Wynalazek na trudne czasy

fotochannels.com

Pod względem nastawienia na cele, sprawności działania i ambicji kobiety coraz bardziej przypominają mężczyzn. Czy to znaczy, że mężczyźni przestaną być już potrzebni? Spokojna głowa, bez nich ani rusz – pociesza psycholog społeczny,profesor Bogdan Wojciszke.

– Od dziesięciu lat czytam o kryzysie męskości i myślę sobie, że kryzys nie może trwać wiecznie. Zresztą czy zmiana męskiej roli musi od razu oznaczać kryzys?  Przecież kobiece role też się zmieniają.

– Kluczowe dla zrozumienia tego, co się dzieje w kwestii zmiany ról, są nie tyle pojęcia męskości i kobiecości, ile sprawczości i wspólnotowości. Sprawczość to jest nastawienie na cele, ambicja, sprawność działania. Wspólnotowość to nastawienie na relacje społeczne i ich podtrzymywanie oraz na emocje, ich wyrażanie, trafne odczytywanie i reagowanie na nie. I to się z grubsza pokrywa ze stereotypowym obrazem męskości z jednej strony i kobiecości z drugiej.

Jeśli pomyślimy o kobiecości i męskości jako o sprawczości i wspólnotowości, to zobaczymy, że to są różne wymiary funkcjonowania. I wtedy zrozumiemy tę podstawową rzecz, że męskość i kobiecość nie są ze sobą sprzeczne, tylko rozgrywają się w innych wymiarach życia. Kiedyś tradycyjny układ ról był prosty, to znaczy mężczyźni byli sprawczy, a kobiety wspólnotowe. Zmiany, które w naszym kręgu kulturowym mamy za sobą, to jest bardzo wyraźny przyrost sprawczości kobiet, które na szeroką skalę podjęły życie zawodowe.

– Kobiety stopniowo uniezależniają się ekonomicznie…

– A w związku z tym pojawiła się podwójność ich roli. Problem konfliktu między domem a pracą do niedawna dotyczył wyłącznie kobiet. Współcześnie następuje do pewnego stopnia analogiczna zmiana po stronie mężczyzn. Pojawiło się wobec nich rosnące oczekiwanie, że będą funkcjonowali również w wymiarze wspólnotowym, że zaczną rozwijać umiejętności poruszania się w świecie relacji społecznych. To się wiąże nie tylko z emancypacją kobiet, lecz także w dużym stopniu ze zmianą charakteru pracy. Teraz nie jest tak, że mężczyźni robią gwoździe, oni ich nawet nie wbijają, to wszystko wykonują za nich maszyny. Znika społeczne zapotrzebowanie na pewien typ sprawczości, właśnie związanej z siłą fizyczną, wigorem, co było kiedyś charakterystyczne dla męskiej roli.

– Jak te zmiany wpływają na relacje między płciami?

– Prowadzą do zaniku pewnych współzależności między mężczyzną a kobietą. Tradycyjny układ ról sprawiał, że byli sobie absolutnie niezbędni. Małżeństwo było czymś niezwykle trwałym. Wyraźnie ten mechanizm widać na przykładzie krajów skandynawskich, gdzie państwo przejęło na siebie funkcję opiekuńczą, którą zwykle spełniał mężczyzna. Tam większość dzieci rodzi się poza małżeństwem, a tradycyjnie rozumiana rodzina jest w daleko idącym zaniku. Dla ludzi niesłychanie ważne jest poczucie własnej wartości. To najsilniejsza z pozabiologicznych motywacji. Tradycyjny układ ról sprzyja zjawisku kąpania się w chwale partnera lub partnerki. Podbudowywania swojej samooceny poprzez to, że można myśleć o swojej partnerce: jakim ona jest świetnym menedżerem stosunków domowych, ponieważ ja nie mam tu ambicji, to mi to nie przeszkadza. A ona mogła się kąpać w chwale, jakim on jest świetnym menedżerem w swoim przedsiębiorstwie i jak świetnie zarabia, ponieważ ona tego nie robiła, to jej nie zagrażało. To ich trzymało przy sobie w sensie psychicznym, nie tylko w sensie ekonomicznym. Teraz jest tak, że mężczyźni i kobiety nie tylko mniej zależą od siebie, ale i zaczynają rywalizować na obu tych polach, no i to trochę osłabia więzy. Jest sprawiedliwiej, ale znacznie ciężej, bo każdy musi być wszechstronny. I pomyślmy, jak się czuje facet, który zarabia dwa razy mniej niż jego partnerka.

– Jeśli źle, to znaczy, że wciąż tkwi przy dawnych, przestarzałych wzorach.

– Ale to dotyczy i kobiet. One także trzymają się dawnych wzorów. Są takie badania, w których ubierano tego samego młodego człowieka w uniform Burger Kinga albo w trzyczęściowy garnitur i roleksa. Ten drugi facet był sexy, a na tego pierwszego w ogóle nikt nie zwracał uwagi, choć to była ta sama osoba. Jak zapytamy o deklaracje, to usłyszymy, że facet nie musi zajmować się tylko zarabianiem pieniędzy, ale może i domem. Ale kto jest sexy? Taki facet, który jeździ drogim samochodem.

– Jednak badania pokazują, że w krajach, gdzie kobiet jest więcej w strukturach władz, gdzie różnice między męskimi i kobiecymi zarobkami są mniejsze, kobiety nie są już tak bardzo zainteresowane statusem majątkowym mężczyzn.

– To prawda.

– Polscy mężczyźni są chyba na początku drogi prowadzącej do zmiany męskiego modelu zachowania. Bo z jednej strony coraz większa ich liczba opowiada się za partnerstwem, według badania Ipsos aż 84 proc. mężczyzn uważa, że kobieta również powinna pracować na utrzymanie domu. Z drugiej – te same badania pokazują, że to kobiety wciąż wykonują prace domowe, takie jak gotowanie, pranie, sprzątanie. Na razie zaszła więc zmiana mentalna, ale nie idzie za tym życie, nie ma jeszcze wymiany obowiązków.

– Sprawcą jest pozycja w hierarchii władzy – mężczyźni wciąż mają dominującą pozycję względem kobiet. Te nakazy, które są wygodne dla mężczyzn, mówiące np. o tym, żeby kobiety też zarabiały, mają większą szansę zrealizowania się, bo one idą z góry, a te nakazy, które są kierowane do mężczyzn, aby zajęli się domem i dzieckiem, idą z dołu, więc są słabsze. To jest ta nierównowaga sił.

– Na szczęście w parkach coraz częściej spotyka się młodych ojców, którzy spacerują ze swoimi dziećmi sami, bez żon. Kiedyś to była rzadkość.

– Musi upłynąć wiele czasu, zanim ta zmiana się zakończy. Jak się przyjrzymy statystykom sądowym, gdy jest konflikt o dziecko między mężczyzną a kobietą, sądy w ponad 95 proc. przypadków stają po stronie kobiety. To jest tak, jakby tej decyzji w ogóle nie podejmowały, działały z automatu. A przecież badania przeprowadzone w grupie samotnych ojców dowodzą, że mężczyźni nie tylko potrafią świetnie wywiązywać się z zadań rodzicielskich, ale tworzyć ze swoimi dziećmi mocne więzi. Nie od rzeczy będzie powiedzieć, że orzecznictwo sądownicze (dotyczy to też urzędników, poradni psychologicznych, z których opinii korzysta się w takich przypadkach) to niemal w 100 proc. kobiety. Tak jak kobiety są dyskryminowane w sprawach władzy, tak mężczyźni są dyskryminowani w sprawach dzieci.

 



– Kobiety nabyły męskich kompetencji, a od nas, mężczyzn, oczekuje się, że będziemy bardziej wspólnotowi. Czy upodabnianie się do siebie nawzajem nie zagraża naszej tożsamości?

– Paul Costa badał różnice między kobietami a mężczyznami w zakresie cech osobowości, mierzone za pomocą samoopisu, czyli tak naprawdę autostereotypy. Zrobił analizę danych z 26 różnych krajów i okazało się, że wcale nie jest tak, że autostereotyp kobiety jako istoty bardziej wrażliwej zanika w nowoczesnych zachodnich krajach, przeciwnie, jest znacznie silniejszy w Belgii niż w Czarnej Afryce.

Nie jestem zwolennikiem uniseksu, w większości dziedzin kobiety i mężczyźni się nie różnią, ale są takie trzy dziedziny, w których te różnice są wielkie: po pierwsze działalność motoryczna (wystarczy spojrzeć na wyniki sportowe kobiet i mężczyzn). Druga dziedzina to jest seks, szczególnie w pragnieniach, mniej w zachowaniach (bo te są ograniczone tym, czego chce płeć przeciwna). No i agresja. Wszędzie na świecie, gdzie się takie statystyki prowadzi, stwierdza się, że na dziewięciu mężczyzn, sprawców przestępstw agresywnych, przypada jedna kobieta.

Być może te predyspozycje biologiczne, które dotyczą dość wąskiego zakresu spraw, zostają w konflikcie z tym, że mężczyzna ma być dla dziecka tak łagodny i cierpliwy jak kobieta.
 
– Naprawdę ciekawie jest nie wtedy, jak mamy dwa wzory, ale gdy mamy ich dużo. Dobrze by było, gdyby mężczyzna miał możliwość wyboru modelu męskości do realizacji. Czy zmiany społeczne nie zmierzają przypadkiem w tę stronę? Nawet do konserwatywnej przecież kultury masowej przenikają nowe wzory, już nie wszyscy serialowi mężczyźni są głowami rodziny.

– Ale zastanawiam się, na ile jest to zmiana rzeczywista, a na ile zmiana wizerunków. Jak np. myślę o kolegach i koleżankach z USA z tej samej profesji. Ze wszystkich znanych mi kobiet, które zrobiły karierę naukową, jest tylko jedna, która ma dziecko, też tylko jedno. A przecież USA to kraj, który przywiązuje wagę do polityki równościowej. Pewnej biologicznej różnicy nie da się zaprzeczyć, to kobiety zachodzą w ciążę i rodzą dzieci. Jak kobieta wraca do pracy, to jest rok, dwa w tyle za rówieśnikami.

– A ja znam kobietę, która w tym samym roku urodziła dziecko, obroniła doktorat i zrobiła drugi stopień specjalizacji medycyny. Ale ciągle postrzega siebie jako osobę słabą, potrzebującą męskiej pomocy i opieki. Czy stereotypy nie stoją czasem na drodze do samorealizacji?

– Jeśli ktoś ma skłonności i umiejętności wodzowskie, a urodził się kobietą, to ma kłopoty z podobnymi przekonaniami. Z drugiej strony stereotyp to taka brzydsza nazwa czegoś, co w rzeczywistości jest zupełnie normalnym zjawiskiem. Ludzie zwyczajowo mają pewne pojęcia, pewne kategorie, do pewnych kategorii sami siebie zaliczają i to jest ich tożsamość: ja taki jestem, jestem tym, ja jestem mężczyzną.
 
– Jaki będzie mężczyzna za 20 lat? Oprócz tego, że wciąż będą rozpraszać go myśli o seksie, będzie bardziej niż kobieta skłonny do bitki, no i będzie szybciej od niej biegał?

– Chciałby pan pewnie usłyszeć, że jeszcze bardziej wzrośnie społeczna ranga wartości wspólnotowych. Jednak nie wygląda na to, żeby tak się działo. W USA w ciągu ostatnich 40 lat stale się obserwuje przyrost sprawczości kobiet, pod względem sprawczości zanika różnica między mężczyznami a kobietami, dlatego że część kobiet upodabnia się do mężczyzn. Natomiast nie widać, żeby mężczyźni upodabniali się do kobiet. Gdyby patrzeć tylko na ten kawałek, można byłoby powiedzieć: no tak, już niedługo mężczyźni staną się kompletnie niepotrzebni.

– Czyli zagrożenie nie jest takie, że się do siebie upodobnimy, już prędzej grozi nam wyginięcie. Zwłaszcza gdy kobiety znajdą patent na to, jak się bez nas rozmnażać.

– To na szczęście nie jest takie proste. Niektórzy biolodzy twierdzą, że głównym powodem rozmnażania płciowego jest walka z pasożytami. Każdy z nas nosi w sobie miliony istnień pasożytujących na nas, które mają nad nami wielką przewagę – mogą mutować znacznie szybciej niż my. Jest taka koncepcja, która mówi, że rozmnażanie służy walce z pasożytami. One się przystosowują, dopóki nie pojawia się wielkie mieszanie genów męskich i kobiecych, wtedy powstaje zupełnie nowe środowisko, z którym nie są sobie w stanie poradzić. Więc jak na to spojrzeć z ogólniejszej perspektywy, to nie jesteśmy kobietom potrzebni tylko do noszenia walizek. Gdyby kobiety zostały same, toby przegrały z pasożytami. A poza tym nie zapominajmy, że mężczyzna to wynalazek na trudne czasy!

Mężczyźni są bardziej krańcowi od kobiet – średnio rzecz biorąc, płcie nie różnią się inteligencją, ale mężczyzn jest wyraźnie więcej na krańcach skali. Jeśli spotkamy prawdziwego idiotę, to najprawdopodobniej okaże się on mężczyzną, ale podobnie jest i z geniuszami. W więzieniach przebywa nieporównanie więcej mężczyzn niż kobiet (w Polsce tylko 3 proc. spośród 85 tysięcy osadzonych), ale jest ich znacznie więcej także wśród strażaków i ratowników, na polach bitew i platformach wiertniczych, w batyskafach i statkach kosmicznych. Tam, gdzie naprawdę ciężko, posyłamy mężczyzn. I tak było zawsze. Kryzys, nie kryzys – bez mężczyzn ani rusz!