1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Perfumy
  4. >
  5. Wybrałam 5 trwałych perfum na jesień i zimę do 150 zł, które zachwycają jakością. Pachną wanilią, pierniczkami, a nawet świeżym chlebem

Wybrałam 5 trwałych perfum na jesień i zimę do 150 zł, które zachwycają jakością. Pachną wanilią, pierniczkami, a nawet świeżym chlebem

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. lambada/Getty Images)
(Fot. lambada/Getty Images)
Jesienią i zimą najchętniej otulam się nie tylko miękkimi swetrami, ale też zapachami. Uwielbiam te, które przywodzą na myśl waniliowe desery, rozgrzewające przyprawy czy wieczory przy ognisku. I choć perfumy należą do kosmetyków, na które można wydać naprawdę dużo, wiem, że piękne kompozycje da się znaleźć również za niewielkie pieniądze. Oto pięć moich odkryć do 150 zł – idealnych na chłodniejsze dni.

Spis treści:

  1. Zara, Salted Tonka, 140 zł za 100 ml
  2. Söppö, Pain Couture, 99 zł za 50 ml
  3. Mykonos, Bonfire Vanilla, ok. 140 zł za 50 ml
  4. Scent of Stars, Taurus Gold Nº 17, ok. 100–120 zł za 100 ml
  5. Lou De Pre, Mystic Dream, ok. 60–80 zł za 90 ml

Ciepłe, otulające, a jednocześnie z charakterem – perfumy z tego zestawienia sprawdzą się w chłodne jesienne wieczory i zimowe dni. Wybór jest oczywiście subiektywny, ale wszystkie pięć zapachów łączy wyjątkowa trwałość i jakość, za którą wcale nie trzeba płacić fortuny.

Oczywiście trwałość perfum jest kwestią indywidualną – zależy między innymi od rodzaju skóry i sposobu aplikacji. Wszystkie zapachy z tego zestawienia dobrze sprawdziły się jednak podczas moich testów i właśnie dlatego znalazły się wśród moich jesienno-zimowych faworytów.

Zara, Salted Tonka, 140 zł za 100 ml

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Zara już dawno przestała kojarzyć się wyłącznie z ubraniami i od pewnego czasu zaskakuje też coraz ciekawszymi zapachami. Salted Tonka to jeden z moich pierwszych wyborów na jesień i zimę, bo jest wyrazisty, a jednocześnie nieprzekombinowany. Nie należy do tych perfum, po których powąchaniu dochodzisz do wniosku, że to jednak „za dużo”. Wręcz przeciwnie: niczym proustowska magdalenka przywodzi na myśl wspólne rodzinne chwile spędzone na pieczeniu pierniczków, a także waniliowe i karmelowe jesienno-zimowe desery.

To otulające perfumy z nutą ekstrawagancji, które przyjemnie nosi się na co dzień. I, podobnie jak reszta zapachów z tego zestawienia, naprawdę długo utrzymują się na skórze.

Söppö, Pain Couture, 99 zł za 50 ml

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Pozostajemy w świecie zapachów gourmand, czyli takich, które aż chciałoby się zjeść. A używając nieco bardziej oficjalnej definicji – zapachów inspirowanych jedzeniem. Najczęściej deserami, ale nie tylko. Bo czyż można sobie wyobrazić coś pyszniejszego niż świeży chleb z chrupiącą skórką? Dla tych, którzy – jak ja – odpowiedzą, że o to niełatwo, mam kolejną propozycję jesienno-zimowego zapachu, w którym świetna jakość idzie w parze z przystępną ceną.

Chodzi o Pain Couture polskiej marki Söppö. Bo od świeżego chleba lepsza mogłaby być chyba tylko wyrafinowana francuska brioszka. I to właśnie tym wypiekiem pachnie Pain Couture. To zapach trwały, puszysty, maślany i waniliowy. A wraz z nim otrzymujesz pin w kształcie gołębia, którego jednak ani zwykłym chlebem, ani wyrafinowaną brioszką lepiej nie karmić.

Mykonos, Bonfire Vanilla, ok. 140 zł za 50 ml

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Bonfire Vanilla to dla mnie zapach pewności siebie. Jest konkretny, wyrazisty, z charakterem – trochę jak wieczorne ognisko, którego dym miesza się ze słodyczą opiekanych nad nim pianek marshmallow. Wanilia dodatkowo ociepla tę kompozycję, ale nie odbiera jej pazura.

Uwielbiam to połączenie, bo perfumy są jednocześnie otulające i nieoczywiste, a przy tym bardzo trwałe. I właśnie za tę wyrazistość tak je lubię – nie trzeba używać dużej ilości, żeby zapach długo pozostawał wyczuwalny ( ja czułam go na nadgarstku nawet rano, po prysznicu poprzedniego wieczora). To też taki uniwersalny wybór, który sprawdzi się zarówno na początku jesieni, jak i już w pełnej śniegu i mrozu zimie.

Scent of Stars, Taurus Gold Nº 17, ok. 100–120 zł za 100 ml

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

W tej kompozycji wanilia spotyka się z koniakiem, cynamonem i fasolką tonka, a całość nabiera głębi dzięki nutom drzewnym, orzechom laskowym i migdałom. Słodycz nie przypomina tu jednak typowego deseru – jest bardziej likierowa, rozgrzewająca, z lekko korzennym charakterem. Mnie przywodzi na myśl nawet wiśnie, choć nie znajdziemy ich w oficjalnej piramidzie zapachowej.

Taurus Gold Nº 17 jest mniej słodki, a bardziej intrygujący niż inne zapachy w zestawieniu. To kompozycja określana jako uniseks, po którą chętnie sięgam, gdy mam ochotę na coś mniej oczywistego niż waniliowe słodkości. Podoba mi się, że jest wyrazista, ale nie przytłacza, a jej ciepły, korzenny charakter pozostaje wyczuwalny na skórze jeszcze długo po aplikacji.

Lou De Pre, Mystic Dream, ok. 60–80 zł za 90 ml

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Mystic Dream pachnie z kolei jak szarlotka, ale oprócz jabłek, cynamonu i brązowego cukru wyczujesz w tych perfumach także koniak i odrobinę tytoniu, które sprawiają, że całość nie jest przesadnie słodka. Z czasem pojawia się więcej wanilii i praliny, a zapach robi się cieplejszy, bardziej kremowy. Lubię w nim właśnie tę równowagę między deserową słodyczą a czymś bardziej wytrawnym. Najwidoczniej zasadę: „Dobre, takie nie za słodkie” można stosować i do perfum.

To zapach, który potrafi być jednocześnie apetyczny i elegancki. Dlatego równie dobrze wyobrażam je sobie podczas jesiennego spaceru, jak i wieczornego wyjścia.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE