Jak pokonać problemy z namiętnością w długotrwałych związkach?

Świat byłby lepszym miejscem, gdyby więcej nas wykorzystywało relacje seksualne, by stawać się lepszymi ludźmi. (fot. iStock)

Amerykański seksuolog i terapeuta David Schnarch, autor klasyki seksuologii, książki „Namiętne małżeństwo”, dowodzi, że w długotrwałych związkach problemy z namiętnością są nieuniknione. Ale też że są wyjątkowym narzędziem rozwojowym. Ich wspólne pokonanie pozwala bowiem stać się lepszymi ludźmi. Tylko co to oznacza w praktyce?

Twierdzi pan, że spadek libido czy sypialniana nuda mogą być dla nas korzystne i niekoniecznie powinniśmy się ich obawiać…

Niezależnie od tego, ile seksownej bielizny, świec, muzyki czy kadzideł kupisz – na którymś etapie związku zawsze pojawi się nuda! To dlatego, że trzymamy się znanych zachowań seksualnych i unikamy tych, które mogłyby wywołać w nas nerwowość i niepewność. Ale nuda jest dobra, bo walka z nią zmusza do wyjścia ze strefy komfortu, w tym wypadku komfortu seksualnego. Owszem, oczekiwanie od siebie i partnera rozwoju – co zawsze wiąże się z wchodzeniem w nieznane, a więc pojawieniem się lęków – może naruszać fundamenty wielu małżeństw, bo niełatwo zmotywować kogokolwiek do zmiany. Jednak im bardziej unikamy sytuacji powodujących dyskomfort, a tym samym dających nam możliwość rozwoju, tym bardziej słabnie pożądanie. Dlatego problemy z nim mogą wywołać w nas napięcie, które w ostatecznym rozrachunku zmusi nas do rozwoju.

W książce „Namiętne małżeństwo” przeczytałam, że zamiast pracować nad małżeństwem, powinniśmy pozwolić małżeństwu pracować nad nami. Co to znaczy?

W dzisiejszych czasach praktycznie każdy akceptuje ideę, że udane małżeństwo wymaga wysiłku z obydwu stron. Pytanie tylko, jaki to ma być wysiłek. Co konkretnie masz zrobić? Kiedy ludzie mówią o pracy nad związkiem, to tak jakby chcieli nadać mu kształt, który lubią lub którego oczekują. Nie podoba ci się, w jakim kierunku zmierza twój związek? Zaplanuj jakościowy czas we dwoje. Nie jesteś zadowolony z tego, jak rozmawia z tobą twój partner? Rozmawiaj z nim, posługując się komunikatem „ja”. Chcesz, żeby twój partner zrobił krok do tyłu, bo boisz się bliskości? Powiedz mu, że potrzebujesz przestrzeni. Kiedy zaś takie rozwiązania, typowe dla „pracy nad związkiem”, przestają działać, wycofujesz się albo szukasz nowego partnera. W „Namiętnym małżeństwie” proponuję inne podejście. Wyjaśniam, że małżeństwo jest de facto wyrafinowaną maszyną do samorozwoju, która podważa twoje ograniczenia i rozciąga je, by pozwolić ci się rozwijać.

Wiele problemów w małżeństwie jest nieuniknionych z powodu naszego ograniczonego rozwoju emocjonalnego. Co więcej, rozwiązaniem tych problemów nie jest ich unikanie, a podejmowanie wyzwań, które rzuca nam małżeńskie życie. Innymi słowy, to małżeństwo pracuje nad tobą, a nie odwrotnie. Kluczowy jest tu twój rozwój jako człowieka, a nie rozwój jakiejś umiejętności czy sztuczki. Albert Einstein powiedział, że istotne problemy naszego życia nie mogą być rozwiązywane z tego samego poziomu myślenia, na jakim byliśmy, kiedy je spowodowaliśmy. Wiele z tego, co uważamy za problemy w związku, jest tak naprawdę sposobem, w jaki małżeństwo funkcjonuje.

Posługuje się pan terminem różnicowania, który decyduje o jakości związki i jest przeciwieństwem dobrze znanego przywiązania. Czym ono tak naprawdę jest i jak można nad nim pracować?

Zacznijmy od przywiązania – to nasza silna potrzeba do poszukiwania ukochanej osoby i przebywania z nią. Natomiast różnicowanie to zdolność do równoważenia przywiązania potrzebą ukierunkowania własnego życia. Innymi słowy – to dążenie do bycia sobą mimo jednoczesnego pozostawania w głębokiej, zaangażowanej relacji. Chcesz być sobą i jednocześnie dzielić się sobą z innymi. Różnicowanie przydaje się wszędzie, ale jest szczególnie korzystne w monogamicznych, emocjonalnie zaangażowanych związkach, zwłaszcza gdy chodzi o seks.

Nie ma co zastanawiać się nad tym, jak praktykować różnicowanie, ponieważ nie jest to coś, co możesz wdrożyć. To różnicowanie pracuje nad tobą (a nie na odwrót). Działa na przykład wtedy, gdy dochodzisz do takiego etapu w swojej relacji, kiedy nie potrzebujesz partnera do podbudowywania własnego poczucia wartości.

Dążenie do intymności z drugą osobą to zjawisko typowo ludzkie. Jak rozumiem, zbyt wiele intymności w związku niekoniecznie jest dla nas dobre.

Intymność wymaga konfrontacji z samym sobą i odsłonienia się w obecności partnera. Samo mówienie o swoich uczuciach nie jest intymnością, jeśli przy okazji się z nimi nie skonfrontujesz. Nie przepadamy za zbyt dużą intymnością, ponieważ często wiąże się ze słyszeniem lub mówieniem rzeczy, które nam się nie podobają, i to nierzadko dodatkowo w sytuacji braku poczucia bezpieczeństwa czy zrozumienia przez partnera. To, co czyni to zjawisko typowo ludzkim, to głębia, na jaką – jako wyjątkowy gatunek – jesteśmy w stanie zejść.

Wysoki poziom intymności jest trudny do zniesienia, więc większość z nas nie toleruje jej zbyt dobrze. Często mylimy tolerancję intymności (czyli to, jak bardzo jesteśmy w stanie się odsłonić) z potrzebą bycia zaakceptowanym. Im niższe zróżnicowanie, czyli im mniej się wyodrębniamy, tym potrzeba akceptacji jest wyższa, ale mniejsza intymność. Ten mechanizm błędnego koła kieruje mnóstwem ludzi podczas wchodzenia w związki i wychodzenia z nich.

Co zatem zrobić, żeby osiągnąć bardziej namiętny seks i bardziej intymny związek?

Nie ma na to jednego przepisu, na zasadzie: „najpierw A, potem B”, trzeba jednak uznać, że emocjonalnie zaangażowanym związkiem kierują pewne przewidywalne procesy i problemy nie do uniknięcia oraz że można je wykorzystać dla własnej korzyści – by móc się rozwijać. Nie chodzi o „brak chemii”, „odkochiwanie się” czy „problemy w komunikacji”. Nieuniknione zmiany, które prowadzą do problemów z seksualnością i intymnością, to raczej impas emocjonalny: to, czego chce jeden partner, blokuje drugiego, a kompromis nie jest możliwy. Albo fuzja emocjonalna: poczucie bycia kontrolowanym lub niedocenianym przez partnera. Czy trudne dylematy podwójnego wyboru: chcesz dwóch rzeczy, a dostajesz tylko jedną. Zachodzą one wyjątkowo szybko i intensywnie, jeśli nie jesteście z partnerem zbytnio zróżnicowani. Jeśli zastosujesz strategię z „Namiętnego małżeństwa”, będzie ci łatwiej przejść przez tego typu problemy i wzmacniać twoje zróżnicowanie, co z kolei zwiększy twój poziom intymności, erotyzmu i pożądania.

Proponuje pan też metody budujące więź między partnerami.

Książka zawiera narzędzia służące emocjonalnemu i fizycznemu połączeniu. Metody, które opracowałem, nie wymagają odbycia stosunku ani nawet ściągnięcia ubrań. Będą użyteczne dla każdej pary szukającej lepszej fizycznej lub emocjonalnej intymności, zwłaszcza takiej, w której partnerzy czują, że się od siebie oddalili, stali się zgorzkniali, a ich relacja wymaga zresetowania. I tak „przytulanie aż do rozluźnienia” to długi, kilkunastominutowy uścisk, podczas którego przytulacie się do siebie w ubraniach przez 10-15 minut. Dla wielu par to dłużej niż trwają ich stosunku seksualne! Daje szansę, by się wyciszyć, pozostając przy tym w bliskim kontakcie z partnerem.

Z kolei „głowy na poduszkach” to leżenie na boku twarzą do partnera (w ubraniu lub bez). Poduszki, na których leżycie, są blisko siebie, jednak na tyle daleko, żebyś nie musiała zezować na partnera, gdy będziecie sobie patrzeć w oczy. Taki kontakt umożliwia nauczenie się świadomego relaksowania z partnerem, podczas gdy stajecie się bardziej emocjonalnie i fizycznie zaangażowani. Róbcie te ćwiczenia jeśli w waszym życiu seksualnym pojawiły się dysfunkcje, macie problemy z pożądaniem, któreś z was ma romans albo w ogóle przestaliście uprawiać seks. Nie ma co się łudzić – podczas trwania związku każdą z par spotka któraś z tych rzeczy!

A czy związek dwojga osób może być też duchową podróżą?

Seksualność, bycie w związku i duchowość mają jedną rzecz wspólną – wymagają osobistego zaangażowania oraz nauki, a także ewoluują razem z tobą. Kiedy zrozumiesz, że emocjonalnie zaangażowane relacje to maszyny do samorozwoju, będzie ci łatwiej przyjąć, że problemy z seksem i intymnością są kołem napędowym całej tej maszynerii, a nie symptomem kłopotów w związku. Duchowość to zdolność do pojmowania, że jeśli rzeczy dzieją się nie po naszej myśli, to ma to swoją przyczynę lub cel. Dlatego typowe problemy seksualno-związkowe są szansą dla obojga partnerów na wspomniane zróżnicowanie.

Nie tylko zwiększa to otwartość na duchowość, ale pozwala spojrzeć na nią z innej perspektywy. Przestajesz wierzyć w surowego Boga, który karze cię, jeśli nie jesteś mu posłuszny. Przestajesz się modlić tak, jakby modlitwa była listą życzeń, które Bób ma spełnić. Zamiast tego dziękujesz mu za swoją zdolność do opiekowania się samym sobą i tymi, których kochasz.

Pisze pan, że wszyscy powinni znaleźć siłę, by kochać naprawdę, bo to może zmienić świat.

Miłość czyni cię wrażliwszym. Ogromnie wzbogaca życie, ale ma swoją cenę. W finale każdej dobrej opowieści o długotrwałej relacji jeden partner musi pochować drugiego. Na końcu tej drogi nie będzie twojego partnera, który wesprze cię w zmierzeniu się z jego śmiercią. Musisz być w stanie znieść to samemu, w przeciwnym razie nie byłoby rozsądnie kochać partnera najmocniej jak potrafisz. Wyznacznikiem prawdziwej miłości jest nie to, jak się dzięki niej czujesz, al co możesz dać drugiej osobie. To miłość sprawia, że będąc głęboko zaangażowani w śmierć naszego partnera, nie wycofujemy się z życia, że dzięki zdolności do zaopiekowania się własnym emocjonalnym światem, jesteśmy zdolni przez to doświadczenie przejść.

Kiedy zrozumiemy, że pokonywanie powszechnych trudności z seksualnością i intymnością przygotowuje nas do ostatecznych aktów miłości i współczucia – zaczynasz dostrzegać Wielki Zamysł. A gdy naprawdę go rozumiemy, zaczynamy widzieć, że nie ogranicza się on do sypialni czy związki. Świat byłby lepszym miejscem, gdyby więcej nas wykorzystywało relacje seksualne, by stawać się lepszymi ludźmi. Zatem proszę, pomóżmy ludzkości! Napraw swoje życie seksualne, a przysłużysz się słusznej sprawie.

 

David Schnarch – amerykański psycholog kliniczny, seksuolog. Autor niedawno wydanej w Polsce książki „Namiętne małżeństwo. Miłość, seks i bliskość w stałych związkach”