fbpx

Kiedy przestaniesz czyli seks po nałogu

Seks po nałogu
123rf.com

Nie lekceważ wroga. Gdy wpadniesz w jego szpony albo gdy wpadnie w nie ktoś ci bliski, już nie wystarczy przestać: pić, palić, grać, kupować itp. Życie sypialniane po nałogu bywa problemem – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller.
Trudno znaleźć na ten temat informacje, ale kiedy rozmawia się szczerze z tymi, którzy przestali pić, palić marihuanę, grać hazardowo itp., okazuje się, że seks stał się dla nich problemem. Jak to możliwe, że ten, kto czuł się superkochankiem po paru drinkach, na trzeźwo bywa w łóżku taką niezdarą?

Człowiek w zmienionym stanie świadomości tak naprawdę jest gdzie indziej, niż jest. Czuje się bezkarny, wolny od zasad, daleki od lęku czy wstydu. Już sam rytuał, że szykuje się picie, ćpanie, gra o wysoką stawkę, jest tak porywający, że działa na nałogowca jak afrodyzjak. No i jak ma się nakręcić bez tej perspektywy? Mężczyzna nałogowiec ma taki sam kłopot z penisem jak wszyscy mężczyźni, boi się, że kiedy będzie trzeba, to mu nie stanie. Ale alkohol, narkotyki, hazard, skoki adrenaliny itp. obniżają ten lęk. Na trzeźwo jednak on wraca, u nałogowca ze zdwojoną siłą, bo ten człowiek zaczął pić czy ćpać właśnie dlatego, że nie wierzył w siebie i w swoją męskość. Podobny problem mają kobiety: zaczęły pić z powodu kompleksów i teraz na trzeźwo nie wiedzą, jak się w seksie poruszać, jak rozebrać, jak pozwalać dotykać, jak dotykać, choć miały czasem wielu kochanków. Ale na trzeźwo są spięte, wstydzą się, bo np. myślą o sobie, że są brzydkie…

Nic a nic nie mogą skorzystać z tamtych doświadczeń?

Nic a nic. Ci, którzy kochali się na haju, a teraz przestali się odurzać, są w łóżku nawet w gorszej sytuacji, niż gdyby seksu wcale nie uprawiali. Nie rozumieją, skąd nagle ta ich nieporadność. To budzi w nich lęk. Nie wiedzą, co robić, a to prosta droga, by wrócić do nałogu albo odrzucić seks. No bo jeśli niepijący mężczyzna ma problemy ze wzwodem, jeśli jego kochanka nie ma orgazmu, a jeszcze mu powie, że jej nie dokochał, to on zacznie źle myśleć o sobie i dojdzie do wniosku, że ten cały seks nie jest wart takich stresów. Są pary, które przestały ze sobą sypiać właśnie z lęku przed tymi huśtawkami emocjonalnymi, z lęku, że z ich powodu zaczną znów pić. W seksie umieszczamy wiele oczekiwań, i jeśli ich nie spełnimy, przeżywamy zawód, tym większy, gdy niespodziewany, bo w odurzeniu wydawało się, że jest OK.

Ale jest trzecia opcja: nie powrót do nałogu i nie koniec z seksem?

Jest, dla wielu najtrudniejsza – przyznać, że odczuwa się w łóżku lęk i wstyd. Że nałóg wpłynął na całe nasze życie, a więc i na seks. A ci, którzy przestali, są w takiej sytuacji, jakby uczyli się od nowa chodzić. To jest największa tajemnica alkoholu: to, czego nauczymy się w malignie, nie przekłada się na to, co umiemy na trzeźwo. Ani technika seksualna, ani śmiałość z czasów picia nie przełoży się na trzeźwe życie. Dlatego trzeźwiejąc, musimy nauczyć się od nowa wszystkiego, a więc także sztuki kochania. Ale żeby to zrobić, trzeba się przyznać, że w łóżku nic się nie umie. No a jak na przykład mężczyzna 35-letni ma powiedzieć kobiecie, którą chce zdobyć, że jest jak nastolatek, który pierwszy raz poszedł podglądać koleżankę biorącą prysznic?

Aż tak słabo?

To nawet rozbrajające i poruszające… Ale trzeba zaakceptować swoją niepewność. W wielu rozmowach z alkoholikami powtarza się to samo: zaczęli pić, bo wątpili w swoją męskość. Czuli niepewność wobec kobiet i zaczęli się wspierać alkoholem. Ta ich niepewność wzięła się np. z niebotycznie bezmyślnych i krytycznych uwag rodziców o ich wyglądzie, inteligencji. Mogła się także wziąć z przykładu, bo gdy chłopak widzi w domu, jak matka poniewiera ojcem, to on szacunku do siebie jako do mężczyzny się nie nauczy. Jeśli takiego chłopaka nikt z bliskich nie lubi, to nie ma siły, żeby on siebie polubił, a więc i wpadł na to, że może się spodobać, że dziewczyny go zechcą. No i na dyskotece będzie musiał się napić, zapalić trawkę, żeby podejść do koleżanki i zagadać…

Nie zrobi tego na trzeźwo, bo się po prostu wstydzi?

Wstyd jest podstawowym problemem – wstyd siebie. Bierze się właśnie z ośmieszania, z krytykowania. Bo oto rośnie piękny młody mężczyzna mający przed sobą wspaniałe życie, ale np. starzejący się samiec – jego ojciec – nie może na to pozwolić, widzi w synu rywala. Więc go niszczy: ośmiesza, kpi i zawstydza przed innymi. Wszyscy przyszli narkomani, alkoholicy mieli coś, co obudziło w nich wstyd, niewiarę w siebie. Coś, co spowodowało, że nie było im dane nauczyć się brać i dawać miłość. Wszyscy mają taką czarną dziurę, bo w dzieciństwie nie zaznali miłości ani akceptacji. Dlatego trudno im budować bliskość i odczuwają jej ogromny głód. A gdy zejdą się z kimś, to chcą tej miłości bardzo dużo, jednak nie potrafią jej ani przyjąć, ani odwzajemnić.

Kiedy pijemy i coś nam w łóżku nie poszło, możemy powiedzieć, że przesadziliśmy z alkoholem. A co powiedzieć na trzeźwo?

Żeby uprawiać seks na trzeźwo, trzeba wejść w prawdziwy kontakt z drugą osobą. Pieścić ją i czuć, czy te pieszczoty działają. Trzeba pozwalać pieścić siebie, ale też pokazać, czy się ich chce…

A jak to zrobić, kiedy czujemy lęk przed bliskością? Jak odczuwać cokolwiek, gdy właśnie przed czuciem uciekliśmy w uzależnienie? Zaczynamy pić czy ćpać, żeby być w odmiennych stanach świadomości, czyli nie czuć tego, co naprawdę czujemy: cierpienia, bólu, samotności. A kiedy zaczynamy przytomnieć, spotykamy się z tym, co nas tak bolało. Spotykamy się z najbardziej przerażającym pytaniem: „czy ona/on mnie pokocha?”. To tak straszne dla kogoś, kto nie wierzy w siebie, że wielu woli zrezygnować z seksu, niż czekać na odpowiedź. Ryzykowne jest nawet powiedzieć, czego się w seksie chce, na przykład: „pocałuj mnie”, bo to się może nie spodobać. A jak bez tego mieć dobry seks?

Znajomy mówił, że kiedy palił marihuanę, potrafił w łóżku kochać się godzinami, kiedy przestał, po dziesięciu minutach było po wszystkim. No i jako mężczyzna czuje się niedobrze.

W łóżku można się polenić i to jest cudowne. Można się poprzytulać, całować, patrzeć na siebie, spać, grać w szachy, oglądać zdjęcia, nie trzeba cały czas się ciupciać. Tylko ci, którzy mają zaniżoną samoocenę, strasznie się w łóżku napinają, wciąż chcą być w akcji. Mężczyźni w ogóle myślą, że ich penis jest najważniejszy i jeśli on stoi i pracuje jak maszyna, to jest to, o co kobietom chodzi! A przecież kobiety chcą nie tylko samej rąbanki. Ale ten penisocentryzm mężczyzn jest nie do przejścia. Jeśli facet pił czy ćpał, to mu całą infrastrukturę seksualną: uwodzenie, grę wstępną, pieszczoty i empatyczne odczuwanie drugiej osoby, załatwiał nałóg i trudniej mu uwierzyć, że kobiety potrzebują otoczki, kontaktu i pieszczot.

Jest jeszcze inny problem – na trzeźwo i bez dopalaczy mniej się też czuje. Nawet penis jest mniej wrażliwy, twierdzą nałogowcy.

Tak tylko im się wydaje. To czucie, które pamiętają, było wykrzywione na skutek zatrucia. Odczuwali w sposób nadmierny. Alkoholik odłącza się od rzeczywistości, od siebie. Narkoman trafia do alternatywnego świata. A więc gdzie indziej jest jego świadomość, a gdzie indziej ciało. Przestać być sobą i czuć sobą to istota uzależnienia. Bo jeśli jesteśmy nieszczęśliwi, nie chcemy być sobą, chcemy być kimś innym. Wydaje się nam, że po wódce czy prochach czujemy więcej. Ale odczucia płynące z takiego umęczonego ciała są chemicznie napędzane. Dlatego kiedy przestajemy ciało zatruwać, musimy je długo oczyszczać, a potem nauczyć odczuwać.

Można uwrażliwić ciało po zatruwaniu nałogiem?

Trzeba poznać je, a dzięki niemu świat. „O, to jest miękkie! Ja to lubię dotykać. O, to jest smaczne! To będę jeść”. Jeśli chcemy być szczęśliwi w łóżku, trzeba się nauczyć nowej zmysłowości. Ale też potrzebna jest nauka nazywania uczuć, odkrywania potrzeb. A ponieważ uzależnienie jest chorobą miłości – także dawania i przyjmowania jej. Dlatego trzeźwiejącym potrzebna jest porządna, długa psychoterapia, która pomoże nabrać wiary w siebie, nauczy miłosnej wymiany. Trzeba poszukać psychoterapeuty, który pracował z uzależnieniami, bo on wie, że potrzebna jest nauka wszystkiego, od robienia sałatki – nie w oczekiwaniu na picie, ale po to, żeby była smaczna – do mówienia „proszę”. Kiedy przestaje się pić, to tak, jakby wyrzucić wszystkie stare meble, ale nie wstawić nowych i spać na sienniku. Trzeba umeblować mieszkanie nowymi sprzętami, jednak wielu tego nie robi.

Trudno kochać się na sienniku. Ale gdzie znaleźć wygodne łóżko?

Trzeba znaleźć wewnętrzną drogę do siebie. Bo nie ma znaczenia, czy alkoholikiem zostaje drwal, czy profesor – ich osobowości stają się podobne. Wszyscy alkoholicy kłamią, oszukują, manipulują, ponieważ muszą zrobić wszystko, żeby się dało pić przy najmniejszych stratach. Dlatego ich cała inteligencja przestawia się na spryt. Trzeźwiejąc, muszą świadomie przerabiać swoje myślenie. Tak jak powstrzymywali się od picia, tak muszą powstrzymywać się od złego myślenia o sobie. A to ciężka robota, jak wyrywanie perzu. Jeśli chcesz mieć swój piękny ogród, czyli swoje ciepłe myśli, masz być uważna. Udany seks będzie wymagał wysiłku, nauki swobodnego skupienia się na czyjejś skórze, a jednocześnie czucia swojej, flirtowania, stwarzania nastroju. Na to idzie dużo energii. Łatwiej pobawić się wibratorem. Wtedy nie boimy się też oceny. Ale naprawdę warto trochę się potrudzić!

Na trzeźwo nagle zaczyna przeszkadzać w seksie także pruderia.

Kiedy się pojawia wstyd, to znak, że pojawił się lęk: „jak wypadnę?”. Ale nie powiemy szczerze: „wstydzę się”, ukryjemy się za: „to nie wypada!”. I oto mamy świetne alibi, dlaczego nie puszczamy swojego instynktu, swojego libido na wolność.

Ale po alkoholu nic nie przeszkadza: światło zapalone czy nie. A na trzeźwo noga się w kołdrę zawinie i czar pryska.

To tekst nałogowca, który zapomniał o tym, że kiedy pił, to miał tylko momenty, kiedy się dobrze czuł, bo albo się rozjeżdżały mu nogi, albo się złościł, albo zasypiał. Ale inaczej to pamięta. Dlaczego? Alkohol spowalnia pracę układu nerwowego. Coraz wolniej się ruszamy, coraz mniej wyraźnie mówimy i wszystko wydaje się niezwykłe. Tymczasem gdy ktoś pije, nie czuje siebie i może nawet w połowie aktu usnąć, ale jak był w tym łóżku z kimś także w malignie, to nawet się o tym nie dowie. Obudzą się oboje rano i nawet nie będą pamiętać, czy w ogóle coś było.

Seks „po” jest przereklamowany?

Jasne! Jest taki moment, kiedy jest fajnie – wypijesz kieliszek wina – wtedy słyszysz komplementy, wtedy je mówisz… Uśmiechasz się, świat jest trochę milszy… I to wystarczy! Już lepiej nie będzie. Więcej nie pij! Nie ma po co.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze