Lata 70. wracają do mody od kilku sezonów, ale Chloé właściwie nigdy się z nimi nie rozstała. To jedna z najważniejszych dekad w historii domu mody i do dziś wyraźny punkt odniesienia dla jego estetyki. W Le Nectar perfumiarz Romain Almairac sięga po składniki dobrze znane klasycznej perfumerii - kwiat pomarańczy, różę, paczulę czy bób tonka. Efekt? Ciepły, świetlisty zapach, który ma w sobie coś znajomego, ale bez zbędnej nostalgii.
Żeby zrozumieć Le Nectar, warto cofnąć się trochę dalej niż do historii perfum Chloé. Gaby Aghion założyła markę w Paryżu w 1952 roku. Urodzona w Aleksandrii projektantka zaproponowała wówczas coś, co dziś wydaje się oczywiste, ale w latach 50. było zmianą reguł gry: luksusową modę ready-to-wear. Zamiast sztywnej haute couture - ubrania miękkie, swobodne, przeznaczone do życia.
W latach 70., gdy z Chloé związany był Karl Lagerfeld, ten pomysł rozwinął się na dobre. W archiwach marki z tego okresu są płynne sylwetki, lekkie jedwabie, peleryny, ubrania, które poruszają się razem z ciałem. Sama Chloé mówi o fluidity i freedom of movement. I nie jest przypadkiem, że właśnie do tej dekady tak chętnie wraca dziś dyrektorka kreatywna marki Chemena Kamali.
Pierwszy zapach Chloé pojawił się w połowie lat 70. Była to intensywnie kwiatowa kompozycja z tuberozą w centrum, charakterystyczna dla swojej epoki. Ten fragment archiwum nie został zresztą zapomniany. W kolekcji Atelier des Fleurs kompozycja funkcjonuje dziś jako Tuberosa 1974 - kremowa, aksamitna, lekko miodowa.
Nowe perfumy nie są prostą reinterpretacją tamtego zapachu, ale łączy je pewien sposób myślenia o kwiatach. Nie są wykorzystane tylko jako delikatne tło. Kwiatowe nuty mają gęstość, zmysłowość.
A potem był rok 2008 i Chloé Eau de Parfum - zapach, który dla wielu osób do dziś jest po prostu synonimem Chloé. Michel Almairac i Amandine Clerc-Marie zbudowali go wokół róży: świeżej, lekko owocowej i pudrowej, zestawionej m.in. z piwonią, frezją i liczi. To właśnie ta kompozycja w dużej mierze ukształtowała współczesny zapachowy wizerunek marki. Nazwisko Almairac pojawia się tu nieomyłkowo.
Le Nectar stworzył Romain Almairac, syn Michela Almairaca. Romain wspominał, że świat perfum znał właściwie od dzieciństwa. Zapamiętał m.in. wizyty w biurze ojca pełnym zapachowych próbek. Sam początkowo poszedł inną drogą i pracował po handlowej stronie branży. Ostatecznie jednak także został perfumiarzem.
Historia zatoczyła koło. Ojciec współtworzył jeden z najważniejszych zapachów w historii marki, syn odpowiada za jedną z jej najnowszych kompozycji. Na tym jednak podobieństwa się kończą, same zapachy są różne jak ogień i woda. Jeśli klasyczne Chloé Eau de Parfum zbudowano wokół świeżej róży, Le Nectar przesuwa akcent w stronę kwiatów skąpanych w cieple. Róża pozostaje więc jednym z punktów łączących oba zapachy, ale w Le Nectar nie gra już solowej roli. Towarzyszą jej neroli i kwiat pomarańczy, a całość osadzona została na znacznie cieplejszej, bardziej balsamicznej bazie.
Pierwsze wrażenie? Soczysta świeżość. Bergamotka daje Le Nectar cytrusowe otwarcie, a dopiero później pojawia się właściwe serce kompozycji: olejek eteryczny neroli oraz absoluty kwiatu pomarańczy i róży. Razem tworzą kwiatowy akord o miodowym charakterze.
I tu robi się ciekawie, bo w materiałach marki pojawia się określenie neo-vintage gourmand. Gourmand może brzmieć myląco. Nie ma tu bowiem efektu cukierni - wanilii, karmelu czy dosłownej deserowej słodyczy. Jest za to bób tonka, który wnosi balsamiczne ciepło, oraz kwiaty o nektarowej, miodowej stronie. Bergamotka i neroli utrzymują całość po jaśniejszej stronie.
Z czasem robi się cieplej. Tonka spotyka się z paczulą i akordem ambrowym, w bazie pojawiają się także ambroksan, kaszmeran i sandałowiec. Le Nectar zostawia więc na skórze miękki, otulający ślad. Bez przesadnej słodyczy.
Bo przecież nie sama paczula. Ani róża, kwiat pomarańczy czy tonka - wszystkie należą do repertuaru perfumiarstwa od bardzo dawna. Romain Almairac mówi raczej o zestawieniu ciepła klasycznej kompozycji z lekkością współczesnego zapachu. I to chyba najlepiej tłumaczy Le Nectar. Nie pachnie jak perfumy wyjęte z toaletki z 1975 roku. Bierze z tamtej epoki zamiłowanie do zmysłowości i bogatszych struktur, ale interpretuje je po swojemu.
Trochę jak współczesna moda korzystająca z archiwów. Rozpoznajemy szerokie rękawy, falującą suknię czy charakterystyczny wzór, ale nikt nie ma wrażenia, że przebrał się w kostium z epoki. Neo-vintage okazuje się więc całkiem trafnym określeniem.
Ciągłość widać nawet w opakowaniu. Le Nectar zamknięto w charakterystycznym plisowanym szklanym flakonie Chloé, tym razem w ciepłym bursztynowym odcieniu i ze złocistobeżową wstążką. Ten kod wizualny jest od lat związany z linią zapachową marki - rozpoznawalny prostokąt, pionowe żłobienia szkła i miękka wstążka tworzą ciekawy kontrast między geometrią a miękkością tkanin.
W Le Nectar bursztynowe szkło nie jest tylko dekoracją. Dobrze zapowiada to, co znajdziemy w środku: więcej złocistego ciepła niż w klasycznym Chloé, więcej tonki i paczuli, ale nadal kwiatowe serce i lekkość, dzięki której zapach nie zamienia się w ciężką, słodką kompozycję.
Od pierwszych perfum Chloé z połowy lat 70., przez różane Eau de Parfum z 2008 roku, aż po dzisiejszą kompozycję Romaina Almairaca powracają kwiaty, zmysłowość i charakterystyczne dla domu mody napięcie między kobiecością a swobodą. Nowy zapach przywołuje przeszłość, nie pachnąc przy tym oldschoolowo.
Zapach Le Nectar dostępny jest w sprzedaży w perfumeriach Douglas i na douglas.pl oraz w Sephora i na sephora.pl.