Ten pierwszy raz

fotochannels.com

Czy utrata dziewictwa ma dla współczesnych nastolatków tak wielkie znaczenie jak jeszcze dla naszych babek? Czy nadal potrafi zaważyć na całym życiu? A może stała się pozbawionym większego znaczenia rutynowym aktem? – na te i wiele innych pytań odpowiada psychoterapeutka Katarzyna Miller.

– Dawniej dziewice były szanowane, dziewictwo chroniło kobietę, było bramą do świętości. A mężczyźnie to, że brał za żonę kobietę nietkniętą, dawało rodzaj gwarancji, że dziecko, które spłodzi, jest jego. Seks, szczególnie pozamałżeński, uważano za grzeszny, utrata dziewictwa jednoznaczna była więc z utratą czci. To nasza spuścizna. Jak to jest z tym dziewictwem dzisiaj? Nadal tyle znaczy?
– Świat jest teraz znacznie bardziej zróżnicowany niż nawet dwa pokolenia wstecz. Są całe enklawy społecznej swobody seksualnej, są obszary silnie konserwatywne i, oczywiście, najwięcej pomieszania postaw. Jednak niezależnie od zmian obyczajowych i przynależności do określonego środowiska dla dziewczyny ten pierwszy raz z mężczyzną to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu. To utrata czegoś, co przez tysiąclecia zajmowało i wciąż zajmuje w kulturze miejsce szczególne, oraz inicjacja w nieznany świat seksu. Pierwszy stosunek może nie być niczym szczególnym, może być bardzo przyjemny, a może być traumą. Na przykład u dziewczyny, która ma bardzo grubą błonę dziewiczą i jej pierwszy raz jest pełen bólu mimo starań partnera. A co dopiero, jeśli partner się specjalnie nie stara.

– Co wtedy?
– Może się zdarzyć, że w ten sposób doświadczona dziewczyna będzie musiała, często przez wiele lat, pracować nad tym, żeby stosunek nie kojarzył jej się z bólem. Strach przed bólem, penetracją paraliżuje i usztywnia ciało, nie pozwala się rozluźnić. A tylko rozluźniona kobieta, otwarta na mężczyznę nie odczuwa dyskomfortu i pozwala sobie na przeżycie rozkoszy czy choćby przyjemnych doznań. Gdy dziewczyna odczuwa ból, zaczyna unikać seksu albo stosuje wobec siebie przemoc, zmusza się do współżycia, nierzadko udając satysfakcję, żeby się „nie wydało”. Zaprzecza więc sobie i cierpi także psychicznie. Wiele kobiet tkwi w takim zaprzeczeniu dla „dobra związku”, co jest wielką krzywdą czynioną samej sobie. I związkowi również. Potrzebna tu szczerość i otwartość wobec partnera, ale też potrzebny tu partner, po którym można się spodziewać taktu, czułości oraz niezwykle w takich sytuacjach potrzebnej cierpliwości i delikatności. Wtedy ból może się powoli rozpuścić.

Ale znam też zupełnie inny przypadek traumatycznego pierwszego razu: dziewczynę, która prawie w ogóle nie miała błony dziewi-czej. Nie było krwi, reagowała na pieszczoty, bo znała już pod tym względem swoje ciało, więc stosunek był dla niej spełnieniem. Tymczasem partner, któremu się oddała, chciał być tym pierwszym i nie uwierzył jej, że była dziewicą. Posądził ją o to, że go oszukała. Nie grzeszył niestety klasą i dał sobie prawo nazwać ją dziwką. Więc na poziomie fizycznym to było dla niej łatwe, ale została przez ważnego dla siebie mężczyznę stłamszona, odrzucona.

– Czym coś takiego grozi?
– Że dziewczyna zacznie się wstydzić swojej seksualności, otwarcia, łatwości, z jaką jej przychodzi rozkosz. Że zacznie występować przeciwko sobie. Wyposażona w talent do bycia wielką kochanką – a jest to talent – zaprzepaści go, bo odium odrzucenia w takim momencie potrafi być bardzo silne.

To tylko dwa skrajne obrazy pokazujące, że ten pierwszy raz potrafi rzutować na przyszłe życie nie tylko erotyczne. Może dziewczynę ustawić w pewnej roli, z której później bywa trudno jej się uwolnić.

– A mężczyzna? Jak on może odbierać fakt bycia tym pierwszym?
– Mężczyzna może chcieć być tym pierwszym z niepewności, z miłości, z próżności. Może sobie nawet inaczej tego nie wyobrażać – są nadal, nawet w naszej kulturze, mężczyźni, którzy uważają kobietę, która straciła dziewictwo, za niepełną i nigdy by się z „taką” nie ożenili. Co nie oznacza, że nie poszliby z „taką” do łóżka, ale to już inna historia. Są też tacy, którzy nie chcą być tym pierwszym, potrafią się nawet wycofać, jeśli się dowiedzą przed stosunkiem, że dziewczyna jest dziewicą.

– Dlaczego?
– Rozdziewiczenie jest czynem istotnym. Przede wszystkim dla konkretnej dziewczyny, ale i społecznie. W związku z tym na mężczyźnie spoczywa duża odpowiedzialność. I on się boi, że może ona będzie chciała ślubu, że może go to do czegoś obliguje, a on na przykład nie chce się z nią wiązać, a może ona się w nim zakocha, a może jej tatuś będzie go ścigał, a może okaże się, że w ten sposób zmarnował komuś życie.

– Słyszę często, że pierwszy raz to bardzo przereklamowany akt.
– Przede wszystkim niejednoznaczny. Bo co my tak naprawdę rozumiemy przez ten pierwszy raz? To może być pierwszy raz w ogóle: pierwsza nagość, dotyk, bliskość fizyczna, pierwsze pozwolenie na wtargnięcie czyimś rękom w siebie lub na penetrację. Inaczej zna swoje ciało dziewczyna, która uprawia masturbację, inaczej reagować będzie ta, która swych stref erogennych jeszcze nie odkryła. Statystyk tego typu nikt nie prowadzi. Ale znam kobiety, które mają po 28 lat i z nikim nigdy nawet się nie pieściły, i znam dziew-czynki kilkunastoletnie, które zażywały wszelkich możliwych zbliżeń oprócz samej penetracji. Bo się boją samego aktu albo ciąży, albo wyrosły w środowiskach, w których dziewictwo jest wartością, albo należą do Kościoła, który nakazuje czystość przed ślubem, w jakimś sensie się więc oszukują, że owa czystość to powstrzymanie się od samej tylko penetracji.

– Niektóre dziewczyny traktują dziewictwo jak zbędny balast, przeszkodę w drodze do pełnego życia seksualnego i starają się jak najszybciej mieć to z głowy, bo „to obciach” być „jeszcze” dziewicą, jak się ma szesnaście lat…
– To pokazuje, jak te dziewczyny są nauczone traktować swoje ciało. Jeśli coś tak ważnego jak pierwszy seks uznamy za nieważne, to co jest ważne? Jeżeli dziewczyna pospiesza: żeby już było to za mną, żeby już był seks, to znaczy, że w ogóle nie za bardzo jest w tym, co jej dotyczy, obecna. Jakby jej w tym wszystkim nie było, jakby życie miało dopiero nadejść, a nie było tu i teraz.

 

– Wiele osób ma taki stosunek do życia.
– To się wiąże z instrumentalnym traktowaniem siebie i innych. Jakaś Zosia chce jak najszybciej stracić cnotę, żeby już mieć to z głowy. W jakimś sensie dokonuje na sobie gwałtu, ale postanawia tego nie wiedzieć, nie czuć. Ma jakieś przypuszczenie, że to rytuał, ale traktuje go bardzo powierzchownie, tak jak nauczono ją żyć. Dlatego z punktu widzenia jakości późniejszego życia mniej istotne jest, czy za pierwszym razem miałyśmy orgazm. Orgazm, jak to mówią, rzecz nabyta. Ważniejsze, z jakim nastawieniem decydujemy się na pierwszy raz. Bo to przełom. Tak jak pierwsza miesiączka, która jest przekroczeniem progu, symbolicznym początkiem stawania się kobietą. Inicjacja seksualna to kolejny próg w kierunku pełni kobiecości. A ogromną rolę w tym, jakie mamy nastawienie, grają właśnie oczekiwania wobec samego aktu, siebie i partnera.

– W pierwszym odruchu wydawało mi się, że teraz dziewczyny mają łatwiej, bo nie trzeba tego dziewictwa utrzymać do ślubu. Więc decyzja należy do dziewczyny. Ale kiedy tak rozmawiamy, zaczynam widzieć, że to też na swój sposób trudne…
– Dziewczyny raczej rzadko decydują – przeważnie idą za impulsem, możliwością, która się nadarza, ulegają naciskom chłopaka lub presji, żeby już to zaliczyć. Przede wszystkim nikt ich nie uczy, że mają prawo decydować o sobie. Że wolno im się wycofać, powiedzieć „nie” w każdej sytuacji, jeśli czują, że coś jest nie tak. Mało kto uczy dziewczyny szacunku do siebie, do własnego ciała, do własnych wyborów. Zaufania do siebie, pójścia za własnym głosem.

– Co ciekawe, rodzice, szczególnie starej daty, jak mantrę powtarzają słowa: szanuj się, nie idź do łóżka z pierwszym lepszym.
– Tylko że najczęściej oznacza to zupełnie co innego. Nie jest to: szanuj siebie, swoje ciało, słuchaj jego sygnałów, nie zmuszaj się do niczego. Zamiast tego ona słyszy: szanuj się, czyli chroń do siebie dostępu, również wtedy, a nawet szczególnie, gdy masz ochotę na seks, czyli znów nie słuchaj własnych chęci, własnego ciała. Czyli – nie szanuj się.

– Kiedy dziewczyna jest gotowa na swój pierwszy raz?
– Nie ma reguły. Wiek tu nie ma nic do rzeczy. Wiele zależy od rodziców, jak zwykle. Jeśli są parą spełnioną seksualnie i niepruderyjną, pokazują dzieciom swoją bliskość i rozmawiają o tym jak o każdej rzeczy, do niczego dziecka nie zmuszając, pozwalają mu na odkrywanie siebie i tej sfery. Wtedy ono lepiej sobie poradzi z początkami, samo będzie wiedziało, kiedy jest gotowe.

A bywa inaczej: rodzice chcą, by dzieci nie powtórzyły ich drogi albo spełniły to, co im samym się nie udało, więc nie pozwalają im na odkrywanie własnego tempa. Typowy przykład: rodzice za młodu „wpadli”, ich rodziny zmusiły ich do ślubu i tak żyją nieszczęśliwi, choć nigdy się do tego nie przyznają. Więc robią wszystko, by dziecko nie miało szansy tego powtórzyć.

– I, paradoksalnie, przyczyniają się do tego, by dziecko ową drogę powtórzyło?
– Demonizując seks, wprowadzając restrykcje, sprawiają, że młody człowiek zaczyna dążyć do tego, żeby zakazany smak poznać jak najszybciej. Dlatego często dziewczyna, której nie wolno nigdzie chodzić, poleci do łóżka z pierwszym lepszym, by wykorzystać okazję, wcale się siebie nie pytając, czy tak naprawdę ma na to ochotę. Kluczową sprawą jest to, czy rodzice zdają sobie sprawę, że dziecko nie jest nimi, że jest niezależną, niepowtarzalną osobą. Jeśli tak myślą o swoim dziecku, sprawiają, że dorastając, będzie się stawać panem albo panią siebie. I będzie mogło i umiało o sobie decydować.

– Gdyby było więcej takich rodziców…
– Seks to ogromna pozytywna energia. Człowiek, który jest spełniony seksualnie, który czuje wartość cielesności, posiadł umiejętność brania i dawania rozkoszy, jest człowiekiem niezależnym. Ale nie demonizujmy: poza nielicznymi przypadkami większość ludzi żmudnie się seksualności uczy. Seksualność jest domeną ludzi dojrzalszych. Bo gdyby tak miało być, że pierwszy raz jest już niebem, to po co byłoby iść dalej?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »