1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Agnieszka Grochowska: Idę prosto

Agnieszka Grochowska: Idę prosto

fot. Bewphoto
fot. Bewphoto
Dlaczego nie grasz w komedii?! Jesteś zabawna – twierdzi Krzysztof Materna. Ale kto widzi vis comica Agnieszki Grochowskiej?

„Nie chcę inwestować w ten zawód całej siebie, choć to kuszące i uzależniające”. To słowa świeżo upieczonej absolwentki szkoły teatralnej. 

Naprawdę coś takiego powiedziałam?

Tak, w rozmowie ze mną w 2004 roku. I co, udało się nie wpaść w pracę po uszy? 

Myślę, że tak. Rzeczywiście od początku założyłam sobie, że będę robić wszystko, by nie stworzyć siebie alternatywnej, medialnej siebie wymyślonej, kogoś, kto robi karierę. Czyli żeby nie być kimś osobnym do tego, kim jestem.

Skąd już 13 lat temu taka dojrzałość?

Może z idealizmu, który zresztą jest we mnie cały czas. Teraz pewnie w znacznie mniejszym stopniu, bo mam dużo większą świadomość różnych ograniczeń. Nigdy nie interesowało mnie powierzchowne aktorstwo: żeby coś zagrać i po prostu wyjść.

Idealizm mógł zaprowadzić panią do zatracenia się w zawodzie.

Mógł. Ale nie zaprowadził, bo traktowałam ten zawód poważnie. Nie chciałam grać w średnich serialach dla pieniędzy, być w sytuacjach, w których być nie chcę. A ponieważ interesujących ról nie ma dużo, więc moje szanse na zatracenie się też nie były aż takie wielkie. Od początku dokonywałam radykalnych wyborów. Kiedy przychodziły superkomercyjne propozycje, czasem artystyczne, ale w których się nie odnajdywałam, to po prostu odmawiałam. I jak odmówiłam kilka razy z rzędu, że nie zatańczę albo nie zaśpiewam, to nikt już nie dzwoni z takimi propozycjami.

Skąd pani wiedziała, co jest ważne, a co mniej? 

Sama się nad tym zastanawiam. Z całą pewnością kształtuje nas rodzina, dom. Zawsze byłam blisko rodziców, dziadków, nawet na studiach nie musiałam wyjeżdżać do innego miasta jak wiele moich koleżanek i kolegów z roku. Pamiętam siebie z tamtych lat i nie wyobrażam sobie, żeby mogło mi odbić. Najzwyczajniej w świecie byłoby mi wstyd gwiazdorzyć. Za bardzo kochałam rodziców i dziadków, żeby nagle odlecieć, bo to by znaczyło nie móc się z nimi skomunikować.

Da się pogodzić pracę przy tak wysoko zawieszonej poprzeczce z zajmowaniem się domem, dziećmi? 

Moje życie zawodowe wygląda cały czas tak samo –  gram, potem długo nic, upływa lato, jesień, myślę sobie: „Tego roku już nic się nie zdarzy”. A tu nagle dzwoni Andrzej Wajda i zaprasza mnie na zdjęcia próbne do „Wałęsy”. Po trzech tygodniach okazuje się, że gram Danutę. I tak od lat. Ponieważ zdecydowałam się podjąć ryzyko czekania tak długo, jak trzeba, żeby dostać rolę, w którą rzucę się  na 800 procent, to w związku z tym mam dużo więcej czasu dla dzieci niż ktokolwiek inny, na pewno więcej niż kobieta na etacie. Niby czekam, a tak naprawdę zajmuję się dziećmi, swoim życiem, no bo czym mam się zajmować. Teraz realizuję jedno miłe zobowiązanie, czyli etiudę studentki drugiego roku reżyserii w Łodzi – Heleny Oborskiej. Jestem zachwycona jej talentem i przygotowaniem. Zaciekawił mnie jej projekt również dlatego, że to film gatunkowy, thriller. Szykują się dwa projekty teatralne i pięć filmowych, nie wiem jednak, co z tego uda się zrealizować. Mam nadzieję, że latem wejdę na plan, ale szczegółów na razie nie mogę zdradzić.

Zawód wymaga od pani absolutnego skupienia się na sobie, a dzieci ciągną w swoją stronę?

Ta prawda jest w jakimś sensie porażająca. Już nie mogę godzinami uczyć się tekstu zamknięta w swoim pokoju. Przygotowuję się w innym trybie, pracuję właściwie tylko wtedy, gdy dzieci idą spać albo po prostu gdy uda mi się wyjść z domu. Ostatnio miałam za zadanie nagrać w ciągu dwóch dni tekst na zdjęcia próbne do zagranicznej produkcji. Przepisałam go na kartki, włożyłam do kieszeni dresów i jak synek szedł spać albo przez chwilę zajmował się sobą, to wyjmowałam kartki i uczyłam się tekstu. W końcu pomyślałam: „Wyjdę z domu, skupię się, żeby zrobić to tak, jak chcę”. W międzyczasie zamówiłam lekarza, bo synek był trochę chory. Nagle spojrzałam na zegarek i uświadomiłam sobie, że lekarz przyjdzie do domu za minutę. Efekt mojego chwilowego oddania się pracy był taki, że się spóźniłam. Nie da się robić świetnie dwóch rzeczy jednocześnie. Mimo to staram się, żeby zawodowe sprawy na tym nie cierpiały, choć to trudne.

Co dało pani macierzyństwo?

Macierzyństwo – paradoksalnie, bo jak wiadomo, wiąże się z bardzo dużym wysiłkiem – dało mi elementarną radość z życia. Nigdy nie byłam jakąś straszną pesymistką, ale teraz dużo łatwiej jest mi cieszyć się drobnymi rzeczami. Od dzieci dostaję tyle energii, tyle poczucia sensu, że już nie trzeba innego powodu, żeby żyć.

A lęki o dziecko, o jego zdrowie, o to, żeby nic złego go nie spotkało?

Staram się nie żyć lękami. Być może jest tak, że to, co nam się przytrafia, to najlepszy wariant tego, co może nam się przytrafić. Bo to, co nas spotyka, to przecież wypadkowa naszych decyzji, naszej odwagi lub jej braku, gotowości do działania lub nie, tego, jakich ludzi spotykamy. Nie lubię projektować lęków także dlatego, że jak człowiek zakłada złe wydarzenia, to one przychodzą. Patrzę w przyszłość z założeniem, że będzie dobrze. Ale może patrzę tak teraz, kiedy moje dzieci są małe i kiedy mam poczucie panowania nad wszystkim, co ich dotyczy, kiedy łatwo zapewnić im bezpieczeństwo? Teraz noszę je na rękach dosłownie i w przenośni. Może ten lęk o dzieci pojawi się, gdy pójdą do szkoły? Nie wiem.

Dzieci weryfikują różne sprawy, także małżeństwo. Wiele związków rozpada się po przyjściu na świat dzieci.

Mogę powiedzieć, że walka trwa [śmiech]. Walczymy, żeby było dobrze.

Mąż gotuje.

Tak, nasi synowie od urodzenia obserwują tatę w kuchni, co uważam za coś bardzo cennego. Mam nadzieję, że będą potem razem gotować. Albo że w końcu nauczą mnie [śmiech]. Już teraz starszy syn bardzo pomaga, jego specjalizacją jest na razie mycie naczyń. Widać z tego, że naprawdę mam w życiu dużo lżej.

Za to mąż nie prowadzi samochodu.

No tak, tu z kolei on ma lżej, chociaż nie czuję się z tego powodu specjalnie obciążona. Lubię prowadzić samochód. Jak widać, podzieliliśmy się obowiązkami sprawiedliwie.

Oboje jesteście artystami. To dobrze wpływa na wasz związek?

Myślę, że dzięki temu lepiej rozumiemy siebie nawzajem. Oboje wykonujemy pracę, którą sami sobie tworzymy. U Darka to proces dużo bardziej długotrwały. Od napisania scenariusza, sfinansowania go, do realizacji mija czasem kilka lat. Wymaga to konsekwencji, dużego uporu i często wyłączenia się z rzeczywistości.

Dużo czasu spędzacie w swoim domu na Podlasiu. Jak pani, miejski człowiek, odnajduje się w wiejskim życiu?

Ja się tam totalnie odnajduję. Mam problem, żeby stamtąd wyjechać. Uważam, że człowiek jest częścią przyrody, a nie miasta. Przeczuwałam, że muszę mieć takie miejsce dla równowagi, złapania dystansu; teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia. Tam inaczej płynie czas, jest cisza, w której można usłyszeć coś ważnego na swój temat. Jest prawdziwe życie, tak inne od na przykład facebookowego.

Facebook dla aktora to ważne narzędzie do budowania wizerunku. 

Może się mylę, ale nie czuję, żeby stamtąd płynęło dla mnie coś ciekawego. Kieruję się w życiu intuicją. Śmieję się, że słyszę głosy, bo kiedy zadaję sobie jakieś pytanie, czy to zawodowe, czy prywatne, to wcześniej czy później przychodzi odpowiedź. Nie cierpię słowa „wizerunek”, nie wiadomo, co znaczy. Łatwo uwierzyć w to, jak postrzegają nas inni ludzie, czasem coś się do człowieka przykleja. Nie chcę być niewolnikiem tak zwanego wizerunku.

Pracowała pani w kilkunastu zagranicznych produkcjach. Pomogła nagroda Shooting Stars (dla obiecującej młodej aktorki), jaką przyznano pani w 2007 roku? 

Bezpośrednio z kontaktów, które wtedy uzyskałam, wynikła właściwie tylko jedna propozycja, czyli „Child 44”, jedyny amerykański film, w jakim miałam przyjemność zagrać – z Tomem Hardym. Ale to zabawne, bo nagrodę dostałam w 2007 roku, a na zdjęcia próbne zostałam zaproszona w 2013, czyli sześć lat później. To pokazuje, że nigdy nic nie wiadomo. Od momentu premiery „Child 44” dostaję co roku kilka bardzo fajnych zaproszeń na zdjęcia próbne do dużych produkcji.

Powiedziała pani kiedyś, że woli grać za granicą, bo nikt pani nie zna i nie szufladkuje.

Tam funkcjonuję bez kontekstu, co pozwala na cudownie świeży kontakt. Dzięki temu mogłam zagrać w norweskiej quasi-komedii „Upperdog”, bo kiedy przyszłam na zdjęcia próbne, nikt nie miał zielonego pojęcia, że nigdy nie grałam w komedii. A nie grałam, bo nikt mnie w niej nie widział. Oprócz Krzysztofa Materny, który uważa, że mam vis comica. Jak się spotykamy, ciągle pyta: „Dlaczego nie grasz w komedii? Jesteś totalnie zabawna”.

Reżyserzy obsadzają aktorów według klucza.

Kiedy Filip Marczewski zdecydował, że obsadzi mnie w kontrowersyjnej roli w filmie „Bez wstydu”, wiele ludzi mówiło mu, że to błąd, że nie będę umiała tej roli zagrać, bo wcześniej nic podobnego nie grałam. A on odpowiadał: „No właśnie dlatego mnie ciekawi”.

Czego by pani nigdy w filmie nie zrobiła?

Na pewno nie chciałabym robić czegoś, co jest manipulacją. Wszystko polega na zaufaniu, z jednej strony do wypowiedzi artystycznej, pod którą chcemy się podpisać, a z drugiej – do reżysera.

I dlatego dobrze się pani pracuje z mężem?

Pracuje się bardzo dobrze, ale ciężko.

Bliska osoba jest bardziej wymagająca?

Też, ale przede wszystkim dlatego, że dużo więcej furtek się wtedy otwiera. Zaufanie do męża sprawia, że mniej się boję, więc wchodzę w rolę dużo głębiej, co oznacza dużo silniejsze doświadczenie. Wiem, że jestem totalnie akceptowana, więc mogę zaryzykować, zmienić dialog, stanąć na głowie, krzyczeć wszystko jedno co, jeżeli tylko będę miała taki bodziec, żeby to zrobić. Darek z kolei ma zaufanie do mnie. Wie, że dochodzenie do roli to proces, że moje emocje rosną i rosną i że w końcu muszę je wypuścić, żeby za chwilę zagrać inaczej. Ale z mężem pracuję sporadycznie.

Za niespełna trzy lata skończy pani 40 lat. Jaki to moment w pani życiu?

Ale mi pani wypomniała! [Śmiech]. Myślę, że póki żyjemy, to zawsze jest interesujący moment. Zrobiłam wystarczająco dużo, żeby mieć teraz fajny rodzaj pewności siebie. Ale mam też siłę i ciekawość nowych rzeczy, podejmowania ryzyka w stopniu dużo większym, niż kiedy byłam młodsza i kiedy bałam się popełniania błędów. Teraz chciałabym poprzekłuwać różne balony. Wiem już, że czas mija, że nie ma na co czekać. Mam jasność, czym jest teraz moje życie. Czymś konkretnym, namacalnym. Wspaniałym i trudnym. Jest w nim miejsce na pracę, rodzinę, czyli na wszystko, co najważniejsze.

Agnieszka Grochowska: aktorka teatralna i filmowa, laureatka Złotego Lwa na Festiwalu Filmowym w Gdyni za drugoplanową rolę kobiecą w filmie „Trzy minuty. 21:37” i za pierwszoplanowe role w filmach „W ciemności” oraz „Obce niebo”. Mama dwóch synów: 4,5-letniego i niespełna rocznego.

 

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Świąteczne inspiracje prezentowe

Zobacz galerię 8 Zdjęć
Nie masz pomysłu na wyjątkowy prezent dla najbliższych? Mamy dla Ciebie kilka inspiracji. Anielskie włosy, piękna fryzura i promienna cera to prezent, który możesz podarować tym, których kochasz.

ANIELSKIE WŁOSY W STYLU EKO

Najmodniejsza na świecie marka kosmetyków do włosów, KEVIN.MURPHY, to strzał w dziesiątkę. W szczególności dla wielbicielek najnowszych trendów, ekologii oraz… posiadaczek cienkich włosów! Zestaw SPEAKING VOLUMES, w skład którego wchodzi szampon ANGEL.WASH oraz odżywka ANGEL.RINSE w połączeniu z kultowym lakierem SESSION.SPRAY, sprawi, że te święta będą wyjątkowo piękne oraz pełne objętości.

KEVIN.MURPHY SPEAKING VOLUMES, 234 zł (hair2go.pl) KEVIN.MURPHY SPEAKING VOLUMES, 234 zł (hair2go.pl)

HANDMADE STORY

Dla miłośniczek rękodzieła trafionym prezentem będą zestawy spinek TURTLE STORY. Ręcznie wykonane szylkretowe spinki o nietuzinkowych kształtach będą idealnym uzupełnieniem świątecznych fryzur. Zapakowane są w ekologiczne oraz ozdobne pudełko.

TURTLE STORY – zestaw 2 spinek od 69 zł  (hair2go.pl) TURTLE STORY – zestaw 2 spinek od 69 zł  (hair2go.pl)

ŚWIĄTECZNA REGENERACJA

Dla miłośniczek profesjonalnej pielęgnacji włosów wybierz niezawodny zestaw regenerujący OLAPLEX. To doskonałe rozwiązanie dla posiadaczek każdego rodzaju włosów. Wszystkie produkty z tej serii zawierają specjalnie opatentowany składnik, który wnika w głąb włosa, naprawiając je od wnętrza. To prezent, który gwarantuje piękne i zdrowe włosy nie tylko od święta!

OLAPLEX zestaw; 249 zł (hair2go.pl) OLAPLEX zestaw; 249 zł (hair2go.pl)

PROMIENNA CERA

Dla wielbicielek prostej i skutecznej pielęgnacji twarzy wybierz zestaw od GLOV. Jest to niezbędny duet pielęgnacyjny każdej kobiety. W zestawie antycellulitowa rękawiczka do peelingu ciała oraz rękawiczka, która w mgnieniu oka zmywa makijaż tylko przy użyciu wody. Natomiast dla miłośniczek koreańskiej pielęgnacji postaw na zestaw 5 masek od PIBU, przeznaczonych do różnego rodzaju cery lub elastyczną maseczkę kształtującą owal twarzy od SKEDERM. Maski w płachcie to nie tylko idealny pomysł na prezent, ale również doskonały sposób na zimową pielęgnację skóry twarzy.

PIBU zestaw masek, 289 zł; SKEDERM PEPTIDE LIFTING BAND 5 szt., 259 zł; GLOV IT'S A MATCH 49 zł/ hair2go.pl PIBU zestaw masek, 289 zł; SKEDERM PEPTIDE LIFTING BAND 5 szt., 259 zł; GLOV IT'S A MATCH 49 zł/ hair2go.pl

LUKSUS DLA WŁOSÓW

Wymagającej i ceniącej najwyższej jakości pielęgnację podaruj wyjątkowy zestaw nawilżający do włosów od Alterny. Ta wyjątkowa linia z ekstraktem z kawioru intensywnie nawilża, wzmacnia i odżywia suche oraz problematyczne włosy. W zestawie znajduje się nawilżający szampon oraz odżywka wraz z elegancką, skórzaną kosmetyczką. Podaruj jej w prezencie piękne włosy oraz odrobinę luksusu.

ALTERNA CAVIAR MOISTURE DUO, 199 zł/hair2go.pl ALTERNA CAVIAR MOISTURE DUO, 199 zł/hair2go.pl

DLA VEGE MANIACZKI

Profesjonalne, wegańskie oraz nietestowane na zwierzętach kosmetyki do włosów to zdecydowanie prezent, który zadowoli każdą miłośniczkę ekologii. SHARK BAY od Eleven Australia to zestaw dedykowany dla posiadaczek cienkich oraz pozbawionych objętości włosów. Szampon oraz odżywka odbiją je od nasady, a sól morska doda im tekstury, tworząc naturalne fale. Podaruj jej włosy pełne objętości oraz… australijskiego słońca.

ELEVEN AUSTRALIA SHARK BAY 175 zł/hair2go.pl ELEVEN AUSTRALIA SHARK BAY 175 zł/hair2go.pl

W MĘSKIM STYLU

Jeśli szukasz prezentu dla swojego ukochanego mężczyzny postaw na praktyczne rozwiązanie. Wybierz zestaw FRESH MIX od marki KEVIN.MURPHY, który zawiera wszystko to, czego potrzebuje zadbany oraz nowoczesny mężczyzna. W zestawie znajduje się stymulujący szampon i odżywka, oraz dwie mini pasty do stylizacji. Poszukiwania idealnego prezentu dla Niego możesz uznać za zakończone sukcesem.

KEVIN MURPHY FRESH.MIX 234 zł/hair2go.pl KEVIN MURPHY FRESH.MIX 234 zł/hair2go.pl

Propozycje prezentów dostępne na

  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.