Dobry seks po latach wspólnego życia, czyli jak podsycać namiętność

Bliskość i intymność są istotną częścią każdego związku - to silna potrzeba, która szuka zaspokojenia. (Fot. iStock)

Dziś żyje nam się dłużej i lepiej niż naszym przodkom. Szansa, że w zdrowiu dobijemy setki, stawia nas też przed cudowną, ale i trudną perspektywą o wiele dłuższego bycia z tą samą osobą. Jak pozostać otwartym na drugiego człowieka po tylu latach? Jak podsycać namiętność i zmniejszać ryzyko zdrady? Radzi sex coach Marta Niedźwiecka.

Początek XXI wieku radykalnie zmienił oczekiwania wobec stałych związków. Mają zaspokoić tak wiele zróżnicowanych potrzeb przez tak długi czas, że stało się to niemożliwe. Na przykład kiedy rodzą się dzieci, oczekujemy, by relacja była stabilna i dawała poczucie bezpieczeństwa; 20 lat później, gdy dzieci wychodzą z domu, dominują inne potrzeby. Czujemy się wciąż młodzi i chcemy korzystać z życia. Od tej samej osoby, od której przez minione lata wymagaliśmy przewidywalności i odpowiedzialności, teraz chcemy, by była spontaniczna i szalona… Do tych wyzwań dochodzi wiele innych, na przykład oczekujemy monogamii i wynikającej z niej wierności partnerskiej, choć po kilku dekadach życia spędzonego z jedną i tą samą osobą pokusy się zwiększają. I co z tym zrobić?

Terapeutka związków Esther Perel podsuwa rozwiązanie: „Większość z nas stworzy w życiu dwa lub trzy związki, czasem małżeńskie. Niektórzy z nas z tą samą osobą”. Czyli: bądźmy gotowi na zmiany (nawet jeśli chcemy wytrwać w tradycyjnym heteroseksualnym małżeństwie aż do śmierci) i współpracujmy z rytmem tych zmian, tworząc je z naszym partnerem czy partnerką. Bądźmy uważni i rozmawiajmy o tym, jakie są aktualne potrzeby i możliwości obu stron. W tym dotyczące seksu.

Szwedzka seksuolożka dr Dagmar O’Connor, autorka bestsellerowej książki „Jak się kochać z tą samą osobą do końca życia i wciąż to lubić”, twierdzi, że najczęstszym problemem wieloletnich par nie jest fakt, że się od siebie oddalają, tylko że są zbyt blisko. Nie fascynują się sobą i nie są ciekawi drugiej osoby, ale też czują, że nie mają w relacji przestrzeni dla siebie i nie potrafią inaczej jej dla siebie wywalczyć niż przez sprowokowanie konfliktu albo zdradę. Radzi: „nauczymy się rozpoznawać, kiedy zaczynamy dusić się w parze, i wtedy na przykład idźmy na spacer, poczytajmy książkę, pobądźmy przez chwilę poza związkiem”.

W poszukiwaniu straconej bliskości

Kto chce pracować nad związkiem, może skorzystać z oferty warsztatów, kursów lub spotkań dla par. Pojawia się też sporo wartościowych książek, które pomagają doskonalić przeróżne obszary wspólnego bycia – od komunikacji, przez wychowanie dzieci, aż po seks. Ścieżkę rozwoju warto dobrać do temperamentu partnerów, aktualnego stanu relacji oraz do faktu, ile są gotowi zainwestować czasu i energii.

Jeśli para przeżywa ostry kryzys, to warsztaty nie pomogą, a nawet doprowadzą do eskalacji problemów, ponieważ partnerzy poczują się oceniani na tle innych, którzy radzą sobie lepiej. W takiej sytuacji sprawdzi się terapia związkowa. Natomiast jeśli relacja jest świeża, a priorytetem – nauka komunikacji i szanowanie tego, co jest, mogą wystarczyć dobrze dobrane lektury (na końcu tekstu).

Pary, u których generalnie dzieje się nieźle, ale wraz z upływem czasu wygasła iskra namiętności, powinny rozważyć warsztaty ze ścieżek rozwoju seksualności, na przykład bardzo popularnych warsztatów tantry. Wspomniana Dagmar O’Connor podkreśla, że namiętność, która zapłonęła kiedyś miedzy partnerami, nigdy nie wygasa zupełnie. Ale by płonęła, musi być stale podsycana. Jak? Na przykład poprzez dotyk i długo, długo nic więcej. Brzmi intrygująco, prawda?

Intuicja i fakty

Przy wyborze przewodników, nauczycieli i mistrzów warto kierować się intuicją i zwracać uwagę na detale. Na przykład: czy uczestnicy warsztatów mają przestrzeń do podejmowania własnych decyzji bez oceny grupy? Czy osoby, do których chcemy udać się po wiedzę, są znane z respektowania zasad etycznych? Czy rekomendacja dotycząca danego coacha, instruktora pochodzi od kogoś, kogo dobrze znamy? Warto pamiętać też o tym, że ludzie, których słuchamy i czytamy, wywodzą się z jakiegoś kontekstu kulturowego, na przykład pochodzą ze Stanów Zjednoczonych, gdzie rewolucja seksualna wystartowała znacznie wcześniej i miała znacznie większy zasięg. Ich przekaz nie jest mylny, ale dostosowany do odbiorcy, który ma za sobą kilkadziesiąt lat refleksji na dany temat. Kierując się zdrowym rozsądkiem, nie narazimy się na niepotrzebne zagubienie lub frustrację. Ale najważniejsze – pamiętajmy, że dobre związki nie robią się same. A im dłuższy związek, tym więcej pracy wymaga.