Dlaczego warto czytać powieści erotyczne?

fot. iStock

Powieści erotyczne pisane przez kobiety i dla kobiet? Tsunami tytułów zalewa księgarskie półki. Czy wywołało je „Pięćdziesiąt twarzy Greya” E. L. James? Czy to, że jest ich tak wiele, znaczy jednak, że warto je czytać? Psychoterapeutka Katarzyna Miller uważa, że tak. Dzięki nim możemy dowiedzieć się, czym jest kobieca siła i skąd płynie.

Przeczytałam zbiór opowiadań „Perwersjonistka” Julii Kruk i pomyślałam: autorka zna wywiady Kasi Miller! Ewa, bohaterka jednego z nich, nieszczęśliwa mężatka, dzięki kochankowi, przy którym może odkryć i skonsumować swoją seksualną naturę, nabiera kobiecej mocy. Jej mąż czuje tę przemianę, jest żoną na nowo zafascynowany i znów jej pożąda. Ewa porzuca kochanka i żyje w szczęściu z – też odmienionym – mężem. No, piękne. Tylko jak to się ma do życia?!

Dobrze się ma! Odpowiem, nawiązując do erotycznej powieści Mariny Anderson „Zakazane pragnienia”, która to książka dość mi się podobała, a nawet podnieciła. To opowieść o małżeństwie. On jest reżyserem. Jego film oparty na przeżyciach z dziewczyną, z którą się ożenił, stał się hitem. Teraz ma nadzieję na kolejny sukces i, szukając inspiracji, zaczyna niebezpieczną erotyczną grę. Zaprasza do domu przyjaciela, bo wie, że jest on uwodzicielem i pragnie jego żony Harriet. Żona dowiaduje się o grze męża i jest zszokowana, ale też szalenie ciekawa, jaki będzie seks z tym drugim. I tej ciekawości się nie wstydzi. Mówi jednak szczerze: „Nie wiem, jak to wpłynie na nasze małżeństwo”. Bo też uwodziciel chce jej bardzo – czego on nie wymyśla, żeby ją wyrwać z rąk męża! Daje jej wciąż więcej rozkoszy. Aż do pomysłu, by pewnej nocy zorganizować erotyczne zawody: ich zwycięzca, czyli ten, który da partnerce więcej orgazmów, będzie nagrodą dla Harriet!

Czy na sportowym podejściu do seksu nie przegramy miłości?

Nie, bo choć uwodziciel daje bohaterce więcej rozkoszy niż jej mąż, to ona i tak zostaje ze swoim ślubnym. Tu miłość, a tam tylko seks. Nawet jeśli technicznie tak doskonały, że dostaje od tego obłędu, to woli kochać się z mężem, bo seks z nim jest głębszy. Kiedy mówi o tym mężowi, ten poruszony przyznaje: „Teraz jestem pewny, że naprawdę mnie kochasz!”. I to jest w jakimś sensie piękna historia. Choć niektóre czytelniczki pewnie za głowę się łapią tak jak i ty teraz. Jednak w tej książce jest coś, o czym marzą kobiety: trafić w ręce faceta, który jest wirtuozem! A autorka dokładnie opisuje, co ten kochanek robi, żeby dać wybrance wielokrotne orgazmy. To nie mit: wielokrotne orgazmy istnieją, a kobiety, przeżywając je, bywają zaskoczone.

To dobra wiadomość, ale…

Nie tylko dobra. Orgazmy rodzą się w mózgu. Więc jeśli kobieta tak się rozluźni, że dozna niezwykłej rozkoszy, po takim cudzie inaczej traktuje swoje ciało. Dużo bardziej je kocha. Bo doznało i ofiarowało jej tyle dobrego! Umiała się otworzyć na tak niezwykłe przeżycia. Kobieta, doświadczając wielkiej rozkoszy za sprawą ciała, nawiązuje z nim niezwykłą więź, i ze swoją kobiecością też.

Cielesna przyjemność wzmacnia moje poczucie wartości?

Tak, bo twoje ciało jej doświadczyło, a więc ciało jest cudowne. Warte miłości. A to znaczy, że ty też jesteś jej warta. Poza tym mężczyznę to strasznie rajcuje, że daje kobiecie tyle rozkoszy. Jest jak odmieniony, bo to dla niego największe potwierdzenie jego męskości. Marzenie o spełnieniu, o pełnym wykorzystaniu jej i jego seksualnego potencjału.

Rozkosz jest więc tak samo ważna dla wiary w siebie jak dyplomy i stanowiska?

Właśnie. Dlatego ważne, by kobiety wiedziały – a wiele dowie się dopiero, kiedy poczyta – że warto dostrzegać zmysłowość świata, patrzeć na ludzi i na siebie jak na istoty zmysłowe i nie bać się doświadczać. Seks i miłość nie zawsze muszą iść w parze – wiele erotycznych powieści dla kobiet jest właśnie o tym! Dobrze, że kobiety je czytają. Zwłaszcza te grzeczne. Bo one, kiedy poczują apetyt na jakiegoś mężczyznę i pójdą z nim do łóżka, od razu wmawiają sobie, że to miłość. Czują się do tego zmuszone przez taki nakaz rodzicielski: „Pamiętaj, córko, oddawaj swoje ciało tylko temu, którego pokochasz!”. Ciekawe, dlaczego synom tego nie mówią, co? Więc dziewczyny pakują się w niezły pasztet! Muszą się ciągle zakochiwać. Kochanek, nawet niezły, wzięty na stałe do domu może okazać się kompletnym fiaskiem dla serca.

Czyli grzeczne dziewczyny mają czytać niegrzeczne książki?

Ostatnio z ciekawością wzięłam do rąk trzy powieści erotyczne napisane przez autorki. Pomyślałam: „Mam fajne czytanie, bo lubię literaturę, którą piszą kobiety”. Ale też po „Pięćdziesięciu twarzach Greya” przekonaliśmy się, że kobiety potrzebują literatury o ich seksualności. Żeby się ośmielić, żeby nie czuć się same w swoich erotycznych fantazjach i potrzebach i żeby otrzymać wiedzę, jakiej mamusia nie dała… Potrzebują takiego czytania, bo mają swoją seksualność, do której tęsknią. Chcą, aby ona była jawna, chcą uprawiać seks tak, by dawał im satysfakcję. Dodawał życiu, które polega na ustawicznym krzątaniu się i zmęczeniu, smaku i wartości. Bardzo siebie wzajemnie w tej sprawie potrzebują, tak jak potrzebowały podczas rozmów o kobiecości w Ameryce w latach 70. XX wieku. Wtedy powstawały pierwsze kobiece grupy, które uświadamiały im, że mają prawo cieszyć się ze swoich cipek. Oglądały je, dotykały ich, uczyły się masturbować. Jednak u nas wiele dziewczyn nadal wierzy w najgorszy z przekazów: jak się kochasz sama ze sobą, to znaczy, że nikt cię nie chce.

Nikt poza wibratorem!

Mówmy poważnie. To wcale nie gorsza miłość, bo do samej siebie. Dziewczyny, które w młodości odkryły, że mogą sobie same dać rozkosz, mają lepsze życie seksualne. A takie książki podniecają i otwierają na masturbację. To naturalne. Rozkosz jest dobra. Nancy Friday, która w latach 70. zaczęła spisywać i publikować fantazje seksualne kobiet, zrobiła coś tak samo ważnego jak te kobiety, które walczyły o równe prawa ekonomiczne. Pokazała, że kobiety też mają fantazje erotyczne, w co wtedy nikt nie wierzył. Zarzucano jej, że zmyśla! Fantazje, które kobiety do niej nadsyłały, w kolejnych latach były coraz bogatsze. Kobiety mają coraz więcej seksualnej odwagi i kreatywności… I ja na moich grupach widzę coraz większą swobodę. Nie wszystkie jeszcze powiedzą: „Lubię się kochać”, ale dużo lubi o seksie rozmawiać.

To robota Greya?

Myślę, że najbardziej zmieniło nas nie to, co napisała autorka, ale to, że na całym świecie kobiety „Greya” czytały. Choćby nie wiadomo co ci nadęci faceci, ci smętni myśliciele mówili, jakkolwiek by potępiali, kobiety masowo tę książkę kupowały. Od kucharek po profesorki. Mając w poważaniu, czy się to komuś podoba, czy nie podoba.

Piszą jednak, że popularność „Greya” to dowód na klapę feminizmu. „Będziesz moją niewolnicą” – mówi on, a ona nie ucieka! No i ten seks…

Grey ma swoje gabinety z przyrządami i nie wiadomo, co tam by się mogło dziać, ale na szczęście nic się nie dzieje. On jej nie traktuje przemocą. Działa na wyobraźnię: „Nie wiem, gdzie mnie dotknie, nie wiem, kiedy we mnie wejdzie”, a takie lektury pomagają odkryć, czego pragnę, a czego absolutnie nie. Poza tym Grey ją niebywale adoruje. A co najważniejsze, daje się jej uratować, co dziewczyny uwielbiają: jest skrzywdzony, wykorzystany w młodości, a tu spotyka dziewczynę czystą, ale seksualną. Ona jest niedoświadczona, ale jak on ją tylko tknie, to reaguje od razu. Ma w sobie potencjał i właściwy mężczyzna jest w stanie ją otworzyć. A ledwo Greya widzi, już się wywala…

Znaczy wywraca?

Tak! A jak rzekł poeta Julian Tuwim: „Mężczyzna długo pozostaje pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie”. Więc Grey też oszalał, bo taka była nim przejęta i spłoniona. On na samym tylko początku mówi, że ona będzie jego niewolnicą, a tak naprawdę to on jest jej niewolnikiem.

Kobiecość daje władzę nad mężczyznami? O tym jest ta książka?

Właśnie, kobiety nie widzą, jak są potrzebne mężczyznom. Są nieustannie zajęte rozmyślaniem: „Czy on mnie kocha?”. Mówią: „Już mnie nie kochasz!”. A to niedobrze. Kobieta, która sprawuje władzę nad mężczyzną, postępuje inaczej. Gdy on zrobi coś, co jej się nie podoba, oddala się od niego. I mężczyzna leci za nią: „Już nie będę, następnym razem postąpię inaczej i zobaczysz, czy ci się to spodoba! Bo ja bez ciebie zasnąć nie mogę. Mam cię w oczach, mam cię w rękach, ja cię cały czas pragnę”. Autorka „Pięćdziesięciu twarzy Greya” wstrzeliła się w nasze marzenia! A wszystko, co kobiety robią, by wyjść z ukrycia ze swoim pragnieniem, marzeniem, jest feminizmem!

No to czytać?

Te powieści uczą, że mamy prawo patrzeć na mężczyznę jak na obiekt seksualny, że kobiecie wolno pożądać mężczyznę. Wolno o nim fantazjować. Można też go podrywać. Jak w zabawnej powieści „Uwaga, dochodzę! W 80 orgazmów dookoła świata” Henriette Hell. Bohaterka, a jest nią autorka, po nieudanych związkach, w których nie mogła doznać orgazmu, postanawia ruszyć w podróż po świecie i kochać się z facetami różnych nacji, by tego orgazmu w końcu doświadczyć. Podoba mi się w tej książce to, że Henriette wybiera facetów, a nie zgadza się na tych, którzy ją zechcą. Kocha się w różnych miejscach i okolicznościach przyrody. Pozwala sobie na to. I jest zadowolona. Gdyby każdy seks był z miłości, to byśmy wiele tego seksu nie miały. Czasem chodzi o przygodę i takie podejście przestaje być domeną mężczyzny.

To dobrze, że i dla kobiet seks to czasem tylko przygoda?

Oczywiście! Dziewczyna, która patrzy na męski tyłek albo na krocze, wcale nie jest dziwką. Wiele patrzy, ale niektóre się wstydzą i udają, że nie patrzą. A te, które rzeczywiście nie patrzą, wiele tracą! W wielu środowiskach dziewczyny już wprost rozmawiają o takich sprawach. Są też bardziej aktywne, na co narzekają matki chłopaków: „Jakie te dziewczyny teraz są! Latają za chłopakami! Zgroza!”. Może żal?! – one latają, a myśmy nie latały.

Powieści erotyczne to dowód na zmianę? Że na przykład ceną za seks bez miłości nie jest utrata szacunku?

To dobry wniosek. Kolejny to taki: seks trafił pod strzechy. Bohaterki to zwykłe dziewczyny, a nie markizy z „Niebezpiecznych związków” czy intelektualistki, jak Erica Jong, autorka „Strachu przed lataniem”. Nie mają pracy, nie mają pieniędzy. Często są poróżnione z rodzicami, samotne. Ja w tym widzę walor. Każda kobieta może się z taką bohaterką zidentyfikować. Masa erotyki w literaturze zawsze była, ale teraz pisze się wprost i nazywa rzeczy po imieniu. Kiedy Erica Jong napisała powieść o kobiecej wolności, ta stała się sztandarem feminizmu lat 70. Wyzwolenie seksualne wiąże się bowiem z niezależnością daleko głębszą i trudniejszą, z niezależnością polityczną, bo daje kobiecie siłę i wiarę, by decydować. To ważne książki. Catherine Millet, autorka głośnego „Życia miłosnego Catherine M.”, zmieniła moje podejście do kobiecej seksualności. To ważna osoba w artystycznym Paryżu, a pisze z niesłychaną otwartością o swojej totalnej nimfomanii. Ta powieść to dowód, że kobieta też może być seksoholiczką.

Czyli to ważne, by czytać, ale kobiety mówią: „Nie mam czasu na seks, a co dopiero na czytanie o nim!”.

Rezygnacja z seksu bywa smutną koniecznością. Seks jest nieważny, jeśli go unieważnimy. Można bez niego żyć i takie życie może mieć sens. Ale jednak czegoś mu brak. Napisałam dziesięć opowiadań erotycznych „Słone ciasteczka”. Dlaczego? To była moja zabawa, ale i praca – tak też można ludziom pomóc otworzyć się na prawdę o nich samych. Taką moc miewa nie tylko psychoterapia, ale i literatura.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »