Urodzona w ubóstwie Eva Duarte po ślubie z Juanem Perónem została elegancką pierwszą damą Argentyny i ulubienicą argentyńskiej biedoty. Za życia Evy i po jej śmierci starano się przedstawiać ją jako duchową przywódczynię kraju. Zdaniem niektórych zasłużyła na miano świętej.
Tekst jest fragmentem książki Kathryn Hurlock „Tam, dokąd ciągną tłumy. Historia świętych miejsc” (wyd. ZNAK)
W 1953 roku, czyli rok po śmierci żony prezydenta Argentyny Evy Perón, w stolicy kraju Buenos Aires ogłoszono projekt wielkiego pomnika ku jej czci. Brytyjski magazyn ilustrowany „The Sphere” opublikował artystyczną wizję gigantycznego, 135-metrowego monumentu, który przedstawiał argentyńskiego robotnika stojącego na masywnym cokole. Inne słynne pomniki, takie jak Statua Wolności (czterdzieści pięć metrów) i Chrystus Odkupiciel w Rio de Janeiro (trzydzieści siedem metrów), wyglądałyby przy nim jak karzełki. Aby czytelnicy mogli sami się o tym przekonać, gazeta zamieściła odpowiedni rysunek. Pomnik miał stanąć przed Pałacem Prezydenckim w Buenos Aires i górować nad całym miastem. W środku postumentu tego olbrzyma zamierzano umieścić srebrny sarkofag z prochami Evy Perón, ozdobiony rzeźbą śpiącej zmarłej. W artykule pisano, że pani prezydentowa wniosła swój wkład w projekt po obejrzeniu grobu Napoleona w Paryżu i że pomnik stanie się celem pielgrzymek narodu argentyńskiego.
Pomnik nigdy nie powstał. Przez długie lata kwestia tego, co zrobić z doczesnymi szczątkami byłej pierwszej damy, i czy w ogóle ją w jakiś sposób upamiętnić, pochłaniała wiele czasu i energii oficjalnych czynników argentyńskich, nie mówiąc o prasie krajowej i zagranicznej.
Sprawa prochów Evy Perón i pamięć o niej odgrywała istotną rolę w polityce argentyńskiej drugiej połowy XX wieku.
Trwała pamięć o Evicie i jej kult w pewnych kręgach argentyńskiego społeczeństwa sprawiają, że ludzie odbywają pielgrzymki ku jej czci, choć nie ma ona swojego sanktuarium – w przeciwieństwie na przykład do Elvisa Presleya czy Lenina, innych sławnych postaci XX wieku. Evita stała się przedmiotem adoracji, która najbardziej przypomina kult świętej, łącznie z symboliką religijną i opowieściami o cudach. Historia Evy Perón, Buenos Aires i pielgrzymek do miejsc z nią związanych to dzieje rywalizacji i władzy. Ludzie kochający Evitę od dnia jej śmierci podejmowali pielgrzymki, żeby w ich trakcie poczuć obecność swojej idolki. Ci, którzy bali się jej symbolicznej mocy, usiłowali im w tym przeszkodzić. Kult Evity w Buenos Aires pokazuje, jak wielkie znaczenie może zyskać cel politycznych pielgrzymek i jak ważne miejsce może on zająć w narodowej wyobraźni.
Eva Perón urodziła się jako Eva Duarte, ale światową sławę zdobyła jako Evita. Była najmłodszym z pięciorga nieślubnych dzieci i razem z rodzeństwem została porzucona przez ojca, gdy miała zaledwie rok. Zdecydowana za wszelką cenę wyrwać się z biedy i zostać aktorką, w wieku piętnastu lat przyjechała z zapadłej prowincji do Buenos Aires. Tu zrobiła karierę jako aktorka radiowa. W styczniu 1944 roku podczas imprezy dobroczynnej na rzecz ofiar trzęsienia ziemi poznała pułkownika Juana Peróna. Jesienią 1945 roku wzięli ślub; Eva miała wówczas dwadzieścia sześć lat. Rok później Perón został wybrany na prezydenta Argentyny, a Evita odegrała istotną rolę w jego kampanii wyborczej. Korzystając z doświadczenia radiowego, wygłaszała mowy na antenie, skierowane zwłaszcza do ubogich, i towarzyszyła mężowi w podróżach po kraju. Sześć lat później zmarła na raka szyjki macicy.
W czasie prezydentury Peróna Evita pracowała w ministerstwach pracy i zdrowia, założyła też fundację pomocy ludziom będącym w potrzebie, Fundación de Ayuda Social María Eva Duarte de Perón. Nieoficjalnie odgrywała znacznie ważniejszą rolę polityczną, ale większość czasu poświęcała pomaganiu ludziom ze sfery, z której sama pochodziła, czyli argentyńskim ubogim zwanym descamisados (dosłownie „ludzie bez koszul”). Była dla nich Panią Nadziei, a dla jednego z admiratorów „naszą małą Madonną z Ministerstwa Opieki Społecznej”. Ludzie biedni i nieradzący sobie w życiu nazywali ją Matką Pokornych i Potrzebujących i pisali do niej tysiące listów. Evita trzymała w biurze gotówkę, żeby wspomagać drobnymi kwotami tych, którzy przychodzili do niej po pomoc. Nikt nie wyszedł od niej z pustymi rękami. Dotykała chorych i cierpiących, nawet jeśli mogła się czymś od nich zarazić, aby ich pocieszyć i okazać współczucie. To, że nigdy nie zachorowała, dowodziło – zdaniem jej wielbicieli – że była świętą. Tyle tylko, że ta święta nosiła ubrania od znanych projektantów, kosztujące zapewne więcej niż przeciętny descamisado zarabiał przez całe życie.
Czytaj także: Maria Skłodowska-Curie: Noblistka. Skandalistka. Feministka? I – co pewnie zaskakujące – bohaterka współczesnej młodzieży
Rząd peronistowski wkładał wiele wysiłku, nawet na arenie międzynarodowej, w to, żeby otoczyć Evitę, a w mniejszym stopniu jej męża, nimbem świętości. Podróż pary prezydenckiej do Europy w 1947 roku określono w Argentynie mianem „cudu”. We frankistowskiej Hiszpanii nazwano Evitę Honorową Służebnicą Matki Boskiej z Macareny. W Argentynie indoktrynacja zaczynała się wcześniej. Autobiografia Evity La razón de mi vida (Sens mojego życia) była lekturą obowiązkową w argentyńskich szkołach podstawowych, a uczniowie dowiadywali się, że Juan Perón należy do „ludzi, którzy tworzą nowe religie”. Na łożu śmierci Evita miała powiedzieć jednemu z gości, że ci, których spotykała, patrzyli na nią z „wyrazem zachwytu, jak gdyby była istotą nadprzyrodzoną”. Kiedy umierała, mąż nazwał ją „kobietą, którą zesłało mu przeznaczenie, aby kierowała jego krokami”. Nie pominięto żadnej okazji, żeby uczynić z niej w Argentynie obiekt kultu. Kulminacją tych starań była uchwała argentyńskiego Kongresu o nadaniu Evicie tytułu Duchowej Przywódczyni Narodu. Stało się to w dniu jej urodzin (jak się okazało – ostatnich).
Evita nie była bynajmniej kochana przez wszystkich, ale jej kult, zarówno za życia, jak i po śmierci, miał szeroki zasięg i wielką siłę oddziaływania. Szerzono go przez wysokonakładowe gazety i czasopisma, a także liczne książki. To, co pisali wielbiący Evitę autorzy, było przyjmowane za pewnik, bezkrytycznie powtarzane i cytowane. W ten sposób kształtował się wizerunek kobiety bez skazy, który w rzeczywistości opierał się na bardzo chwiejnych podstawach. Określano ją jako świętą (dosłownie i w przenośni), ponieważ działała na rzecz ubogich, zwłaszcza za pośrednictwem założonej przez siebie fundacji, dotykała chorych i troszczyła się o nich, zapadła na śmiertelną chorobę i bardzo cierpiała w ostatnich miesiącach życia, i w końcu odeszła z tego świata w wieku trzydziestu trzech lat, czyli w tym samym, w jakim Chrystus umarł na krzyżu. Popularyzowaniu obrazu św. Evity sprzyjało oczywiście to, że gazeta, która miała w tej dziedzinie największe zasługi, „Democracia”, od 1947 roku należała do niej.
Gdyby Evita żyła dłużej, być może utraciłaby część otaczającego ją nimbu i, tak jak jej odsunięty od władzy mąż, skończyłaby w niesławie. Ale jej śmierć w lipcowy wieczór 1952 roku uczyniła z niej męczennicę.
Objawy żałoby były powszechne. Po ogłoszeniu komunikatu kina natychmiast zaprzestały wyświetlania filmów, spektakle teatralne przerwano, bary i restauracje wyprosiły gości, w witrynach sklepowych zgaszono światła, a gazety ukazały się z czarnymi obwódkami. Najbardziej zrozpaczeni wyszli na ulice, głośno płacząc i zawodząc. Wydano zarządzenie o otwarciu wszystkich kościołów, aby wierni mogli się pomodlić za duszę zmarłej, i jedna z gazet napisała, że argentyńskie świątynie nigdy dotąd nie widziały takich tłumów. Atmosferę żarliwej religijności w okresie żałoby podgrzało jeszcze przywiezienie do Argentyny krzyża z Jerozolimy przez franciszkańskich misjonarzy wracających z Ziemi Świętej. Ich podróż, mająca charakter pokuty i duchowej krucjaty, nie była związana ze śmiercią Evity.
Czytaj także: Sylvia Plath i Ted Hughes – poezja i dramat małżeńskiego piekła
Ludzie, którzy przyszli oddać cześć krzyżowi, połączyli się z osobami spragnionymi religijnej pociechy w żałobie. Cały kraj ogarnęła nieomal mania religijna. Najwyraźniej było to widać podczas procesji z franciszkańskim krzyżem w mieście San Miguel de Tucumán w północnej Argentynie. Krzyż wieziono na lawecie wśród nieprzebranych tłumów. Na głównym placu miasta zakonnik Antonio Rivas wygłosił z prowizorycznej ambony kazanie, w którym wprost porównał chorobę i śmierć Evity do męczeństwa Chrystusa na krzyżu. Według niego kobieta ta dźwigała swój krzyż, mając „w pamięci Kalwarię”. W domach, a nawet w kościołach, budowano ołtarzyki ze zdjęciem Evity, z kwiatami, świecami i różańcami. Odbyło się kilka pielgrzymek, których uczestnicy modlili się za zmarłą. W mieście Trancas w północnej Argentynie żałobnicy zanieśli figurę św. Franciszka Solana do miejscowego świętego źródła, modląc się po drodze za duszę Evity.
Nic więc dziwnego, że jeszcze przed złożeniem ciała do grobu, co, jak zobaczymy, bardzo się odwlekło, zaczęto mówić o pielgrzymkach – czy to w odniesieniu do tłumów napływających do Pałacu Unzué w Buenos Aires, gdzie zmarła Eva, czy do ludzi przybywających do miasta, żeby zobaczyć jej ciało. Gazeta „Illustrated London News” pisała o „ogólnokrajowej pielgrzymce do Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej”, w którego siedzibie przez trzynaście dni po śmierci Evity były wystawione jej zwłoki. W reportażu z pogrzebu amerykański tygodnik „Time” pisał: „W minionym tygodniu w lodowatym deszczu około 700 tysięcy Argentyńczyków odbyło pielgrzymkę do jej trumny w Buenos Aires”. Jeszcze więcej stało przy drodze, którą wieziono ciało z gmachu Kongresu do siedziby konfederacji związków zawodowych.
To, że kult Evity osiągnął tak skrajną postać, nie jest zaskakujące, bo przecież peronizm praktycznie zastąpił w Argentynie Kościół katolicki. I Perón, i jego żona korzystali z poparcia Kościoła, ale oboje umieli zręcznie wykorzystywać jego wpływy do własnych celów. Juan Perón zwieńczył swą pierwszą kampanię prezydencką wizytą w Bazylice Najświętszej Marii Panny z Luján, gdyż wiedział, że demonstracja wiary ma ogromne znaczenie polityczne. Po zwycięstwie wyborczym wraz z żoną chętnie używali symboliki religijnej, żeby uwiarygodnić się w roli duchowych przywódców narodu. Szczególnie gorliwie czyniła to Evita. A gdy umarła, oficjalne fotografie wystawionych zwłok podkreślały jej przywiązanie do wiary katolickiej.
Przedwczesna śmierć wyniosła status Evity na jeszcze wyższy poziom, a okres żałoby – podobnie jak wiele późniejszych wydarzeń – był ściśle kontrolowany przez reżim peronistowski. Decyzję o obsadzeniu Evity w roli świętej podjęto z rozmysłem. Wszystkie jej wizerunki w druku musiały nosić oficjalny stempel. Perón i jego zwolennicy lansowali ideę Evity Dziewicy, a nadmorskie miasto La Plata, położone niedaleko Buenos Aires, zostało przemianowane na Ciudad Eva Perón. Gazeta „Democracia” nazwała ją świętą, a francuski dziennik „Le Monde” napisał, że była „Madonną argentyńskiej biedoty”. Zabiegi dążące do upamiętnienia Evity jako Dziewicy stały się jeszcze bardziej energiczne. W jednej z pieśni była „zbawicielką narodów”, a młodzież szkolna modliła się do niej słowami: „Evito, przyrzekam, że będę grzeczny, tak jak sobie tego życzysz, będę chwalił Boga, kochał ojczyznę i troszczył się o generała Peróna” oraz „Mamusia nauczyła mnie, jak się modlić. W swoich modlitwach nigdy nie zapominam o Evie Perón, naszej matce duchowej”.
Czytaj także: Michalina Wisłocka – kobieta, która nauczyła Polaków miłości
W Argentynie rozlegały się nawet wezwania do jej kanonizacji; jeden ze związków zawodowych wysłał odpowiednią petycję do Watykanu. Według wyznawców Evity to, że nie została ona wyniesiona na ołtarze, było pożałowania godnym niedopatrzeniem papieża. Kiedy w 2013 roku urodzony w Buenos Aires kardynał Jorge Mario Bergoglio został papieżem Franciszkiem, zwolennicy Evity we wspomnianym związku zawodowym znów podjęli próbę doprowadzenia do jej kanonizacji. Liczyli, że sympatyzujący z peronistami Franciszek odniesie się do tego pomysłu przychylnie, ale ich starania nie odniosły skutku. Pomimo braku oficjalnego uznania kult Evity szerzył się nadal i Buenos Aires stało się miejscem świętym jego wyznawców. W 2021 roku grupa pielgrzymów przyniosła do domu należącego swego czasu do Juana Peróna w San Vincente na dalekich południowych przedmieściach stolicy figurę Matki Boskiej z Luján z jego inicjałami wyrytymi na szacie Madonny. Najwidoczniej pielgrzymi czcili zarówno Juana, jak i Evę Perón, a jeden z nich, Gabriel Duna, przywódca neoperonistowskiego Ruchu Evity, twierdził, że polityka prezydenta Peróna i działalność jego żony „najbardziej przypominają Dobrą Nowinę”.
W pierwszą rocznicę śmierci Evity odbyły się w Buenos Aires okolicznościowe uroczystości. Budynek, w którym były wystawione jej zwłoki, przystrojono kwiatami, a na ulicach tysiące ludzi trzymały w rękach świece i modliły się za Evitę. Milczący tłum wysłuchał laudacji, w której nazwano ją „cudem miłości, doskonałą apostołką i symbolem… wybranką narodu… matką pokornych”. W sklepowych witrynach stanęły ołtarzyki, a Kongres złożył jej hołd jako „najwierniejszej tłumaczce prawdziwego przesłania Peróna”. Makietę przyszłego pomnika Evity ustawiono w miejscu publicznym, a ludzie godzinami stali w kolejce, żeby ją obejrzeć.
Zaraz po śmierci Evy Perón dr Pedro Ara przygotował jej ciało do balsamowania. Po wstępnych zabiegach, które miały opóźnić proces rozkładu, zawieziono je do siedziby Ministerstwa Pracy i wystawiono na widok publiczny. Przez trzynaście dni trwała procesja tysięcy ludzi, którą zatrzymano dopiero, gdy wystąpiły oznaki odwodnienia zwłok. Wyniesiono je wówczas z ministerstwa i obok tysięcy żałobników zawieziono do siedziby konfederacji związków zawodowych. W ciągu następnego roku doktor Ara pracował tam nad przygotowaniem zwłok do trwałego zabalsamowania.
Evita miała spocząć w cokole owego monumentalnego pomnika, którego opis rozpoczyna ten rozdział. Mówiło się, że Perón chce użyć ciała zmarłej jako celu powszechnych pielgrzymek, żeby wzmocnić swoją pozycję, ale budowa pomnika się przeciągała. Nikt dokładnie nie wiedział, co zrobić z ciałem Evity, pozostało więc tam, gdzie było. Kiedy po wojskowym zamachu stanu w 1955 roku Perón udał się na wygnanie, nie zabrał go ze sobą. Trumna ze zwłokami na pewno utrudniałaby mu podróż przez Paragwaj, Panamę i Wenezuelę do Hiszpanii, ale wydaje się, że po prostu o nich zapomniał. Prace nad pomnikiem zostały wstrzymane. Nowy rząd argentyński pragnął zatrzeć wszelkie ślady peronizmu, nie było więc mowy, żeby pozwolił na pomnik żony Peróna w stolicy kraju. Musiał jednak zdecydować, co zrobić z ciałem Evity, które otrzymał w spadku po Perónie.
Nie chcąc dopuścić do tego, żeby stało się ono relikwią peronistów, kilka dni przed Bożym Narodzeniem 1955 roku rządząca junta „porwała” zwłoki i umieściła je na poddaszu, nad biurem szefa wywiadu wojskowego. Ten najpewniej zamierzał je pochować, ale ilekroć szykował transport, obok ciężarówki wyrastała zaraz prowizoryczna kapliczka. Przez dwa lata przechowywał więc trumnę w swoim biurze, w pozycji stojącej, a potem zapomniał o niej powiedzieć swemu następcy, który natknął się na nią kilka dni po objęciu stanowiska.
W końcu junta postanowiła wyekspediować zwłoki Evity za granicę, żeby tam je pochować. Dla zmylenia czujności wyznawców dwadzieścia pięć identycznych trumien obciążono balastem i wywieziono do różnych miejsc w kraju. Rozsiewano plotki, że zwłoki Evity zostały wysłane do argentyńskich ambasad we Włoszech, w Niemczech i we Francji. Fortele odniosły skutek; nikt nie wiedział, dokąd trafiło ciało. Jedni twierdzili, że zostało pochowane w Chile albo w Urugwaju. Inni, że na wyspie Martín García u ujścia La Platy. Jeszcze inni, że zostało skremowane za granicą.
Zwłoki Evity udało się odnaleźć dopiero w 1971 roku. Została pochowana w maju 1957 roku na największym mediolańskim cmentarzu w dzielnicy Musocco pod nazwiskiem Maria Maggi Magistris. Zabalsamowane, ale noszące już ślady upływu czasu ciało potajemnie ekshumowano i przewieziono do Hiszpanii, do domu Juana Peróna i jego trzeciej żony, Isabel. Trzymano je w jadalni i goście Perónów mogli je oglądać.
W 1973 roku Juan Perón wrócił do Argentyny – i do władzy. Peronizm znów był na fali. Kult Evity otrzymał nowy zastrzyk państwowego wsparcia, a na ulicach Buenos Aires jeszcze raz pojawiły się plakaty z jej wizerunkiem. Sama Evita jednak wciąż znajdowała się w Hiszpanii, gdzie pozostawił ją Perón. Dopiero kiedy partyzanci Montoneros wykradli zwłoki byłego prezydenta Aramburu z cmentarza La Recoleta i zażądali repatriacji ciała Evity, przywieziono je do kraju. Pojawiły się nowe projekty zbudowania wspaniałego grobowca, ale Isabel, która po śmierci Juana w lipcu 1974 roku została prezydentem Argentyny, zdecydowała umieścić Evitę w krypcie pałacu prezydenckiego obok męża. Kiedy po wojskowym zamachu stanu w 1976 roku straciła władzę, zwłoki Evity zostały stamtąd usunięte.
22 października 1976 roku ciało Evity zostało w końcu oddane rodzinie Duarte i spoczęło na cmentarzu La Recoleta w Buenos Aires. Pomimo licznych projektów wielkich pomników i wystawnych grobowców jej aktualne miejsce spoczynku niczym szczególnym się nie wyróżnia. Rodzinny grobowiec z napisem „Rodzina Duarte” jest niewielką budowlą w stylu neogotyckim, stojącą wśród tysięcy innych i wyglądającą dość zwyczajnie. Nazwisko Evity widnieje na małej tabliczce, którą łatwo byłoby przeoczyć, gdyby nie liczne podarki pozostawiane przez pielgrzymów. Żeby mieć pewność, że jej ciało nie będzie więcej niepokojone, zatrudniono firmę z doświadczeniem w budowie skarbców bankowych. Pod grobowcem zbudowała ona komorę bezpieczeństwa, a pod nią jeszcze jedną – specjalnie dla Evity.
Grób nadal przyciąga licznych pielgrzymów, czy to ciekawskich turystów, czy wyznawców kultu Evity. W reportażu fotograficznym zamieszczonym w jednej z brytyjskich gazet z okazji siedemdziesiątej rocznicy jej śmierci znalazło się zbliżenie kobiecych dłoni z paznokciami pomalowanymi na czarno, trzymających biały goździk i małe zdjęcie Evity. Stan tego zdjęcia wskazywał, że jego właścicielka nosi je ze sobą od wielu lat. Widać na nim twarz Evity na tle białego koła, co wygląda tak, jakby jej głowę otaczała aureola. Pod fotografią w gazecie znajdował się podpis: „Kobieta trzyma zdjęcie Perón, czekając w kolejce do grobu pierwszej damy”. Była tylko jedną z dziesiątków tysięcy osób, które odwiedziły owego roku cmentarz La Recoleta. Na grób Evity przychodzi tylu ludzi, że bywa on nazywany la tumba sin paz (grób, który nie zna spokoju).
Z biegiem lat prawie wszystkie miejsca w Buenos Aires związane z Evą Perón, a w jakimś stopniu także z jej mężem, stały się celem pielgrzymek. Odbywają je ludzie, którzy uważają ją za świętą albo są zwolennikami peronizmu. Żeby wyznawcy kultu Evity nie gromadzili się pod Pałacem Unzué, w 1958 roku junta, która obaliła Peróna, kazała go zburzyć, a plac przeznaczyła pod budowę argentyńskiej Biblioteki Narodowej. Inne miejsca przetrwały. Popularność zyskała kawiarnia, w której Juan i Eva bywali regularnie. Otaczana jest tak wielką czcią, że w środku znajduje się kapliczka poświęcona Evicie. Do trasy pielgrzymkowej włączono też miejsca leżące daleko poza stolicą, na przykład jej dom rodzinny, który jest licznie odwiedzany i stał się jeszcze jednym sanktuarium (ang. shrine). Jeśli ktoś wierzy w siły nadprzyrodzone i szuka dowodów świętości Evity, może uznać za znamienny fakt, że premiera filmu Evita z 1996 roku z Madonną w roli tytułowej odbyła się w Shrine Auditorium w Los Angeles.
Duża liczba sanktuariów i miejsc pielgrzymkowych związanych z Evą Perón nie jest zapewne niczym dziwnym. Katolicka Argentyna miała i nadal ma skłonność do kanonizowania niektórych świeckich – dość wspomnieć o miłości Argentyńczyków do Diego Maradony. Evita korzystała na tej przypadłości swoich rodaków, gdy była żoną Peróna, używając symboli i wydarzeń związanych z Matką Boską do kształtowania swojego publicznego wizerunku. Jej popularność jest też odbiciem zmiany sytuacji gospodarczej w Argentynie. Na początku XXI wieku, gdy stopa bezrobocia przekroczyła 20 procent, a prawie połowa społeczeństwa żyła w biedzie, nastąpił gwałtowny wzrost zainteresowania jej osobą.
Pod koniec lata 2004 roku Buenos Aires zyskało nową relikwię. Aerolíneas Argentinas Fundación podarowała argentyńskiemu Kongresowi całun okrywający przez trzy lata ciało Evity w jadalni Juana Peróna. Całun ten nabył Antonio Mata, prezes argentyńskich linii lotniczych, na licytacji w Rzymie, zorganizowanej przez renomowany dom aukcyjny Christie’s. Politycy argentyńscy, pamiętając o tym, jak drażliwa jest kwestia Evity i peronizmu, postanowili umieścić całun w oszklonej gablocie w Sali Błękitnej gmachu Kongresu, pomieszczeniu mającym neutralny charakter. Pięćdziesiąt dwa lata po śmierci Evity jej kult w stolicy jest wciąż żywy i ma wpływ na argentyńską politykę.
Urodzona w ubóstwie Eva Duarte po ślubie z Juanem Perónem została elegancką pierwszą damą Argentyny i ulubienicą argentyńskiej biedoty. Za życia Evy i po jej śmierci starano się przedstawiać ją jako duchową przywódczynię kraju; zdaniem niektórych zasłużyła na miano świętej.
Grobowiec rodziny Duarte na cmentarzu La Recoleta w Buenos Aires stał się miejscem pielgrzymek wielbicieli Evy Perón, którzy składają tu kwiaty i podarunki. Jej prochy spoczywają głęboko pod ziemią, co ma je chronić przed wykradzeniem i profanacją.