1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks

Kiedy kobieta kocha kobietę

„Jeżeli miałabym szukać jakiegoś wspólnego mianownika dla relacji kobieta–kobieta, to byłaby to hipoteza o połączeniu wrażliwości, wartości, podejścia do świata. Z tego połączenia rodzą się piękne relacje, gdzie emocjonalność w zmysłowy sposób integruje się z seksualnością” – mówi seksuolożka Iza Jąderek. (Fot. Getty Images)
Miłość to miłość. Ta między kobietami rodzi się z relacji, z połączenia emocjonalnego, intelektualnego, duchowego – mówi seksuolożka Iza Jąderek.

Mam wrażenie, że coraz więcej kobiet dokonuje coming outu. Co takiego się stało, że mówią teraz otwarcie o swojej tożsamości?
Dawniej możliwość powiedzenia, że jest się osobą nieheteroseksualną, była zdecydowanie bardziej ograniczona. Spotykało się to z niezrozumieniem, etykietowaniem czy wręcz z odrzuceniem. Dzisiaj coraz więcej osób ze społeczności LGBT+ otwarcie o sobie mówi. A jeśli mówi jedna osoba, to i druga nabiera odwagi. Poza tym kultura i społeczeństwo też się zmieniają. Badania pokazują, że jest coraz większa akceptacja dla związków jednopłciowych, dla wychowywania w nich dzieci, dla równości małżeńskiej. Istnieją organizacje pozarządowe wspierające społeczność osób LGBT+, a także upowszechniające wiedzę, organizujące warsztaty i szkolenia. Zmieniają się też praktyki firm zatrudniających osoby LGBT+. Cała ta atmosfera większej swobody, otwarcia się kulturowego, rozluźnienia normatywnego i binarnego – sprzyja dokonywaniu coming outów. Zarówno wśród kobiet, które od zawsze czuły, że pociąga je druga kobieta, jak i wśród tych, które ten pierwiastek odkryły znacznie później. Dodałabym do tego jeszcze jeden aspekt – część kobiet 20, 30 lat temu mogła być w relacji z mężczyzną nie dlatego, że jest heteroseksualna, tylko dlatego, że nie pozwalała sobie, żeby czuć pragnienia i potrzeby skierowane do osoby tej samej płci.

Tłumiła je, wypierała?
Tak. A dzisiaj i zmiany społeczne, i te wewnętrzne sprzyjają temu, żeby zrzucić ten gorset, przyglądać się osobistym pragnieniom i iść za nimi. Coraz częściej w kontekście określania seksualności mówimy o płynności seksualnej, czyli zdolności do odpowiadania erotycznie niezależnie od płci osoby. Dotyczy ona najczęściej kobiet. W skrócie i pewnym uproszczeniu polega to na tym, że kobiety, zdecydowanie częściej niż mężczyźni, patrzą w relacji na osobę, poza jej płcią i genitaliami. Czyli kobieta bardziej zakochuje się w człowieku, w jego wartościach, postawach, aniżeli orientuje się tylko na płeć i tylko na tej podstawie wybiera. Nawet jeśli tworzyła relację z mężczyzną, to po jakimś czasie decyduje się być z kobietą. I nie potrzebuje siebie nazywać lesbijką albo osobą biseksualną, bo to etykietowanie. Chce tworzyć relację, w której czuje się spełniona. Zresztą w wielu krajach coraz częściej odchodzi się od określania orientacji seksualnej, ta kategoria przestaje mieć znaczenie.

Powiedziałaś, że nasza seksualność się zmienia. Od czego zależą te zmiany?
Od wieku, od doświadczeń, rozwoju emocjonalnego, od tego, jak rozwija się nasza osobowość. Od przyglądania się różnym naszym potrzebom i pragnieniom – gotowości do odrzucenia podporządkowania, podległości na rzecz odzyskania wewnętrznej mocy, podążania za swoją prawdą. Kiedy my się rozwijamy, rozwija się też nasza seksualność. I w wyniku takiego procesu może się okazać, że kobietom zaczynają się podobać zupełnie inne cechy, na co innego zwracają uwagę i decydują się na związki jednopłciowe. Badania mówią o tym, że wiele kobiet tworzyło związki hetero, miało dzieci, ale w pewnym momencie zafascynowała je kobieta.

Czy wobec tego wcześniej były nieprawdziwą wersją siebie? A może to, kim są dzisiaj, to prawda na ten moment życia, a jak będzie za jakiś czas, pozostaje otwartą kwestią?
Każda prawda, w jakiej jesteśmy, jest prawdą na ten moment. Przyszłości nie da się przewidzieć, pomimo naszych prób jej kontroli. Możesz się zarzekać, że nigdy coś się nie wydarzy, po czym mija dziesięć lat i lądujesz dokładnie w tej sytuacji. Niemniej nie ma odpowiedzi na te pytania. Może być tak albo tak. Są kobiety, które wiedziały od początku, że osobą do relacji może być tylko kobieta, i są w swojej prawdzie, odkąd pamiętają. Niektóre kobiety weszły w związek różnopłciowy, w którym nie czuły się szczęśliwe, bo chciały spełnić czyjeś oczekiwania: rodziny, środowiska, wiary, i wyszły za mąż, urodziły dzieci, ale pod skórą cały czas czuły, że podobają im się kobiety. I przychodzi taki moment, w którym to sobie uświadamiają, więc zmieniają swój świat. Inne, pomimo uświadomienia sobie tego, nigdy nie pójdą za tym głosem, ponieważ obawiają się oceny, wartościowania, odrzucenia ze strony najbliższych. Ale są też takie kobiety, które były szczęśliwe w relacji z mężczyzną, ten związek był spełniony, satysfakcjonujący, ale w pewnym momencie poczuły, że czegoś im brakuje. Zakochały się w kobiecie i z nią chcą tworzyć związek. Miłość to miłość.

Jeżeli miałabym szukać jakiegoś wspólnego mianownika dla relacji kobieta–kobieta, to byłaby to hipoteza o połączeniu wrażliwości, wartości, podejścia do świata. Z tego połączenia rodzą się piękne relacje, gdzie emocjonalność w zmysłowy sposób integruje się z seksualnością.

Pokazują to coraz piękniej i śmielej filmy, na przykład „Życie Adeli” Kechiche’a. Homoseksualne bohaterki mają tam takie same problemy w relacjach jak osoby hetero. Podobną deklarację usłyszałam od znajomej lesbijki: nasze związki niczym nie różnią się od związków hetero, tak samo się kochamy, zdradzamy, tak samo kłócimy, godzimy, mamy podobne marzenia.
To samo obserwuję w gabinecie. Kobiety w relacjach jednopłciowych mają seks pełen namiętności i pożądania albo go nie mają, są sobie wierne albo się zdradzają, rozstają się, a potem tworzą nowe relacje. Potrafią stosować przemoc i bywają agresywne. Rodzą i wychowują dzieci albo nie, generalnie doświadczają podobnych, codziennych trudności. Choć wyniki badań mówią wprost: rodziny jednopłciowe są szczęśliwsze niż te różno­płciowe. Mimo że to, co odróżnia je od relacji różnopłciowych, to postrzeganie ich przez społeczeństwo jako odrębnej kategorii, przyglądanie się im trochę jak przez dziurkę od klucza, z niezdrową ciekawością. Poza tym, niestety, nie pomaga tu kontekst społeczno-polityczny. Nierówne prawa, trudności na poziomie instytucjonalnym, jak na przykład brak możliwości zalegalizowania związku, kwestie prawne związane z opieką nad dziećmi, nadal istniejąca homofobia. To z tego powodu wiele osób nieheteronormatywnych ma problem z powiedzeniem o sobie rodzinie, przyjaciołom, w pracy. To generuje wiele napięć. Te wszystkie uwarunkowania wpływają na relację i jej jakość, finalnie mogą przyczyniać się też do problemów natury seksualnej. Bo to system naczyń połączonych.

Ratunkiem może być terapia?
Tak. Ale chcę w tym kontekście powiedzieć o kluczowej sprawie – jednopłciowa para, wybierając terapeutę, powinna zwrócić uwagę, czy ma on kompetencje, doświadczenie i wiedzę dotyczącą różnorodności seksualnej. Mimo że osoby homoseksualne doświadczają tych samych problemów co hetero, to terapeuta powinien być odpowiednio przygotowany do pracy z nimi. Powinien umieć posługiwać się odpowiednim językiem, być wrażliwy na mikroagresję. Powinien rozumieć stres mniejszościowy i instytucjonalne uwarunkowania, które utrudniają funkcjonowanie par jednopłciowych, znać specyfikę bycia w określonych rolach – płciowych czy seksualnych. To są bardzo ważne kwestie, do których terapeuci nie zawsze są przygotowywani w trakcie szkoleń i mogą operować różnego rodzaju stereotypami, uprzedzeniami, ocenami moralnymi.

Jeśli terapeuci mają problemy, to co mówić o ludziach wychowanych w tradycyjnej kulturze, która wrogo traktuje mniejszości. Potrzebna jest praca u podstaw?
Problemy osób, które funkcjonują w określonych mniejszościach, nie są zakorzenione w nich, tylko w nieprzyjaznym i wykluczającym systemie. Jeśli wciąż słyszą, że są nienormalne, jeśli ich się odhumanizowuje, ogranicza im prawa, mówi o nich w pogardliwy sposób – to wpływa to na ich myślenie o sobie oraz na ich związki. Chcę jeszcze raz podkreślić: kobieta homo­seksualna, jeśli chodzi o potrzeby, pragnienia, nie różni się niczym od heteroseksualnej. Jedna chce być wolna i druga chce być wolna. Jedna chce być kochana i druga chce być kochana. Jedna chce być szczęśliwa i druga też.

Kobiety homoseksualne muszą włożyć o wiele więcej wysiłku niż kobiety hetero, żeby to szczęście osiągnąć?
Bywa różnie. Twoje pytanie sugeruje, że dochodzenie do szczęścia tych kobiet jest okupione wysiłkiem, że muszą przejść wiele ograniczeń, wykonać tytaniczną pracę.

A nie muszą? Te kobiety przechodzą często przez piekło.
Mam wobec takiej narracji bardzo duży sprzeciw. Zakłada ona, że osoby LGBT nie mogą być szczęśliwe i radosne. Mogą i często są. To nie jest maltretujące. I nie trzeba nikomu współczuć. Wiele kobiet, dzisiaj już dorosłych, miało sprzyjające warunki w rodzinie, szkole, wśród przyjaciół. Wyoutowało się w wieku 17 czy 18 lat i od tego czasu tworzy szczęśliwe związki. Nie doświadczyły niczego nieprzyjemnego, dla nich tego typu narracja będzie całkowicie obca, bo one od dawna żyły tak, jak chciały. A nawet jeśli wyoutowały się w wieku lat 50, to też umieją kochać i być kochane.

Mam poczucie, że takie osoby są jednak w Polsce w mniejszości, żyją w wielkich miastach.
Ale to nie jest jednorodna grupa i przedstawianie jej w ten sposób jest ograniczeniem. Przedstawianie narracji cierpiętniczej jest krzywdzące. Osobisty proces uświadamiania sobie, że jestem lesbijką, nie musi wymagać potu i znoju. Wprost przeciwnie. Często jest uwalniający i wyzwalający. Bo już nie muszę się nikomu poddawać, nie muszę żyć w wymagającym podporządkowania świecie, mogę realizować się tak, jak chcę, przynależeć gdzie chcę i patrzeć na świat z tej perspektywy. Wiele kobiet identyfikujących się jako heteroseksualne realizuje czyjś pomysł na siebie, a niekoniecznie swój. Tak więc kobieta homoseksualna, kiedy zrzuca tę maskę, często odczuwa ulgę i to ona jest dominująca, a nie cierpienie. Zresztą te uczucia są w taki sposób opisywane w literaturze – że uświadomienie sobie swojej tożsamości seksualnej i pójście za nią otwiera w kobiecie ogromne pokłady mocy, sprawczości, wpływu, swobody, ułożenia się ze sobą. I również większą łatwość do tworzenia relacji. Outowanie jest o tym – o wolności.

Skoro kobieca seksualność jest często płynna, to znaczy, że za jakiś czas kobieta, która kocha kobietę, może zakochać się mężczyźnie?
Nie wiem. Musiałabym gdybać. Słyszę pod spodem twojego pytania myśl, że heteroseksualna relacja jest pierwotną normą, do której się powraca. Heteroseksualność nie jest punktem odniesienia, z którym należy się porównywać. A to, że osób w relacjach różnopłciowych jest więcej aniżeli jedno­płciowych, jest bardzo szeroko uwarunkowane.

Tej myśli, którą usłyszałaś pod spodem mojego pytania, nie było!
Zauważ: kobieta jest w relacji z jakimś mężczyzną, potem się rozstaje i tworzy relację z innym – nikt się nad tym nie zastanawia. Rzadko zdarza się, że tworzymy tylko jeden związek na przestrzeni życia. Homoseksualność jest o tym samym. Tworzę jeden związek, potem mogę stworzyć kolejny. Nie robimy sensacji z tego, że jedna kobieta rozstała się po pięciu latach ze swoim mężem i związała z kolejnym, nie róbmy więc z tego, że można od zawsze tworzyć związki z osobami tej samej płci, i one też się rozpadają. Mam wrażenie, że nawet w języku, który się pojawia w naszej rozmowie, widać dokładnie problem społeczny, trudności ze znalezieniem odpowiednich słów, które mogą zupełnie nieintencjonalnie kogoś urazić. Dlatego potrzeba edukacji w tym zakresie.

Sporo kobiet odkrywa pierwiastek homoseksualny w dojrzałym wieku. Dlaczego właśnie wtedy?
Jako młode dziewczyny jesteśmy chowane do heteronormy, do tego, że każda ma mieć księcia z bajki, urodzić dzieci i tworzyć ognisko domowe. Jesteśmy w taki sposób socjalizowane, że mamy pełnić określone role płciowe, być strażniczkami określonego rodzaju relacji, wzrastać w oczekiwaniach ułożonych przez religię i normatywną kulturę. I wraz z doświadczeniem życiowym, taką wewnętrzną mądrością, upływem czasu pojawiają się refleksje, że chcę stanąć za sobą, chcę żyć w prawdzie, że nie mam ochoty się wiecznie podporządkowywać. Kobiety w tym wieku dochodzą do wniosku: ja już nie muszę nic nikomu udowadniać. I podejmują decyzję o wyoutowaniu się. Wiek w tym pomaga. Pomaga życzliwa, rozumiejąca rodzina, przyjaciele.

W kontekście kobiet, które bardzo wcześnie się outują, też to się zmienia. Potwierdza to wiele badań wśród młodych dorosłych, choćby w Stanach Zjednoczonych. Gotowość do mówienia o swojej homoseksualnej lub biseksualnej tożsamości zdecydowanie się zwiększa, o solidnych kilkanaście procent. W Polsce tendencja jest podobna, choć nie tak znacząca. Nie chcę przy tym mówić, że jest wspaniale, bo heteronorma nadal jest silna. Jest też przezroczysta i jej często nie zauważamy: nie zastanawiamy się, że kogoś pomijamy, kiedy mówimy o ślubie, dzieciach i o wielu innych sytuacjach, które dla osób w relacjach różnopłciowych wydają się naturalne. Ale i to, mam nadzieję, się zmieni. Ten skostniały świat w końcu zaczyna się chwiać. I nie ma od tej tendencji odwrotu.

Iza Jąderek, seksuolożka kliniczna, psycholożka, psychoterapeutka, autorka książek, między innymi „Zmieniam się. Co się dzieje podczas dojrzewania”

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze