1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Nieoczywiste drogi do męskiej rozkoszy

Nieoczywiste drogi do męskiej rozkoszy

Męska seksualność została zredukowana do jednego organu, a mężczyzna emocjonalnie i seksualnie jest dużo bardziej skomplikowany. (Fot. Getty Images)
Męska seksualność została zredukowana do jednego organu, a mężczyzna emocjonalnie i seksualnie jest dużo bardziej skomplikowany. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Męska seksualność została zredukowana do jednego organu. A mężczyzna emocjonalnie, a zatem i seksualnie, jest dużo bardziej skomplikowany, niż powszechnie sądzimy – mówi psychoterapeuta Michał Pozdał. I opowiada o tych mniej oczywistych drogach do męskiej rozkoszy.

Penis od zawsze był symbolem męskiej potencji i siły. Takie uwarunkowania kulturowe doprowadziły do zawężenia męskiej rozkoszy do pieszczot tylko tego organu. Mamy za sobą wiele lat świetnej seksuologii, która stara się pokazać mężczyznę jako istotę skomplikowaną, a jednak kult penisa istnieje do dzisiaj, a rozkosz odbierana całym ciałem jest przypisana raczej kobietom. One mogą być dotykane, całowane, pieszczone. A mężczyźni nie. Bo zachowania te uważane są za „miękkie”, a facet ma być twardzielem. I nie należy go lizać za uszkiem… Tymczasem penis, owszem, jest bardzo wrażliwym miejscem na ciele, ale nie u wszystkich mężczyzn. Poza tym większość z nich ma też inne strefy erogenne. Niektóre mogą dostarczyć im dużo większej zmysłowej rozkoszy.

Mapa męskiej przyjemności

Niektórzy mężczyźni dążą tylko do penetracji, uważając, że to jest właśnie seks. A sam akt penetracji nie musi być dla nich najbardziej satysfakcjonujący, dużo więcej przyjemności może im dawać seks oralny albo gryzienie sutków czy pieszczenie moszny. Stymulacja tych miejsc może spowodować u nich największe podniecenie i najsilniejszy orgazm. Ejakulacji nie trzeba uzyskiwać w drodze penetracji. Można szukać innych, bardziej podniecających sposobów.

Partnerka może spróbować stymulować penisa ręką lub ustami, jednocześnie pieszcząc wybrany punkt w okolicach moszny, prostaty czy odbytu. Dzięki temu męski orgazm może być intensywniejszy. Tylko mężczyzna i jego partnerka muszą się na takie próby otworzyć.

Nie da się stworzyć jednej, powszechnie obowiązującej mapy męskich rozkoszy. Każdy mężczyzna będzie miał punkty erogenne ulokowane w podobnych strefach, ale w różnych miejscach. Choć z praktyki seksuologicznej wynika, że zwykle są to okolice moszny, prostaty i odbytu. Dotyk czy stymulacja tych miejsc często sprawia mężczyznom prawdziwą rozkosz. Tylko że zazwyczaj najpierw trzeba pokonać długą drogę do tego, by oni sami sobie na pieszczoty w tych okolicach pozwolili...

Mężczyźni często sami nie wiedzą, co najbardziej ich podnieca. Dlatego że jeszcze się na tę rozkosz nie otworzyli. Opowiadają w gabinecie, że seks oralny jest dla nich przyjemny, ale to jest przyjemność na zasadzie głaskania po głowie, a nie punkt głównej rozkoszy. Na myśl o pieszczotach pachwin, prostaty albo okolic odbytu odczuwają dyskomfort, bo te miejsca są kojarzone z seksem homoseksualnym. I przez różne uprzedzenia lub z lęku przed podjęciem zachowań niemęskich boją się spróbować i poprosić partnerki o to, co sprawia im rozkosz, nawet wtedy, gdy już wiedzą, gdzie i jak dokładnie chcieliby być pieszczeni.

Wyjście z roli aktora porno

Penetracja, jako akt agresywny, nadal uchodzi za najbardziej męskie zachowanie, wręcz stanowi o męskości. Tak właśnie mają zachowywać się mężczyźni w łóżku, a nie leżeć bezwolnie i czekać na łaskotki. Trudno im zrezygnować z dominacji i poddać się kobiecie. A jeszcze trudniej o coś w sferze seksu poprosić. Wielu mężczyzn nadal ma problem z wyrażaniem swoich potrzeb seksualnych, bo nie jest to spójne z tym, jak postrzegają siebie jako mężczyzn. Pary, które ćwiczą wzajemne dotykanie się, często relacjonują potem, że on cały czas wybuchał śmiechem i nie chciał się poddać jej dotykowi. I dopiero po wielu rozmowach i kilku podejściach rozluźnił się na tyle, by otworzyć się na tę przyjemność.

Żeby pozwolić sobie na głęboką rozkosz, w pierwszej kolejności mężczyźni muszą wyjść z roli aktora porno. Niektórzy oglądają tak dużo pornografii, że przejmują pewien rodzaj wzorca zachowań seksualnych – twardych facetów ze sterczącym penisem, który pokazuje kobiecie, co to znaczy być mężczyzną. Żeby zmienić optykę, można poszukać filmów porno zwanych „female friendly”, czyli „przyjaznych kobietom”. Tam bardzo rozbudowany jest element, który zwyczajowo nazywamy grą wstępną, a faktycznie jest on seksem poprzez pieszczoty. Dużo jest tu dotykania, głaskania i całowania. Wielu mężczyzn po obejrzeniu takich filmów wraca do nich wielokrotnie, bo pokazują one rozkosz dużo bardziej rozciągniętą w czasie i bardziej intensywną niż po kilku ruchach frykcyjnych penisa w pochwie. To daje im inne spojrzenie na seks, szczególnie gdy dopuszczą do siebie myśl, że to oni mogliby otrzymywać takie pieszczoty.

Większy problem mają starsi mężczyźni. Wśród młodych o wiele częściej można spotkać takich, którzy pracują nad świadomością swojego ciała i wiedzą, że rozkosz na ciele jest rozłożona bardzo demokratycznie. Poszukują rozkoszy w seksie ze swoimi partnerkami i są otwarci na to, co się może zdarzyć. Choć nadal spora część młodych kochanków zgłasza się do gabinetów seksuologów z problemem braku erekcji (wywołanym zbyt dużą ilością obejrzanej pornografii, stresu lub miękkich narkotyków) i chcą, żeby im natychmiast postawić „żądło”. Bo mimo że świadomość ciała postępuje, to kult penisa nigdy nie minie. Jego rozmiar (im większy, tym lepiej) i przymus erekcji są wpisane w męskie jestestwo.

Pieszczoty przede wszystkim

Nie będę się sprzeczał, penis jest istotnym organem w ars amandi, ale czas, w którym mężczyzna może się cieszyć nim w jego sztywnej, gotowej do akcji postaci, to jedynie chwila na skali życia, bo gdy się zestarzeje, penis nie będzie już taki sprawny i sztywny. Do tego starsze partnerki też będą cierpiały na swoje dolegliwości – może pojawić się suchość pochwy lub dojść do histerektomii (wycięcia macicy i przydatków), więc penetracja często choćby czasowo nie będzie możliwa. A jeżeli mężczyzna wraz z partnerką odkryją inne źródła rozkoszy poprzez dotyk, to duża szansa, że będą aktywni seksualnie do późnej starości.

A seks poza funkcją dostarczenia sobie rozkoszy jest drogą komunikacji uczuć. Czasami łatwiej jest wypieścić drugą osobę, niż powiedzieć jej: „kocham cię”. Dla wielu osób znaczy to więcej niż słowa.

Pary, które zgłaszają się do seksuologa, ponieważ nie uprawiają seksu, cierpią nie tylko z powodu braku zaspokojenia seksualnego, ale także deficytu czułości i miłości. Dla nich głównym problemem wynikającym z braku erotyki w związku jest to, że nie czują się pożądane przez partnera czy partnerkę. Jeżeli mężczyźni otworzą się na seks poprzez pieszczoty, zapewnią sobie i partnerkom uczucie akceptacji i pożądania.

Dlatego petting to najlepsza inwestycja w związek. Gdy dotykamy się, pobudzamy neuroprzekaźniki odpowiedzialne za dostarczenie przyjemności, a w dalszej kolejności oksytocynę, która wiąże nas ze sobą. Oczywiście, pary chcą także rozładować napięcie seksualne i zapewnić sobie rozkosz, ale przede wszystkim mają potrzebę bycia kochanym. Co ważne, podczas pieszczot łatwiej o penetrację, bo (na skutek stymulowania lubrykacji pochwy) jest ona wtedy bezpieczna. Trudniej też o problemy z erekcją, bo ta ma to do siebie, że im bardziej się chce ją wymusić, tym bardziej nie przychodzi. Natomiast kiedy para umie wypracować sobie podejście, że jak erekcja będzie, to super, a jak nie, i tak będzie wspaniale – to dzięki temu szansa na to, że będzie wspaniale, jest dużo większa.

Orgazmy i orgazmy

Wydłużone pieszczoty, na które mężczyzna się otworzy, mogą zaowocować niezwykle intensywną rozkoszą, która w końcu doprowadzi do przedłużonego orgazmu. Warunek jest jeden: musi pozwolić sobie na przyjemność, zamiast zadaniowo dążyć do wytrysku. Jest to trudne, bo częste doświadczenia szybkiej masturbacji młodzi mężczyźni wnoszą w swoje relacje seksualne. Dobrym ćwiczeniem dla nich jest kierowana masturbacja, czyli świadoma, wydłużona, z fantazjami i powolną stymulacją, która ma opóźnić moment rozkoszy.

Kobiety mają już poczucie swobody w seksie, otwartość na poszukiwania. A mężczyźni przed tym właśnie stoją. Większości nie pozwala na to zadaniowe podejście do seksu. Dążą do tego, żeby wypaść jak najlepiej i koncentrują się na zaspokajaniu potrzeb partnerki. A ich podstawowym zadaniem powinno być zadbanie o siebie i pozwolenie na to samo partnerce. Tylko do tego potrzeba bezpiecznej i otwartej relacji. Takiej, która zakłada dbanie o swoje potrzeby, ale i o potrzeby związku. Bo kiedy mężczyzna będzie skupiał się tylko na sobie, będzie opresyjny. Kluczem jest tu zaufanie – kochanek, który wie, że zostanie jasno pokierowany przez partnerkę, z pewnością ochoczo spełni jej oczekiwania.

Badania pokazują, że to przeżywanie własnej przyjemności najbardziej podnieca naszych partnerów. Wynika to np. z badań dr Amy Muise z Uniwersytetu w Toronto, w których uczestnicy notowali, z jakich pobudek uprawiali seks ze swoimi partnerami, i następnie oceniali te doznania. W badaniach wyróżniono dwie kategorie, pod które miały podpadać konkretne pobudki: „chciałem uzyskać rozkosz” i „chciałem zapewnić rozkosz swojej partnerce”. Co się okazało? Że zarówno partnerzy, jak i partnerki najlepiej oceniali seks, podczas którego mogli obserwować skupienie na rozkoszy ukochanej czy ukochanego. Najlepszy więc jest seks, w którym twój partner chce osiągnąć orgazm, czyli w którym jest egoistyczny. Nie chodzi tu bynajmniej o postawę „Skup się tylko na swojej rozkoszy, wtedy partnerka poczuje się najlepiej, bo najważniejsza jest relacja”. Ale jeżeli ta relacja jest fajna i partnerska, to seks egoistyczny może być dla pary ogromnie fascynujący.

Zatem, panowie – zadbajcie o siebie w seksie, odkryjcie swoje ciała i pozwólcie sobie na wszystko, co może się wydarzyć. Odpuśćcie sobie myślenie, że coś jest męskie czy niemęskie, coś wypada czy nie wypada. Wypada wszystko, na co się para zgodzi.

Poznaj jego ogniska rozkoszy – ćwiczenie dla pary

Połóżcie się w bezpiecznych, komfortowych warunkach. Zacznij pieścić, gładzić i całować swojego mężczyznę w różnych miejscach. Chodzi o to, żeby całe jego ciało zostało wygłaskane i wymuskane. W ten sposób metodą prób i błędów wspólnie poszukacie na jego ciele punktów rozkoszy. Czasami się roześmieje, bo go załaskocze, czasami się zirytuje, bo pieszczota będzie niemiła, ale też w którymś momencie stwierdzi: „To mi sprawia największą przyjemność”.

Michał Pozdał psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Katowicach w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii. Współautor książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Jak urozmaicić seks? Pomysły na odmianę w sypialni

W seksie nie o to chodzi, żeby umieć wskazać mapę punktów erogennych. Liczy się to, aby ich wspólnie szukać. (Fot. iStock)
W seksie nie o to chodzi, żeby umieć wskazać mapę punktów erogennych. Liczy się to, aby ich wspólnie szukać. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
W radosnym, nieskrępowanym i pełnym zmysłowości seksie nie chodzi o to, żeby znać mapę punktów erogennych. Liczy się wspólne ich szukanie. Delikatne dotykanie i niedotykanie. Bawienie się seksem i cieszenie sobą nawzajem – mówi psychoterapeutka i specjalistka od seksualności człowieka Maja Herman.

Jak urozmaicić seks?

urozmaicenie w sypialni jak urozmaicić seks jak urozmaicić życie w łóżku jak urozmaicić życie w sypialni urozmaicenie w łóżku jak urozmaicić życie łóżkowe urozmaicenie seksu

Porozmawiajmy o przebierankach i innych erotycznych gierkach i zabawach. Nowością na wiosnę, jak słyszałam, jest kostium słowiańskiej Marzanny (troszkę wstążek i słomy) lub – dla lubiących mocniejszą nutę – złota korona i nic więcej. Skoro jedziemy tak grubo, to opowiem ci, jak to mój pruderyjny kolega wrócił pewnego dnia do domu, a tam w holu w półmroku zobaczył diabliczkę z rogami, ogonem i trójzębem. Był tak przerażony, że wpadł w atak paniki. Zaczął krzyczeć, że nie chce iść do piekła! Że nic złego nie zrobił. Diabliczka rzuciła trójząb i podbiegła do niego: „Uspokój się kochanie, to ja!”. Ale nie mogła go uspokoić i przekonać, że to ona, jego żona w kostiumie z czerwonego lateksu z rekwizytami. Ponieważ, jak mówiłam, był pruderyjny w łóżku, a ona miała temperament, postanowiła zrobić mu grubą niespodziankę! Zainspirowała się postacią Maze z serialu „Lucyfer”. Poszła do sex-shopu, dodała erotyczne atrybuty…

Powinna uprzedzić? Tylko wtedy nie byłoby niespodzianki. Warto jednak podpytać partnera, żeby wiedzieć, co go kręci, a co przeraża. Bo można, co się wówczas zdarzyło, trafić w jakąś fobię, którą ukrywał przez lata, i to przed najbliższą osobą. Dlatego ja nie przepadam za przebierankami. Są bezpieczne zabawy, jak klasyczny „seks z nieznajomym”, choć i tu może dojść do jakiejś śmiesznej pomyłki. Ta zabawa polega na tym, że para umawia się na spotkanie w hotelu w jakimś malowniczym miejscu, na przykład w Sopocie. Do tego hotelu mają dotrzeć sami. Ten, kto będzie pierwszy, wysyła drugiemu numer pokoju. A potem zostawia drzwi uchylone i czeka w łóżku. A gdy druga osoba dotrze do hotelu, bez słowa wchodzi po pokoju i od razu, bez słowa się kochają. Oczywiście, znam historie, kiedy mąż – podekscytowany tym, że żona dała się w końcu namówić na tę erotyczną zabawę – pomylił cyferki, a więc ona pomyliła pokoje i – przerwała seks jakiejś innej parze. Ale o to chodziło! Bo związek ożywiają: ryzyko, niepewność, zmiana – ale tak podane i zażyte, by nie zatruły miłości, jaka łączy parę!

Niepewność, ryzyko? A może wystarczą czerwone szpilki? Postawiłaś je kiedyś na środku sali, w której prowadziłaś zajęcia dla kobiet. Doskonały pomysł! To była grupa terapeutyczna dla kobiet, które miały problem z zajściem w ciążę. A kobiety, ba!, pary, które starają się o dziecko, szybko zapominają, że seks jest przyjemny. Można to także powiedzieć o parach, które są ze sobą długo, gdyż one przeniosły swoją intymność na inny poziom, „siostrzano-braterski”. Wzbudzić z powrotem tę erotyczną intymność (z jakiegokolwiek powodu utraconą) można, sięgając po atrybuty seksualności, jakimi są szpilki. Niby nic, a przecież 70 proc. mężczyzn jest fetyszystami kobiecych stóp. Szpilki to ich symbol. Symbol stóp zmysłowo wygiętych. Jak wtedy, gdy kobieta opiera je na pośladkach czy ramionach mężczyzny podczas stosunku. Ubrana tylko w szpilki każda z nas jest bardzo sexy.

A więc o to chodzi w szpilkach, żeby w wyobraźni były jedynym ubraniem kobiety? O to, aby uruchomiły każdą fantazję, jaką na ich temat można mieć! Ja nie boję się fetyszów, dlatego sama noszę bardzo wysokie szpilki. A jeśli ktoś się swojej seksualnej natury obawia, może zacząć ją odkrywać właśnie dzięki szpilkom i szmince. To takie proste! No, ale już sama nie wiem, ile razy od kobiet słyszałam: „Dopóki nie urodziłam dziecka, też chodziłam w szpilkach”. Ja mam synka, i to już od dziesięciu lat. Albo: „Jak byłam młodsza, to chodziłam, a teraz kręgosłup mnie boli i haluksy mi wyskoczyły”. I tu kobiety ruszają w podróż po mapie swojego ciała, ale niestety nie jest to podróż erotyczna, tylko medyczna. Jest jeszcze trzecie uzasadnienie dla „nie”: „Szpilek nigdy nie nosiłam, nie lubię, to nie dla mnie!”. Ale przecież nie musimy biegać w nich przez 16 godzin. Można założyć, stanąć przed lustrem, posiedzieć na krześle, pomachać nogami w tych szpilkach i uśmiechnąć się. Można też mieć taką sukienkę czy spódnicę, które, kiedy siadamy i przekładamy nogę na nogę, robią wrażenie, że zaraz będzie wszystko widać. To naprawdę erotyczny moment, taka zwykła czynność.

Można się poczuć jak Sharon Stone z „Nagiego instynktu”. Właśnie! Taki drobiazg, a daje kobiecie poczucie siły, sprawczości. Daje radość z pokonania lęku przed oceną, przed tym, że kiedy tak się ubierze, to będzie postrzegana jako pusta lala. I właśnie dla tych wszystkich powodów postawiłam wtedy te czerwone szpilki na środku sali. Żeby kobietom wskazać drogę do ich seksualności.

Co jeszcze pomoże urozmaicić seks? Zaczęłabym od wizyty w sex-shopie. Razem! Jeśli para nigdy tam nie była, to będzie odświeżające doświadczenie. Jeśli jednak ten pomysł jest całkowicie sprzeczny z zasadami, jakie dwoje ludzi uznaje, nie trzeba się zmuszać. Opowiem jednak, co można tam znaleźć i dodać do zmysłowej gry. Na pewno odradzam kupowanie online, to nie jest sklep jak inne. Jeśli ma to nas odświeżyć, czyli uczynić nasze zmysły bardziej wrażliwymi, trzeba tam iść i podotykać. Wziąć do ręki to, co nas zainteresuje...

Co to może być, poza wibratorem czy dildo? Choćby niezwykle seksowne ubrania. I wcale nie chodzi mi o kostium diabliczki czy pielęgniarki z wielką strzykawką. Są tam przepiękne ubrania ze skóropodobnego materiału. Urocze i zmysłowe. Na przykład krótkie spodenki, rozpinane tylko w kroku. Sukienki, które mają suwak z tyłu od góry do dołu i które można rozpiąć z jednej lub z drugiej strony, w zależności od tego, jaką część ciała chcemy mieć dostępną.

Te ubrania są z lateksu? Kojarzy mi się z niemieckimi filmami pornograficznymi... To już nie jest taki lateks jak wtedy. Oczywiście ludzie mają fantazje o seksie w lateksowych ubraniach, ale tak naprawdę kobiety w słowie „lateks” zniechęca co innego. Boją się lateksowych ubrań, bo myślą, że jak nałożą coś, co dokładnie opina, to uwidocznią się wszystkie fałdki. A jest dokładnie odwrotnie! Lateks wygładza wszystkie niedoskonałości. A poza tym jeśli partner marzy o tym, żeby zobaczyć swoją kobietę w lateksie, to choćby ona była ogromna jak góra i miała same fałdki – on tego nie zauważy! Liczy się co innego, niż kobiety myślą…

Czyli co? Dlaczego lateks jest sexy? Bo jest drugą skórą. Bo nas dotyka wszędzie i to patrzącego podnieca tak, jakby sam to robił. Bo jest nową skórą, co budzi ciekawość, kiedy swoją skórę bardzo dobrze już znamy. Nie ma się co lateksu bać. A skoro jesteśmy przy skórze, sex-shop to miejsce, gdzie jest wiele pięknych, malutkich rzeczy do stymulacji. Przede wszystkim piórka…

Piórka do pieszczenia skóry? Jak słyszymy „piórka”, to widzimy coś, co zgubił gołąb. Ale to są pęki piór o różnej strukturze, pięknie pomalowane i połączone ze sobą w miotełki. A jeśli partner jest pruderyjny, bezpieczniej zmieniać jego sztywność i zachowawczość powoli, małymi kroczkami. Nie tyle zaciągać na siłę do sex-shopu, ile otwierać na zmysłowość. Jednym piórkiem dotykać go delikatnie i pytać, czy to mu sprawia przyjemność, czy to dla niego miłe. Jeśli tak, następnym razem użyć ich pęku – może zechce sam spróbować nimi dotykać partnerkę? Są też baciki, ale takie, które nie sprawiają bólu, a tylko drażnią skórę. Są elementem niezwykle zmysłowej zabawy w „dotykam – nie dotykam”. Odświeżającej, bo biorą w niej udział mózg i skóra. Ta zabawa niepokoi, bo sprawia, że tracimy orientację: mózg widzi bacik i ostrzega, że będzie bolało! A skóra, choć silnie unerwiona, odczuwa tylko pieszczotę! Bacik zakończony wstążkami czy frędzlami to zabawka dla tych, którzy zaczynają tę przyjemną podróż do innego seksu. Stopień wyżej są woski do ciała. Specjalne świeczki, które zapalasz i kapiesz woskiem na skórę. Bardzo szybko stygnie, więc nie chodzi o ból, ale o to, że wosk zastyga na skórze i ją ściąga. Wszystkie rodzaje wosków warto najpierw obejrzeć, powąchać. Już samo wejście i wybieranie są ważne. Jeśli ekspedientka wie, co ma i do czego można tego użyć, to wizyta w miejscu, gdzie wszystko służy radości seksu, bywa stymulująca. Oczywiście do każdego z gadżetów są instrukcje, ale istotne jest też to, że z kimś obcym rozmawiamy o tym, co będziemy robić w łóżku! W całkiem niewinny i bezpieczny sposób realizuje się więc jedna z najczęstszych fantazji seksualnych, czyli trójkąt. Mentalnie ekspedientka jest z nami w łóżku! Świadomość, że ktoś wie, co będziemy robić, jest szalenie ekscytująca. Nie naruszamy naszej intymności, ale realizujemy fantazję o trzeciej osobie. Można ją też zrealizować w jeszcze inny bezpieczny sposób – dzięki opowieściom: kiedy już wrócimy do domu i zaczniemy się kochać, jednocześnie zaczynamy sobie opowiadać, co robiłaby teraz z nami ta trzecia czy ten trzeci, gdyby tu byli.

Opowieści o tym trzecim lub tej trzeciej podczas seksu zamiast trójkąta? Zgadza się. Na przykład mój partner opowiada, co ta trzecia teraz robi. Jak to robimy. Jak ja się z tym czuję, jak on się z tym czuje. Jak ja reaguję na to, co ona robi, jak ona reaguje na jego pieszczoty. Kochamy się i dopowiadamy jednocześnie... Dzięki opowieściom podczas stosunku możemy zrealizować wszystkie fantazje, a jednocześnie ich nie realizować. Nawet takie, które – gdybyśmy się na nie zdecydowali – naprawdę zniszczyłyby naszą miłość. Ale kiedy je sobie tylko opowiadamy, podniecają, a nie niosą żadnego zagrożenia.

A jak jedno z nas się trochę wstydzi? Może zgodzi się na zabawę w piloerekcje. To szukanie miejsc, gdzie dotyk dłonią czy piórkiem wywoła gęsią skórkę. Jeśli dotkniesz partnera tak, że tę erekcję mieszków włosowych ma, wygrywasz. Jeśli partner zrobi to szybciej i wywoła ją u ciebie, przegrywasz! Ci, którzy się wstydzą, mogą zawsze zamknąć oczy i sobie wyświetlać jakiś zmysłowy obraz, choćby siebie ze świeczką w zwiewnej bieliźnie w scenografii gotyckiego zamku… Piórka, miotełki, świeczki pomogą odnaleźć nowe miejsca erogenne? Nie ma nowych miejsc! Jeśli, tak jak ja, jesteś lekarzem i wiesz, jak przebiega unerwienie skóry, które nerwy łączą się z narządami płciowymi, znasz te miejsca. Ale w seksie nie o to chodzi, żeby umieć wskazać mapę punktów erogennych. Liczy się to, aby ich wspólnie szukać! Właśnie tymi miotełkami czy świeczkami. Delikatnie dotykać i nie dotykać. Omijać te miejsca, o których wiemy, że nas podniecają, jak na przykład szyja, by wędrując powoli po kontynencie ciała, odkrywać nieskończoną skalę nowych doznań. Można zagrać z partnerem w to, kto znajdzie ich więcej na skórze drugiego. Najpierw jedna noga, potem druga. Odczucia mogą być różne! A jak jedno nic nie znajdzie, to daje drugiemu rekompensatę i na przykład realizuje jakąś jego fantazję.

Na przykład rozbiera się bardzo powoli, udając striptiz… Skoro przy tym jesteśmy, to odświeżenie seksu zacznijmy od kupienia domowej sukienki. Nie przebierajmy się po powrocie do domu w stary, wyciągnięty dres! Nie musimy chodzić w tym, w czym byliśmy w pracy, ale nałóżmy coś ładnego. Ja sama chodzę właśnie w sukienkach. A jak wkładam dresy, to takie, które podkreślają moją pupę, bo wiem, że to jest mój walor. Lubię też chodzić bez stanika, w obcisłych bluzeczkach w jasnych kolorach. Wszystko widać jak na dłoni, ale robię to celowo. Koszulki noszę tak, by spadały z jednego ramienia. Ramiona są bardzo sexy, podobnie jak obojczyki, bo budzą wyobraźnię: Co jest niżej? Czy też jest tak symetrycznie? Bo w zmysłowym ubraniu właśnie o to chodzi, aby budzić ciekawość patrzącego. Nie trzeba być jak lato, które pokazuje kosze pełne owoców. Warto być jak wiosna, zaciekawiać tym, co tylko trochę odsłonięte i ukryte.

Czy radosny seks może poprawić nam samopoczucie zimą, zanim jeszcze nadejdzie wiosna? Przecież to czysta serotonina i inne poprawiające nastrój neuroprzekaźniki! Seks z pewnością może pomóc na obniżony nastrój, ale nie na depresję, bo wtedy ochota na seks nie jest częsta. Ale jeśli mamy gorszy dzień lub trudny okres i chcemy się kochać, zróbmy to. Poczujemy się lepiej właśnie dzięki dopaminie czy oksytocynie. 

Maja Herman, absolwentka Wrocławskiej Akademii Medycznej, lekarka, specjalistka psychiatrii, psychoterapeutka, naukowczyni.

  1. Seks

Czy mężczyźni myślą tylko o seksie?

Ukuło się takie przekonanie, że mężczyźni myślą tylko o „tym”. A przecież myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. (Fot. iStock)
Ukuło się takie przekonanie, że mężczyźni myślą tylko o „tym”. A przecież myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Czy facetom zawsze chodzi o jedno? Czym różnią się od nas w postrzeganiu seksu? O czym fantazjują? Jak odnajdują się u boku dzisiejszych świadomych swoich potrzeb i wyzwolonych kobiet? Czy naprawdę nie przeszkadza im nasz cellulit? Portret współczesnego mężczyzny staramy się stworzyć wraz z psychoterapeutą Michałem Pozdałem.

Mówi się, że mężczyznom jedno w głowie. Czy to prawda, że myślą tylko o seksie? Nie! Myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. Ukuło się takie przekonanie, że myślimy tylko o „tym”. A wszystko, co jest odpowiednio długo powtarzane, wydaje się prawdziwe. Z badań przeprowadzonych w Ohio wynika, że mężczyzna myśli o seksie 19 razy dziennie, ale nie można tych wyników traktować poważnie. My chyba cały czas nie dopuszczamy do siebie prawdy, że mężczyzna to też człowiek, z własną emocjonalnością. Jako społeczeństwo redukujemy mężczyzn do automatu, oni zresztą sami też to robią. „Jestem facetem i wielu rzeczy nie muszę, bo jestem mało skomplikowany” – takie spojrzenie jest wygodniejsze. Poza tym w rodzinach działają transgeneracyjne przekazy, które też wdrukowują nam, że facet to automat.

Czym jest seks dla takich odciętych od własnej emocjonalności automatów? Dla większości mężczyzn to strefa zupełnie nieodkryta. To znaczy znają doskonale automatykę seksu, ale nie mają dostępu do jego przeżywania. Czyli nie wiedzą, czym jest seks. Sprowadzają go do erekcji – za przeproszeniem wsadzić do pochwy, ejakulować i wyjąć. Gdy przychodzi do mnie para z problemami z erekcją i pytam, jak wygląda ich życie seksualne, mężczyzna mówi: „Nie uprawiamy seksu”. Dopytuję: „W ogóle się nie dotykacie? Nie pieścicie?”. On odpowiada: „Dotykamy się, pieścimy, ale seksu nie mamy”. Bo seks to stosunek. A gdy pytam mężczyzn w wieku 40–50 lat, jakie miejsce w ich ciele jest najbardziej erogenne, najczęściej nie wiedzą. Zalecam więc w ramach ćwiczeń dla par całowanie po szyi, po uszach czy po sutkach i wtedy odkrywają, że ich to tak stymuluje, że widzą gwiazdy…

A jak to jest z młodszym pokoleniem mężczyzn – są bardziej świadomi siebie i swoich potrzeb? Jest spora grupa mężczyzn naszpikowanych pornografią, którzy traktują przez to seks instrumentalnie. Ale jest też wielu młodych mężczyzn, którzy zostali już inaczej wychowani, inaczej postrzegają siebie, a przez to inaczej patrzą na swoje relacje seksualne. Są bardziej otwarci na swoją cielesność. A na problemy z erekcją reagują – albo „miałem zły dzień, jestem przemęczony”, albo „nie kocham jej, nie mogę”. Natomiast mężczyźni 40-letni traktują erekcję jak automat. I mają przekonanie, że muszą. I to jest okropne i okrutne. W ten sposób redukują męskość i męską seksualność do penisa. Myślę, że to niesprawiedliwe, gdy media czy reklamy powtarzają, że mężczyzna musi, bo mamy wielu wspaniałych mężczyzn po urazach kręgosłupa, którzy nigdy nie będą mieli erekcji, a są cudownymi kochankami. I żywym dowodem na to, że seks to nie tylko penetracja.

Zubożona jest ta męska seksualność… Żeby się otworzyć na swoje przeżycia seksualne, musimy rozumieć, co się z nami dzieje, i umieć komunikować swój stan emocjonalny. A wielu mężczyzn nie ma takiej uważności na siebie i to się przekłada na problemy w seksie. Nie wiedzą, dlaczego mają ochotę lub dlaczego jej nie mają. I nadużywają pornografii, która wywołuje hiperstymulację mózgu – po pewnym czasie potrzebują więcej i więcej. Moi pacjenci często opowiadają, że podczas kontaktu seksualnego z partnerką odłączają się od tego, co się dzieje, i przypominają sobie sceny porno, żeby się dostymulować. Nie potrafią się skupić na tym, co jest tu i teraz. Partnerka to wyczuwa i seks zaczyna być co najmniej nieudany.

A jak dla odmiany swoją seksualność postrzegają kobiety? Dużo lepiej rozpoznają swoje potrzeby i pragnienia seksualne, lepiej też komunikują się w kontekście swojej seksualności. Media zrobiły tu dobrą robotę – wyedukowały was w kwestii rodzajów orgazmów, sposobów zaspokojenia, dbania o swoje potrzeby, upominania się o rozkosz. Nadal w niektórych związkach to mężczyzna warunkuje długość aktu seksualnego. Gdy on ejakuluje, oznacza to koniec seksu. Ale kobiety teraz mówią: „Postaraj się o moją przyjemność”. Kobietom jest łatwiej rozmawiać o seksie, bo dla nich to jest opowieść o emocjach i potrzebach. Chociażby przez sposób wychowania przychodzi im to łatwiej. Zwłaszcza że w seksie czasami trzeba poprosić, trzeba być bezradnym i trzeba się poddać. Mężczyznom przychodzi to z trudem…

Chcąc zgłębić męski punkt widzenia, muszę spytać o jedną rzecz, która spędza sen z powiek wielu kobietom – czy mężczyznom przeszkadza nasz cellulit? Mężczyźni nie wiedzą, co to jest, dopóki partnerka im tego nie pokaże. I są zaskoczeni, gdy dowiadują się, że kobiety to maskują. Ale wy, drogie panie, jesteście nauczone, żeby się pilnować – golić, depilować, podcinać, wysysać… Mężczyźni nie mają tego obciążenia. To, że mu urósł brzuch, w ogóle nie warunkuje jego wartości seksualnej. Za to często trudno im się skoncentrować na seksie, bo myślami są ciągle w pracy. I z tego powodu pojawia się często problem z erekcją. Jeżeli kobieta się obrazi albo przestraszy, że już go nie podnieca, problem urośnie. A jeżeli przytuli się i powie: „Jak się czujesz? Co się dzieje?”, to w tej atmosferze bliskości i zrozumienia może narodzić się wspaniały seks. On potem mówi, że ona go podnieciła. Ale to była bliskość. Bo żeby uprawiać seks, trzeba podejść do siebie blisko.

No dobrze, a kiedy już mężczyzna zostawi tę pracę, to na czym się skupia w seksie? Najlepiej, gdyby skupiał się na tym, co się właśnie dzieje. Niestety, mężczyźni, z którymi pracuję, często skupiają się na tym, żeby dobrze wypadli i zaspokoili partnerkę. Wtedy właśnie zaczynają się problemy z erekcją. Żeby uprawiać dobry seks, trzeba się otworzyć i poddać temu, co się dzieje. A jeżeli staramy się coś osiągnąć, pojawia się lęk: „nie dam rady”, i to blokuje wzwód. A kult erekcji jest ogromny…

Czy to jest największy problem współczesnego mężczyzny? Nie, ten problem był od zawsze. Dzisiaj po prostu mężczyźni zaczynają o tym mówić. Z pewnością na problemy w łóżku przekłada się wysoki poziom stresu. Szczególnie gdy mężczyzna, który ma dużo napięć, redukuje je przez masturbację. Jeśli przed wyjściem z biura masturbuje się w toalecie, oglądając film pornograficzny w telefonie – niwelując napięcie z całego dnia, ale też obniżając libido – to kiedy wraca do domu, nie ma już naturalnej potrzeby zabiegać o względy seksualne swojej partnerki. To jest współcześnie najpoważniejszy problem – uzależnienie od pornografii i masturbacji. Bo po kilku latach relacji, żeby mieć kontakt seksualny, trzeba podjąć pewien wysiłek – coś zorganizować, coś wybaczyć, coś zaproponować. Do seksu trzeba się rozebrać – dosłownie i w przenośni – i powiedzieć: „Potrzebuję cię do zaspokojenia mojej bardzo ważnej potrzeby”.

A o czym mężczyźni najczęściej fantazjują? Te fantazje są bardzo zubożone przez pornografię. Zamiast uczestniczyć w akcie, który się właśnie dzieje, przypominają sobie obrazy z filmów, którymi są naszpikowani. Oczywiście nie wszyscy. Mężczyźni są bardzo różnorodni, nie chciałbym spłycić męskich fantazji do tego, że wszyscy marzą o seksie ze starszą kobietą, z kobietą o wielkich piersiach czy z nastolatką. Jedno jest pewne – o seksie fantazjują. Ale fantazjują też o bliskości. Bo mężczyźni zaspokajają w łóżku nie tylko potrzebę redukcji napięcia seksualnego, ale również potrzebę miłości, bycia akceptowanym, pożądanym... Ale jak pytam: „Dlaczego pan jej o tym nie powie?”, to słyszę „Ja mam powiedzieć, że ona ma mnie przytulać?”.

W sumie cieszę się, że nie udało nam się tu stworzyć prostej instrukcji obsługi mężczyzny. Ale to by było niemożliwe i niesprawiedliwe! Nie da się stworzyć instrukcji obsługi mężczyzny, podobnie jak nie da się stworzyć instrukcji obsługi kobiety. To my przywykliśmy do myśli, że mężczyzna jest łatwy w obsłudze. Dziś mężczyźni już wiedzą, że nie muszą być napakowanymi twardzielami. Że mogą być „mięczakami”, mogą płakać, mieć różne uczucia, po prostu być różni. Na szczęście coraz lepiej odnajdują się w tej nowej rzeczywistości.

Dwie proste rady dla par:

  • Zacznijcie uprawiać seks bez penetracji. Poznaj, co w twoim ciele sprawia ci największą przyjemność. Potraktuj ciało partnera jak nieodkrytą wyspę i zacznij po nim podróżować! Takie podejście pozwala cieszyć się seksem przez całe lata, bo największym organem seksualnym człowieka jest skóra, a nie penis!
  • Przytulajcie się nago. Nie musicie każdych pieszczot kończyć seksem. Dzięki temu zaczniecie wydzielać neuroprzekaźniki odpowiedzialne za przyjemność i pojawi się poczucie dobrostanu. Poza tym oksytocyna przywiąże was do siebie, a to strasznie miłe uczucie.
Michał Pozdał psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Założyciel i kierujący pracą Instytutu Psychoterapii i Seksuologii. Absolwent studiów magisterskich w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Stypendysta na Wydziale Dramy Stosowanej Uniwersytetu Exeter w Wielkiej Brytanii. Ukończył z wyróżnieniem podyplomowe studia Seksuologia Kliniczna na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Pracuje w podejściu psychodynamicznym oraz systemowym. Prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych oraz par i rodzin.

  1. Seks

Kiedy mężczyzna nie ma ochoty na seks?

Mężczyźni, którzy nie mają ochoty na seks często nie rozumieją, co się z nimi naprawdę dzieje (fot. iStock)
Mężczyźni, którzy nie mają ochoty na seks często nie rozumieją, co się z nimi naprawdę dzieje (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Pada kolejny mit. Ten, że mężczyzna ma zawsze ochotę na seks, a kobieta niekoniecznie. Powody, dla których mężczyźni omijają sypialnie, mogą zdziwić lub rozbawić ich partnerki, ale warto potraktować je poważnie.

Problem niedopasowania seksualnego towarzyszył ludzkości od wieków. Ale wektor skarg biegł kiedyś w przeciwnym kierunku. – Coraz częściej to kobiety skarżą się na oziębłość partnera – mówi seksuolożka i psycholożka, Małgorzata Zaryczna. – Coraz więcej par trafia do mnie właśnie dlatego, że partner unika seksu. To naprawdę palący problem naszych czasów.

Jak na spadek męskiego zainteresowania seksem reagują partnerki? Najczęściej myślą: „on na pewno ma romans, zdradza mnie”, „już mu się nie podobam”, a nawet: „jest gejem!”. No cóż – wszystko może się zdarzyć, ale seksuolodzy twierdzą, że romans zwykle jest na szarym końcu listy powodów. A podejrzenie o homoseksualizm to wpływ amerykańskich filmów. W życiu takie sytuacje stanowią zaledwie promil przypadków. Prawdziwych powodów kobiety nawet się nie domyślają, bo… zwyczajnie nie przyszłyby im do głowy.

Święta, nieskalana

Do gabinetów seksuologów przychodzą najczęściej pary – i to kobieta z reguły mówi, podczas gdy mężczyzna siedzi naburmuszony lub zawstydzony. Ale przychodzą też i sami mężczyźni. Niekiedy nawet dość otwarcie opowiadają o swoim problemie, ale kompletnie nie rozumieją, co się z nimi naprawdę dzieje.

Tak właśnie czuł się Patryk, który przyszedł poskarżyć się na to, że każdy jego związek kończy się tak samo: na początku jest super, seksualna fascynacja i sporo zbliżeń. Ale stopniowo traci erotyczny apetyt… Nie libido jako takie, ale zainteresowanie partnerką. Choć czuje, że ją kocha, woli się masturbować, niż inicjować współżycie. Ten schemat powtórzył się już wiele razy, a Patryk nic na to nie umie poradzić. Dlaczego?

– Bo cierpi na bardzo nadal częsty u mężczyzn syndrom myślenia o kobietach w kategoriach dziewicy lub dziwki – mówi Zaryczna. – Mężczyzna czuje, że nie może opowiedzieć swojej ukochanej, co go podnieca, gdy ogląda erotyczny film. Z żoną i przyszłą lub faktyczną matką swoich dzieci „takich” rzeczy wyprawiać nie wypada. Ale o aktorkach, które podniecały go na ekranie, myśli: „one nie są materiałem na żonę”.

Seks dzieli na ten dobry, małżeński, prokreacyjny oraz zły, bo wyuzdany. To skazuje go na dwie ścieżki. Pierwsza: będzie zdradzał żonę – bo kochankę łatwiej poprosić o spełnienie najskrytszych erotycznych fantazji, ale będzie się z tym źle czuł, bo kocha żonę i chce z nią spędzić życie. Druga: zdecyduje się na przykładne pożycie małżeńskie, w jednej pozycji, po ciemku, bez świntuszenia, fundując w ten sposób i sobie, i jej erotyczną pustynię. Co zatem robić? Zgłosić się do seksuologa. Pomoże wskazać ukryte motywy postępowania i rozpocząć terapię.

Nie tylko świece i kwiaty

Ale nie trzeba cierpieć na syndrom dziwki i dziewicy, żeby stracić seksualny apetyt w związku. Wielu mężczyzn hołubi w głowach taki obrazek: „kobiety chcą czułości, delikatności, światła świec, płatków róż na prześcieradle i godzinnych pocałunków”. A skoro znają kobiece pragnienia, to nie pytają o nie swojej partnerki.

Tak właśnie było z Krzysztofem, najbardziej romantycznym z kochanków. Zachwycał swoje partnerki czułością i delikatnością, bogactwem romantycznych scenariuszy i tym, że zamiast łapać za piersi, delikatnie głaskał po twarzy. Tyle tylko, że po kilku miesiącach, choć wciąż rozpieszczał kobiety, przestawał reagować na ich bliskość erekcją.

– Na początku relacji partnerka wysyła nowe bodźce, sama jej bliskość działa jak afrodyzjak – tłumaczy seksuolożka. – Ale w pewnym momencie mężczyzna zaczyna tęsknić za swoimi upodobaniami seksualnymi.

W miarę upływu czasu efekt nowości traci na sile i on potrzebuje innych bodźców, by się podniecić. Już nie chce być „grzeczny”, tęskni za tym, co podniecające, zakazane, trochę brudne. Miłość? Ok. Ale perwersja bardziej podnieca…

– On chce tego, co mu się podoba. Jednak czuje ogromny opór, by powiedzieć o tym partnerce, poprosić, by spróbowali czegoś nowego, zaproponować np. seks „na pieska” – mówi Zaryczna. – Boi się, że ona go odrzuci, uzna za dewianta. A on chce, by go kochała i by było jej dobrze i bezpiecznie. Dlatego tłumi własne potrzeby i odmawia sobie ich spełnienia. Stąd seksu coraz mniej.

To nie koniec męskich obaw. Bo – myśli mężczyzna – kiedy on opowie o jakiejś fantazji, kobieta powie „zgoda” – ale potem zaskoczy go własną. Co więcej, taką, której on nie będzie chciał lub mógł spełnić. Na przykład w zamian za zgodę na seks oralny, usłyszy: „nie ma sprawy, ale wiesz co, ja bym chciała trójkąt”. I co wtedy?

Brzmi już to jak mantra, ale najlepszym lekarstwem jest zwykle rozmowa. Jeśli seks jest tematem tabu, nasze lęki i zahamowania będą zawsze górowały. Ale jeśli umiemy o nim rozmawiać – oswoimy każdego demona. Jednak otwarta rozmowa na początku bywa trudna, dlatego dobrze uciec się do „pomocy naukowych”: rozmawiać o różnych scenach z filmów czy literatury, badając, gdzie są granice drugiej osoby. Bo może się zdarzyć, że on powie: „zobacz, co oni w tym filmie wyprawiają” – i usłyszy: „to wygląda na całkiem podniecające”. Okaże się, że może eksperymentować w łóżku, bo – wbrew obawom – ma na to pełną zgodę partnerki.

Oddech modliszki

Kiedy Robert poznał Małgosię, pomyślał: „jestem w raju!”. Pierwszy raz był z kobietą, która dawała mu w sypialni prawdziwe spełnienie. Była ucieleśnieniem jego marzeń: tak jak on uwielbiała seks. Była wyzwolona, otwarta i cudownie wyuzdana. Nie odmawiała eksperymentów i – aż trudno uwierzyć męskiemu szczęściu – sama czasem prosiła o zbliżenie. Robert cieszył się więc seksem swojego życia i był spełniony, ale...

Z czasem zaczął się czuć przytłoczony. To, co mu się kiedyś podobało, czyli aktywność i otwartość Małgosi, nagle zaczął odbierać jako zagrożenie. Czuł, że jego męskość jest wystawiana na próbę. Coraz rzadziej inicjował współżycie – na co Małgosia reagowała zwiększoną aktywnością, więc on jeszcze bardziej się wycofywał.

– W naszej kulturze, hołdującej modelowi patriarchalnemu, to partnerka powinna być stroną zdominowaną, bierną, uległą. Tymczasem ona chce więcej! Jest aktywna i ma wymagania! Mężczyzna powoli zaczyna żyć w przekonaniu, że cokolwiek zrobi i tak będzie za mało. Uznaje więc, że nie sprosta wyzwaniu. Woli nie reagować, bo po co mu porażka? – mówi Zaryczna.

Co więcej, partnerka wcale nie musi mieć wysokich wymagań, wystarczy, że on tak o niej myśli. Mężczyzna boi się samej sugestii, że nie może nad partnerką temperamentalnie górować. Oliwy do ognia dolewają same kobiety, bo upewniają swoich partnerów w ich obawach, skarżąc się: „Nie wierzę, żeby mężczyźnie w tym wieku nie chciało się seksu. Nie wierzę, że tak wysportowany i sprawny facet nie chce się kochać”. W ten sposób umacniają kulturowy stereotyp mężczyzny, który zawsze chce i może – ale się nie sprawdza.

Rada? Wizyta u specjalisty. Mężczyźnie trzeba pomóc w zmianie podejścia do seksualności partnerki. Uświadomić mu, że to, czego się obawia, jest tylko jego wyobrażeniem o sytuacji – a niekoniecznie jej prawdziwym obrazem. W konsekwencji wypracują sposób i częstotliwość współżycia, satysfakcjonujące dla obu stron.

Stres zabójca

Jest coś, z czym mężczyźni trafiają do gabinetu seksuologa tylko w pojedynkę. To lęk przed diagnozą: „jest pan impotentem”. Żaden nie chciałby tego usłyszeć w obecności partnerki.

Tego właśnie najbardziej obawiał się Łukasz. Przestała go interesować fizyczna bliskość z żoną, zaczął jej wręcz unikać. Ale nie interesowały go też inne kobiety, chęć stracił nawet na masturbację. Libido po prostu znikło, wyparowało, przestało istnieć... Kiedy mówił o tym seksuologowi, drżały mu głos i dłonie. Zdziwił się, kiedy lekarz pytał go o inne sprawy: sytuację w pracy, kwestie finansowe, w ogóle – całe życie. Okazało się, że przyczyną kłopotów Łukasza było coś, czego nie brał pod uwagę: stres!

– Mężczyźni zwykle nie łączą problemów w życiu zawodowym czy rodzinnym z tym, co się dzieje w sypialni – ubolewa Zaryczna. – Traktują seks, jakby był oderwany od reszty ich życia. Kłopoty, problemy, zmartwienia? To nic, tutaj mają być sprawni. Podobno facet stres rozładowuje właśnie w łóżku…

Stres krótkotrwały – owszem, ale nie przewlekły. Produkowane przez zestresowane ciało substancje, takie jak kortyzol czy noradrenalina, ograniczają aktywność układu hormonalnego. Ich głównym zadaniem jest ochrona, czyli w rzeczywistości obkurczanie, narządów płciowych. I libido spada na łeb na szyję.

Kolejny koszyk przyczyn, który skazuje kobiety na samotność w sypialni, a mężczyzn na ucieczkę od seksu, to choroby somatyczne, odbijające się na sprawności mechanizmu erekcyjnego. Ale wczesne podjęcie leczenia jest niemożliwe, bo przecież on za nic w świecie się do tego nie przyzna.

– Mężczyzna da się upiec żywcem, ale nie powie partnerce, że zdarzają mu się zaburzenia erekcji – uważa Zaryczna. – Bo to dla niego znaczy, że nie jest już mężczyzną. Tymczasem problemami z erekcją objawia się ponad 40 schorzeń: kardiologicznych, neurologicznych, hormonalnych. Wizyta u lekarza pomogłaby postawić diagnozę i szybko zwalczyć przyczynę, ale trzeba się odważyć na szczerość. Na początek... wobec samego siebie.

Tylko w samotności

Pornografia i masturbacja – ta koszmarna para sprawia, że wiele kobiet zadaje sobie pytanie: „czy już go nie podniecam?”. Coraz więcej mężczyzn wybiera tę formę rozładowania: ekspresową, bez zobowiązań i skuteczną. Paradoksalnie, niektórzy zaczynają przygodę z masturbacją z altruistycznych pobudek. Tak jak Jurek: najpierw  uciekał się do samozaspokojenia, bo... żona wracała z pracy zmęczona, nie w nastroju do seksu i nie chciał jej zmuszać. Kiedy zasypiała, potrzebował dziesięciu minut przed komputerem i… mógł spokojnie położyć się obok niej. Z czasem jednak coraz mniej myślał o żonie, a coraz chętniej sięgał po samotny seks. W końcu Eliza się poskarżyła: „nie spaliśmy ze sobą od ponad pół roku”. I zapytała: „już mnie nie kochasz?”. Kochał, ale przyzwyczaił się inaczej zaspokajać własne seksualne potrzeby.

– W dobie internetu i łatwej dostępności pornografii można sobie urządzić erotyczny seans w dowolnym momencie – mówi seksuolożka. – Dla mężczyzny najważniejsze są bodźce wizualne, a tu je znajdzie. Wie, czego potrzebuje i jak reaguje jego ciało. Potrafi się szybko zaspokoić. Dlaczego miałby się męczyć staraniem o kobietę?

Dlatego wcale nie tak rzadko się zdarza, że masturbacja wypiera życie seksualne pary, a wybierający łatwiejsze zaspokojenie mężczyzna zaczyna unikać seksu.

– W samozaspokojenie ucieka się jeszcze z jednego powodu: poszukiwania specyficznego bodźca. Mężczyźni miewają swoje fetysze: lateks, trójkąty, specyficzny rodzaj pieszczot. Łatwo znaleźć pornografię na dany temat, trudniej zachęcić partnerkę do takiej zabawy. Niektórzy wręcz boją się jej o tym powiedzieć – tłumaczy Zaryczna.

Masturbacja zostawia jednak ślad: warunkuje na pewien rodzaj bodźca. Takim może być np. nacisk własnej ręki. Kiedy mężczyzna się do niego przyzwyczai, stosunek genitalny nie daje mu przyjemności. A wtedy tym bardziej będzie unikać zbliżeń…

Na szczęście i z tej ścieżki można w porę zawrócić. Mężczyzna musi się tylko przełamać i opowiedzieć o swoich potrzebach partnerce, a ona chcieć je spełnić z miłością.

  1. Psychologia

Erotyka w snach. O czym fantazjujesz podczas snu?

Silna presja potrzeby seksualnej nie może wytwarzać snów, ale w dużym stopniu jest ona odpowiedzialna za ich treść. (Fot. iStock)
Silna presja potrzeby seksualnej nie może wytwarzać snów, ale w dużym stopniu jest ona odpowiedzialna za ich treść. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Marzenia senne są często symboliczne. Co twoje sny mówią o twoich potrzebach erotycznych?

„Śniła mi się jaskinia, do której szedłem długim, wąskim korytarzem. W środku byli ludzie w przebraniach i z zasłoniętymi twarzami. Wnętrze oświetlały jedynie świece. Wyglądało to na jakiś rytuał.  Na czymś w rodzaju ołtarza leżała naga kobieta, pozostali stali tworząc krąg i podpierali się długimi laskami. Było to przerażające, ale miało w sobie coś podniecającego”.

„Śniło mi się, że spacerowałam brzegiem morza, było mi błogo i byłam zrelaksowana. Na plaży nie było nikogo. Nagle z naprzeciwka nadszedł mój profesor ze studiów. Był ode mnie dużo starszy, ale we śnie nie czułam różnicy wieku. Podszedł do mnie, wziął za rękę i razem weszliśmy do morza, nie zdejmując ubrań. Odczuwałam podniecenie i niesamowitą przyjemność”.

„Śniło mi się, że jestem w opuszczonym zamku, który miał mnóstwo schodów. Czułem niepokój chodząc po korytarzach i piętrach. Nagle z jednej komnaty wyszła moja żona i zaczęła się uwodząco uśmiechać, już zacząłem iść w jej kierunku, kiedy z drugiej komnaty wyszła jej siostra i także kusząco na mnie patrzyła. Czułem się nieswojo i nie wiedziałem co robić. Było to podniecające, choć kłopotliwe”.

To kilka przykładów z niezliczonej ilości marzeń sennych, jakie może zafundować nam nasz mózg, kiedy śpimy. Skąd jednak w naszych snach dziwne sytuacje, nieznane postaci - co to wszystko tak naprawdę oznacza?

Marzenia senne to aktywność psychiczna spontanicznie występująca w czasie snu. Śni każdy, nawet jeśli temu zaprzecza, dzieje się to jednak wyłącznie w tzw. fazach snu paradoksalnego, podobnego pod względem procesów bioelektrycznych mózgu do stanu czuwania, mimo, że jest to sen głęboki. W trakcie marzeń sennych odbywa się proces obrazowego przetwarzania nierozwiązanych problemów i konfliktów, który rozładowuje napięcia psychiczne.

Silna presja potrzeby seksualnej nie może wytwarzać snów, ale w dużym stopniu jest ona odpowiedzialna za ich treść. Może przy tym dochodzić do erekcji penisa lub łechtaczki, a nawet do orgazmu.

W interpretacji snów Zygmunt Freud, austriacki neurolog i psychiatra, widział najlepszą drogę do nieświadomości, czyli do wypartych pragnień i konfliktów, powodujących powstawanie nerwic. Przyczyn zaburzeń psychicznych upatrywał on przede wszystkim w niezaspokojonym popędzie seksualnym, stąd jego teoria marzeń sennych skoncentrowała się w głównej mierze na rozszyfrowywaniu seksualnej treści symboli sennych. I tak wszelkie przedmioty o wydłużonym kształcie, laski, pnie drzew, parasole, wszystkie rodzaje broni podłużnej i ostrej, noże, sztylety, piki mają wyobrażać męski członek. Natomiast puszki, pudełka, skrzynie, szafy, piece odpowiadają ciału kobiecemu, podobnie jak jaskinie, statki i wszelkiego typu naczynia. Jako częste symbole stosunku seksualnego wymieniał Freud latanie, jazdę pociągiem oraz wchodzenie po drabinie i schodach.

W wielu snach seks występuje właśnie w postaci symboli. Kiedy jednak pojawia się bezpośrednio, oznacza to, że łatwiej akceptujemy swoje własne pragnienia i urazy na tle seksualnym. Sny erotyczne mówią też, przed jakimi wyzwaniami stajemy i jak przebiega nasz rozwój. W rozwoju psychicznym i seksualnym zastój następuje jedynie wtedy, gdy na określonym etapie dojrzewania zatrzymają go choroba lub cierpienie. Wówczas jednak problem ten będzie uparcie pojawiał się w snach, aż do czasu gdy będzie można go rozwiązać.

Tymczasem według Carla Gustawa Junga, szwajcarskiego psychiatry i ucznia Freuda, w każdym z nas, niezależnie od własnej płci, istnieje wewnętrzny aspekt osobowości mający płeć przeciwną, czyli w każdym z nas istnieje pierwiastek zarówno kobiecy (Anima) jak i męski (Animus). Jeśli zaprzecza się jego istnieniu lub go tłumi, często może się on pojawiać w postaci obrazów sennych, czasem rozpoznawalnych dla śniącej osoby, a czasami nie. We śnie odzwierciedleniem Animy, która symbolizuje nieznaną nam i najczęściej nie uświadomioną sferę uczuć, może być postać każdej kobiety. Tymczasem wyrazem Animusa, czyli męskich, uporządkowanych i ukierunkowanych na cel sposobów myślenia i zachowania, są wszelkie postacie męskie.

Zasadniczym celem rozwoju osobowości człowieka jest integrowanie i równoważenie w sobie tych różnych, a często przeciwstawnych sił męskich i żeńskich. Najczęściej jednak mamy do czynienia z sytuacją, kiedy któryś z tych aspektów wysuwa się na pierwszy plan, powodując wewnętrzną dysharmonię. Jeśli przewaga znajduje się po stronie Animusa, wówczas w naszych snach dominować będą męsko-falliczne symbole agresji, jak np. sztylet, włócznia, armata. Przewaga Animy objawia się albo poprzez fiksacje na cechach macierzyńskich, albo poprzez ucieczkę od rzeczywistości i strach przed żeńską seksualnością. Niezależnie od płci osoby śniącej, w marzeniach sennych może objawiać się dominacja, zarówno sił męskich jak i żeńskich. Pojawiające się w snach zachowania seksualne również powinniśmy odnosić do nas, nawet jeśli aktywne pod tym względem są tylko inne osoby. Erotyczne aspekty marzeń sennych należy interpretować przede wszystkim na płaszczyźnie podmiotowej. Seksualność symbolizuje zbliżenie i zjednoczenie męskich i żeńskich stron naszej osobowości. Świadomy i nieuświadomiony stosunek do naszych agresywnych i seksualnych impulsów popędowych współdecyduje o tym, czy w marzeniach sennych jesteśmy zdolni do swobodnych zachowań seksualnych. Przez nie wyraża się bowiem to, czy potrafimy podporządkować swoje seksualne impulsy i życzenia celowi zjednoczenia męskich i żeńskich aspektów osobowości, czy też żyją one własnym życiem, oderwane od procesów rozwojowych przebiegających w  naszej psychice.

Każdy sen, w którym pojawiają się treści seksualne, można interpretować na kilka różnych sposobów. Śniąca osoba sama decyduje, która z tych interpretacji jest najbardziej trafna. Będzie to zależało od tego, co w danym śnie było szczególnie uderzające. Nie wszystkie wyobrażenia występujące w snach związanych w jakiś sposób z erotyką muszą stanowić sugestię samego aktu płciowego. Często mogą one ukazywać, jak ktoś radzi sobie z własną seksualnością, związkami i emocjami.

Sny mogą stanowić pomoc w rozwiązywaniu problemów pojawiających się w związkach intymnych. Prawie każdy sen śniony w sytuacji kryzysowej dla naszego związku wyraża lęki i nadzieje, które z nim podświadomie wiążemy. Sny wyrażające nadzieje pokładane w związku można potraktować jako wskazówkę do pozytywnego przetwarzania snów ujawniających związane z nim podświadome lęki.

  1. Psychologia

Męska radość. Czym dla mężczyzn jest szczęście?

Umiejętność cieszenia się i świętowania - to nawyk, który można wypracować. (fot. iStock)
Umiejętność cieszenia się i świętowania - to nawyk, który można wypracować. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Po raz pierwszy udało nam się ugotować jakąś potrawę, coś naprawić, kupić. Przeszliśmy przez sezon zimowy w zdrowiu. Cieszmy się tym! – mówi Benedykt Peczko, psychoterapeuta.

Drobne zwycięstwa, miłe chwile, rocznice, wspomnienia… Życie domaga się świętowania. To się mężczyznom w głowie nie mieści.

„Będę się cieszył jak głupi?” „Z powodu jakichś dupereli?” – mężczyźni przyzwyczaili się, że oczekuje się od nich nadzwyczajnych rzeczy, osiągnięć. Są wobec siebie bardzo wymagający. Mogą świętować awans albo zarobiony milion, dokonanie odkrycia w nauce, zdobycie pucharu w sporcie, złowienie naprawdę potężnego suma… Potrzebny jest jakiś rzeczywisty powód. No i żyją w permanentnym napięciu i stresie, ze ściśniętym sercem walczą o byt, a świętowanie to przecież odprężenie, przyjemność, zanurzenie się w radości, w tej chwili, która trwa. Trudno czuć napięcie i świętować.

A jednak mentorzy namawiają do świętowania. Doktor Rick Hanson, neuropsycholog, mówił, że bez ćwiczenia się w radości, docenianiu i wdzięczności skazujemy nasz mózg na kurczenie się i stagnację. Świętowanie jest wyzwaniem ewolucyjnym. Hanson mówi i pisze o „zanurzaniu się w dobru” lub „nasycaniu się dobrem”. To jest rozwijanie w sobie postawy wobec życia, wobec siebie i wobec innych. Gdy robimy to konsekwentnie, rozwijamy swój „szczęśliwy mózg”. To bardzo atrakcyjny cel.

Kłopot w tym, że na razie nasz mózg jest – jak pisze Hanson – rzepem na złe wiadomości, a teflonem na dobre. Wystarczy kilka sekund, aby zła wiadomość przeszła do pamięci długotrwałej i aż 30 sekund, żeby utrwaliła się dobra informacja. To jest spuścizna ewolucyjna związana z przetrwaniem. Nasz mózg, a konkretnie ciało migdałowate, ma tendencje do wychwytywania wszelkich zagrożeń, ponieważ nasi przodkowie musieli szybko i dobrze zapamiętać to, czego unikać, aby przetrwać. Nasza ewolucja cywilizacyjna i kulturowa dokonała się w tempie szybszym niż rozwój naszych mózgów.

Na poziomie fizjologicznym i psychologicznym pozostaliśmy w jaskiniach. To, co proponuje Hanson, jest metodą nasycania mózgu, ale też całego organizmu, ciała, biologii tym, co dobre. Właśnie tak się dzieje, gdy świętujemy; nasycamy się przyjemnością i odprężeniem. Ważne, abyśmy ćwiczyli się w świętowaniu drobnych rzeczy, nabrali odruchu i nawyku zwracania uwagi na to, co pozytywne. Im łatwiej i częściej zanurzamy się w radości, tym bardziej rozwijamy neuroplastyczność mózgu, czyli zdolność do tworzenia nowych połączeń między komórkami nerwowymi. Świętując, dosłownie tworzymy nowe neurony. Mózg staje się coraz szczęśliwszy. Zdolność neuroplastyczności zachowujemy do końca życia. Stale więc jesteśmy twórcami naszych szczęśliwych mózgów.

Z czego więc mężczyzna może się ucieszyć? Możemy świętować, bo po raz pierwszy udało nam się ugotować jakąś potrawę. Udało się coś naprawić, kupić. Przeszliśmy przez sezon zimowy w zdrowiu. A nawet, jeżeli zachorowaliśmy, to wyzdrowieliśmy.

Siły życia znowu zwyciężyły. Jeśli myślimy w taki sposób, zdarzenia nabierają nowego znaczenia, a my utrwalamy nawyk dostrzegania tego, co pozytywne. Praktyka czyni mistrza; za chwilę w sposób naturalny i spontaniczny zaczniemy widzieć coraz więcej dobra i się nim cieszyć. Właściwie wszystko może być powodem do świętowania. Miałem klienta, który postawił sobie cel – zarobić 200 tysięcy dolarów. Stracił pracę i celu nie osiągnął. Był zdruzgotany: „przegrałem!”. A przecież w tym czasie miał kochające go osoby, udany związek z kobietą, świetne dzieci. Miał co świętować także w sensie materialnym – dom, samochód.

Dzieci kochają wspólne z rodzicami świętowanie. Możemy świętować w rodzinie to, co wydarzyło się w pracy, w szkole, między nami. Dobrze jest znaleźć przestrzeń do rodzinnego świętowania – jakiś miły kącik w domu, pokój. To miejsce z czasem staje się pozytywną kotwicą. Wystarczy, że się tu znajdziemy, i już odczuwamy przyjemność i radość.

Od czego zacząć budowanie nawyku świętowania? Zapisujmy to, z czego jesteśmy zadowoleni; zdarzenia, osiągnięcia. Nienotowane umykają, ponieważ w międzyczasie napływa wiele różnych tematów, które wypierają z naszej świadomości te znacznie bardziej subtelne, delikatne. Do zapisków zawsze możemy powrócić. Przez tydzień całkiem sporo może się tego uzbierać. Teraz podzielmy się z bliskimi tym, co chcemy uświęcić, świadomie zanurzając się w radości i przyjemności. Odczuwanie jest tu kluczowe. Mówiąc, odczuwając, skupiamy uwagę – jeśli zrobimy to przez co najmniej pół minuty, wewnętrzny stan radości utrwali się; zostaną zbudowane nowe połączenia neurologiczne w mózgu. To jest kształtowanie postawy i jakości życia.

Można też świętować w samotności. Gdy jednak jesteśmy z bliskimi, energia staje się o wiele mocniejsza, spotęgowana wspólną radością. Łączymy serca i umysły, a wtedy przyjemne drobiazgi nabierają większych rozmiarów; nawyk świętowania szybciej się utrwala.

Odcinek dokumentalnej serii „Droga na skraju nieba” o mieszkańcach Himalajów otwiera na celebrowanie życia. Przez kilkanaście dni, narażając życie, mężczyźni wędrują przez Himalaje z setką objuczonych workami z solą zwierząt – jaków. Wreszcie docierają do odbiorców soli, mieszkańców innych himalajskich wiosek. Wymieniają sól na herbatę, fasolę, ziemniaki. To, co w tym filmie najbardziej poruszające, to sposób, w jaki ci ludzie traktują siebie nawzajem: serdecznie się witają, cieszą się ze spotkania, śpiewają przy ognisku, ucztują, opowiadają o podróży, uśmiechnięci, odprężeni. Żegnają się i wiedzą, że za rok, gdy dobrze pójdzie, spotkają się znów, więc posyłają sobie dobre życzenia, żeby się spotkać i znów poświętować. Tak, sposób, w jaki celebrują życie, istnienie, może odmienić nasze postrzeganie biedy i bogactwa.

Nam, mieszkańcom Zachodu, trudno sobie nawet wyobrazić, w jakim materialnym ubóstwie żyją ci ludzie. A przecież patrzymy na nich z zachwytem. Czym jest świętowanie? Zatrzymaniem się. Bez zmartwień, planów, bez myślenia o tym, co zrobimy, żeby sobie poradzić, przetrwać. Zatrzymujemy się i doceniamy właśnie tę chwilę – że jesteśmy razem, że coś się udało, że rozmawiamy o tym.

Świętujemy ludzi. Z jaką intencją przychodzimy do kogoś? Czy myślimy o tym, żeby mieć przyjemny wieczór i relaks – pogadamy, pośmiejemy się, coś obejrzymy. Czy to dla nas jedynie miła forma spędzenia czasu, czy raczej chcemy uświęcić tę osobę, naszą znajomość, więź, kontakt, przyjaźń, to, co wzajemnie sobie dajemy, kim dla siebie jesteśmy; jak nasza relacja nas rozwija, wpływa na wybory, postawy, przeżywanie życia. A przy okazji, oczywiście, mile spędzamy czas.

Znam młodego mężczyznę, który co kilka dni przynosi swojej żonie kwiaty. Te kwiaty to niewerbalny wyraz pamięci, uwagi, adoracji, potwierdzenia – tak, moje uczucia trwają. Moglibyśmy powiedzieć, że ta para codziennie ćwiczy ciało migdałowate w mózgu. Tworzy się nawyk widzenia, odczuwania i wzmacniania miłości w ich małżeństwie. Jeden z moich klientów, 40-latek, uczył się widzieć i wyrażać dobre rzeczy w stosunku do kobiet. Zaczął od koleżanek w pracy, w rodzinie. To radykalnie zmieniło jakość jego życia. Wreszcie związał się z dziewczyną, którą pokochał.

Taki jest też sens świętowania kolejnych rocznic poznania się, ślubu, urodzin dzieci – odświeżamy związek i uczucia. Powracamy do chwil składających się na historię naszej relacji. Przywołujemy najpiękniejsze wspomnienia. Pojawia się radość, wdzięczność. W ten sposób związek jest nieustannie ożywiany.

Jest jeszcze jeden rodzaj świętowania – tak zwanych porażek. Wyobraźmy sobie: mężczyzna traci pracę, a rodzina urządza z tego powodu święto… Dlaczego nie? Możemy rodzinnie świętować przepracowane w firmie lata: to wszystko, co się wydarzyło, dokonało, co było ważne dla nas i dla rodziny. Możemy świętować też następną pracę, której jeszcze nie znamy. I okazję do czegoś, czego być może na razie nie rozumiemy. Tak naprawdę świętujemy tu siły życia, które zapraszają w nowe miejsca, dają szansę na nowe doświadczenia. I co najważniejsze: świętujemy naszą otwartość i zaufanie.

Przyjemności na zdrowie. Kiedy odnajdujemy w życiu przyjemność, to nie znaczy, że wypieramy rzeczy, które są trudne lub bolesne. Otwieramy się po prostu na te wspaniałości, które już nas otaczają, a następnie się w nich zanurzamy, pławimy i nimi rozkoszujemy. Nie szczędźmy na to czasu! Pozwólmy im wypełnić ciało i umysł. Niech przyjemność przesiąknie nas na wskroś. Zwróćmy uwagę na wszelki opór wobec świetnego samopoczucia, na myśli, że to głupie czy złe; spróbujmy odpuścić te myśli. W ten sposób aktywujemy, uspokajamy i koimy przywspółczulną część autonomicznego układu nerwowego oraz wyciszamy część współczulną odpowiedzialną za reakcję walcz – uciekaj i jej hormony stresu. Poprawiamy swój nastrój, koimy lęki. Zanurzanie się w przyjemności niesie także korzyści zdrowotne: wzmacnia układ odpornościowy, poprawia trawienie i równoważy hormony.

Benedykt Peczko jest psychologiem, trenerem, psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP.