fbpx

Piersi – wrota do miłosnego połączenia z mężczyzną. I z samą sobą

Piersi - wrota do miłosnego połączenia z mężczyzną. I z samą sobą
Mało która kobieta lubi, kiedy mężczyzna dotyka jej piersi. Mówią, że oni to robią jakoś „nie tak”... (Fot. iStock)

Co jest bramą do kobiecego serca? Piersi. To one otwierają potencjał głębokiego miłosnego połączenia z sobą samą i z mężczyzną. Tymczasem w naszej kulturze większość kobiet ma piersi nierozbudzone, nienauczone dotyku. Same nie umiemy ich nasycić czułością, nie znamy ich. Nie umieją tego też nasi partnerzy. Jak sobie z tym poradzić, mówi nauczycielka tantry Sonya Alicja Bednarek.

Niedawno byłam na kobiecym spotkaniu. Otwieram drzwi i zastaję taką scenę: rozebrane do pasa kobiety siedzą w kręgu i masują sobie piersi, a ich twarze wyrażają błogość. W tym obrazie było coś tak pięknego, intymnego i świętego, a jednocześnie pierwotnego i naturalnego. Zszokowało mnie, że sama nigdy wcześniej tego nie robiłam. Uświadomiłam sobie, że w mojej drodze do akceptacji swojego ciała piersi są nadal jakoś odrzucone. Bardzo chciałabym to zmienić.
Nie jesteś wyjątkiem. Piersi w naszej kulturze są nieodkryte, kobiety nie mają z nimi zupełnie kontaktu. Chociaż to paradoks, bo przecież świat jest dosłownie nimi wytapetowany. A sama, mimo że zajmuję się tantrą, seksualnością i pracuję z kobietami, też nie miałam kontaktu ze swoimi piersiami i zupełnie sobie tego nie uświadamiałam. Miałam co prawda wrażenie, że one są jakieś mało czułe, ale myślałam, że ja tak po prostu mam. Teraz wiem, że nie ma czegoś takiego jak piersi nieczułe, są jedynie piersi uśpione. Zaczęłam z tym pracować, by skontaktować się z moimi piersiami, robiłam różne praktyki, by nauczyć się je czuć. Dziś wiem, że odcinając się od piersi, tracimy dostęp do ważnych aspektów naszej kobiecości. Warto ten dostęp odzyskać.

We wstępnej rozmowie zwróciłaś mi uwagę na ciekawą rzecz. Zaczęłyśmy oswajanie kobiecej seksualności od waginy, joni czy cipki – różnie się ją nazywa. Dziś pisze się o niej książki, artykuły, są warsztaty, na których kobiety kontaktują się ze swoją waginą, punktem G, łechtaczką. Myślisz, że piersi są tak samo nieodkryte, jak była wagina?
No właśnie, wydawałoby się, że wagina bardziej, bo taka ukryta, tajemnicza, również w sensie fizycznym. A piersi przecież widać. Są pozornie tak oczywiste, a jednak nawet dla nas samych, kobiet, są nieznanym lądem. Niewiele o nich wiemy, mało która kobieta ich dotyka poza dotykiem pielęgnacyjnym. Tymczasem piersi są niezwykle ważne, choćby w przeżywaniu naszej seksualności. Mało kto wie, że otwarcie piersi uczuciowo i energetycznie otwiera joni i przygotowuje ją do orgazmu. Joni, aby naprawdę się otworzyła na przyjęcie partnera w miłości, musi dostać zastrzyk energii z piersi. Kobieta, która ma nieobudzone piersi, nie doświadcza więc pełni przyjemności. Piersi są bramą do głębokiej intymności i miłości w seksie.

Mało która kobieta lubi, kiedy mężczyzna dotyka jej piersi. Mówią, że oni to robią jakoś „nie tak”, miętoszą, ściskają, co zamiast je rozbudzać, często irytuje, wręcz zamyka na seks.
Tak często jest, np. wtedy, gdy mężczyźni dotykają kobiecych piersi, żeby siebie podniecić, a kobieta to czuje.

To coś złego?
Nie chodzi o to, że jest coś złego w podniecaniu się, to jest piękne, tylko o sytuację, gdy to robią z myślą wyłącznie o sobie, nie zważając na kobietę. W takim dotyku nie ma zaproszenia do relacji, do bliskości. Kobietę to zamyka, bo podświadomie czuje, że jest traktowana przedmiotowo. A piersi są bezpośrednio połączone z czakrą serca, miejscem, w którym mieszka miłość, chcą więc być ukochane, dopieszczone. Otwierają się pod wpływem dotyku miłosnego, a nie wyłącznie seksualnego. To zderzenie może wywołać w kobiecie nieświadomy żal i wycofanie, a seks staje się wtedy czysto fizycznym doznaniem. Kobiety mogą nie wiedzieć, o co chodzi, co jest nie tak. Mogą jeszcze nie mieć nazwanego tego, co w głębi siebie czują, czyli że w tym spotkaniu były zamknięte. Wtedy może pojawić się irytacja, złość, którą często projektują na partnera, bo to on powinien wiedzieć co i jak. To wszystko ma wielkie znaczenie. Kobieta, która obwinia partnera, stopniowo się na niego zamyka. I miłość obumiera. Z drugiej strony – skąd mężczyźni mają wiedzieć, jak się obchodzić z naszymi piersiami, skoro my same tego nie wiemy?

ZAMÓW

E-WYDANIE

No właśnie: dlaczego my, kobiety, tak mało wiemy o piersiach?
Piersi są tabu, w jakimś sensie są skandalem, bo rozbijają granicę pomiędzy macierzyństwem a seksualnością. Łączą obie te sfery. Do tego dochodzi promowany nierealny wizerunek piersi oraz strach przed rakiem i powstaje piorunująca mieszanka tak sprzecznych i bolesnych sygnałów, że łatwiej jest się od nich odciąć, niż próbować je jakoś zintegrować, ogarnąć.

Przede wszystkim nie chcemy być traktowane wyłącznie jak obiekt seksualny. Klientki, które mają duże piersi, często mówią mi, że ich wręcz nie lubią, bo mają wrażenie, że tylko dla nich mężczyźni się do nich zbliżają, a one chcą przecież być widziane i kochane jako osoby, a nie nosicielki podniecających gadżetów. No ale taka już nasza zwierzęca natura. Robiono badania, w których mężczyźni patrzyli na nagie kobiety, a specjalne urządzenie śledziło i zapisywało ruch ich gałek ocznych. Okazało się, że najczęściej patrzą na piersi. Naukowcy tłumaczą to atawizmem – że jesteśmy zaprogramowani na przedłużanie gatunku. A dorodne, jędrne piersi sugerują młodość, płodność, zdolność karmienia. Czyli potomstwo ma szansę przetrwać. Kobietom trudno się jednak z tym pogodzić.

Z drugiej strony – ponieważ kultura, reklama czy pornografia tak właśnie pokazują piersi, mamy wobec własnych piersi wyśrubowane wymagania.
No właśnie. Z jednej strony nie chcemy, by były tylko tym obiektem pożądania, z drugiej – oceniamy je negatywnie, jeśli nimi nie są, robimy operacje, żeby były bardziej zbliżone do tej seksualnej wizji… Błędne koło. Kolejny element tej mieszanki to rak. Kobiety boją się dotykać swoich piersi, bo nie chcą sobie w nich czegoś odkryć. Wspaniale, że działa profilaktyka antyrakowa, że kobiety się same badają. Niestety, efektem ubocznym jest to, że niemal cała przestrzeń kontaktu z piersiami jest zawłaszczona przez ten badający dotyk, podbarwiona lękiem. To nie sprzyja rozluźnieniu, odczuwaniu przyjemności, zmysłowości. U kobiet rak piersi jest najczęstszym nowotworem, więc nasze piersi żyją w jego cieniu. Są nawet takie, które mówią: „Nie będę dotykać, bo jeszcze coś odkryję”. Choć to nie ma nic wspólnego z rozsądkiem. Ten strach jest tak wielki, że spycha na dalszy plan nawet podstawowy powód, dla którego piersi istnieją – czyli bycie matką i karmienie dziecka.

Na co też wiele kobiet się dziś nie godzi, bo karmienie często deformuje piersi.
Nasza kultura coraz dalej odchodzi od naturalności, szczególnie my, kobiety, często walczymy ze swoją fizjologią, odrzucamy ją. A przecież z piersiami związana jest nawet nasza nazwa – ssaki. Ponoć dzięki piersiom podczas zmian klimatu przetrwały właśnie ssaki, a nie np. dinozaury. Bo pokarm dla dzieci był dostępny zawsze, nawet jeśli matki przejściowo same nie miały pożywienia. Karmione w ten sposób dzieci nie musiały być samodzielne, więc się rodziły mniejsze. Stąd mniejsza miednica, stąd możliwość chodzenia na dwóch nogach. Ssanie wykształciło też nasze usta i podniebienie. Dzięki nim mamy pocałunki. A więc piersi mają wielki udział w tym, kim jesteśmy jako ludzie i jak wyglądamy. Nic dziwnego, że najstarsze odnalezione przedstawienia ludzi, figurki neolityczne, to głównie kobiety z obfitymi piersiami. Kobieta była symbolicznie uważana za boginię, twórczynię – bo przecież w jej ciele tworzy się życie i ona je podtrzymuje, karmi, by mogło rosnąć. Matka daje dziecku siebie, dosłownie, swoje ciało. Co może być bardziej twórczego, a jednocześnie intymnego i łączącego? W ten sposób wdrukowuje się też to, że piersi są symbolem oddania, bezwarunkowej miłości, bezpieczeństwa, zadbania, nasycenia. Dlatego jeśli kobieta jest na nie zamknięta, jakiś ich aspekt odrzuca, jest też odcięta od części swojej kobiecości, seksualności, miłości, kreatywności i poczucia obfitości. Podczas sesji pytam moje klientki: „Jak dbasz o swoje piersi?”. Zwykle słyszę: „Kupuję drogie staniki”. „No dobrze, a jak ukochujesz swoje piersi?” Wtedy zwykle pojawia się taki wzrok, jak twój w tej chwili. Zdziwienia. Naprawdę nie wiemy, o co chodzi.

Co im radzisz?
Kluczowa jest tantryczna medytacja piersi, która łączy kobietę z jej esencją. Piersi są połączone bezpośrednio z czakrą serca. Jeśli kobieta praktykuje jej otwieranie, ale nie obejmuje tą praktyką piersi, coś jej umyka. W czakrze serca i w piersiach łączą się wszystkie odcienie miłości, jakie ma do zaoferowania kobieta: miłość matczyna, bezwarunkowa i erotyczna. Dlatego kiedy zaczynamy praktykować z piersiami, zaczynamy się też otwierać na miłość, odczuwanie jej w każdym wymiarze.

Jak wygląda taka praktyka?
Po prostu wczuwamy się w swoje piersi „od środka”. W obie jednocześnie. Można to rozpocząć za pomocą oddechu – witamy się oddechem z piersiami: „Dzień dobry, moje kochane piersi”. Próbujemy poczuć, co się w nich dzieje, tak, aż staniemy się swoimi obiema piersiami, dla których reszta ciała będzie jedynie tłem. I tak codziennie po 20 minut. Jeśli dla kogoś to jest zbyt abstrakcyjne, można zacząć od dotykania swoich piersi – obu naraz, to ważne. Ale nie na zasadzie, że sprawdzamy, czy są OK, tylko przykładamy do nich delikatnie dłonie i dajemy sobie czas i przestrzeń na odczuwanie. Z początku może być tak, że nic nie poczujemy. To wymaga czasu i cierpliwości, czułości i uważności. Jeśli piersi są zamknięte na nasz dotyk, to dlatego, że nie są do niego przyzwyczajone. Jedyny sposób dotykania, jaki znamy, to dotykanie w jakimś celu. Żeby umyć, zbadać, pomasować, podniecić się. A ta medytacja polega na byciu z nimi. Dla nich. I czuciu, słuchaniu tego, co się pojawia. Moja obserwacja jest taka, że większość kobiet nie akceptuje swoich piersi. Bo są za małe, za duże, nie takie w kształcie, obwisłe, nie tak umieszczone, mają nie takie sutki albo są asymetryczne. Dlatego czasem łatwiej jest się skontaktować z tym miejscem, kiedy dotykamy piersi innej kobiety.

Robicie to na warsztatach?
Można też z przyjaciółką, z którą czujemy się na tyle blisko. U mnie na zajęciach robimy to w trójkach. Jedna kobieta leży na plecach, a dwie siadają po bokach i kładą swoje dłonie na jej piersiach. I siedzą tak 20 minut. Nie rozmawiają, tylko czują. Ta, która leży, przyjmuje bezinteresowny, czuły dotyk. A te, które kładą dłonie na jej piersiach, dają go. I czują. To budzi niezwykłe doznania, szczególnie kiedy na koniec, pomaleńku zdejmują dłonie. Piersi zaczynają się budzić i często czują się utulone, ukochane. Ta medytacja wyzwala dużo emocji, łez, wzruszenia.

Od kiedy zajmuję się masażem, wiem, że można też dotykać kogoś, zupełnie nic nie czując, mechanicznie. To się nawet nazywa profesjonalnym dotykiem – bez zaangażowania emocji.
Dlatego podczas tej praktyki nie masujemy piersi, nie ruszamy w zasadzie dłoni. Po prostu trwamy w tym samym miejscu i staramy się nawiązać kontakt. Praktykując taki kontakt z piersiami, otwieramy sobie dostęp do kobiecej energii jin. Jej istotą jest receptywność, przyjmowanie, bycie w kontakcie. Dzisiejszy świat jest bardzo jang. Króluje w nim działanie. Akcja. Na kobiecość, jin, nie ma czasu, dlatego mało kto rozumie nawet, o co w tym chodzi. Próba nawiązania kontaktu z piersiami może nas tego nauczyć. Bo piersi, jako esencja jin, pragną bycia z nimi właśnie w ten sposób. Dopiero wtedy się otwierają. Nie chodzi tu o pasywność, z czym błędnie kojarzone jest jin. Tylko pozornie przez te 20 minut nic się nie dzieje. Na planie zewnętrznym – może, ale wewnątrz dzieją się całe światy. Przepływają fale uczuć i emocji. A my zamieniamy się w przyjmowanie i odczuwanie. W tej praktyce dotykamy różnych aspektów miłości, ale też różnych uczuć, zranień. Dotykamy też niezwykłej słodyczy, która w nas jest. Jakości, która nas karmi i nasyca. Po jakimś czasie już nie musimy mówić komuś innemu: „Zatroszcz się o mnie, bo mama się o mnie nie troszczyła”. Odkrywamy, że mamy to w sobie. Mówi się nawet o duchowym mleku, które mamy w piersiach, które jest esencją obfitości.

Duchowe mleko?
To po prostu energia, która się aktywuje, kiedy piersi się budzą. Na warsztacie, po całym dniu kontaktowania się z piersiami, masowania, dotykania, kobiety są w stanie fizycznie ją odczuwać i bawić się nią. Po jednym z takich warsztatów moja przyjaciółka powiedziała mi, że obawia się wrócić w takim stanie do partnera.

Dlaczego?
Bo jeszcze nigdy nie stanęła przed nim taka otwarta i odsłonięta. Jakby zdjęła z serca pancerz – czuła się totalnie bezbronna. Ale każda prawdziwa wrażliwość jest zawsze pełna mocy. I następnego poranka kochali się w takiej miłości jak nigdy wcześniej. Kobieta potrzebuje otworzyć serce na siebie i na mężczyznę. Kiedy kobieta otwiera serce, jego energia spływa do joni, dając miłosne zaproszenie dla mężczyzny. A mężczyzna może wtedy wniknąć w nią jak nigdy dotąd, dając seksualny impuls pożądania. Ona otwiera joni, a on serce. Ona przyjmuje, a on przenika. Ona jest jin, a on jang. Kiedy te dwie sfery się łączą, możliwe jest totalne zjednoczenie. Oczywiście, seks możliwy jest w wielu wymiarach, ekscytujące są też szybkie numerki. Ale tak naprawdę tęsknimy za połączeniem ze sobą i z kochankiem na wszystkich poziomach. Piersi są do tego bramą.

Sonya Alicja Bednarek prowadzi warsztaty i spotkania dla kobiet oraz dla par inspirowane przede wszystkim hinduską tantrą, bada też tantrę kaszmirską. Jej przewodnikiem są tantryczne nauki Osho, a inspiracją takie kobiety, jak: Mahasatvaa Ma Ananda Sarita i Chameli Ardagh; www.namietnaobecnosc.pl

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>