1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Pokochaj swoje piersi

Pokochaj swoje piersi

– Pamiętajmy, że jedynie dbanie o siebie na wszystkich poziomach: fizycznym, emocjonalnym i duchowym, otwiera nad nami parasol ochronny – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal. (Fot. iStock)
Wiele z nas żyje w lęku przed rakiem piersi. Nie myślimy więc o naszych piersiach z miłością, ale traktujemy je jak miejsce, z którego wypływa zagrożenie. Dla własnego zdrowia postarajmy się ten strach zrównoważyć, dając sobie czułość, uwagę i troskę. Dlaczego to takie ważne – tłumaczy ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Często podkreśla pani związek kobiecych piersi z miłością. Na czym on polega?
Kobiece piersi są symbolem dawania miłości, ciepła, matczynej bliskości, bezpieczeństwa, obfitości i płodności. Dzięki piersiom przeżyliśmy jako gatunek – to one nas karmiły przez tysiąclecia. Jesteśmy z nimi związani przez całe życie. Najpierw, ssąc mleko matki, budujemy z nią głęboką więź, otrzymujemy od niej pokarm idealny – bo mleko kochającej, spokojnej i zawsze gotowej do karmienia matki jest pokarmem idealnym. Można powiedzieć, że ssanie matczynej piersi to pierwsza lekcja miłości. W dorosłym życiu piersi odzwierciedlają nasze związki: najpierw z matką, potem z partnerem, z dziećmi. Jeśli nie pobraliśmy pierwszych lekcji matczynej miłości, w naszym ciele poza świadomością tworzą się blokady emocjonalne. Na szczęście dziś mamy wiele możliwości rozwijania świadomości. To pomaga przerwać ten zaklęty krąg.

Mam wrażenie, że my, kobiety, trochę boimy się naszych piersi. To miejsce, w którym pojawiają się torbiele, włókniaki, wreszcie – zmiany nowotworowe. Świat nam nieustannie o nich przypomina, mówiąc o mammografiach, amazonkach, różowych wstążeczkach...
Medycyna rzeczywiście kładzie największy nacisk na badania mające na celu wczesne wykrywanie zmian. Oczywiście badania są bardzo ważne, bo wykonywane regularnie pomagają odpowiednio wcześnie wykryć wszelkie zagrożenia. Ma to ogromne plusy – jeśli pojawia się nowotwór, znacznie zwiększają się szanse chorej na przeżycie, a rokowania są lepsze. Ale mam pacjentki, które badają się zbyt często tylko dlatego, że albo akurat badanie było za darmo, albo z ogromnego strachu, że zachorują. Badajmy się, ale rozsądnie, zależnie od potrzeb, a nie dlatego, że nadarzyła się okazja. Częstotliwość badania powinna być dobierana indywidualnie do każdej z nas: częściej musi się badać kobieta, której matka zmarła na raka piersi, czy ta, która długo bierze hormony lub ma w piersiach zmiany; rzadziej ta, u której w wywiadzie nie ma żadnych czynników ryzyka.

Chciałabym jednak zwrócić uwagę na co innego – czy poza tym, że należy się badać, wiemy, jak chronić nasze piersi przed chorobą? Co naprawdę wiemy o profilaktyce?

No właśnie... Też myślałam, że wystarczy się regularnie badać.
Badając się, szukamy zmian. Jesteśmy pełne niepokoju. Nie myślimy z miłością o naszych piersiach, ale traktujemy je jak miejsce, z którego wypływa zagrożenie. Nie wiemy, bo nikt nam tego nie mówi, że rak piersi powstaje długo, czasem i dziesięć lat. Na powstanie zmian ma wpływ wiele czynników. Uświadomienie ich sobie to bardzo ważny krok w stronę zdrowia. W dużej mierze od nas zależy, czy zachorujemy, czy nie.

Co w takim razie powinnyśmy robić?
Ciało, zanim zachoruje, często przez wiele lat daje nam znaki, że coś jest nie tak. Czasem już w młodym wieku sygnalizuje, że brak w nim równowagi. Jeśli kobieta ma silne napięcie przedmiesiączkowe, miesiączki nieregularne, bardzo obfite czy bolesne, w piersiach zmiany mastopatyczne albo skłonność do tworzenia się torbieli czy włókniaków, powinna być czujna. Prawdopodobnie jej delikatna gospodarka hormonalna została nieco zaburzona – estrogenów ma więcej niż progesteronu. (Estrogen jest hormonem pierwszej, wzrostowej fazy cyklu; za jego sprawą śluzówka powiększa się. Dominujący w drugiej fazie cyklu progesteron z kolei hamuje rozrost komórek). Kobieta z takimi objawami powinna regularnie badać poziom hormonów. Na szczęście zmiany, o których mówię, są na poziomie fizycznym i łatwo się leczą.

W jaki sposób równoważyć poziom hormonów?
Przede wszystkim pamiętajmy, że pochopne branie sztucznych hormonów – zawartych w pigułkach antykoncepcyjnych, plastrach, krążkach i zastrzykach – zwiększa ryzyko choroby piersi. Przyjmujmy je więc tylko po dokładnej analizie historii choroby dokonanej przez lekarza. Niezwykle ważna jest również dieta. Bogata w mięso z przemysłowych hodowli, bardzo często naszpikowane hormonami i antybiotykami, może niekorzystnie wpływać na poziom naszych hormonów. Tak samo działa duża ilość cukru i białej mąki powodująca nadmierne wydzielanie insuliny. Również alkohol spożywany regularnie nawet w niewielkich ilościach upośledza działanie wątroby odpowiedzialnej za efektywne przetwarzanie estrogenu. Ale właściwym sposobem odżywiania możemy sobie pomóc. Jedzmy dużo warzyw strączkowych oraz warzyw bogatych w tzw. fitoestrogeny, które zmniejszają ilość estrogenów we krwi. Nadmiary estrogenów szybko zostają wydalone z organizmu za sprawą dużej ilości błonnika zawartego w produktach roślinnych. Jedząc zdrowo, możemy zrobić naprawdę bardzo wiele. Przestrzegam przed jednym: zmiana diety i całego sposobu życia z obsesyjnego lęku przed rakiem może zadziałać jak samospełniająca się przepowiednia.

Czy nie tak samo działa samobadanie piersi, podczas którego z ogromnym lękiem poszukujemy w swoim ciele zmian, które mogą nas zabić?
Poszukiwanie groźnych zmian tylko podnosi poziom stresu. Podczas samobadania dobrze jest wyobrażać sobie, że nasz dotyk leczy, wysyłać w myślach do piersi dobrą, uzdrawiającą energię. Warto też piersi masować z czułością, poprawiając tym samym przepływ krwi i limfy. Wiele kobiet w ogóle nie dotyka swoich piersi – ze strachu. A przecież nasze piersi nie są naszym wrogiem. Samobadanie to najlepsza metoda wykrywania wczesnych zmian. Nikt przecież nie zna naszych piersi lepiej niż my same. Samobadania warto uczyć się od specjalistów: lekarzy ginekologów, położnych. Ważne jest jednak, żeby robić to z miłością – nie lękiem.

A co z czynnikami natury psychicznej?
Liczne badania naukowe potwierdzają, że najczęściej na choroby piersi zapadają te kobiety, które nie potrafią się o siebie zatroszczyć. Często lekceważymy swoje potrzeby i bez reszty poświęcamy się rodzinie, dzieciom czy pracy. Pomijamy naszą seksualność, nie rozładowujemy złości, a urazy nosimy głęboko w sobie, wrogość ukrywając za fasadą uprzejmości. Mówimy, że zawsze wszystko jest w porządku; nie umiemy też prosić o pomoc. Taka postawa bardzo sprzyja chorobie. Chcę jednak powiedzieć, że to nie nasza wina, bo bardzo często tak właśnie zostałyśmy wychowane, już we wczesnym dzieciństwie otrzymując surowe lekcje samodzielności i odpowiedzialności za otaczający świat. Dla własnego zdrowia powinnyśmy nauczyć się o siebie dbać, posiąść trudną umiejętność proszenia o pomoc, otwierania się na opiekę i troskę innych osób.

A stres?
To kolejny czynnik zwiększający ryzyko zachorowania na nowotwory piersi. Brak stresu i życie w radości to obecność endorfin, które chronią nas przed wieloma chorobami. Chcę jednak podkreślić, że na zdrowie lub jego brak nigdy nie wpływa jeden czynnik, zawsze jest to jakiś zespół czynników. Wierzę, że kiedy zdamy sobie sprawę, jak duży wpływ mamy na życie w zdrowiu, będziemy żyć mądrze, dokonując właściwych, świadomych wyborów. Oczywiście nie mamy wpływu na to, co genetycznie dziedziczymy po przodkach, ale już same wybieramy życiowych partnerów, same wikłamy się w różne relacje, wybieramy sposób zapobiegania ciąży. Same decydujemy, co znajdzie się na naszych talerzach. To duża siła sprawcza.

Miałam pacjentkę, specjalistkę od idealnej – moim zdaniem – diety makrobiotycznej. Gdyby dobre zdrowie zależało od samej tylko diety, ta kobieta nigdy by nie zachorowała. Było jednak inaczej, pojawił się guz. Przyjrzałyśmy się jej związkowi. Od lat była żoną mężczyzny niedostępnego; nie czuła się w swoim małżeństwie dobrze, a jednak tkwiła w nim. Miała też niedobre relacje z matką. Rak był u niej znakiem, który mówił: zmień coś. Albo inny przykład: zachorowała tzw. kobieta sukcesu, przez wiele lat biorąca pigułki, żyjąca w pośpiechu i dużym napięciu, jedząca zimne, nieregularne posiłki. Kiedy wykryto u niej zmiany nowotworowe, była wręcz oburzona. Jak to, przecież co pół roku była u ginekologa, co dwa lata robiła mammografię! Często nie rozumiemy, że badania wykrywają zmiany, ale przed nimi nie chronią. Zdaje się, że w przypadku tej pacjentki czynnikiem zapalnym mogło być także jej małżeństwo. Możemy założyć, że gdyby była w dobrej relacji, nie zachorowałaby tylko od niezdrowego trybu życia. Pamiętajmy, że jedynie dbanie o siebie na wszystkich poziomach: fizycznym, emocjonalnym i duchowym, otwiera nad nami parasol ochronny.

Dr nauk medycznych Preeti Agrawal jest specjalistką ginekologii i położnictwa oraz specjalistką medycyny integracyjnej, którą ukończyła na Uniwersytecie w Arizonie, USA. Założycielka Integrative Medical Center w Żernikach Wrocławskich. Więcej informacji o Szkole Świadomego i Zdrowego Stylu Życia na stronie: imc.wroc.pl.

Artykuł archiwalny.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze