niekoniecznie mocno przemyślane.

Tym, co wierzą w energie i inne tego typu historie, można dopowiedzieć, że połączenie energii seksualnej nigdy nie pozostaje bez wpływu na osoby, które w nim uczestniczą. Niezależnie od prób racjonalizowania. Każdy seks to silne połączenie z energią drugiego człowieka. I znów nie musimy wierzyć joginom, tantrykom, taoistom - wystarczy sprawdzić samemu i poczuć, jak bardzo zmienia się rzeczywistość po takim energetycznym miksie.

Czymś zupełnie innym jest seks tylko z powodu zobowiązań. Te dwie sprawy to fragmenty otaczającej nas kultury, w której seks nie ma swojego prawdziwego znaczenia, jest wykrzywiony albo wyparty. Jest narkotykiem, którym się znieczulamy, albo niebezpieczeństwem, którego chcemy uniknąć. Żadna z tych rzeczy nie jest źródłem szczęścia ani prawdą o seksie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Rozbudź swoją energię seksualną

Seks to nie tylko stosunek. Dzięki różnym technikom możemy go cudownie rozbudowywać, czerpiąc ze wszystkich możliwości, które w naszym ciele są zaklęte. (Fot. iStock)
Seks to nie tylko stosunek. Dzięki różnym technikom możemy go cudownie rozbudowywać, czerpiąc ze wszystkich możliwości, które w naszym ciele są zaklęte. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jak się rozluźnić i przestawić na tryb bliskości i czułości, gdy wracamy po całym dniu spięci i usztywnieni? Czy gra wstępna zawsze musi prowadzić do orgazmu? I jakie pieszczoty przynoszą najwięcej rozkoszy? Doktor Andrzej Depko, seksuolog i neurolog, opowiada o sposobach na rozbudzanie energii seksualnej.

Jak się rozluźnić i przestawić na tryb bliskości i czułości? Czy gra wstępna zawsze musi prowadzić do orgazmu? Jakie pieszczoty przynoszą najwięcej rozkoszy? Doktor Andrzej Depko, seksuolog i neurolog, opowiada o sposobach na rozbudzanie energii seksualnej.

Seks to nie tylko stosunek. Dzięki różnym technikom możemy go cudownie rozbudowywać, czerpiąc ze wszystkich możliwości, które w naszym ciele są zaklęte. Jest to o tyle ważne, że jeśli wyrobimy w sobie takie nawyki, będą nam służyły przez całe życie. Bo po latach bycia razem ze sobą zaczynają się pojawiać problemy w sferze seksualnej. Rozbudowana gra wstępna jest w stanie doprowadzić do orgazmu, ale nie skupia się na imperatywie odbycia stosunku.

Tradycja seksualna Dalekiego Wschodu uczy nas tego, że długie pieszczoty potęgują napięcie i powodują zwiększone wydzielanie endorfin, fenyloetyloaminy oraz oksytocyny, które odpowiednio wywołują poczucie szczęścia, przywiązania i błogostanu. Kamasutra oferuje nam mnóstwo propozycji, wyróżniając osiem rodzajów objęć, dotyków, pocałunków, ukąszeń, zadrapań, siedzeń, ułożeń, kontaktów oralno-genitalnych. W następstwie ośmiu rodzajów kombinacji różnorodnych pieszczot powstają 64 możliwości erotycznej gry wstępnej. W Kamasutrze nazwane to zostało nauką „sześćdziesiąt cztery”. Jest to doskonałe źródło wiedzy o tym, gdzie pieścić, jak pieścić i jak zmieniać natężenie pieszczot.

Poznajemy nie tylko różne rodzaje dotyku, którymi można wyrażać swoje pragnienia erotyczne, lub pocałunków, ale także typologię kobiet – gazela, kobyła, słonica, i mężczyzn – zając, byk, ogier. Przy połączeniu różnych typów mężczyzn i kobiet powstają różne typy rozkoszy. Każdemu typowi kochanki czy kochanka przypisane są określone formy pieszczot i rodzaje pozycji seksualnych w zależności od ich budowy anatomicznej, a zwłaszcza wielkości narządów płciowych. Jeżeli partnerzy dobiorą się według przypisanej im typologii (zając i gazela, byk i kobyła oraz ogier i słonica), powstają trzy rodzaje rozkoszy.

Ugryzienia i głaski

Aby gra wstępna stała się drogą do rozkoszy, powinna prowadzić od bodźców łagodnych do coraz silniejszych. Na początku ugryzienie, wbicie paznokci czy pociągnięcie za włosy będzie bolało. Ale jeżeli nastąpi to po godzinnych pieszczotach, ilość wydzielonych endorfin spowoduje, że będzie to źródłem dodatkowej rozkoszy. Musimy być uważni i patrzeć, jak druga osoba reaguje. Dla kogoś głaskanie może nie mieć erotycznego charakteru, raczej da uczucie relaksu. Wtedy należy wzmocnić bodźce. A jeżeli głaskanie intensyfikuje czyjeś doznania erotyczne, utrzymać je. Obserwując reakcje ciała partnera, będziemy mogli dostosować się do jego oczekiwań.

W czasie gry wstępnej próbujmy różnych bodźców, gwarantuje to różnorodność doznań. Na przykład po zasłonięciu oczu możemy w stymulowane wcześniej palcami czy językiem miejsce położyć kostkę lodu albo przyjemnie ciepłą łyżkę. Pamiętajmy, że całe nasze ciała usłane są receptorami zarówno dotykowymi, jak i bólu i temperatury. W związku z tym skupienie się tylko na genitaliach powoduje zubożenie pożycia. Idea udanego seksu to idea intensywnych poszukiwań. Bo po pierwsze, możemy nie wiedzieć, w jakich miejscach na co jesteśmy wrażliwi. Po drugie, pewne pieszczoty mogą z czasem przestać działać, a nowe miejsca się uruchomić w wyniku naszych wzajemnych interakcji.

Sztuka czułości

Seks to szansa na stymulację wszystkich naszych zmysłów. Na jakie sposoby będziemy to robili, zależy od naszej wyobraźni. A jeżeli nam jej brakuje, szukajmy inspiracji w filmach, książkach, poradnikach. Największy problem, z którym się mierzymy, to czas. Bo na misteria seksualne potrzebujemy przynajmniej 2–3 godzin. Gdy w domu są dzieci, jest to bardzo trudne. Ale nawet to nie zwalnia nas ze starań. I pamiętajmy, że seks to jest też czułość, którą sobie okazujemy. Czasami możemy po prostu leżeć i się gładzić. Stymulujemy wtedy okolice erogenne i szukamy nowych źródeł przyjemności.

Poprzez seksualność budujemy też bliskość. Specyficzna budowa układu nerwowego pozwala organizmowi na stałą kontrolę tego, co się dzieje w jego wnętrzu oraz kontaktowanie się ze światem zewnętrznym, czyli też z najbliższą osobą. Liczba bodźców, którą sobie nawzajem dostarczamy, może zintensyfikować nasze przywiązanie do siebie poprzez wydzielanie oksytocyny, nazywanej hormonem przywiązania, i endorfin odpowiadających za błogostan czy fenyloetyloaminy odpowiadającej za intensywność przeżyć. Jeżeli często fundujemy sobie przyjemność, wówczas wzrasta czułość we wzajemnych kontaktach i pogłębiają się uczucia. Ale działa to również w drugą stronę – układ nerwowy zbiera też informacje negatywne. Jeżeli nie umiemy dotykać i zadajemy ból, to za trzecim razem partner lub partnerka nie będą już chcieli takiej bliskości i obniży to mocno ich motywację do kolejnych kontaktów seksualnych.

  1. Seks

Z jakich powodów uprawiamy seks?

Mędrcy Wschodu już tysiące lat temu uznali akt seksualny za święty i nakazali go celebrować, bo kiedy się kochamy, możemy podczas zbliżenia połączyć się z duszą wybranka. (Fot. iStock)
Mędrcy Wschodu już tysiące lat temu uznali akt seksualny za święty i nakazali go celebrować, bo kiedy się kochamy, możemy podczas zbliżenia połączyć się z duszą wybranka. (Fot. iStock)
Miłość, przyjemność, podtrzymanie gatunku? Bynajmniej! Pod płaszczykiem udanego pożycia często kryje się potrzeba kontroli, rywalizacji czy leczenia własnych kompleksów.

Patrycja do niedawna często zmieniała partnerów, ale od jakiegoś czasu jest w stałym związku. To już siedem miesięcy… Seks jest fantastyczny, ale męczy ją pewien lęk: co będzie, kiedy do sypialni wkradnie się rutyna? Urozmaica więc życie erotyczne na różne sposoby. Bo tak trzeba. Nikt nie chce się przecież nudzić w łóżku. Tylko że teraz seks coraz bardziej przypomina ćwiczenia obowiązkowe. Sporo gadżetów, ale coraz mniej radości.

– Niektórzy chcą, żeby w sypialni zawsze iskrzyło i bardzo się o to starają. Czasem za bardzo – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – W konsekwencji tracą kontakt z tym, co ich naprawdę bawi, a zajmują się tym, co bawić powinno.

Odzierają seksualność z magii i intymności, żeby walczyć z tą groźną „rutyną” – stanem, którego jeszcze nie poznali… Zdaniem Małgorzaty Zarycznej, wiele par za rutynę bierze fakt, że przez miesiąc czy dwa uprawiają seks w tej samej pozycji... No ale jeśli sprawia im to przyjemność, w czym problem?

Paradoks polega na tym, że seks z mnóstwem gadżetów bardzo szybko staje się właśnie rutyną. Gonitwa za nowymi doznaniami zwykle kończy się porażką. Bo ile rzeczy można jeszcze wymyślić? I co jeśli za którymś razem tego nowego przeżycia nie będzie?

Oczekiwanie, że seks zawsze będzie dostarczał maksimum przyjemności, jest nierealne! Czasem nie masz na niego ochoty albo nawet masz, ale coś się nie uda. Czy to naprawdę koniec świata? Jeśli jesteście ze sobą naprawdę blisko, nie ma to większego znaczenia, przytulicie się i po kłopocie.

Mędrcy Wschodu już tysiące lat temu uznali akt seksualny za święty i nakazali go celebrować, bo kiedy się kochamy, możemy podczas zbliżenia połączyć się z duszą wybranka.

Żeby poczuć się lepiej

– Jednym z niewłaściwych powodów, dla których decydujemy się na seks, jest pogoń za wizerunkiem zdobywcy – uważa Małgorzata Zaryczna. – Ludzie, którzy przeskakują z łóżka do łóżka, zdobywając kolejne seksualne trofea, myślą, że w ten sposób zasłużą sobie na uznanie w swoim otoczeniu. Tak naprawdę jednak ulegają medialnej presji, a jednocześnie kompensują swoje kompleksy.

Postępują tak zarówno mężczyźni, jak i kobiety, najczęściej gdy nachodzą ich myśli, że nie są już atrakcyjni, pożądani. Boją się obudzić w pustym łóżku z poczuciem życiowej klęski. I wolą budzić się nawet koło nieznajomych…

– Żeby mówić o seksualności, między partnerami musi być więź. Niekoniecznie wielka miłość, ale jakakolwiek więź. Inaczej jedynie „używamy” kochanka lub kochanki. Druga strona się tu nie liczy – mówi Małgorzata Zaryczna. – Odbierając znaczenie naszemu parterowi seksualnemu, odbieramy je też seksowi. Czynimy go pustym.

Jeśli naprawdę żywimy przekonanie, że nawet gdy nie jesteśmy w stałym związku, powinniśmy dla formy uprawiać seks – w porządku. – Ale niech to się nie stanie jedynym pomysłem na wolny wieczór – zaznacza seksuolożka. – Rozładowanie napięcia to tylko ułamek seksualności człowieka, jej fizjologia. Nie zaniedbujmy tej większej części – psychicznej.

Poświęcenie zamiast ochoty

Krzysztof doświadczył już rutyny w sypialni. W jego przypadku – małżeńskiej. Są z Justyną razem od 14 lat. Kochają się przynajmniej raz na dwa tygodnie, co z takim stażem jest podobno niezłym wynikiem, ale robią to jakoś tak machinalnie, ich seks stał się automatyczny. Sięgają po siebie z przyzwyczajenia, a zaraz potem idą spać. Krzysztof nie może się oprzeć wrażeniu, że z roku na rok zbliżenia tracą na znaczeniu.

– Jeśli osoba żyjąca w wieloletnim związku nie widzi już w łóżku drugiego człowieka, to tak jakby uprawiała seks przygodny, tylko z kimś, kogo zna – tłumaczy Zaryczna. – Bywa, że niczym nie różni się on od masturbacji.

Niektóre kobiety zaspokojenie mężczyzny traktują jako obowiązek. Takie podejście również zakłada instrumentalność seksu i jego pustkę. W najgorszym przypadku pomiędzy partnerami może się pojawić wrogość, niechęć i seksualna awersja.

– Kiedy używamy ciała do seksu, nie mając na niego ochoty, nadużywamy siebie, a to nie może się dobrze skończyć – ostrzega psycholożka. – Ale kiedy zamiast seksu dajemy partnerowi pieszczoty i robimy to z miłości, wyrażamy szacunek dla jego potrzeb.

W tym jestem lepsza

Po gorącym seksie z Pawłem Grażynie chce się płakać, choć jej kochanek nie odwraca się do niej plecami i nie zasypia. Przeciwnie, wstaje, bierze prysznic i… wychodzi. Wraca do domu, do żony. Nieważne, że Grażyna pozwala mu w łóżku na to, na co nie ma ochoty. Ale czuje, że musi, bo chce być lepsza od jego żony, dać mu to, czego ona mu nie daje. Może wtedy ją doceni i się rozwiedzie?

Grażyna przez seks „załatwiała sobie” uwagę i zaangażowanie kochanka. Liczy, że jeśli ona mu oddaje wszystko, co ma, on to w końcu doceni. Otóż – nie musi. On bardzo chętnie to przyjmie, ale wróci do żony – zaspokojony i zadowolony. Co więcej, prawdopodobnie nigdy nie pomyśli, że kochance może chodzić o coś więcej niż seks. Dlatego przypuszczalnie nic się nie zmieni: Grażyna zostanie z poczuciem wykorzystania i pustki. Sama, chcąc nie chcąc, się na to zgodziła.

– Kobiety często traktują seks jako narzędzie do manipulowania mężczyzną, karania go i nagradzania. To zjawisko znane od wieków – mówi seksuolożka. – Ale uwaga: taki seks staje się coraz bardziej mechaniczny, a coraz mniej istotny dla serca, ciała i umysłu. Po pewnym czasie zaczynamy go taktować jak narzędzie, które ma do czegoś służyć. To nas niszczy i upośledza. Człowiek nie jest w stanie oddzielić ciała od umysłu. Seksualności oddaje część siebie. I kiedy ona staje się pusta, on jest jak wydmuszka.

Częstym powodem uprawiania seksu jest chęć zatrzymania partnera. Boisz się, że odejdzie? Postanawiasz postawić na seks zamiast więzi? Będziesz więc w stanie łamać i przesuwać swoje granice, ale zgubisz ścieżkę do samej siebie. Jak będziesz czuła się potem w takiej relacji? Czy będziesz chciała dalej z nim być, nawet, jeśli zostanie? Takie związki często się rozpadają, bo kobiety czują, że zapłaciły za nie zbyt wysoką cenę. I nie są gotowe, by płacić ją dalej.

Jeśli traktujesz seks jak narzędzie, nawet nie zauważysz, jak szybko rolę się odwrócą, zamiast osoby kontrolującej staniesz się bezwolną ofiarą. Podobno ze wszystkich nałogów uzależnienie od seksu jest najprzyjemniejsze. Podobno… Bo tak naprawdę nie ma w tym stwierdzeniu choćby grama prawdy.

– Uzależnienie to jeden z najsmutniejszych przykładów pustego seksu, bo to naczynie bez dna, wieczna próżnia – mówi Małgorzata Zaryczna. – Ciągłe nienasycenie powoduje wręcz fizyczny ból, uczucie satysfakcji nie trwa zbyt długo. Seksualność przestaje być drogą do rozkoszy, bliskości. Staje się wyłącznie sposobem na uzyskanie chwilowej ulgi. Człowiek uzależniony nie obcuje z drugim człowiekiem, a tylko ze swoim uzależnieniem i seksem.

Pomóc może wsparcie partnera i terapia. Samemu będzie trudno.

  1. Seks

Tak jak na ekranie

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Facet na święta". (Fot. materiały prasowe)
Seriale nie rozwiążą naszych problemów, ale mogą nam pomóc dostrzec pewien wymiar relacji, na który nie zwracaliśmy uwagi – mówi psycholożka Olga Kamińska. A czy mogą też odmienić nasze życie seksualne?

Bohaterka norweskiego serialu „Facet na święta”, 30-letnia pielęgniarka, wybiera mężczyzn na randkę z aplikacji bez słowa rozmowy. Atrakcyjna mężatka z „Miłości i anarchii” masturbuje się nawet w toalecie w pracy. A mama 16-letniego Otisa z „Sex Education” szuka kochanków tylko na jedną noc, bo nie chce stałego związku. W książce „#Love. Jak kochać w XXI wieku” pisze pani, że seriale nas kształtują. Pokazują nie tyle jak kochamy, ile jak mamy kochać. Czy to możliwe?
Prawda jest taka, że ludzki mózg jest dynamiczny i kształtuje się w kontekstach społecznych. Nasze zachowania miłosne i seksualne zmieniają się więc pod wpływem doświadczeń, socjalizacji i kultury, a więc też seriali czy bajek. Kiedy wyrastamy w jakimś świecie, to myślimy tym światem. A gdy zmieniamy świat, zmieniamy myślenie. Potwierdzają to badania. Chińczycy mieszkający w diasporze w USA, zapytani – po angielsku, a potem po chińsku – o to, czym jest dla nich miłość, mówili o dwóch różnych konceptach, wartościach.

Za sprawą seriali żyjemy na innym seksualnie kontynencie niż nasi rodzice?
Bajki, na których się wychowałyśmy, pokazywały kobietę w relacji jako nieaktywną. To mężczyzna musiał dokonać czegoś niezwykłego, aby ją zdobyć. Przekonywały nas też, że tylko z miłością w parze jesteśmy pełni i szczęśliwi. Jednak już pokolenie 20-latków wychowało się na bajkach, w których zmieniała się rola kobiety oraz miłości w jej życiu. Dziś bajki dla dzieci mówią wprost o bohaterkach, które same decydują o sobie, dowodzą, bronią braci czy przyjaciół. Co więcej, ich celem nie jest znalezienie księcia. Mają własne plany. Podobnie seriale dla dorosłych przedstawiają kobietę funkcjonującą na swoich zasadach: bohaterka serialu „Easy” zarabia więcej niż jej mąż, dlatego to on rzucił pracę i zajął się domem i dziećmi. Z kolei pani seksuolog z „Sex Education” przeszkadza obecny w jej domu mężczyzna, bo kiedy ona prowadzi warsztaty dla kobiet uczące, jak mogą same doprowadzić się do orgazmu, on przywierca półki w kuchni.

Hałas wiertarki kończy ich związek?
Tam pojawia się problem przestrzeni dla związku. Jean Milburn, wspomniana seksuolożka, przyzwyczajona jest do niezależności i dlatego nie dzieli się przestrzenią w domu ze swoim partnerem. Ale nas to nie dziwi, bo kilka dekad temu bohaterki kultowego „Seksu w wielkim mieście” już były niezależne. Również w sferze seksualnej potrafiły same o siebie zadbać. Nie czekały, aż zostaną wybrane, same podrywały. To samo, tyle że dzięki aplikacji randkowej odważniej i na większą skalę, robi bohaterka „Faceta na święta”. Proaktywnie poszukuje kochanka i dopiero kiedy po serii nieudanych randek decyduje się spotkać z 19-latkiem, wreszcie ma świetny seks. I to nie budzi naszego zdziwienia!

No to skoro seriale nas kształtują, pewnie czeka nas teraz wysyp relacji starszych kobiet z młodymi mężczyznami. Sofie, mężatka z „Miłości i anarchii”, też bawi się świetnie z 20-latkiem.
Media z jednej strony nas kształtują, z drugiej – odzwierciedlają zachodzące w społeczeństwie zmiany. Kobiety są proaktywne, szukają rozkoszy na własnych zasadach. Również w relacjach z młodszymi mężczyznami. Oczywiście, takie seriale także normalizują takie związki. Dla mnie to korzystny proces. Popatrzmy na proaktywne uwodzenie poprzez modele matematyczne: jeśli kobieta aktywnie wchodzi w kontakt z mężczyznami, to rozszerza pole potencjalnych partnerów. Są w nim nie tylko mężczyźni, którzy zainicjowali z nią kontakt, ale też ci, których sama wybrała. Pula zwiększa się więc nie tylko liczbowo, ale także jakościowo – o mężczyzn, którzy są odpowiedzią na jej potrzeby.

Kobiety zwiększają pulę, ale co z nastolatkami? Te z seriali udają luz i chodzą do łóżka jak dorośli, choć nie wiedzą, czym jest seksualność i co im sprawia w niej przyjemność. Motywuje je raczej lęk przed staniem się looserem w oczach rówieśników.
Dzieciaki ulegają seksualizacji kultury znacznie silniej niż dorośli, bo nie mają wiedzy, nie potrafią jeszcze stawiać granic, a uznanie rówieśników to podstawa ich poczucia wartości. Dlatego dobrze, że jest taki serial, jak brytyjski „Sex Education”, który uczy, jak poznawać swoje potrzeby oraz że mogą one być różne u różnych osób. Ale także dorośli znajdą w tym serialu coś dla siebie. Nie tylko nastolatka może odczuwać lęk przed tym, że podczas orgazmu jej twarz jest przerażająca dla partnera. Czy nie rozumieć, czemu ładniej pachnie jej koleżanka niż jej chłopak.

O świecie młodych ludzi mówi także amerykański serial „Euforia”, ale pokazuje go o wiele dramatyczniej.
Widzimy tu napięcie, jakiego doświadczają młodzi ludzie w związku z przekraczaniem granic intymności, za sprawą choćby prywatnych zdjęć, które trafiają do sieci. W rezultacie relacje, które budują, nie dają im poczucia bezpieczeństwa. To, co zaobserwowali scenarzyści, widzą także naukowcy – młodzi mają problem z zaangażowaniem się w relacje, z decyzją: „Tak, chcę budować z tobą coś trwałego”. To dla nich trudne, bo żyją w poczuciu tymczasowości. To są dzieci pokolenia rozwodów, zawiedzione rozpadem małżeństw rodziców, którzy nie mieli dla nich czasu, a swoją miłość wyrażali przez drogie prezenty – ucząc, że miłość to przedmioty, przyjemność, a nie bliskość. Jak sugeruje socjolożka Eva Illouz, młodzi przejawiają tendencję, by w relacjach szukać przyjemności, przez co wchodzą w nie z płaszczyzny popędowej, doznaniowej. Liczą się dla nich seks, orgazm, euforia. Nie wiedzą, że miłość na poziomie psychologicznym też bywa bardzo nagradzająca.

Kadr z serialu 'Euforia'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z serialu "Euforia". (Fot. materiały prasowe)

W „Sex Education” dzieciaki odkrywają znaczenie miłości i przyjaźni. Ale zanim do tego dojdzie, trzy nastolatki na imprezie uczą się na bananach robić loda, jakby ta umiejętność decydowała o ich być albo nie być.
Satysfakcja płynąca ze sfery seksualnej jest niezwykle istotna. Wiąże się to także ze zdobywaniem umiejętności i wiedzy na temat tego, co mi sprawia przyjemność, a co mojemu partnerowi. Jak lubię być dotykana, pieszczona. No, ale też jak mój dotyk, pocałunki działają na partnera. W bliskich relacjach istotny jest seks, ale też zaangażowanie emocjonalne. Niestety, za sprawą czynników kulturowych dla wielu młodych ludzi seks staje się osią budowania relacji. Młode kobiety rywalizują między sobą o mężczyzn, co zajmuje znaczną część ich przestrzeni życiowej. Ich proaktywność jest świetna! Problemem jest to, że są zafiksowane wyłącznie na seksie. A to pozbawia ich możliwości zbudowania głębokiej miłosnej relacji. Ale też możliwości rozwoju innych sfer życia, poszukiwania pasji, odkrywania tego, kim mogłyby być, także w sensie emocjonalnym i duchowym. Michelle Obama powiedziała kiedyś, że gdyby w młodości koncentrowała się tylko na związkach, na tym, by szukać partnera czy kochanka, nie byłaby teraz żoną prezydenta. Można polemizować z jej potrzebą określania się przez mężczyznę, ale jednak w tej wypowiedzi skierowanej do młodych dziewcząt wybrzmiewa bardzo ważny przekaz: „Rozwijajcie swoje pasje, relacje przyjacielskie, a na budowanie związków przyjdzie czas”.

Dla mnie jasne! Ale dlaczego dziewczyny z seriali uważają, że muszą być świetnymi kochankami? Winna jest temu tylko kultura i seksulizacja wszystkiego – od reklam aut do ciastek?
Oczywiście poza czynnikami kulturowymi istotne są też nasze doświadczenia rodzinne. Badania mówią, że jeśli w dzieciństwie nasi opiekunowie w takich samych sytuacjach raz byli czuli, a raz agresywni – brak poczucia bezpieczeństwa, jakiego doświadczyliśmy na skutek nieprzewidywalności ich reakcji, budził w nas lęk. I nauczył budować relacje na zasadzie lękowo-ambiwalentnej. No i w każdej bliskiej relacji odtwarzamy później ten schemat emocji. A to znaczy, że będziemy przekonani, iż musimy być wyczuleni na potrzeby partnera, aby je zaspokoić, bo inaczej odejdzie. Nie będziemy dbali o siebie, nie będziemy słuchali sygnałów płynących z naszego ciała. W tym wczesnodziecięcym doświadczeniu upatruję jednego ze źródeł tego problemu.

I to się zgadza z serialami, bo tam seksliderki mają trudne relacje z rodzicami, którzy są uzależnieni albo zajęci karierą.
Często ci, którzy w dzieciństwie doświadczyli chłodu i odrzucenia, unikają bliskości w dorosłym życiu. Seks traktują jako potrzebę fizyczną, a nie emocjonalną. Lubią przelotne zbliżenia bez zobowiązań. Nie dążą do pogłębiania relacji więzi. W związkach też mogą mieć skłonność do unikania zbliżeń z ukochaną osobą, często zamiast tego wybierają masturbację albo seks poza relacją. Natomiast ci, którzy mieli czułych i akceptujących rodziców, wrażliwych na ich potrzeby, potrafią budować relacje w oparciu o tak zwany styl bezpieczny. Dla nich seks to element budowania bliskości z drugim człowiekiem, czerpanie i dawanie przyjemności. Nowy trend w relacjach to situational relationship, czyli ludzie nie chcą nazywać się parą, ale tworzą związki na jakiś czas, bo mają potrzebę bliskości i mają libido. No więc są razem na przykład do czasu, kiedy oboje mieszkają w tym samym mieście lub nie różnią ich cele życiowe. Ten trend zaobserwowano w Stanach, gdzie jest duża mobilność, ludzie w jednym mieście się uczą, w innym studiują, a potem w jeszcze innym pracują, i to też tylko przez kilka lat. Mając jednego partnera, mają „relację z głowy”. Mam na Instagramie konto „Relacje z głowy”, bo myślę, że powinniśmy dążyć do tego, żeby poukładać sobie te kwestie i nie mierzyć się cały czas z tym tematem! Pisząc książkę, chciałam podzielić się wiedzą na temat miłości, ułatwić jej rozumienie, zdjąć miłość romantyczną z piedestału i zwrócić się w stronę innych, niezwykle cennych relacji, takich jak przyjaźń, koleżeństwo czy wspólnota. Opisuję znajomą, która obiecywała sobie, że jak tylko wyjdzie za mąż, to zacznie permakulturę, działalność charytatywną i tysiące innych rzeczy. Ale kiedy do ślubu nie doszło, stwierdziła, że nie zrealizuje już marzeń. Dlaczego? Miała głębokie przekonanie, że to mąż był furtką do jej samorealizacji.

Czy znajdziemy tam naukowy przepis na szczęście we dwoje?
Twierdzi się, że po kilku latach związku silna intymność i bliskość seksualna słabną. Ten wzorzec potwierdza się w większości relacji, ale nie we wszystkich! Na przykład badania Fischer, Aron i Brown przeprowadzone na parach, które po latach nadal były w sobie szaleńczo zakochane, pokazały, że kiedy badani patrzą na zdjęcie ukochanej osoby, aktywizują się w ich mózgach te same struktury co u zakochanych. Czyli układ nagrody odpowiedzialny za przyjemność i motywację. Jest więc możliwe podtrzymanie przez lata gorącej miłości. Dlatego kiedy produkcja hormonów zakochania spadnie w naszym mózgu, nie myślmy: „wypaliło się”. Miłość wymaga czasu. A my rozstajemy się, mówiąc: „to koniec”, nim naprawdę coś się zacznie! To dlatego, że nie umiemy rozmawiać i okazywać sobie zainteresowania. Jesteśmy hedonistycznie nastawieni do związków. Dopóki dają nam przyjemność, dopóty w nich trwamy. Mamy tendencję do wycofywania się w momentach trudnych. Uczmy się wspólnego pokonywania trudności!

Czy są seriale, które poleciłaby pani do obejrzenia we dwoje?
Zaczęłam sama oglądać „Sex Education”, a mój partner, który lubi kino niezależne, zerkał, zerkał, aż do mnie dołączył. To niezwykle mądry serial o tym, że seks jest doświadczeniem wspólnym nam wszystkim, elementem bycia człowiekiem. Polecam także serial „Od nowa”, który łączy wątki psychologiczne i kryminalne. Z kolei „Easy” zaczyna się od dyskusji o tym, czy kiedy kobieta widzi męża przy zmywaniu i traci ochotę na seks, to miałaby jej więcej, gdyby widziała go przy rąbaniu drewna.

Serial może poprawić nasze życie seksualne?
Seriale nie rozwiążą naszych problemów, ale mogą nam pomóc dostrzec pewien wymiar relacji, na który nie zwracaliśmy uwagi. Kiedy oglądając jakiś serial, czujemy dyskomfort psychiczny, potraktujmy to jako sygnał, że to, z czym zmaga się bohater, może być też naszą sprawą do załatwienia. Przegadajmy to z ukochaną osobą. Może się okazać, że serial ujawnił prawdziwe źródło nieporozumień między nami. Myślimy, że powodem jest brak seksu, a tak naprawdę może być nim brak szacunku dla emocji drugiej osoby. Warto też pamiętać, że czas spędzony przed ekranem nie jest czasem budowania bliskości. Dopiero rozmowa o tym, co oglądaliśmy, może sprawić, że się do siebie zbliżymy.

Dr Olga Kamińska, psycholożka eksperymentalna, badaczka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, autorka książki „#Love. Jak kochać w XXI wieku” (wydawnictwo Znak Literanova).

  1. Seks

Czy bez zakazów jest sexy? - pytamy Katarzynę Miller

Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Czy seks byłby sexy, gdyby nie był choć trochę zakazany i grzeszny? Czy musimy przekraczać granice, żeby mieć w łóżku przyjemność? Czy miłość fizyczna bez cenzury obyczajowej, bez wymyślonych, niegrzecznych scenariuszy byłaby taka pociągająca – wyjaśnia Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Slavoj Žižek, filozof kultury, w filmie dokumentalnym Sophie Fiennes „Z-boczona historia kina” mówi, że nie przeżywalibyśmy seksu, gdybyśmy w głowie nie mieli myśli, że czegoś nam nie wolno. A więc seks bez dodatkowej wkładki nie byłby sexy.
Byłby sexy, jak cholera. Nawet bardziej… Chociaż może to, co mówię, to wyraz mojego marzenia o byciu dzieckiem natury, które kocha się w słońcu na plaży, w lesie na polanie, bez wstydu i ograniczeń? Ale też nie może nie być przyjemne dla ludzi to, że się pieszczą, dotykają, całują, że mają orgazm... A tego by w seksie bez zakazów i bez tabu nie zabrakło. Gdyby seks nie był zakazany, dawałby nam samą przyjemność, bez tej drażniącej nuty perwersji. Bo oprócz tego, że miło jest czuć na skórze wiaterek, miło jest pływać w chłodnej wodzie, tak samo miło jest ocierać się o drugie ciało, ciało kogoś, kto ładnie pachnie, kto nas podnieca, kto może być pociągający albo atrakcyjny...

Albo pociągający, albo atrakcyjny?
No tak, bo może ci się ktoś nie podobać fizycznie, ale nagle – kiedy zaczniecie na przykład tańczyć czy przez przypadek się dotkniecie – wybucha między wami ogromna namiętność. Przeżyłam to kiedyś. Zatańczyłam z pewnym panem, który wydawał mi się nieciekawy, ale kiedy się dotknęliśmy, poczułam to samo co on. Tańczyliśmy sześć razy z rzędu, aż jego żona dała mu parasolką w łeb i zabrała do domu. Swoją drogą dużo się nauczyłam z tego jej zachowania. Wtedy wybałuszyłam oczy: „Jak ona się nie wstydzi?”. Mamusia uczyła mnie, że dama się tak nie zachowuje. Ale ta kobieta była prawdziwa, zrobiła to, co musiała, i uratowała swój związek. Bo co z tego, że my oboje pamiętamy o tym tańcu do dziś? To nikomu nie szkodzi! A gdyby nie walnęła go parasolką, to pewnie bym z nim poszła do łóżka. I nie wiadomo, czy zgranie z parkietu przeniosłoby się do sypialni. Sam taniec jest też doświadczeniem spełniającym, a ja byłam tego wieczoru doskonale spełniona.

A wracając do tematu…
Gdyby seksualność była czymś naturalnym, to żyłoby się nam zdrowiej i przyjemniej. Może byłoby nas mniej, bo nie ciupcialibyśmy się tak często jak teraz, robilibyśmy to tylko dla przyjemności, a nie z 37 innych powodów, które biorą się właśnie stąd, że seks jest trochę tabu, trochę brudny, trochę zły. A wielu ludzi najbardziej w seksie kręci właśnie to przekraczanie zakazów… Pewien mój klient dowiedział się, że jest zdradzony, od kochanka żony, który chciał go tym poniżyć: „Miałem twoją babę”. Potem przez wiele lat podrywał kobiety będące w związkach, a potem porzucał, bo to nie one go interesowały. Obchodziło go to, żeby zdradzony facet dowiedział się, że jest rogaczem… Takich akcji naliczył 39. Gdy powiedziałam mu, że wcale nie chodzi o jego temperament, ale odwet, że oddaje swój ból innym mężczyznom, zdziwił się, a potem rozpłakał. No więc gdyby zakazów, tabu, grzechu nie było, kochalibyśmy się znacznie rzadziej, może z kimś innym i tylko wtedy, kiedy chcielibyśmy mieć dzieci albo gdy bardzo byśmy się sobą zauroczyli i zapragnęli bliskości cielesnej...

Gdyby nie było zakazów i tabu, mniej byśmy się kochali? Pruderyjni moraliści są innego zdania i dlatego starają się utrzymać wszystkie zakazy.
Zakazy prowokują, by je łamać. No, oczywiście, gdyby nagle wszystkie zniknęły, to przez jakiś czas zapewne ludzie dużo częściej decydowaliby się na przygodny seks, na zasadzie posmakowania już dozwolonego owocu. Ale potem nastąpiłoby uwolnienie od seksualnych obsesji. Seks miałby mniej mroku i na pewno byłoby mniej przestępstw seksualnych. Nie można by seksem ludzi zniewalać, uwodzić, manipulować nimi. Ale też kobiety musiałyby się wtedy nauczyć przyjmować odmowę. Mężczyźni przez setki lat byli narażeni na nasze „nie”. Jeśli chcemy równouprawnienia, też musimy się tego nauczyć. Bo czy seks jest tabu, czy nie, ktoś mi się może podobać, a ja jemu nie. I na to nic nie poradzimy. Zawsze można dostać kosza. A co do przeciwników wolności seksualnej – mnożąc zakazy i nakazy, osiągają odwrotny efekt z powodu naszej przekory. Chcemy tego, czego mieć nie możemy. Tacy jesteśmy od dziecka. Kiedy rodzice zabraniali nam jeść lody, podejrzewaliśmy, że chcą je mieć tylko dla siebie. Dziecko nie wie, że powody bywają racjonalne. Ale też irracjonalne jak wtedy, kiedy rodzice ośmieszają dzieci, gdy przyłapią je na zabawie w doktora. Robią to dlatego, że sami sobie z seksem nie radzą, są pozbawieni frajdy seksualnej, przesiąknięci zakazami wyniesionymi z własnego domu. I dlatego automatycznie, bezrefleksyjnie tego samego zabraniają swoim dzieciom. Tak sobie z pokolenia na pokolenie przekazujemy masę złych rozwiązań. I szkodliwych, bo na przykład brak edukacji seksualnej czy szczerych rozmów o seksie powoduje, że nastolatki mają żenującą wiedzę o życiu intymnym ludzi i dzwonią do telefonów zaufania, takich jak Ponton, pytając, czy wystarczy napić się coca-coli, żeby nie zajść w ciążę. Jeśli rodzice nie potrafią rozmawiać o seksie, to niechnchociaż kupią książki i zostawią w domu w widocznym miejscu, dziecko je znajdzie i czegoś się dowie. Odczaruje ten straszny grzeszny seks.

Czy dobrze by było, gdyby nie było żadnych granic?
Ale one są: nie zabijaj, nie kradnij, nie poniżaj, nie szydź. To wystarczy. W seksie jako takim nie ma nic złego, seks jest zły, gdy go używamy do zdobycia władzy nad drugim człowiekiem, poniżenia go czy nękania. Ale seks taki może być tylko wtedy, kiedy wynika z zakazów i perwersji, jaka się z nich rodzi.

Jednak seks z mężem kumpeli to nie perwersja, tylko świństwo.
Człowiek bardzo potrzebuje wolności, a ponieważ zabiera się nam ją od dziecka, to staramy się ją wyszarpać. Jedni podjadają cichaczem słodycze, drudzy kradną albo ryzykują życie. Każdy ograniczony w swoich prawach człowiek, który czuje, że coś się w nim szarpie i chce wydostać na zewnątrz, znajduje sobie swój kawałek wolności. A seks nadaje się do demonstracji wolności niesłychanie dobrze. To nawet może być wyraz bezczelności: „Ja tu się nie boję!”. Zakazy niesłychanie nas rajcują! Jeśli rodzice mówili: „Tego nie możesz, to nie wypada, my lepiej wiemy, co dobre dla ciebie, jak zrobisz to – przestajesz być naszym dzieckiem” – jeśli tak cię wychowywano, to gdy mąż kumpeli ci się podoba, myślisz: „Zrobię, co będę chciała! Dam sobie prawo!”. I robisz to, bo choć zapłacisz za ten seks poczuciem winy, to ono właśnie da ci ten smak, że nie słuchasz innych (i swojego wewnętrznego rodzica). Ale nie masz potrzeby przekory, gdy rodzice uczyli cię wybierać. Mówili: „Możesz nie nakładać czapki, sprawdź sama, czy nie będzie ci za zimno”. Jeśli mogłaś decydować i poznawać konsekwencje, to masz w sobie ukształtowanego wewnętrznego dorosłego i nie musisz wciąż walczyć z rodzicami. Nie musisz odrzucać zakazów i nakazów, żeby czuć się dorosła. Podejmujesz decyzje, a nie buntujesz się i robisz na przekór, choć masz już 40 lat.

Czyli wychowanie w rygorze może nas demoralizować?
Ja nie palę, bo ojciec mi powiedział: „Spróbuj, zapal, ja palę od 13. roku życia i żałuję, bo nie mogę rzucić”. To było na feriach zimowych. A ponieważ mi nie zabronił, mogłam spokojnie, zgodnie ze swoimi odczuciami uznać, że mi papierosy nie smakują. Że ten dym i smak jest ohydny. Podobnie było z alkoholem. Upiłam się kiedyś na wakacjach z ojcem i czułam tak źle, że potem upiłam się jeszcze tylko raz i koniec, nigdy więcej. Piję tylko trochę. Szkoda, że z jedzonkiem tak mądrze nie rozegraliśmy sprawy…

A seks?
Opowiedziałam ojcu o swojej inicjacji i on mnie podtrzymał na duchu, bo to nie było udane przeżycie, ale czasy były takie, że nie rozmawiało się otwarcie o seksie. A szkoda, bo mogłabym uniknąć wiele bólu i rozczarowań.

Ale czy my chcemy seksu bez dodatku perwersji, przełamywania tego, co uznane za dobre? Nowe powieści kobiet o seksie nie są o wolności seksualnej, ale o sadomasochizmie...
A więc ich autorki odwołują się do zakazów wyrastających ze starej kultury. Już im wolno pisać, więc piszą, ale jedną nogą stoją w XIX wieku, gdzie wyobrażenia gwałtu uwalniały od poczucia winy, że „ja sama chciałam”. Ale są też inne książki, jak ta autorstwa Catherine Millet – „Życie seksualne Catherine M.”, w której pani kustosz bierze mężczyzn, korzysta z seksu, jak robią to mężczyźni. Jednak jakiekolwiek by te książki były, dobrze, że kobiety mają prawo je jawnie pisać i jawnie czytać. Oznacza to, że przyznają się do tego, że są istotami seksualnymi, a to przełamanie podstawowego tabu naszej kultury. Gdyby było więcej miękkiej kobiecej pornografii, to mężczyźni by więcej o nas wiedzieli. Nie tylko nakręcaliby się, wyobrażając sobie dwie lesbijki w łóżku, ale pamiętali, jak ważny jest dotyk, gra wstępna, zbliżanie się do siebie…

A więc czy w ogóle jesteśmy w stanie dziś, tak wychowani, kochać się bez zakazów?
Jest takie opowiadanie: dziewczyna udaje, że daje się poderwać nieznajomemu, którego odgrywa jej narzeczony. Ale wtedy ten wyzywa ją od dziwek i odchodzi. Dlaczego? Bo ma bardzo malutkie poczucie wartości i na pewno nie wie, czym jest radość z seksu, bliskość, spontaniczność. Ma za to w głowie pełno zakazów. A kochać się bez zakazów znaczy iść za tym, co czuję i czego pragnę, nie za tym, co sobie w głowie wymyślę, a potem próbuję na siłę realizować. Każda dobra rzecz w życiu jest tu i teraz. Pewnie, trzeba też czasem planować. Ale radość daje nam to, co dzieje się tu i teraz. Zmysły kierują nas ku przyjemności, która jest niewinna. Naturalna. Kiedy leżycie sobie na ciepłym piaseczku i słoneczko świeci, wiatr od morza jest taki słodki, to czy nie byłoby jeszcze wspanialej zdjąć majteczki i się pokochać? Byłoby. Żeby tak się stało, potrzebne jest nam naturalne podejście do seksu jako do rozkosznego elementu życia.

Ale jeśli tego nie umiemy, to co mamy zrobić?
Problem tkwi we wpajanym nam poczuciu winy. To ono, wyniesione z domu i lekcji religii, próbuje nas zatrzymać przed wszystkim, co nam sprawia przyjemność. Co daje rozkosz. I kiedy dajesz sobie przyjemność na siłę, czyli przełamujesz zakazy, swoje lęki przed karą bożą, przed złością mamusi, to czujesz napięcie. Ono może podkręcać, ale zakłóca prawdziwą przyjemność. No i w takiej sytuacji musisz dać Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, i pozwalasz sobie na przeżycie ekscytacji, choć za chwilę musisz sobie dać w łeb za tę swawolę. Marudzisz, obrażasz siebie i czekasz na karę, a więc się podstawiasz. To jak biczowanie się za zmysłowe myśli… Jednak poczucie winy działa tylko tam, gdzie ludzie się boją, bo jak się boją, to nic ich nie cieszy. A wtedy niemożliwa jest prawdziwa zmysłowość. Trzeba więc te lęki pokonać, a poczucie winy nas nie zatruje. Wtedy będziemy mogli iść za zmysłami. Za zwykłą dziecięcą potrzebą zabawy i przyjemności, bo zabawą jest wszystko, co daje przyjemność. Tylko że to musi być przyjemność po naszemu, nie przez podglądanie i naśladowanie jakichś innych dorosłych, na przykład naszych rodziców. Musimy iść za zmysłami, ale tak, jak my sami czujemy. A kiedy nam się uda, kiedy nasze ciało tu i teraz doświadcza spontanicznej przyjemności, to i naszej duszy jest lżej.

A więc seks bez zakazów to seks nastawiony na zmysły, czystą przyjemność?
Wielu mężczyzn nie uznaje dotyku w seksie. Chcą tylko mechanicznego seksu i doznania ulgi. Postępują tak, bo usłyszeli w życiu tyle zakazów i nakazów, tyle wycierpieli, że się w ogóle sobą nie cieszą. Nauczyli się tylko, że w tym napięciu, w którym żyją, wytrysk daje im na chwilę ulgę. To, co robią w łóżku, to nie jest seks dla przyjemności. Ci mężczyźni nie wiedzą, że mogą mieć z dotykania ich ciał przyjemność. Ale jeśli mają kochanki, które mają ochotę na erotyczny seks, to one im pokażą, że pieszczenie całego ciała jest rozkoszne i przyjemne także dla mężczyzny.

Ale mężczyźni często nie chcą, żeby ich pieścić.
E tam, trzeba powiedzieć: „Kochanie, jesteś zmęczony? To się połóż, ja cię będę głaskać, masować, posmaruję olejkiem, pocałuję”. Jeśli się nie da, to znaczy, że ten mężczyzna ma poważny problem z bliskością. Ale normalny facet, któremu kobieta zaproponuje masaż pod prysznicem, nie powie nie. I tak powolutku przyzwyczai się do pieszczenia jego samego. A potem do pieszczenia jej… Bohaterka filmu „Take this Waltz” poznaje mężczyznę, który jest inny niż jej mąż. Mówi otwarcie i z radosną pewnością siebie, co by z nią zrobił, długo, dokładnie o tym opowiada i oboje ich to słodko nakręca. Co prawda ona ucieka, ale potem do niego wraca. Bo jej mąż nie czuł się nigdy jej godny i w seksie nie był naturalny. Wielka namiętność trwa dwa lata, potem wygasa. Ale ona dzięki temu doświadczeniu zmienia się, wzbogaca. W ostatnim kadrze filmu jest szczęśliwa, uśmiechnięta, bo dała sobie prawo do inicjacji, do wyzwolenia...

  1. Zdrowie

Kobiece miejsca intymne - jak się o nie zatroszczyć?

Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Joni – symbol żeńskich narządów płciowych, przedstawiany w hinduskich świątyniach w kształcie kwiatu, trójkąta lub romboidalnego owalu. Przed wiekami otaczany czcią. A dziś?

Medycznie brzmiąca „wagina”, biblijne „łono”, pieszczotliwie – „muszelka”? Jak mówić o „kwiecie swojego sekretu”? I czy w ogóle jakoś go nazywać? Problemu z terminologią okolic intymnych do tej pory nie rozwiązali ani teoretycy języka, czyli językoznawcy, ani praktycy, czyli pisarze. Wszystkie znane w języku polskim określenia są albo zbyt medyczne, albo zbyt dziecinne, albo zbyt wulgarne, ewentualnie zbyt poetyckie. Jakoś nie udaje się uchwycić sensu w jednym trafnym słowie. Czyżby tabu nadal obowiązywało?

Zdaniem psychologów i terapeutów winny naszemu zawstydzeniu w mówieniu, a nawet myśleniu o – nazwijmy ją jednak Joni – jest trening czystości, jaki przeszłyśmy w dzieciństwie, czyli krytyka, a nawet kary w przypadku zbyt długotrwałego moczenia się, zawstydzanie dziewczynki, nauka, że „te miejsca” są „fe”, wstydliwe, należy je ukryć, a najlepiej w ogóle zapomnieć o ich istnieniu. Dziewczęta tak wychowywane nie tylko rzadziej myślą czy mówią o swoich narządach płciowych, ale też zmagają się z niejednym problemem fizycznym: ich waginy bywają „zaciśnięte”, jakby odcięte od reszty ciała, a to powoduje na przykład brak satysfakcji w seksie.

– A także napięcia mięśniowe, odczuwane w postaci bólu w trakcie kontaktu intymnego, podczas oddawania moczu czy zaburzenia czucia w okolicy warg sromowych – dodaje Jacek Sobol, terapeuta manualny. – Napięcie mięśniowe w miednicy małej jest ściśle powiązane z ogólnym napięciem układu nerwowego, a to skutkuje na przykład brakiem koncentracji, rozkojarzeniem czy bólami głowy.

Jeśli więc nie byłaś szczęściarą, której rodzice jako kilkulatce z pełną radością robili zdjęcia na golasa i po dziś dzień pokazują z upodobaniem, jak piękna byłaś w całości, a Joni najbardziej – możesz czuć się zakłopotana, nawet czytając ten artykuł. I z pewnością przyda ci się myśl, że Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. Lecz, gdyby przyszło ci do głowy popaść w drugą skrajność, to, aby nie było na nas, ostrzegamy: co prawda erotyczna bielizna, modna fryzura intymna czy uwodzicielski kolczyk to zdaniem wielu atrybuty nowoczesnej, wyzwolonej seksualnie kobiety; intrygująca przeciwwaga do ciepłych majtek, naturalnego owłosienia – ale jednak nie eksperymentujmy wbrew sobie. I miejmy pełną świadomość, że strefy intymne kobiety w wydaniu, w jakim stworzyła je natura, zasługują na adorację również bez poprawek. I że innowacje, na które mamy ochotę, nie szkodzą tym wrażliwym rejonom.

Troskliwa pielęgnacja

Skóra okolic intymnych to najdelikatniejsze miejsce ciała. Jej pH ma odczyn kwaśny (około 4,5), a to oznacza, że klasyczne mydło o odczynie zasadowym może niszczyć naturalny płaszcz ochronny. Specjalny płyn do higieny intymnej nie jest więc kolejnym wynalazkiem, który próbują ci wcisnąć specjaliści od marketingu. Jak go wybrać? Czytaj opisy na opakowaniach. Na liście składników czołowe miejsce powinien zajmować kwas mlekowy, który działa grzybobójczo i przeciwzapalnie (podobnie jak wyciąg z rumianku, nagietka czy macierzanki). Z kolei alantoina, wyciąg z lukrecji czy prowitamina B5 to najlepsi sojusznicy w zapobieganiu podrażnieniom. A preparat, który pomaga uniknąć nieprzyjemnej suchości, powinien mieć w składzie natłuszczającą lanolinę, glicerynę albo oleje roślinne. Furorę robią też probiotyki, bezkonkurencyjne w utrzymywaniu w ryzach mikroflory bakteryjnej. Preparat z ich dodatkiem warto sobie sprawić zwłaszcza podczas kuracji antybiotykowej.

Ważna jest bielizna, którą nosisz

Powinna być uszyta z „oddychających” materiałów, a najlepiej po prostu z bawełny. Szorstkie koronki czy wpijające się stringi mogą niepotrzebnie podrażniać wrażliwą strefę intymną. Anna Ulman, lekarz medycyny, specjalista ginekologii i położnictwa, odradza noszenie stringów na co dzień. Podobnie ostrożnie odnosi się do całkowitej depilacji włosów łonowych.

– Z punktu widzenia medycyny nadmierne owłosienie łonowe nie jest wskazane – tłumaczy. – Zatrzymuje resztki bakterii, co może powodować stany zapalne, odparzenia. Jednak całkowite pozbawianie się włosów także nie jest korzystne, gdyż pełnią one rolę warstwy ochronnej pomiędzy bielizną a ciałem.

Zdaniem Desmonda Morrisa, autora książki „Naga kobieta”, ów „welon natury” jest ważnym sygnałem wizualnym. W czasach, gdy chodziliśmy po świecie w strojach Adama i Ewy, wskazywał, że pod względem seksualnym kobieta jest już dojrzała. Widoczne owłosienie łonowe wzmacniało reakcję seksualną mężczyzny, a jego brak ją blokował. Zdaniem seksuologów działa ono także jak amortyzator oddzielający skórę mężczyzny od skóry kobiety podczas energicznego stosunku seksualnego.

Dziś modna jest tzw. braziliana, czyli całkowite usunięcie włosów. Choć może być seksowna i dodawać pewności siebie, to korzystna dla strefy intymnej nie jest. Dlatego lepiej wybrać mniej radykalne usuwanie owłosienia i poddać się mu w salonie kosmetycznym, woskiem, nigdy golarką. Zapobiegniesz wrastaniu włosków, krostkom i stanom zapalnym.

Wagina jako źródło siły

Pod takim tytułem prowadzone były warsztaty w ramach działalności portalu Seksualność Kobiet. Na zajęcia przychodziły kobiety w różnym wieku, od maturzystek po panie po pięćdziesiątce.

– Podczas spotkań zajmujemy się historią kobiecej seksualności, postrzeganiem narządów płciowych na przestrzeni wieków, legendami, mitami, czyli odczarowywaniem wagin – mówi Voca Ilnicka, założycielka portalu. – Oglądanie waginy w lusterku, jedno z ćwiczeń „do wykonania” w intymnym zaciszu domowym, oswaja z fizycznością. Kobieta bywa zaskoczona tym, co ujrzy. Pojawić się mogą silne emocje: niechęć, zaciekawienie, a nawet radość i zachwyt.

Kobiety, które zdecydowały się tego doświadczyć, twierdzą, że oswajają się z widokiem najintymniejszych części swojego ciała, poznają indywidualną budowę. Jeśli miały wcześniej problem z zaakceptowaniem siebie w całości, mogą to zmienić. Zaczynają myśleć: „każda część ciała warta jest szacunku, jest mną”. Niby żyjemy w czasach bez tabu, a jednak sporo kobiet wciąż myje intymne rejony pospiesznie i z zawstydzeniem, nie chce też by partner całował te miejsca lub dotykał.

– O seksie nauczyliśmy się już rozmawiać – tłumaczy Voca Ilnicka. – Jakie techniki preferujesz, czy stosujesz antykoncepcję, jak możesz zadowolić partnera – na takie rozmowy mamy większe przyzwolenie. Czasem przyjmuje to nawet postać dyktatu, nie przyznamy się do niechęci. Ale seksualność to nie tylko to, co dzieje się w sypialni. Oswajanie miejsc intymnych to ważny element kobiecej świadomości. Można przecież depilować je zgodnie z najnowszymi trendami, ozdabiać piercingiem, a jednocześnie odrzucać tę część ciała. Wtedy, mimo pozorów, trudno będzie czerpać radość z seksu i miłości – kwituje.

Poniżej ćwiczenia na rozluźnienie napięć i ukrwienie okolic intymnych

1. Połóż się na plecach, zegnij nogi w kolanach, stopy oprzyj na ziemi. Ręce połóż w okolicy podbrzusza. Biorąc wdech, podciągnij dłońmi brzuch do góry. Następnie połóż dłonie nad pępkiem i przy wydechu spychaj brzuch w dół. Wykonaj te ruchy kilkanaście razy. Poczuj, jak twoje ciało reaguje na ten masaż.

2. Rozszerzona wersja tego ćwiczenia – na wydechu nie spychaj brzucha w dół, zostaw ręce w punkcie, do którego podciągnęłaś go przy wdechu. Przy kolejnym spróbuj podciągnąć go jeszcze wyżej, przy wydechu nie rób nic. Kiedy poczujesz, że brzuch nie chce się już wyżej podciągnąć, przy wydechu popchnij go dłońmi w dół.

3. Stań w rozkroku. Prawą nogę ugnij w kolanie, lewą trzymaj wyprostowaną, przykucnij. Nie skręcaj miednicy, patrz prosto przed siebie. Poczuj mięśnie wewnętrznej strony lewego uda. Następnie zmień nogi. Wykonaj to ćwiczenie kilka razy.

Źródło: Specjalistyczna Poradnia Rehabilitacyjna ORTO