Jak kochają kobiety

jak kochaja kobiety
123rf.com

Miłość cierpliwa jest… Do czasu! Nie wtedy, gdy rani lub zniewala. Jak nie przekarmić partnera swoim uczuciem? Po czym poznać, czy nie związałyśmy się z draniem? Z terapeutką Joanną Paradowską rozmawia Joanna Olekszyk.
Czy kobiety kochają inaczej niż mężczyźni?

Zanim odpowiem na to pytanie, zastanówmy się chwilę, czym jest miłość. Jak świat światem, ilu jest teoretyków, tyle koncepcji miłości. Jednak to, co się w większości powtarza, to przekonanie, że człowiek rodzi się w nią wyposażony. Przychodzimy na świat z potencjałem do kochania i bycia kochanym. Ale tak jak z każdym darem, nie powinniśmy go zakopywać w ziemi, tylko pomnażać. Im więcej mamy miłości w sobie, tym większy mamy zasób do dzielenia się z innymi. Oczywiście, w zależności od naszych doświadczeń, zwłaszcza z okresu dzieciństwa, będzie nam łatwiej lub trudniej okazywać i przyjmować miłość.

Wracając do pytania, jeżeli założymy, że miłość jest jedna i wszyscy jesteśmy w nią wyposażeni, to wszyscy powinniśmy kochać tak samo. W praktyce jednak okazuje się, że nasze podejście różni się, i to nie tylko kobiece od męskiego, ale też inaczej podchodzą do niej singielki, mężatki, rozwódki, wdowy, matki czy ciekawy typ, o którym ostatnio mówi się coraz więcej – zołzy. W społeczeństwie utarło się przekonanie, że mężatka kocha na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, póki śmierć nie rozłączy. Bardzo często bywa to miłość okupiona poświęceniem i rezygnacją z siebie. Singielka w społecznym odczuciu kocha miłością niezależną. Poświęca czas partnerowi, ale nie rezygnuje przy tym z tego, co dla niej ważne. Dąży do realizacji własnych pasji, przyjemności, do samorozwoju.

A zołza?

No cóż, zołza kocha zdroworozsądkowo. Potrafi tupnąć nogą, czasem mieć kaprys, ale też wykazać się poczuciem humoru w sytuacji, gdy mężczyzna mówi, że się wyprowadza, i spytać: „Pomóc ci spakować walizki?”. Paradoksem jest, że w zależności od etapu w życiu, nastroju czy też konkretnej sytuacji, każdej z kobiet zdarzyło się zachować jak przykładna żona, singielka czy też zołza. Wynika stąd, że wszystkie owe zacne damy w nas drzemią. Sztuką jest umieć je rozpoznać i we właściwym momencie dopuszczać – pojedynczo – do głosu.

Kochamy różnie, ale czy kochamy właściwie?

Podstawą miłości jest uświadomienie sobie, że jest ona bezwarunkowa i skierowana „ku” – sobie, stworzeniu, ludziom… Że zajmuje centralne miejsce w życiu każdego człowieka, nadając mu sens. Miłość trzeba rozwijać, ale też sama miłość rozwija człowieka. I po tym właśnie można poznać, czy to, co czuję, jest miłością. Czy ja w tym uczuciu wzrastam, czy chcę się stawać lepszym człowiekiem. Nie jak w fazie zakochania, gdy chce się wykazać przed wybraną osobą, ale w sposób bardziej dojrzały, kiedy chce się naprawdę zmieniać na lepsze.

Będąc młodą dziewczyną, usłyszałam pewną radę. Po czym poznać, że to miłość? Po tym, że kocha się drugą osobę za cały zespół wad i jedną wielką zaletę. A tą zaletą jest to, że ten człowiek po prostu jest. Czyli kochamy prawdziwie wtedy, gdy potrafimy zaakceptować człowieka takim, jakim jest, z całym jego potencjałem. Można oczywiście spytać: A co gdy trafimy na drania?

No właśnie, czy jego też mamy „zaakceptować”? Co jest czyjąś wadą, a co już naszą potencjalną krzywdą?

Najważniejszym wyznacznikiem jest godność osoby ludzkiej. Jeśli czujemy, że w związku z daną osobą tracimy poczucie własnej godności, to jest to pierwszy sygnał, że ta relacja nas wyniszcza, zamiast wzmacniać. I nie warto w niej tkwić. Każdy związek przeżywa swoje upadki i wzloty, ważne jest, by kryzysy były rozwijające, nie krzywdzące. Kiedy widzimy, że dzieje się nam krzywda, bierzmy nogi za pas. Bo miłość nigdy nie niszczy, a zawsze tworzy. Nie bądźmy męczennicami. Odwołam się też do kobiet, którym wiara nie pozwala na zerwanie związku, który je rani. Ksiądz Wiesław Przyczyna powiedział kiedyś bardzo odważne słowa: „Nie tak ważna jest instytucja małżeństwa jak człowiek. Człowiek jest ponad instytucją”. Jeżeli czujesz się wyniszczana, krzywdzona jako człowiek, to nie dbaj o instytucję, dbaj o siebie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »