1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda
  4. >
  5. Wygrała z rakiem, po latach wróciła do modelingu. Polka Martyna Budna właśnie poszła w pokazie Schiaparelli

Wygrała z rakiem, po latach wróciła do modelingu. Polka Martyna Budna właśnie poszła w pokazie Schiaparelli

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. Selective Management)
(Fot. Selective Management)
„Jesteś w pokazie” – usłyszała Martyna Budna od Daniela Roseberry'ego dzień przed pokazem Schiaparelli. Po latach przerwy wymuszonej chorobą polska modelka znów chodzi po wybiegach – a o swoim wielkim powrocie opowiedziała „Zwierciadłu”, łącząc się telefonicznie z Francji.

Zaczynała po maturze, a po diagnozie zniknęła z tygodni mody

Kiedy w 2011 roku WWD rozmawiał z Martyną Budną, miała za sobą pięć lat w zawodzie i 23 pokazy w jednym sezonie jesiennym. Wszystko zaczęło się w Polsce od ogłoszenia w „Twiście”, popularnym pisemku dla nastolatek, w którym agencja szukała kandydatek do konkursu modelingowego. Do kariery nie spieszyła się jednak ani trochę. „Miałam 16 lat i chodziłam jeszcze do szkoły. Powiedziałam [agencji], że zacznę dopiero po maturze”, mówiła wtedy. Słowa dotrzymała i od 2009 roku latała między Nowym Jorkiem, Mediolanem i Paryżem. Przerwa zaczęła się osiem lat później.

– W 2017 roku wykryli u mnie raka tarczycy. Musiałam przejść operację, później leczenie, i fizycznie, i mentalnie nie byłam w stanie pracować. Dlatego zniknęłam z Fashion Weeka, z podróżowania, z tego wszystkiego – opowiada nam modelka.

Kiedy poczuła się lepiej, wiedziała, że wróci. – Ja swoją pracę kocham – podkreśla. Ale inaczej. – Chciałam być częścią jakiegoś zespołu, częścią czegoś większego, gdzie tworzone były piękne rzeczy, gdzie mogłam obserwować cały ten proces twórczy – tłumaczy.

Tak w 2020 roku trafiła do Givenchy. Pracowała tam od kuchni, z Matthew Williamsem i zespołami, które od zera tworzą ubrania, biżuterię, buty i torebki. – Siedziałam z nimi przy stole i słuchałam. Jak mogłam coś ze swojej strony powiedzieć czy doradzić w jakiś sposób, to zawsze moje zdanie było brane pod uwagę – opowiada. Dom uszył jej nawet kreację na miarę na ślub na Seszelach. Gdy wychodziła w pokazach Givenchy, Williams mówił jej: – To jedyny albo najlepszy sposób, w jaki mogę ci podziękować.

– Nazywam to przerwą, bo nigdzie więcej nie było mnie widać – mówi.

W Schiaparelli usłyszała na przymiarce, że wychodzi w pokazie

Do Schiaparelli zaprosił ją przyjaciel, jeszcze gdy była w ciąży. Zgodziła się, ale poprosiła o czas. Wróciła do tej rozmowy wiosną tego roku. Dyrektor kreatywny Daniel Roseberry szukał dziewczyny do przygotowań kolejnego pokazu, więc weszła do jego biura i pokazała swój najlepszy walk. Roseberry zawołał: „Pięknie, wspaniale!”. – I tam zostałam i nigdy nie wyszłam – mówi Martyna o tym, jak nawiązała bliską współpracę z domem mody jako modelka do przymiarek.

W tym sezonie zdążyła też przejść w Londynie w pokazach marek Toga, Lovebirds i Rory William Doherty. Potem ruszyły przygotowania do Schiaparelli. – Od rana do wieczora różnego rodzaju kombinacje – opowiada. Dzień przed pokazem, gdy przymiarki dziewczyn dobiegały końca, zadzwonił przyjaciel: Daniel chce, żeby wróciła. Pobiegła, przeszła się w stylizacji, który miała już na sobie wiele razy, i stanęła na środku pokoju. Roseberry zaczął klaskać, a za nim wszyscy.

Usłyszała: „To twój outfit, to twój look, jesteś w pokazie”. – Ja zaczęłam płakać niesamowicie z wrażenia, ze szczęścia, z tego wszystkiego, łzy po prostu leciały mi po twarzy – wspomina. O projektancie mówi: – Jest bardzo wrażliwy i jest bardzo otwarty na świat, na inspiracje, które przychodzą zewsząd, a jednocześnie ma bardzo klarowną wizję tego, co robi.

(Fot. Spotlight/Launchmetrics) (Fot. Spotlight/Launchmetrics)

Po 15 latach wraca do Nowego Jorku, a kampanie na wiosnę–lato 2027 już za nią

Od czerwca modelka jest związana z warszawską agencją Selective Management. Jak przekazała nam jej bookerka Sylwia Korzeniowska, Martyna zrobiła już kilka kampanii na sezon wiosna–lato 2027, a do kalendarza wpadają już opcje na sesje dla „i-D”, Erdem i Maison Margiela. Podpisała też umowę z agencją w Nowym Jorku; ostatni raz była tam jakieś piętnaście lat temu.

Jej powrót jest tym bardziej imponujący, że 14 miesięcy temu urodziła dziecko – małą Lily. – Nie chcę wybierać pomiędzy rodziną a tym, co kocham, tym, co uwielbiam robić, moją pracą – mówi. Chce, by córka widziała w niej kobietę, która spełnia się nie tylko w domu.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE